Miziaforum's Blog

Posts Tagged ‘gestapo’

” trzy prywatne archiwa które zadecydowały o tym jaką Polske dziś mamy”

Posted by miziaforum w dniu Lipiec 18, 2013


SAMO ISTNIENIE TAKICH ARCHIWÓW NIE JEST ŻADNĄ SENSACJĄ – SENSACYJNE JEST TO ŻE ARCHIWA BYŁY I SĄ NADAL W PRYWATNYCH RĘKACH POJEDYNCZYCH LUDZI LUB WĄSKICH GRUP INTERESU 

O JAKIE ARCHIWA CHODZI I JAKIE SKUTKI BEZPOŚREDNIE NAMACALNE W ZWIĄZKU Z ICH PRZEJĘCIEM DO DZIŚ ODCZUWAMY NA WŁASNEJ SKÓRZE

I

ARCHIWUM WYWIADU I KONTRWYWIADU ARMII KRAJOWEJ

Prawie siedemdziesiąt lat ukrywał informacje. Pamiętał, że było to przy piaszczystej drodze z sosenkami. Wreszcie uznał, że już czas odkopać skrzynie i pokazać potomnym dokumenty wywiadu AK
Droga nie jest piaszczysta, nie ma też sosenek. Stoimy przy ul. Spacerowej w Pionkach. Kazimierz Styś, były żołnierz Armii Krajowej, przyleciał do Polski z Kanady na kilka dni. To podróż sentymentalna. Pokazuje synowi Piotrowi, gdzie mieszkał z rodzicami, gdzie chodził do szkoły, gdzie zastała go wojna i gdzie ukrywał meldunki, które przewoził jako łącznik. I gdzie ukrył skrzynie.

Skrzynie były trzy. W jednej znajdowała się broń. Do drugiej włożono radiostacje, które akowcy dostali ze zrzutów. W trzeciej ukryto dokumenty: raporty i meldunki wywiadu akowskiego,listy konfidentów zarówno sowieckich jak i niemieckich

Szpaler karłowatych sosenek

– To był listopad 1944 r. Już było wiadomo, kto nas wyzwoli. Wywiad AK miał spore archiwum, baliśmy się, że wpadnie w ręce Sowietów. Zdecydowaliśmy, że trzeba je ukryć – wspomina Kazimierz Styś. Skrzynie były wykonane z blachy cynkowej i pochodziły z pionkowskiej wytwórni prochu. Tam w czasie wojny pracował przymusowo Kazimierz Styś. Konspiratorzy: Czesław Wójcik, szef komórki wywiadu, Leszek Olszewski i on – Kazimierz Styś zdecydowali, że ukryją skrzynie w ziemi. W jednej lokalizacji, ale nie w jednym miejscu.

– Taki szpaler karłowatych sosenek rósł prostopadle do drogi, a obok biegła droga. Kopaliśmy w nocy. Oczywiście krążyły patrole niemieckie, ale tu Niemcy się nie zapuszczali. Bali się partyzantów. A my znaliśmy teren doskonale. Poza tym byliśmy przekonani, że za kilka tygodni będziemy odkopywać. Gdyby ktoś mi powiedział, gdzie rosły te sosenki – starszy mężczyzna bezradnie pociera czoło.

Jak na ironię losu otoczenie ulicy Spacerowej wiele lat pozostawało bez zmian. Tak przynajmniej zapamiętał to miejsce Kazimierz Styś podczas wizyty kilkanaście lat temu. Ale w ostatnim czasie krajobraz zmienił się nie do poznania: ruszyła firma budowlana, która wybiera piasek. Tam, gdzie można by podejrzewać, że zakopano skrzynie, jest teraz głębokie wyrobisko, w dodatku częściowo już zasypane przez ciągle dowożony gruz i glinę z budów.

II

ARCHIWUM GESTAPO ZNANE POD NAZWĄ ARCHIWUM JAROSZEWICZA

Był początek czerwca 1945 r. Wcześnie rano na dziedziniec pałacu w Radomierzycach wjechały trzy terenowe samochody. Z aut wysiadło kilku cywilów i uzbrojeni żołnierze w polskich mundurach. Weszli do pałacowych oficyn. Dowodził wysoki mężczyzna w stopniu pułkownika. Przybysze zamierzali przeszukać zdeponowane w Radomierzycach pod koniec II wojny światowej ogromne niemieckie archiwum. Jadąc do pałacu, nie wiedzieli jeszcze, co ono zawiera. Kilkadziesiąt lat później trzy najbardziej wtajemniczone w te poszukiwania osoby zostały zamordowane – wszystkie w tajemniczych okolicznościach. Był wśród nich peerelowski premier Piotr Jaroszewicz.

Radomierzyce to mała, położona nad Nysą Łużycką wioska, gdzie znajduje się ten wielki pałac. Został zbudowany w 1708 r. na wys-pie otoczonej podwójną fosą. To jeden z najwspanialszych zabytków w tej części Europy. Na terenie majątku mieszkało trzynaście hrabianek, bo część budynków była przeznaczona na rodzaj przytułku dla pozbawionych rodzin arystokratek. Latem 1944 r. w pałacu rozpoczęły się otoczone ścisłą tajemnicą prace budowlane. W jednej z oficyn poza głównym gmachem powstawało opancerzone pomieszczenie ze wzmocnioną podłogą, przypominające bankowy skarbiec. Po ukończeniu budowy skarbca do Radomierzyc zaczęły zjeżdżać ciężarówkami tajne, zebrane w całej Europie dokumenty. Raporty o przebiegu akcji trafiały bezpośrednio na biurko Waltera Schellenberga, szefa VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA). To świadczy o randze całego przedsięwzięcia, a także o znaczeniu archiwum dla niemieckich władz. Wskazuje również na osobę, której najbardziej zależało na ukryciu dokumentów, będących już po wojnie znakomitym punktem przetargowym w różnych rozgrywkach politycznych.

Misja Jaroszewicza
Pod koniec lat 70. XX wieku na ślad radomierzyckiego archiwum trafił Jerzy Rostkowski, pisarz i dokumentalista. Spotkał się wtedy ze znanym sudeckim przewodnikiem Tadeuszem Steciem. A po jego śmierci rozmawiał jeszcze z przyjaciółmi Stecia – Henrykiem Piecuchem i Andrzejem Nowickim. Steć, współpracownik służb wywiadowczych, ujawnił, że w 1945 r. odwiedził Radomierzyce w poszukiwaniu zdeponowanych tam dokumentów. Pałac, nietknięty podczas wojny, został opuszczony przez mieszkańców. Pozostali natomiast okoliczni autochtoni, którzy wspominali, że przez ostatnie miesiące w majątku mieszkali również jacyś obcokrajowcy, prawdopodobnie Francuzi. Widzieli także polskich żołnierzy, którzy przyjechali na wyspę. Tymi ludźmi kierował Piotr Jaroszewicz, wówczas pułkownik LWP. To do Jaroszewicza trafiła informacja o ukryciu przez Niemców ważnych dokumentów w pałacu nad brzegiem Nysy. Jaroszewicz chciał, by nie była to oficjalna akcja wojskowa, lecz prywatne przedsięwzięcie, które pozwoliłoby mu się zorientować, co kryło się w Radomierzycach. Zabrał tylko zaufanych ludzi.
Z Jaroszewiczem byli m.in. Tadeusz Steć i ppłk Jerzy Fonkowicz, podczas wojny szef specjalnej grupy bojowej przy Sztabie Głównym Armii Ludowej i jednocześnie oficer Oddziału II Informacyjnego tej formacji. Był on także agentem sowieckiego wywiadu. Zasłużył się Sowietom akcją na lokal archiwum Armii Krajowej w Warszawie, kiedy to zdobyto materiały dotyczące przedwojennych komunistów. Przejęto wtedy również materiały dotyczące Armii Krajowej i przekazano je gestapo, co spowodowało później falę aresztowań żołnierzy AK. W 1945 r. płk Fonkowicz był szefem Oddziału III Zarządu Informacji LWP.
W ekipie Jaroszewicza znalazł się też mjr Władysław Boczoń. Przed wojną był szefem kontrwywiadu Armii Poznań, od 1940 r. służył jako oficer wywiadu ZWZ, a potem AK (pseudonim Pantera). Uczestniczył w „podwójnych grach” wywiadu Armii Krajowej, skierowanych przeciwko zakonspirowanym strukturom abwehry i gestapo. Dla Jaroszewicza był cennym ekspertem, znawcą tajemnic niemieckiego wywiadu. W ekspedycji uczestniczyło także dwóch specjalistów zajmujących się przejmowaniem zabytków na terenach zajętych po wyparciu Niemców. Nie znali oni prawdziwego celu misji w Radomierzycach.Akta Schellenberga
Po dotarciu na wyspę ekipa Jaroszewicza odnalazła w jednej z oficyn potężne sejfy wmurowane w ściany, w drugiej zaś (na piętrze) – wielkie pomieszczenie o ścianach wzmocnionych stalowymi płytami, zamknięte pancernymi drzwiami. Po sforsowaniu drzwi uczestnicy misji Jaroszewicza zobaczyli tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy. – Były tam akta personalne, listy, plany; głównie archiwa wywiadu francuskiego, a być może także belgijskiego i holenderskiego – twierdzi Jerzy Rostkowski. Miało się tam także znajdować archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Były to dane o ludziach, ich ciemnych interesach i kolaboracji z Niemcami oraz wydarzeniach prowokowanych przez niemieckie tajne służby, w których uczestniczyły znane osobistości. Tymi sprawami zajmowała się jedna z grup VI departamentu RSHA, którym kierował Walter Schellenberg.

„Jaroszewicz z Fonkowiczem chyba nie znali niemieckiego lub znali ten język zbyt pobieżnie, bo często przysyłali umyślnego, zazwyczaj jakiegoś szeregowego, abym im przetłumaczył jakieś kwity. (É) Pamiętam, że Fonkowicz został gdzieś wezwany, musiał nagle wyjechać, a ja z Jaroszewiczem zostałem w Radomierzycach jeszcze dwa lub trzy dni. Cały czas tłumaczyłem. Jaroszewicz przebierał. Wybrał stosik dokumentów. Zrobił z nich dwie lub trzy niewielkie paczki. (…) Byłem akurat pod pałacem, razem z dwoma cywilami, specjalistami od zabytków, których zostawił Fonkowicz. Nagle na dziedziniec pałacu wpadła grupa czerwonoarmiejców z bronią gotową do strzału. (É) Ani się obejrzeliśmy, jak ustawiono nas pod ścianą z rękami do góry. Na szczęście wyszedł Jaroszewicz, pogadał z dowódcą grupy, jakimś lejtnantem chyba. Czerwonoarmiści pognali nas w kierunku wioski, nie szczędzili kopniaków, doprowadzili do drogi Bogatynia – Zgorzelec i kazali iść, doradzając, abyśmy zapomnieli o pałacu i wszystkim, co widzieliśmy i słyszeliśmy” – tak mówił Tadeusz Steć, a jego słowa zanotował Henryk Piecuch. Paczki z wybranymi dokumentami pozostały w samochodzie Piotra Jaroszewicza. Innymi archiwaliami w pałacu zajął się sowiecki wywiad. Zdaniem Jerzego Rostkowskiego, Rosjan mógł ściągnąć do Radomierzyc Fonkowicz. Żołnierze pojawili się przecież tuż po jego nieoczekiwanym wyjeździe z pałacu.

Likwidowanie świadków?
Pod koniec lipca 1945 r. radomierzyckie archiwum wyekspediowano do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami.
– O istnieniu tych dokumentów wiemy z ujawnionych w latach 90. wspomnień wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki. Niewielką część archiwum pochodzącego z Radomierzyc, a także z zamków Czocha i Książ, Rosja sprzedała Zachodowi – twierdzi Jerzy Rostkowski. W Polsce, w prywatnym archiwum Piotra Jaroszewicza, pozostała część dokumentacji, nie wiadomo jednak, jakiej rangi.
Do lat 90. ubiegłego wieku dożyły trzy osoby przeglądające w czerwcu 1945 r. radomierzyckie archiwum: Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Wiadomo, że przez lata te trzy osoby utrzymywały z sobą kontakt. Wszystkie trzy zostały zamordowane przez nieznanych sprawców; ofiary torturowano przed śmiercią. Piotra Jaroszewicza i jego żonę zabito w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. W nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. zamordowano Tadeusza Stecia, a Jerzego Fonkowicza – w 1997 r. W żadnym z tych zabójstw śledztwo nie wykazało motywu rabunkowego. Jerzy Rostkowski w książce „Radomierzyce. Archiwa pachnące śmiercią” twierdzi, że morderstwa mogą mieć związek z dokumentami przejętymi w 1945 r. w Radomierzycach. Jeśli tak było, to Jaroszewicz, Steć i Fonkowicz zabrali tajemnicę do grobu.

III

ARCHIWUM GEN. PETELICKIEGO

Był człowiekiem wywodzącym się ze służb peerelowskich, ale jednocześnie był patriotą ocenia profesor. – Rozróżniał doskonale ten segment, który służył Moskwie i ten, który uważał za patriotyczny – stwierdza Staniszkis. Generał Petelicki miał swój kodeks honorowy i zgodnie z nim oceniał polityków uważa profesor i dodaje, że były dowódca GROM w bardzo ostry i idący w poprzek podziałów partyjnych sposób oceniał polityków, patrząc na nich pod kątem osobowości i charakterów, zdolności podejmowania decyzji, sprawowania kontroli nad aparatem państwowym a także odpowiedzialności za podwładnych.

Staniszkis ocenia, że zagrożeniem dla życia generała mogła być jego wiedza. – Był niesamowicie dobrze poinformowany- stwierdza socjolog. W jej ocenie Petelicki należał do grupy, która wiedziała najwięcej o tym co naprawdę dzieje się w Polsce. Ale nie tylko. Generał znał także bardzo dużo osób związanych ze służbami specjalnymi i armią państw zachodnich. – Wiedział bardzo dużo o aferach wokół zakupów broni, mówił mi, że korupcja jest tam niesamowita. Miał masę informacji na temat energetyki, gazu, w tym łupkowego. Miał znajomych w rozmaitych kręgach i ogromną wiedzę o finansowaniu budowy autostrad, rozmaitych nieprawidłowości tam się dziejących – ujawnia Staniszkis.

Profesor powołuje się m.in. na wiedzą pochodzącą od byłego współpracownika generała, który zajmuje obecnie ważne stanowisko w służbach amerykańskich. Petelicki był przerażony stanem państwa polskiego, w szczególności skalą korupcji dotyczącą zamówień publicznych w wojsku. I to w tych kręgach zdaniem Staniszkis należy szukać ludzi, dla których wiedza św. pamięci generała była realnym zagrożeniem.

Profesor opowiada także w wywiadzie o blokadzie medialnej nałożonej na Petelickiego w ostatnich miesiącach. Generał – Nagle przestał być zapraszany do TVN 24 bo przekroczył pewną granicę, także dzielenia się swoją wiedzą. Odbierał to jako jeden z nacisków na niego. Staniszkis ujawnia, że Petelicki otrzymywał wiele sygnałów, mających go skłonić do milczenia. Ostatnio mocno był naciskany w sprawie ujawnienia, iż politycy PO otrzymali sms-em instrukcję by winą za katastrofę smoleńską obarczać pilotów.

Petelicki bardzo się interesował działaniem Stratfor i podobno prowadził z p. Friedmanem bardzo ożywioną korespondencję. Wiadomo, że on i osoby z jego kregu w ostatnim czasie intensywnie spotykali się z Amerykanami. Gen. Petelicki miał też podejmować współpracę z organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz walki z korupcją i wolnych mediów. Informatorzy twierdzą, że były szef GROM-u gromadził od pewnego czasu informacje i dokumenty dotyczące spraw, o których ich posiadacze bali się informować opinię publiczną i podejmować działania interwencyjne

IV

Ponad 300 kartonów o wymiarach 60x48x80 cm zawieroał tak zwane prywatne archiwum Lecha Kaczyńskiego po katastrofie i zwiazaną z tym zmianą władzy odnalazło się tylko 250 kartonów zawierajacych prywatne rodzinne pamiatki i dokumenty co stało się z resztą..

 KTO DZIŚ NIMI DYSPONUJE I W JAKI SPOSÓB STERUJE ZACHOWANIAMI POLITYKÓW BIZNESMENÓW W III R.P 

NIGDY NIE PUBLIKOWANE SZCZEGÓŁY WSKAZUJĄCE PERSONALNIE OSOBY ORAZ PRAWDZIWE OKOLICZNOŚCI Z KTÓRYCH NIE ŁATWO BĘDZIE SIĘ WYPLĄTAĆ PEWNYM OSOBOM

materiał jest tak obszerny że postanowiłem podzielić go na 2 częśći część dzisiejsza może być zatem wprowadzeniem

cdn..

Posted in Uncategorized | Otagowane: | 12 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: