Do tego, że zza szyldu tak zwanego Komitetu Obrony Demokracji coraz wyraźniej wychylają się twarze znanych dobrze polityków, którzy stracili niedawno władzę, już się przyzwyczailiśmy. Zresztą, bezczelność odsuniętego od zysków i przywilejów establishmentu jest coraz większa. Już nie tylko Ryszard Petru, ale i Borys Budka (minister u Tuska) oraz Barbara Nowacka (od Palikota) bez wstydu udają „obrońców demokracji”.


Wystarczy jednak obrócić kamerę w drugą stronę by zarejestrować ciekawe obrazki. Tu przemknie pluszak, ulubieniec medialny Tuska, tam… żona Bronisława Komorowskiego. Tę całkowicie przypadkową i bezinteresowną obrończynię demokracji nagrała dziś kamera „Wiadomości” TVP. Anna Komorowska wyszła chyłkiem z manifestacji przed jej końcem.


Dogoniona, powiedziała „Wiadomościom”:


Jak każdy z tych marszy był pełen dobrej energii i nadziei, że się wszystko dobrze ułoży…

A mąż czemu nie przyszedł?

No bo ma inne obowiązki.

Cóż, żal pani Anny Komorowskiej doskonale rozumiemy. Było tak pięknie… Marzenie, że wszystko znów się im dobrze ułoży, też jest zrozumiałe. Ale też scena ta więcej mówi o istocie tych, słabnących zresztą wyraźnie, protestów niż całe tony analiz.