Miziaforum's Blog

Afrykańscy imigranci we Włoszech !! z diamentem w d,,,e po nowe życie w Europie !! o tym z tv się nie dowiecie ..

Posted by miziaforum w dniu Październik 31, 2016


Od wielu lat społeczność międzynarodowa stara się ukrócić  handel „krwawymi diamentami”. I prawie się to udało jednak kryzys imigracyjny otworzył przed gangami przemytników nowe możliwości przemytu diamentów do Europy !

Jak nie informuje🙂 włoska policja plagą stało się , znajdowanie podczas rutynowych kontroli imigrantów , ich rzeczy osobistych odnajdowanie ukrytych diamentów , które pozyskano na terenie Afryki .

Gangi zajmujące się przemytem diamentów do Europy postanowiły skorzystać z możliwości jakie daje niekontrolowany zupełnie przepływ imigrantów z Libii do Włoch , nikt nie wie jak wielka jest skala tego procederu .

Faktem jest jednak to że niema tygodnia aby służby imigracyjne w czasie wstępnych kontroli rzeczy osobistych i badań lekarskich nie ujawniały , wielu przypadków przemytu diamentów

Oczywiście na informacje tą nałożone jest całkowite embargo , oficjalnie nie ma takiego problemu……

KTO MA W TYM INTERES ?

Aby informacje te nie były podawane w mediach , tajemnicą poliszynela jest że zainteresowane i zaangażowane w to są , środowiska handlarzy … a tropy wiodą do Antwerpii

Mechanizm jest bardzo prosty już w Libii przemytnicy typują osoby którym można zaproponować przemyt kamieni które zostaną odebrane już we Włoszech przez członków gangów Afrykańskich którzy w Europie są już od wielu lat legalnie , sposób przemytu jest podobny jeśli nie taki sam jak narkotyków , połykane , upychane w kobiecych narządach , a tak że w odbytnicy…

Jedno co należy przyznać to to że wynajęty muł .. przemytnik imigrant za swoją pracę otrzymuje opłacenie miejsca na łodzi , i jest to przeważnie łudź w bardzo dobrym stanie co zapewnia imigrantowi bezpieczeństwo dotarcia do Włoch , oraz jak zeznali schwytani imigranci , po opróżnieniu „skrytek” surowe diamenty są liczone i jeśli ilość się zgadza to od przedstawiciela gangu w Europie otrzymuje już oszlifowane diamenty w ilości 2 , 3 sztuk o wartości rynkowej 20 do 30 000 euro.

Skala procederu jak i czas jej trwania są nie znane ponieważ oficjalnie tego problemu niema🙂.

Jedno co należy przyznać „panom” gangsterom że jest to z ich strony bardzo uczciwe podejście przy wywiązywaniu się z płacenia za usługę , dobry sprzęt pływający gwarantuje bezstresowe dotarcie do celu , ale jest to podyktowane troską o pewność dotarcia towaru a nie imigranta .

Ale te kilka sztuk juz prawie legalnych drobnych kamieni to prawdziwy  prezent na start w nowej ojczyźnie do jakiej zostanie skierowany uchodźca przez służby imigracyjne , oszlifowane kamienie już łatwo sprzedać …

 

informacja własna z własnego źródła zlokalizowanego🙂 gdzieś w Afryce

Atu dodam jeszcze coś dla zainteresowanych tematem „krwawych diamentów”

Kamienie milczą na temat swej przeszłości. Czy posiadacze brylantów wiedzą skąd pochodzą drogocenne błyskotki i ile zła wyrządziły?

Niektóre tajemnice diament zdradza pod lupą. Dopiero w dziesięciokrotnym powiększeniu widać mikroskopijne zanieczyszczenia i pęknięcia. (…) Czystość struktury diamentów zakłócają różne inkluzje, za wyjątkiem jednej – ludzkiej krwi.

Diamenty nie krwawią, choć niekiedy nazywa się je „krwawymi diamentami”.

Przez pewien czas tylko w kinach można było zobaczyć mordercze kamienie, finansujące krwawe rozgrywki dyktatorów w regionach ogarniętych konfliktami zbrojnymi. Po latach powróciły z wygnania. Od listopada ubiegłego roku zniesiono embargo na eksport diamentów wydobywanych w Zimbabwe, kraju rządzonym przez dyktatora Roberta Mugabe.

Obrońcy praw człowieka nazywali tę decyzję hańbiącą. Postanowienie organizacji międzynarodowej, regulującej system obrotu surowcem diamentowym, wywołało sprzeczne reakcje rządów i zazwyczaj jednomyślnych lobbystów przemysłu diamentowego. Jak krwawe, jak brudne są kamienie Roberta Mugabe? W celu odkrycia prawdy wyruszyliśmy ich szlakiem. Przemierzyliśmy rozpaloną słońcem sawannę, dotarliśmy do gniazd przemytników ukrytych w górach, do centrum diamentowego w Antwerpii. Rozmawialiśmy z nielegalnymi poszukiwaczami, żołnierzami, biznesmenami i dyplomatami. (…)

Zimbabwe przecinają łagodne wzniesienia, a kobierzec liści opadłych z lasów miombo mieni się wszystkimi kolorami w promieniach wschodzącego słońca. Na wschodzie kraju wyrastają góry wyznaczające granicę z Mozambikiem (…), a na zachodzie rozciągają się jałowe pola Marange – świat Simona Sithole.

Mutare

Każdej nocy 26-latek o zapadniętych policzkach przekopuje kamienistą ziemię. Wierzy, że pewnego dnia uśmiechnie się do niego szczęście i znajdzie cenny kamień. Żona z trójką dzieci czeka w domu i modli się o szczęśliwy powrót męża.

Niedawno Simon rozharatał sobie prawe przedramię o ostry odłamek skały. To drobnostka, gdy pomyśli, co mogą mu zrobić żołnierze i strażnicy z psami, tropiący nielegalnych poszukiwaczy diamentów. Biada, jeżeli złapią nieszczęśnika. Simon Sithole już raz dostał się w ich łapy. – Drugim razem nie puszczą mnie żywego – stwierdza. Mimo niebezpieczeństwa nadal kopie pod osłoną nocy. (…)

O świcie Simon odwiedził znajomego. Zmył z ciała siedmiotygodniowy brud, opatrzył świeżą ranę, założył czystą koszulkę i przyjechał na spotkanie w mieście Mutare. W parku miejskim nie ma żywego ducha, ale Simon uważnie rozgląda się dookoła. Boi się, że ktoś może podsłuchać naszą rozmowę. W Zimbabwe roi się od szpicli opłacanych przez paranoicznego dyktatora Roberta Mugabe. Reżim zarabia krocie na eksporcie kamieni szlachetnych. Simon Sithole jest jednym z tysięcy biedaków, próbujących uszczknąć odrobinę z bajkowego bogactwa. Dlatego po zapadnięciu zmroku ryje w kamienistej ziemi.

Zimbabwe mogłoby pławić się w dobrobycie dzięki posiadanym złożom diamentów. Kopalnie w Marange przynoszą co roku od dwóch do czterech miliardów dolarów zysku, równowartość niemalże całego budżetu państwa. Niestety diamentowe bogactwo stało się przekleństwem Zimbabwe. Wydobycie i eksport kamieni kontrolują organizacje przestępcze. Pracownicy kopalni są wyzyskiwani, oszukiwani, torturowani i mordowani. Większość zysków z wydobycia diamentów płynie do kieszeni sługusów i generałów Roberta Mugabe. Zniesienie embarga na sprzedaż diamentów z Marange jest na rękę dyktatorowi i jego klice po tym, jak społeczność międzynarodowa wprowadziła przeciwko Zimbabwe szereg dotkliwych sankcji. Reżim potrzebuje pieniędzy na dalsze finansowanie represji – opłacenie wojska, policji, młodzieżowej przybudówki partii rządzącej i jej bojówek. Przemoc jest jedynym środkiem, zapewniającym 87-letniemu dyktatorowi utrzymanie się przy władzy.

Diamentowych pól Marange pilnują strażnicy, patrole, blokady. Wtajemniczeni znają sposoby, jak dostać się do skarbca. (…) Simon Sithole od lat koczuje w jamie wydrążonej w korzeniach drzewa. W ciągu dnia śpi, gotuje papkę z mąki kukurydzianej, a po zapadnięciu zmroku tyra w pocie czoła dla „syndykatu”.

Pracę grupy kopaczy nadzoruje żołnierz. Dziewięcioosobową brygadę tworzą rolnicy i bezrobotni. Tak długo przekopują ziemię w Shonje Hills aż ręce odmówią im posłuszeństwa. Żołnierz bacznie obserwuje robotników. Prawdopodobnie dał łapówkę przełożonym albo dowództwo pozwoliło mu szukać diamentów na własną rękę, opłacając sobie w ten sposób jego wierność. Na obrzeżach trzech oficjalnych kopalni diamentów drąży ziemię tuzin nielegalnych syndykatów. Połowę urobku dostają górnicy, połowę zabierają żołnierze. Dla Sithole to marny interes. – Takie są zasady – stwierdza bezradnie.

A pomyśleć, że jeszcze dziesięć lat temu nikogo nie interesowały drobne, niepozorne kamienie, nieco cięższe od zwykłych, polnych kamyków. Miejscowi chłopcy używali ich jako amunicji do ostrzeliwania ptaków z proc. Surowe diamenty z Marange okrywa zielono-brązowa powłoka, dlatego człowiek tak późno odkrył ich tajemnicę. (…)

Nowy Jork

Dwanaście tysięcy kilometrów na północny zachód, w Nowym Jorku przedsiębiorca Martin Rapaport opowiada, jak pewnego jesiennego dnia przechadzał się po Piątej Alei na Manhattanie. Naturalnie zajrzał także do sklepu jubilerskiego Tiffany. Na drugim piętrze w dziale z pierścionkami zaręczynowymi obserwował zakochane pary, dumnych rodziców towarzyszących młodym, toasty wznoszone szampanem. Potem sprzedawca wkładał pierścionek w ozdobne puzderko, a z papieru i wstążek wyczarowywał małe dzieło sztuki.

Rapaport, potężnie zbudowany mężczyzna z nieodłączną jarmułką na głowie, może godzinami opowiadać o diamentach. Obecnie przemawia na międzynarodowej konferencji poświęconej handlowi diamentami. Martin Rapaport jest pomysłodawcą monitoringu cen diamentów i autorem cenionych ekspertyz, publikowanych w internecie. – Ważne, aby nabywcy lepiej rozumieli mechanizmy powstawania luksusu – opowiada. Na dobrą sprawę diament jest krystaliczną formą węgla w najczystszej postaci. Dopiero pragnienia człowieka czynią z niego przedmiot powszechnego pożądania. (…) Diament stał się symbolem narodzin wielkiego uczucia. Wielu przedstawicielom branży jubilerskiej zależy na tym, aby kamień zachował w tajemnicy swoją historię, zwłaszcza jeżeli pochodzi z kraju rządzonego przez dyktatora Mugabe.

Tymczasem w listopadzie ubiegłego roku USA, Kanada i Unia Europejska cofnęły sprzeciw wobec eksportu diamentów z Zimbabwe. Dyktator może co roku zarzucać rynek milionami karatów. Martin Rapaport, 59-letni ekspert i sumienie branży diamentowej otwarcie przyznaje: – Nie jestem w stanie zapobiec sprzedaży diamentów z Zimbabwe. Nie pomoże płacz, krzyk, czy przekleństwa. Nikt nie wrzuci kamieni do toalety i nie pociągnie za spłuczkę. Zawsze znajdzie się chętny do ich kupna. Dlatego w praktyce nie można położyć kresu procederowi handlu krwawymi diamentami.

A właściwie dlaczego nie można?

Czy dziesięć lat temu społeczność międzynarodowa nie opracowała mechanizmów kontroli surowcem diamentowym? W tamtym czasie paramilitarne bojówki przejęły kontrolę nad polami diamentowymi w Afryce Zachodniej. Gigantyczne zyski ze sprzedaży kamieni płynęły na zakup broni. Wojskowi awanturnicy terroryzowali społeczeństwo, a górników buntujących się przeciwko nieludzkim warunkom pracy w kopalniach diamentów – okaleczano, torturowano i zabijano. (…) Wreszcie dawne potęgi kolonialne przy wsparciu Narodów Zjednoczonych, lobbystów i organizacji praw człowieka postanowiły wprowadzić przejrzyste procedury kontrolne. Początkowo rozważano wypalenie laserem kraju pochodzenia, potem postanowiono opatrzyć diamenty specjalnym certyfikatem. Długi czas toczono jałowe dyskusje na temat formatu dokumentu. Ostatecznie konsultacje zakończyło przyjęcie systemu certyfikacji diamentów zwanego potocznie Procesem Kimberley (Kimberley Process Certification Scheme – KPCS) od miasta w RPA, gdzie odbył się pierwszy szczyt w sprawie ukrócenia handlu „krwawymi diamentami”. Od 2003 roku każdy ładunek surowych diamentów eksportowany za granicę musi być zaopatrzony w rządowy certyfikat. Eksport diamentów jest niemożliwy bez dokumentu. Kamienie, wydobywane w kopalniach kontrolowanych przez rebeliantów nie otrzymają certyfikatu i tym samym nie mogą trafić do legalnej sprzedaży.

Niestety, diament – ów niezrównany mistrz kamuflażu – potrafi ukryć prawdziwe pochodzenie. Szlachetne kamienie stały się ulubieńcem przemytników, uchodźców, pralnią brudnych pieniędzy, przedmiotem nielegalnych interesów i walutą finansującą władzę dyktatorów. Małe, łatwe do ukrycia kamienie są poszukiwanym środkiem płatniczym, z którego szybko da się usunąć oficjalne nadruki, znaki wodne i numery seryjne. Obecnie międzynarodowy program regulacji handlu diamentami może ponieść sromotną klęskę, ponieważ sygnatariusze porozumienia nie przewidzieli precedensu Zimbabwe, gdy eksporterem „krwawych diamentów” nie są rebelianci i samozwańczy watażkowie, lecz państwo.

Pięć lat temu rząd Roberta Mugabe przygotował grunt pod diamentową gorączkę konfiskując złoża Marange brytyjskiej spółce wydobywczej African Consolidated Resources po odkryciu w tym rejonie drogocennych kamieni. Władze Zimbabwe nie były w stanie zabezpieczyć diamentowych pól ani ich właściwie eksploatować. Lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość o odkryciu najbogatszych na świecie złóż diamentowych. W innych regionach trzeba przerzucić setki ton skał, aby znaleźć diamenty o wadze dwóch karatów, czyli 0,4 gramów, zaś w Marange urobek wynosi nawet 5 tys. karatów. W okolicy pojawili się awanturnicy i poszukiwacze szybkiej fortuny. Wszyscy mieli dolary w oczach. Diamentowa gorączka ogarnęła nawet profesorów wyższych uczelni. Każdy przyjechał z własną łopatą.

Marange

Wkrótce na powierzchni wielkości dziesięciu boisk piłkarskich kłębiły się tysiące kopaczy. Chmura pyłu była widoczna na kilometry. Samozwańczy poszukiwacze nawet na chwilę nie opuszczali wykopanej dziury. Kiedy dręczyło kogoś pragnienie płacił diamentami za szklankę wody. W końcu do akcji wkroczyło wojsko. Operację nazwano „Hakudzokwe” – „Nigdy nie wracaj”. Podczas pacyfikacji żołnierze zabili setki osób i przejęli kontrolę nad diamentowymi złożami.

Uczestnicy Procesu Kimberley, którego zadaniem jest ukrócenie nielegalnego handlu diamentami, wysłali do Marange inspektorów. Ci donieśli o masowym łamaniu praw człowieka i ekscesach miejscowej armii. W efekcie zawieszono eksport kamieni szlachetnych z kopalni w Marange, nakazano wycofanie oddziałów wojska i ogranicznie przemytu. Wkrótce pojawiły się rozbieżności między sygnatariuszami Procesu Kimberley – strażnikami handlu diamentami ze źródeł wolnych od konfliktów zbrojnych. Kraje afrykańskie nie zgadzały się na to, aby dawne mocarstwa kolonialne dyktowały im, co mają robić z rodzimymi bogactwami naturalnymi i coraz energiczniej domagały się wycofania zakazu eksportudiamentów. Z kolei Stany Zjednoczone, Kanada i organizacje praw człowieka dostrzegały w embargu szansę odcięcia znienawidzonego reżimu Mugabe od ostatniego źródła pieniędzy.

Władze Zimbabwe eksploatują trzy kopalnie diamentów w Marange do spółki z firmami zagranicznymi. Dochody z wydobywanych w Marange diamentów trafiają do kieszeni wysoko postawionych członków ekipy rządzącej. Znawcy miejscowych realiów wymieniają za każdym razem te same nazwiska: Mugabe, Grace – jego małżonkę-zakupoholiczkę, ministra górnictwa Oberta Mpofu i głównodowodzącego armią Constantine Chiwengę. (…) Wiadomo, że satrapa spłaca dostawy broni i techniki szpiegowskiej dostarczonej przez Chiny diamentami wydobywanymi w kopalni Anjin.

Władze nie znają litości wobec nielegalnych poszukiwaczy przekopujących ziemię na obrzeżach pół diamentowych. Przekonał się o tym na własnej skórze Masinda Sanyatna. W nocy, czwartego listopada wyruszył do Marange z grupą kilkudziesięciu desperatów. Sanyatna rozpaczliwie potrzebował pieniędzy na utrzymanie rodziny. Ogród warzywny nie przynosił plonów, próby uprawy pomidorów spełzły na niczym, bo w okolicy brakowało wody.

Pięć dni później Masinda wylądował w szpitalu w wiosce Mutambara. Zagryzając wargi z bólu ostrożnie siada i rozwija niebieski ręcznik owinięty wokół lewego podudzia. Łydka przypomina krwawą, bezkształtną masę, z otwartej rany wzdłuż kości piszczelowej sączy się ropa.

Dopiero co zaczął kopać, gdy nadszedł patrol. Masinda Sanyatna rzucił się do ucieczki, potknął się i runął na ziemię. – Bierz – usłyszał czyjś głos i na poszukiwacza rzuciły się dwa owczarki. Nie wie, co było gorsze: ból w nodze, czy strach przed tym, co mogą mu jeszcze zrobić. Policjanci podeszli bliżej, po chwili przywołali psy. – Możesz iść – rozkazał jeden z nich. Patrol ruszył w dalszy obchód. (…)

Co miesiąc poszukiwacze diamentów umierają z ręki państwowych albo prywatnych firm ochroniarskich. Według informacji byłych żołnierzy i działaczy organizacji pozarządowych nielegalni górnicy giną od kul, zostają pobici na śmierć albo rozszarpani przez psy.

Nawet po śmierci poszukiwacza – diament, mistrz tajnej podróży – zawsze znajdzie sposób, aby pokonać granicę. Gdziekolwiek odkryto złoża diamentów, czy to w Indiach, czy w korytach rzek Brazylii albo na kontynencie afrykańskim, kamienie sobie tylko znanymi drogami docierają tam, gdzie można na nich ubić intratny interes.

Manica

Na drodze prowadzącej z Marange do Manicy w sąsiednim Mozambiku, panuje niewielki ruch. Znudzeni celnicy po obydwu stronach granicy wbijają pieczątki do paszportów, żaden nie ma ochoty na przeszukiwanie bagażu podróżnych. Atletyczny Rosjanin w okularach przeciwsłonecznych przejeżdża przez przejście graniczne białym, wypasionym modelem terenówki. Celnicy machają mu ręką. Wszyscy znają handlarza diamentów.

Manica leży dwadzieścia minut jazdy samochodem od granicy z Zimbabwe. Po przyjeździe do miasteczka podróżnego witają ruiny kościoła portugalskiego, porośniętego chaszczami. Wątły mężczyzna w niebieskiej koszuli, z przerwą między zębami pojawia się punktualnie, zgodnie z umową. Przemytnik od lat krąży między Zimbabwe a Mozambikiem. Woli wędrować po górach zamiast jeździć samochodem. Dogadał się z żołnierzami patrolującymi granicę.

Opowiada, że interesy nie idą tak dobrze jak w 2010 roku, ale ciągle są opłacalne. Kilka dni temu sprzedał surowe diamenty o wadze 17 karatów, które wykopał w Marange. Zainkasował 3 tys. dolarów. W miasteczku tłoczą się dealerzy diamentów z całego świata. Niektórzy czekają w barach przy głównej ulicy. Już przed południem pojawiają się mocno umalowane damy i czekają na klientów. Do Manicy przyjeżdżają prostytutki nawet z odległego Harare.

Latem 2010 roku przygraniczne miasteczko odwiedzili inspektorzy Procesu Kimberley. Pracownicy hoteliotwarcie opowiadali o przybyszach z Indii i Izraela. Wynajmują na kilka tygodni całe piętra w hotelu i ruszają na diamentowe zakupy. Jeden z właścicieli hoteli nawet zaproponował, że zorganizuje specjalnie dla inspektorów prywatną aukcję diamentów. Później jeden z miejscowych handlarzy zdradził inspektorom szlaki, jakimi przewożą kamienie zmotoryzowani kurierzy, pracujący na zlecenie szmuglerskich syndykatów z Libanu.

Z Manicy kamienie wyruszają w dalszą drogę. Wiele trafia na Bliski Wschód, do Indii albo Chin. Pokaźna część ląduje w północnej Europie, w światowym centrum handlu surowymi diamentami.

Antwerpia

Dzielnica diamentów znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie eklektycznego dworca kolejowego o okazałej kopule. (…) Handel diamentami skupia się w dystrykcie Hoveniersstraat. Ulice dojazdowe zabezpieczają automatyczne bariery, opuszczane tylko dla samochodów transportujących wartościowe ładunki pod eskortą policji. W ciągu dnia ulice przemierzają w pośpiechu ludzie interesu. Niekiedy przed budynkiem giełdy diamentów gromadzą się grupki handlarzy – półgłosem wymieniają uwagi, dzielą się nowinkami towarzyskimi i sypią dowcipami. Twarze o jasnej karnacji mieszają się ze śniadymi obliczami Hindusów i mieszkańców Bliskiego Wschodu. Wielu mężczyzn nosi jarmułki albo czarne chałaty – odzienie ortodoksyjnych Żydów.

Diamond Office kontroluje rynek diamentowy, załatwia wszystkie formalności związane z importem i eksportem szlachetnych kamieni. Praktycznie każdy surowy diament na świecie choć raz przemierzył trzy piętrowy budynek. Codziennie trafiają tu kamienie o wartości 200 milionów dolarów. Pierwsze piętro zajmują rzeczoznawcy, oddzieleni od siebie cienkimi przepierzeniami. Obok nich siedzą handlarze albo posłańcy, upoważnieni do odebrania cennych przesyłek. Komisyjnie otwierają każdą paczuszkę, każdy kamień zostanie dokładnie obejrzany, zważony i wyceniony. Diament zachowuje kamienny spokój niczym poważny podróżny, który nie ma nic do ukrycia i z czystym sumieniem znosi badawcze spojrzenie celnika.

Przy jednym ze stolików belgijski rzeczoznawca do spółki z arabskim kurierem mierzą wzrokiem metalową kasetkę, pełną złożonych arkuszy papieru z nieoszlifowanymi diamentami. Największy, podobny do matowego kawałeczka szkła wielkości zęba trzonowego, wyceniono na 200 tysięcy dolarów. Rzeczoznawca uzbrojony w lupę powiększającą otwiera pękaty woreczek i wysypuje na kartkę papieru diamenty wielkości ziaren. Na stole spoczywają kamienie o wartości 2,5 miliona dolarów.

Skąd pochodzą? Czy jeden z nich wykopał Simon Sithole? A może sprzedał je jakiś żołdak Mugabe? Kto przeszmuglował kamienie z Manicy w wielki świat?

W kasetce leży Certyfikat Kimberley, gwarantujący, że surowe diamenty pochodzą z regionów wolnych od konfliktów zbrojnych i wydobyto je z poszanowaniem praw człowieka. Dokument formatu A4 opatrzono mnóstwem pieczątek, podpisów i znaków wodnych. Ceryfikat wystawiły władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. (…)

W światowym centrum handlu diamentami zaciera się pochodzenie błyskotek. Tak naprawdę nikt nie wie, w jakim zakątku globu ziemskiego wydobyto kosztowne kamienie. Wszyscy powołują się na Certyfikat Kimberley, ale licho wie skąd naprawdę pochodzą diamenty. W Antwerpii nikt nie zadaje zbędnych pytań, codziennie przyjmuje się tu 200 przesyłek i odprawia 450. Kamienie wysyła się do szlifierni w Indiach z unijnym Certyfikatem Kimberley. Po oszlifowaniu zamieniają się w brylanty, a te nie potrzebują żadnego zaświadczenia. (…)

Od listopada ubiegłego roku dyktator Robert Mugabe może znowu oficjalnie sprzedawać diamenty z Ceryfikatem Kimberley. Decyzja o zniesieniu embarga miała podłoże polityczne. Zimbabweński minister górnictwa Obert Mpofu pokpiwał z restrykcyjnych działań Amerykanów, że słoń próbuje rozdeptać mysz. Kraje afrykańskie opowiedziały się za cofnięciem zakazu eksportu, grożąc bojkotem Procesu Kimberley. Ostatecznie Europejczycy wypracowali kompromis. – Zachód musiał zrozumieć, że porozumienie z Kimberley nie rozwiąże problemu łamania praw człowieka – oświadczył jeden z unijnych dyplomatów. – System certyfikacji diamentów przestałby praktycznie istnieć, gdybyśmy twardo obstawali przy naszym stanowisku.

A co robi przemysł jubilerski?

Przedstawiciele przemysłu po raz kolejny zachowują się tak, jakby wszystko było w najlepszym porządku, szermują takimi określeniami jak czystość, odpowiedzialność, kontrola. Czołowy lobbysta branży diamentowej Eli Izhakoff prezes nowojorskiej organizacji World Diamond Council, skupiającej największych graczy w branży stwierdził, że diamenty nie są ani dobre ani złe. Zaś problem Zimbabwe rozwiązano na tyle, na ile to było możliwe. Według Izhakoffa sankcje Zachodu wobec reżimu Mugabe nie odniosły żadnych efektów. Tylko dzięki inspekcjom i procedurom narzuconym przez Proces Kimberley udało się skłonić dyktatora do pewnych ustępstw – ograniczenia aktów przemocy i okrucieństwa ze strony firm ochroniarskich, zmniejszenia przemytu i lepszej ochrony interesów mieszkańców zamieszkujących okolice diamentowych pól.

Branża diamentowa ceni dyskrecję. Nic dziwnego, że Martin Rapaport ma opinię wichrzyciela. Na znak protestu wystąpił z World Diamond Council (Światowa Rada Diamentów), która wystawił „krwawym diamentom” z Zimbabwe zaświadczenia legalności. Rapaporta łączy z prezesem Izhakoffem wieloletnia przyjaźń, ale nie powstrzymało go to przed krytykowaniem organizacji. Zarzuca jej działalność lobbystyczną, tuszowanie przypadków łamania praw człowieka i obronę interesów przemysłu jubilerskiego. – WDC doskonale wie, jakie warunki panują w kopalniach Marange, ale nigdy nie informowało o tym odbiorców – alarmuje Rapaport.

W trakcie rozmowy przyznaje, że do walki z „krwawymi diamentami” skłoniły go także pobudki osobiste – jego rodzice przeżyli pobyt w Auschwitz.

 

Odpowiedzi: 23 to “Afrykańscy imigranci we Włoszech !! z diamentem w d,,,e po nowe życie w Europie !! o tym z tv się nie dowiecie ..”

  1. miziaforum said

    dziś dziadzio mizia dał coś innego , ale warto przeczytać🙂 bo takie życzy mozna tylko usłyszeć w zaufanym towarzystwie przy szklanaczce ….
    🙂

  2. marek said

    https://translate.google.at/translate?hl=pl&sl=en&u=http://www.usapoliticalnews.com/bernie-sanders-attorney-who-was-suing-dnc-over-hillary-stealing-election-found-dead-on-bathroom-floor-2/&prev=search

  3. greg said

    Wspierani przez Zachód terroryści użyli broni chemicznej w Aleppo
    .

    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wspierani-przez-zachod-terrorysci-uzyli-broni-chemicznej-w-aleppo

  4. jan said

    Ciekawe ilu tam Polaków dorabia na kamykach, takich jak tu napisałeś

    https://miziaforum.wordpress.com/2012/03/03/najemnicy-praca-najprawdziwsza-prawda-bez-upiekszania-i-straszenia/

    • miziaforum said

      sporo ……🙂 tam jest jak w 19 wieku , szanse na fortune są spore 1 kontrakt w l.e potem zostają w Afryce jako prywaciarze i po 3 – 5 latach masz 30 -35 – 40 letnich Emerytów …..🙂 piszę w sensie braku potrzeby podejmowania pracy zrobkowej do końca życia przy w miarę umiarkowanym stylu życia🙂

      • ja .pl ,Togo said

        Potwierdzam i pozdrawiam , i dodaje co białemu ujdzie płazem to czarnemu………. niestety.
        „Ludzie kradną diamenty podczas wydobycia. To jest proste. Nadzorcy nie są w stanie upilnować wszystkich. Oczywiście najłatwiej jest kraść w małych kopalniach. Jak pracujesz w dużej firmie, możesz stracić pracę, jeśli cię złapią.

        Przemycenie diamentów tez jest bardzo proste. Możesz schować go gdzieś w swoim ubraniu albo na ciele. Policja próbuje nas łapać, ale nie jest w stanie. Wiele przejść granicznych nie jest pilnowanych. Po prostu biorę swój motorower i przekraczam granicę. Szmuglując, sam nauczyłem się wyceniać wartość kamieni. Wszyscy to robią, a szczególnie zagraniczni dealerzy. Płacą takim jak ja, za przewożenie kamieni za granicę.

        Przewożę diamenty przez lasy, do Gwinei i Liberii. Handlarze kupują je, bo mnóstwo turystów jest zainteresowanych. Kupują duże sztuki – 5, 8, 10 karatów. Bez podatku. Nie chcą też papierów. Wszyscy mają z tego czysty zysk.

        Są agenci rządowi, którzy chodzą po wioskach i szukają przemytników. Jeśli cię złapią i udowodnia winę, musisz zapłacić karę. Ale z policja można negocjować. Z każdym można negocjować. Więc opłaca się kraść.

        Problem polega na tym, że rząd nie dostaje podatków za szmuglowane kamieni. Ale to jest problem kraju, ale z drugiej strony nie ma lepszego zajęcia w Sierra Leone niż to, więc trudno jest przekonać ludzi, aby przestali to robić. Szczególnie, że wszyscy chcą je kupować. Zagraniczni dziennikarze też.

  5. miziaforum said

  6. mironik said

    http://www.dzienniknarodowy.pl/3512/niemiecka-policja-pelna-wakatow-chca-werbowac-pola/
    Jak donoszą niemieckie media, w listopadzie Wyższa Szkoła Policyjna w Oranienburgu uruchomi stronę internetową w języku polskim, na której znaleźć się mają przydatne informacje dla Polaków chcących wstąpić w szeregi tamtejszej policji. Wymagania? Dobra znajomość języka niemieckiego i… polskiego. Jak twierdzą zaodrzańscy funkcjonariusze, nasz język stał się bardzo popularny za zachodnią granicą, stąd też jego znajomość jest wielkim atutem.
    W policjantów brakuje. W Brandenburgii wiosną policja planowała zatrudnić 175 nowych funkcjonariuszy, lecz z braku chętnych udało się przyjąć w kamasze jedynie 148.

  7. mironik said

    http://www.dzienniknarodowy.pl/3501/najwyzszy-stepien-wtajemniczenia-czyli-jak-zarobic/
    Najwyższy Stępień wtajemniczenia, czyli jak zarobić 32 bańki w rok?
    A dokładniej jak zarobić 32 088 921,64 zł w roku 2014 i to na legalu!

  8. marek said

    http://prawy.pl/40112-stowarzyszenie-stop-nop-w-usa-zarejestrowano-prawie-2-tys-zgonow-po-szczepionce-ktora-bedzie-obowiazkowa-w-polsce/

  9. mironik said

    https://web.facebook.com/Ruch-Sprawiedliwo%C5%9Bci-Spo%C5%82ecznej-348547675288161/?hc_ref=NEWSFEED&fref=nf
    Słabszemu dokopać
    Przyszła do Kancelarii kobieta pozbawiona czterech palców prawej ręki. Straciła je w wypadku przy pracy. Ale to nie wystarczyło naszym orzecznikom żeby jej przyznać rentę. Odwołała się więc do sądów i przegrała. Kobieta jest jednak uparta i wygrała rentę w Strasburgu. Jednak 600 zł renty nie wystarczyło na życie więc mimo kalectwa opracowała nadal jako sprzątaczka. Jedną ręką. Równolegle prowadziła rehabilitację ręki tak, aby w jakimś stopniu stała się ona „chwytna”.
    Po 180 dniach zwolnienia wróciła do pracy. Kiedy jednak kolega zachorował i musiała go zastępować, okazało się, że przeciążyła lewą rękę i dostała zapalenia stawu barkowego. Jednak ZUS odmówił wypłacenia zasiłku chorobowego, bo po 180 dniach zwolnienia związanego z wypadkiem nie zdążyła przepracować 60 dni. I tak oto zgodnie z obowiązującymi przepisami ta dzielna kobieta, którą sprzątała jedną ręką za dwóch została pozbawiona tego niezbędnego minimum na przeżycie – 1500 zł chorobowego. Obiecaliśmy pomóc. Pierwszym działaniem w ramach naszej pomocy jest ten artykuł. Może poruszy urzędnicze sumienie, a może skłoni Sejm do zmiany bezdusznych przepisów i uczuli jakiegoś sędziego na los ofiar wypadków przy pracy.
    Dowiedzieliśmy się właśnie, że rząd przygotował Narodowy Program Mieszkaniowy. W ramach zaspakajania potrzeb mieszkaniowych społeczeństwa rządzący postanowili właścicielom mieszkań ułatwić eksmitowanie lokatorów. Nie wiem jak pójdzie rządowi z budowaniem, ale z pewnością właśnie są w trakcie usprawniania „wyrzucania”. Zapowiedziano bowiem skreślenie artykułu 14 ustawy o ochronie lokatorów, który nakładał na sądy obowiązek przyznawania prawa do lokalu socjalnego eksmitowanym kobietom ciężarnym, dzieciom, bezrobotnym, niepełnosprawnym, ubogim emerytom. A że sądy litościwe nie są, to spodziewamy się, że pierwszym efektem Narodowego Programu Mieszkaniowego będzie spektakularny wzrost liczby bezdomnych. PiS, który słusznie ma zastrzeżenia do pracy sędziów, tym razem w tak ważnej sprawie jak eksmisja bezgranicznie im zaufał i zaproponował zmianę przepisów przygotowaną przez Platformę. Dla Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej oznacza to, że będziemy musieli bronić jeszcze więcej ludzi przed bezdomnością. Oznacza to pracę ponad siły nawet dla kogoś kto ma wszystkie palce u obu rąk.
    Piotr Ikonowicz

    • Pelagia said

      pora na przyspieszone wybory. Straszą nas Rosją, a w tym czasie szykują śmierć niewinnym ludziom. To wyjątkowo okrutna śmierć, pod mostem, spokojnego człowieka dopadną psychopatyczne zbiry i będą się znęcać zanim zabiją. A w tym czasie facet kt. własne dziecko skatowal tak, że raczej nie przeżyje, dostanie maks. 5 lat odsiadki.
      Oczywiście kasa na ukrainne jest, bo chcą majątki dla siebie chapnąć, a polscy emeryci niech zdychają z głodu, pod mostem. Jak politycy chcą drapnąć kawałek ukrainy, to niech to robią za własną kasę a nie za naszą wspólną. Nikt Polaków nie pytał o zgodę na takie wydatki

      • KrisT said

        jakie wybory? kogo chcesz wybierać? czy za PO nie było tak samo? było!
        co chcesz powrotu złodziei z PO? Nowoczesną petru aby cię banki, lichwiarze i korporacje wykonczyły? SLD? to juz było…
        Korwin?Kukiz? – jak widać nic dla ludzi nie robią aby polepszyć ich byt. TAK to wybór miedzy dzumą a cholerą! tylko na kogo nastepnego zagłosować skoro nie ma takich?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        chcesz przyspieszonych wyborów?! aby był jeszcze większy burdel w kraju? po roku nowych rzadów? a moze chcesz aby KOD wszedł jako partia i zaczął rządzić tym krajem?
        Jakby kilku z PIS wywalic to byłoby moze znacznie lepiej, i oczywiścia zmiana retoryki antyrosyjskiej na pro rosyjską (rynki zbytu/pracy) z jednoczesnym ochłodzeniem stosunków z USA i episkopatem. W koncu polska to panstwo świeckie.

        • zagrypiona said

          Niektórzy czytają Miziaka już tyle lat, a nadal wierzą, że wybory w tej formie jak sa teraz (bez czyszczenia) coś zmienią.😀 Zeby było dobrze, musi byc kuku. Inaczej sie nie da.

    • Pelagia said

      przyda się politykom, bo są pewni siebie:

      • Pelagia said

        ciekawy fragment: 24:27 –
        ..będziecie znosić te wszystkie potworności, którymi dręczyliście Mój lud !!!!

        • KrisT said

          w czasie kiedy zył Jezus polacy tzn lechici (wielka Lechia) nie byli jego ludem… Nie byli ludem krwawego Boga Jahwe ! tamte słowa nie dotyczą wszystkich a semitów…..

  10. tom said

    No czyli jarmułkowe starają się uregulować wszystko jak zawsze, bo co to by było jakby „tani” surowiec zalał świat ajwaj ,no nie toż by te czarne une dyktatory armie porobiły ,że te une jarmułkowe za bardzo by do gadania nic nie miały jak bardzo biedne mają być te une czarne i komu buty lizać

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: