Miziaforum's Blog

CETA na dziś dla rolnika w Polsce TO 2 RUNDA AGRESJI KORPORACJI ZACHODNICH , 1 ODBYŁA SIĘ W LATACH 90 XX wieku … zapomnieliście ?

Posted by miziaforum w dniu Październik 21, 2016


LESZEK BALCEROWICZ = AGENT ZACHODNICH KONCERNÓW I KORPORACJI FINANSOWYCH !!

JAK W TYTULE UMOWA CETA TO DZIŚ KOLEJNA PRÓBA WYWOŁANIA WOJNY Z POLSKIM ROLNICTWEM , NA NIERÓWNYCH ZASADACH , ALE TYM RAZEM ZASADACH NA KTÓRE RZĄD W IMIENIU ROLNIKÓW SIĘ ZGODZI ..

LATA 90 UBIEGŁEGO WIEKU TO ZMUSZENIE DO NIERÓWNEJ KONKURENCJI POLSKICH ROLNIKÓW Z ROLNICTWEM ZACHODNIM , HOLANDIA HISZPANIA ……. CO WTEDY SIĘ STAŁO MACIE PONIŻEJ OPISANE …….. FALA BANKRUCTW , LICYTACJI GOSPODARSTW , ORAZ FALA SAMOBÓJSTW !

p.s na fali tego gniewu rolników wypłynął właśnie Andrzej Lepper i SAMOOBRONA 

ALE TO INNY TEMAT ZAPRASZAM DO ODŚWIEŻENIA PAMIĘCI !!!

CETA W POLSCE = ŚMIERĆ ROLNICTWA I ŚMIERĆ WIELU ROLNIKÓW 

Tekst proszę czytać w sposób inteligentny , czyli wyciągać z niego to co istotne dla sytuacji dzisiejszej , a nie całość i dosłownie !!

Pewnie nie wszyscy to już dziś pamiętają, ale pierwsze ostre protesty przeciwko ekonomicznym poczynaniom ekipy Mazowieckiego i Balcerowicza nie nadeszły wcale ze strony uzwiązkowionych i dobrze wyekwipowanych do obrony praw pracowniczych gałęzi gospodarki, takich jak przemysł czy sektor publiczny. O nie! Tam przez cały krytyczny rok 1990 logikę terapii szokowej osłaniał rozpięty przez wierchuszkę Solidarności parasol ochronny. A poważny opór i strajki miały się w tych branżach zacząć dopiero w 1992 r. Zdecydowanie zbyt późno, by – za pomocą demokratycznej presji – wpłynąć na bieg wypadków i zmusić rząd do politycznej korekty. W rzeczywistości roku 1990 jedyną siłą społeczną, która próbowała kontestować plan Balcerowicza, była polska wieś. I to w czasie takich wydarzeń, jak choćby zorganizowany wiosną 1990 r. przez Solidarność Rolników Indywidualnych protest producentów mleka w Mławie, rodziły się pierwsze transformacyjne „grona gniewu”. Uczestniczący w tym proteście młody rolnik z Pomorza Andrzej Lepper nie raz powtarzał potem, że Mława stała się dla niego kroplą, która przelała czarę goryczy. I skłoniła go do zarejestrowania własnego ruchu związkowego, czyli Samoobrony. Mława była również symbolicznym początkiem końca Solidarności jako ruchu masowego łączącego z sobą różne klasy społeczne. Stało się tak w chwili, gdy przeciwko blokującym drogę „solidarnościowym” rolnikom rząd „naszego” premiera wysłał transportery opancerzone. Podobnie było, gdy przy użyciu siły rozbita została związkowa okupacja gmachu Ministerstwa Rolnictwa w Warszawie.

Dlaczego wypadki potoczyły się w ten sposób? Jak to możliwe, że to właśnie ci – z pozoru predystynowani do kapitalizmu rolnicy – jako pierwsi poszli na wojnę z ojcem polskiego kapitalizmu Leszkiem Balcerowiczem? Inteligenckie elity „S” szybko znalazły dla tego faktu proste wytłumaczenie. Winę zwalono na chłopskie warcholstwo, partykularyzm i brak szerszych horyzontów pozwalających na zrozumienie tego, co „bolesne, ale konieczne”. Trzeba sobie jednak powiedzieć uczciwie, że było to wytłumaczenie dosyć aroganckie i jednocześnie bardzo wygodne. Ale przede wszystkim ignorujące ekonomiczne realia lat 1989–1991. A realia były takie, że to polska wieś poniosła w pierwszej fazie polskiej transformacji olbrzymią cenę za terapię szokową. Kto wie, czy nie największą ze wszystkich.

Skok w wolny rynek

Zacząć należy od tego, że pierwsze uderzenie terapii szokowej zostało na wsi spotęgowane poprzez specyficzny kontekst późnego PRL-u. Wspomnieliśmy już, że w warunkach realnego socjalizmu rolnicy mieli w Polsce status koncesjonowanych kapitalistów. W praktyce byli więc jak przysłowiowe cielę, co dwie matki ssie. Korzystali więc z wielu jasnych stron wolnego rynku (mogli legalnie sprzedawać swoje nadwyżki i zgarniać zysk), a jednocześnie cieszyli się ochroną państwa, które gwarantowało im skup i chroniło przed zagraniczną konkurencją. W pierwszej fazie transformacji ich położenie uległo jeszcze chwilowemu polepszeniu. W lipcu 1989 r. – tuż przed oddaniem władzy – rząd Mieczysława Rakowskiego bez szczególnych konsultacji uwolnił ceny żywności. Przyniosło to jej producentom trwający przez kilka miesięcy deszcz pieniędzy. A reszcie gospodarki galopującą inflację. Ale w perspektywie kilkunastu miesięcy nawet dla wsi miało to skutki fatalne. Wyobraźmy sobie bowiem, że smacznie śpimy we własnym łóżku. I nagle przy tym łóżku pojawia się jakiś człowiek, przedstawia się jako lekarz. I, nie pytając o zdanie, wbija nam w nogę strzykawkę z działką heroiny. Potem jednym ruchem wyciąga nam spod głowy poduszkę. Zabiera też materac i łóżko. A my budzimy się z narkotycznego rauszu na gołej ziemi.

Coś takiego zdarzyło się 1 stycznia 1990 r. polskiemu rolnictwu. Wieś jednym ruchem wyrwana została z dość przyjaznej rzeczywistości późnego PRL-u i rzucona w… No właśnie, w co? Obrońcy transformacji powiedzą pewnie, że relacje ekonomiczne, które zapanowały na wsi wraz z nastaniem roku 1990, były przywróceniem normalności i zerwaniem z „księżycową gospodarką”. Innego zdania jest jednak wielu badaczy tematu. Na przykład pochodząca z Polski socjolog Sławomira Zbierski-Salameh, autorka wydanej dwa lata temu pracy „Bitter Harvest. Antecedents and Consequences of Property Reforms in Postsocialist Poland” (Gorzkie żniwa. Przyczyny i skutki reform własnościowych w postsocjalistycznej Polsce). Zbierski-Salameh pokazuje, że wraz z wprowadzeniem w życie planu Balcerowicza rolnikom przyszło konkurować w warunkach dalece bardziej księżycowych niż te z Polski Ludowej. Weźmy choćby dostęp do środków produkcji. Od 1 stycznia 1990 r. każdy rolnik stanął wobec „urealnionych” cen środków produkcji. Ale, w przeciwieństwie do robotnika, nie mógł jednak liczyć na to, że jego pensja w naturalny sposób podąży za wzrostem cen. Rolnik – było nie było przedsiębiorca – musiał najpierw ponieść koszty pewnych inwestycji, a dopiero potem cieszyć się z zysków. A gwałtowny wzrost cen środków produkcji (nawozy, maszyny, paliwo) sprawił, że wielu rolnikom zabrakło na te inwestycje kapitału. Problem potęgowało jeszcze to, że wielu z nich (co znowu w przypadku przedsiębiorców jakoś szczególnie nie dziwi) miało zaciągniętekredyty. W momencie więc, gdy rząd podjął walkę z inflacją i doszło do zaostrzenia polityki monetarnej, to ci, którzy byli już zadłużeni, znaleźli się w kredytowej pułapce. Tak powstała cała nowa podklasa wściekłej „niedokończonej klasy średniej” (określenie Jadwigi Staniszkis). Paradoks tkwił w tym, że to właśnie byli ci najbardziej przedsiębiorczy rolnicy, którzy na poważnie wzięli dominujący wtedy postulat brania spraw w swoje ręce. Chcieli zmodernizować swój park maszynowy, wejść w nowe dziedziny, a kto wie, może spróbować sił w eksporcie. Problem polegał jednak na tym, że autorzy terapii szokowej prócz paru słów zachęty nie zaoferowali im odpowiedniej aparatury potrzebnej do rozwinięcia skrzydeł. Sławomira Zbierski-Salameh opisuje rolnika Roberta, który planował rozbudowę swojej kurzej fermy. Udało mu się nawet uzyskać zamówienia z rynków zagranicznych. Potrzebował jednak kapitału na zakup maszyn. To okazało się barierą nie do przeskoczenia. Instytucje lokalne mogące zagwarantować mu dostęp do międzynarodowych kredytów (np. z MFW) praktycznie nie istniały. Wnioski składane w warszawskim BGŻ zostały odrzucone. Gdy badaczka próbowała odwiedzić jego fermę kilka lat później, znalazła tam tylko porzucony plac budowy i szyld „na sprzedaż”.

To jednak zrzucić można jeszcze na karb szalejącej inflacji i słabości polskiego rynku finansowego, za które autorzy terapii szokowej jako żywo winy nie ponosili. Nie oznacza to jednak, że w sprawie chociażby hodowcy kur Roberta są zupełnie czyści. Problem polegał bowiem na tym, że plan Balcerowicza w swej pierwotnej postaci zakładał bardzo szerokie otwarcie polskiej gospodarki na towary z importu. I to było dla polskich rolników zabójcze. W skali makro oznaczało bowiem, że z dnia na dzień musieli ścigać się na przykład z holenderskimi producentami płodów rolnych, którzy w swoim kraju korzystali z wielu państwowych ułatwień i preferencji. A już na pewno ze stabilnego kredytowania. W tym samym czasie polskie władze robiły wobec swoich producentów żywności coś dokładnie odwrotnego.

W praktyce terapia szokowa wyglądała więc dla rolników tak, że gdy w 1990 r. zaczęli się pojawiać ze swoimi produktami w koncesjonowanych punktach skupu, czekały ich długie kolejki, frustracja i spore ryzyko, że towaru nie uda im się sprzedać. I znów obrońca transformacji powie pewnie: „Sorry, ale takie są realia wolnego rynku. Widocznie nie ma popytu na te towary. Przestaw się, drogi rolniku, na coś bardziej atrakcyjnego i wróć z tym za rok”.

W teorii brzmi to oczywiście bardzo rozsądnie. Ale postawmy się na chwilę w pozycji producenta ziemniaków, który zderzył się w punkcie skupu z popytem obniżonym o jedną trzecią. W tym samym czasie cała Polska aż huczała od afery alkoholowej – czyli procederu rozpoczętego pod koniec 1988 r. po zniesieniu koncesji i opłat na przywóz alkoholu na własny użytek przez kierującego się ideą „urynkowienia polskiej gospodarki” ministra współpracy gospodarczej z zagranicą Dominika Jastrzębskiego. Kolejne karawany cystern z wysokoprocentowym ładunkiem wjeżdżały do Polski (oczywiście bez odpowiedniego podatku) dzięki różnego rodzaju furtkom prawnym aż do lata 1990 r. Jednocześnie padały polskie gorzelnie, a wraz z nimi krajowi producenci ziemniaków.

Jaki był więc efekt ekonomiczny? Wbrew intencjom reformatorów skok w wolny rynek nie doprowadził do wymuszenia produktywności i modernizacji polskiej wsi. Przeciwnie. Wieś uległa gwałtownej pauperyzacji. W latach 1990–1991 cena produktu wytworzonego przez rolników została obniżona o 63 proc. A realne dochody gospodarstw rolnych spadły o 40 proc. Nie łudźmy się, taka zapaść zostawia rany na lata. Trudno się więc dziwić, że polska wieś stała się krytykiem neoliberalnego kapitalizmu jeszcze na długo, zanim stało się to modne. I sytuacja uspokoiła się dopiero po wejściu Polski do Unii Europejskiej. A więc ponownym włączeniu polskiego rolnictwa w uregulowany i przewidywalny system gospodarczy, któremu bliżej do modelu PRL-owskiego niż do wolnej amerykanki pierwszych lat transformacji.

Prymat prywatnego

To nie koniec. Dotychczas mówiliśmy bowiem o tych 80 proc. polskiego rolnictwa, które w 1989 r. było własnością prywatną. A były jeszcze Państwowe Gospodarstwa Rolne. Czyli te pozostałe 19 proc. nadwiślańskiego rolnictwa. Fakt, że PGR-y od razu kojarzą się z komuną, stalinowską kolektywizacją i łatwo przeciwstawić im arcypolskie rolnictwo indywidualne. Ale odstawmy na chwilę na bok te skojarzenia i pomówmy o faktach. W 1990 r. liczba PGR-ów wynosiła 1112. Szacuje się, że żyło z nich ok. 2 mln chłoporobotników oraz ich rodzin. Los większości gospodarstw został przypieczętowany ustawą o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa z 19 października 1991 r. Powołała ona do życia Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP), której celem była jak najszybsza prywatyzacja terenów należących do bankrutujących PGR-ów.

Na temat Państwowych Gospodarstw Rolnych stoczono w polskiej publicystyce wiele sporów. Burzliwych, ale w gruncie rzeczy dosyć przewidywalnych. Zazwyczaj przebiegały one według jednego schematu: obrońcy transformacji twierdzili, że upadek PGR-ów był nieuchronny z powodu ich obiektywnego braku konkurencyjności. Na co podnosił się gdzieniegdzie argument, że w zasadzie to prawda, ale całą operację można było przeprowadzić w sposób społecznie mniej kosztowny.

Co ciekawe, im bardziej rozmowa schodzi z poziomu makro, tym mocniejsze karty mają w ręku krytycy PGR-owskiej hekatomby. Kto nie wierzy, niech przeczyta pracę Eugeniusza Rydza i Agnieszki Siwek z Pomorskiej Akademii Pedagogicznej, którzy pokazali posttransformacyjne przeobrażenia na przykładzie rynku pracy powiatu słupskiego. Rejon nie został wybrany przypadkowo. Te obszary Pomorza jeszcze na długo przed nastaniem PRL-u były zdominowane przez wielkoobszarową gospodarkę junkierską. Po II wojnie światowej PGR-y były więc nie tyle realizacją ideologicznych fanaberii nowej władzy, co naturalną konsekwencją panującego tam porządku gospodarczego. Oczywiście w nowych warunkach ekonomii socjalistycznej. Zachowany został więc istniejący charakter sieci osadniczej i układ pól. Aż do transformacji, kiedy to w byłym województwie słupskim likwidacji uległy 73 PGR-y. Większość zwolnionych osób wpadła w pułapkę długotrwałego bezrobocia i społecznej degradacji. Nierzadko dziedzicznej. Jeszcze w 2002 r. bezrobocie w powiecie słupskim sięgało 35 proc.

Odpowiedzi: 29 to “CETA na dziś dla rolnika w Polsce TO 2 RUNDA AGRESJI KORPORACJI ZACHODNICH , 1 ODBYŁA SIĘ W LATACH 90 XX wieku … zapomnieliście ?”

  1. miziaforum said

    JEŚLI CHCECIE CETA TO ZNACZY CHCECIE 2 RUNDY NIERÓWNEJ WALKI ……….. 1 W LATACH 90 PRZEGRALIŚCIE Z KRETESEM CHOĆ WRÓG NIE BYŁ JESZCZE WTEDY TAK SILNY I TAK ZORGANIZOWANY JAK KORPORACJE DZISIAJ

    DZISIAJ KORPORACJE POTRAFIĄ ZWALCZAĆ SKUTECZNIE OPORNE RZĄDY WIELKICH PAŃSTW NIE TYLKO GRUPY ZAWODOWE !!!

    I COŚ JESZCZE BIORĄC POD UWAGĘ ŻE NASZE ELITY SĄ SKURWIONE I SPRZEDAJNE W KAŻDYM WYDANIU PARTYJNYM ……… TO ZNACZY ŻE WALKA PÓŹNIEJ ZE SKUTKAMI CETA BĘDZIE WALKĄ PRZEGRANĄ Z GÓRY

    I NIKT WAM NIE POMOŻE NIKT !!!

    • miziaforum said

      ZARZĄDY KORPORACJI DOSKONALE WIEDZĄ O TYM ŻE MOGĄ ZA PIENIĄDZE LICZYĆ NA PRZYCHYLNOŚĆ POLSKICH SĄDÓW WŁADZ KAŻDEGO SZCZEBLA , A NAWET WOJSKA I POLICJI

      OPINIA W ŚWIECIE BIZNESU I POLITYKI O POLAKACH TO ” POLSKA ? ONI WSZYSCY TAM BIORĄ ZAŁATWIENIE KAŻDEJ SPRAWY TO TYLKO KWESTIA CENY ”🙂 i maja racje , korporacje korzystają z wywiadu gospodarczego i nie tylko gospodarczego w przypadku planowanej ekspansji na dowolny kraj

      WIEDZĄ DOKŁADNIE Z IMIENIA I NAZWISKA DO KOGO Z JAK GRUBĄ KOPERTĄ NALEŻY UDAĆ SIĘ W DANEJ SPRAWIE !!!

      W TEJ WALCE POLACY SZAN S NIE MAJĄ ………. BIDA I GOŁA DUPA

      JEDYNA SZANSA ………….. NIE WCHODZIĆ W TEN UKŁAD CETA !!! I PO SPRAWIE …….. NA JAKIŚ CZAS BO ŻE W PRZYSZŁOŚCI BĘDĄ ZNÓW PRÓBOWAĆ TO PEWNE

  2. miziaforum said

    NO A TERAZ K………… CZAS NA WASZ DOBRY UCZYNEK ROZSYŁAĆ TEN ART GDZIE MOŻNA Z WSKAZANIEM FORÓW DLA ROLNIKÓW LUB ………

    • miziaforum said

      P.S I WAŻNE KTO WIE ? O ILE MNIEJ DOSTAJE DOTACJI UNIJNYCH POLSKI ROLNIK OD N.P NIEMIECKIEGO LUB HOLENDERSKIEGO CZY FRANCUSKIEGO

      TO WAŻNE BO ONI SĄ W SYTUACJI ŻE MOZE BY I WYTRZYMALI KONKURENCJE Z PRODUKCJĄ KANADYJSKĄ I USA …………… ALE POLSKI ROLNIK NIE BO MA DOTACJE ……….. NO JAKĄ ?

  3. miziaforum said

    I COŚ JESZCZE CYTAT WYCIĘTY Z GÓRY TEKSTU

    „Uczestniczący w tym proteście młody rolnik z Pomorza Andrzej Lepper nie raz powtarzał potem, że Mława stała się dla niego kroplą, która przelała czarę goryczy. I skłoniła go do zarejestrowania własnego ruchu związkowego, czyli Samoobrony. Mława była również symbolicznym początkiem końca Solidarności jako ruchu masowego łączącego z sobą różne klasy społeczne. Stało się tak w chwili, gdy przeciwko blokującym drogę „solidarnościowym” rolnikom rząd „naszego” premiera wysłał transportery opancerzone. Podobnie było, gdy przy użyciu siły rozbita została związkowa okupacja gmachu Ministerstwa Rolnictwa w Warszawie.”

    CHCECIE SIĘ NAPIERDALAĆ Z WOJSKIEM I POLICJĄ W WOZACH OPANCERZONYCH GDY NIE SPODOBA WAM SIĘ CETA ??

    WTEDY WYSŁALI TO I DZIŚ WYŚLĄ !!

    • miziaforum said

      A I COS JESZCZE A/D TEGO REANSPORTERA PAŁOWANIA I STRZELANIA Z GUMOWYCH KUL DO ROLNIKÓW

      WTEDY BYŁO JESZCZE ZOMO !! KTÓRE MIAŁO NADZIEJE ZASKARBIĆ SOBIE PRZYCHYLNOSĆ NOWYCH PANÓW …….. WIEC LALI NA ROZKAZ

      DZIŚ ZOMO NIEMA !!
      ALE ZNANY JEST STOSUNEK PISU DO USA ….. POKORNY SŁUGA !!

      ŻEBYŚCIE SIĘ NIE ZDZIWILI GDY WOJSKA MACIEREWICZA ZWANE OBRONĄ TERYTORIALNĄ

      NA ROZKAZ MACIEREWICZA KTÓRY ZADZIAŁA W INTERESIE USA – KORPORACJI

      I NAKAŻE WOJSKOM OBRONY TERYTORIALNEJ ZAPROWADZIĆ PAŁAMI I TRANSPORTERAMI PORZĄDEK NA TERYTORIUM ZDOBYTYM PRZEZ KORPORACJE USA ……… ZNACZY SIĘ TERYTORIUM POLSKI !!

      ODRAZU ZAZNACZĘ ŻE PISOWSKI RZĄD NIE ODMÓWI SOBIE NAZWANIA BUNTOWNIKÓW ROLNIKÓW RUSKIMI AGENTAMI !! A NAWET ZIELONYMI LUDZIKAMI PUTINA

      Z KTÓRYMI NALEŻY SIĘ ZBROJNIE ROZPRAWIĆ !!!!

      CETA TO NA PRAWDĘ WIELKI DIL WIELKIE GÓRY PIENIĘDZY !!!

      I TRUP OPORNYCH MOŻE SIĘ SIAĆ GĘSTO

  4. Ryszard said

    Ja pierdole jak się to wszystko zestawi i przeczyta o latach 90 % to … to co napisałeś jest jasne logiczne i nie może dojść do skutku .
    To plan zamordowania Polski

    • alek said

      To co tu jest napisane , to jest kwintesencja prawdy to najlepiej obrazujący materiał dotyczący umowy CETA niech się schowają wyjaśniający ą, ę w internecie , tu jest prosto jasno dobitnie krótko i skutecznie zrozumiale wytłumaczone , co do opisu lat 90 … wstyd przyznać nie kojarzyłem już tego a nawet nie pamiętałem , a o łączeniu z CETA nawet nie pomyślałem że , to kolejny rozdział tej samej wojny .

    • Anna said

      Nie można tego problemu zostawić tylko rolnikom. Wszyscy musimy protestować.

  5. Elsa said

    http://prawy.pl/39444-sejm-przyjal-polsko-ukrainska-deklaracje-pamieci-i-solidarnosci-a-w-niej-deklaracje-uciszenia-srodowisk-kresowych/
    nie w temacie, ale też bardzo wymowne.
    Co do ceta, to nasz nierząd wszystko robi, żeby to wprowadzić do Polski. To jest jawne sq.wysyństwo i zdrada…Takie moje odczucie.

    • miziaforum said

      Cejrowski: Ukraińcy to gwałciciele i rzeźnicy! [WIDEO]PAŹDZIERNIK 20, 2016

      http://polskaracja.com/cejrowski-ukraincy-gwalciciele-rzeznicy/

      – Proszę Pana, Ukraińcy to gwałciciele i rzeźnicy! – stwierdził Wojciech Cejrowski.

      – Ale nie wszyscy oczywiście… – zwrócił uwagę dziennikarz Andrzej Rudnik.

      – Nie wiem tego czy nie wszyscy. Jeżeli mój brat jest gwałcicielem i rzeźnikiem, a ja przez dziesiątki lat, po tym jak dokonano rzezi wołyńskiej, twierdzę cały czas, że on jest bohaterem, to to mnie czyni rzeźnikiem i gwałcicielem – powiedział podróżnik.

      – Tzn. że mnie nie przeszkadza, że on był rzeźnikiem i gwałcicielem, liczy się dla mnie tylko to w jakiej sprawie gwałcił i rozrzynał ludzi. No więc na Pańskie pytanie „czy wszyscy Ukraińcy?” – stwierdzam, że wszyscy, bo żaden Ukrainiec do tej pory nie uporządkował tej sprawy – dodał.

  6. alek said

  7. miziaforum said

    dokładnie TAK !!! JAK JA NA PRZYKŁAD BYŁ BYM POLSKIM IMPORTEREM WARZYW !! I MIAŁ OKAZJE KUPIĆ KANADYJSKIE ZIEMNIAKI ZA UWAGA CENĘ W HURCIE W ZŁ 30 – 40 GROSZY BEZ CŁA !!

    TO CHOĆBY MNIE NA KOLANACH BŁAGAŁ ROLNIK Z POD KRAKOWA CZY SZCZECINA ŻEBYM KUPIŁ JEGO ZIEMNIAKI W CENIE HURTOWEJ 80 GROSZY ZA KG…….. NIE KUPIĘ … BO NIE CHCĘ ZBANKRUTOWAĆ … BO WIEM ŻE INNI NIE ULEGNĄ ŁZOM ROLNIKA POLAKA I KUPIĄ KANADYJSKIE

    BIZNES IS BIZNES

    A JAK NIE BĘDZIE CETA NIE BĘDZIE MOŻLIWOŚCI ……… CZYLI PO STAREMU OKAZJA NIE UCZYNI ZEMNIE BYDLAKA I KATA DRUGIEGO POLAKA

    ZATEM NIECH BĘDZIE JAK JEST

    NA CH…….. NAM TA POKUSA ? NA WŁASNĄ ZGUBĘ ?

  8. Ktoś said

    Zapomniałeś o jeszcze jednej rundzie

    ZAKAZIE SPRZEDAWANIA PRZEZ NICH WŁASNYCH PRODUKTÓW NA TARGACH

    TYLKO PRZE POŚREDNIKÓW MOGĄ stąd ci ostatni płaca im grosze za towar…

  9. bittix87 said

    Czyli że Rynek upadnie i nie będzie już starszych pań z brudnymi warzywami i owocami ale za to zdrowymi?
    Po za mykają rynki,małe sklepy i będzie to co na zachodzie? Same markety?

  10. Ja said

    Też się przyczyniamy do rezygnacji z handlu tych starszych pań. Jak jesteście na ryneczku, to popatrzcie sami. Wiele razy widzę na własne oczy. Pani ma 5 bukietów kwiatków ze swojego ogródka, 5 małych pojemniczków maleńkiego winogrona, też z ogródka i stoi 5 godzin. Ludzie mijają i lecą do korporacji. A ona ma to za grosze!
    Raz kupiłam od pani wszystko, to jeszcze cenę obniżyła i w szoku była.
    Musimy tych ludzi zachęcać, kupować, to tylko dla naszego zdrowia.

  11. Kasia said

    Rolnicy mogą sprzedawać do 40tys zł rocznie co chcą i gdzie chcą,PiS uchwalił.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: