Miziaforum's Blog

Archive for Lipiec 11th, 2013

ks.Isakowicz Zaleski blog – Komorowski odmawia spotkania z ofiarami ludobójstwa a spotykam się z synem banderowca

Posted by miziaforum w dniu Lipiec 11, 2013


Nie znam na świecie takich władz państwowych, które jak w Polsce, naigrywałyby z wrogami własnego narodu i tolerowałyby zbrodnie przeciwko własnemu narodowi. Co zmusza prezydenta RP Bronisława Komorowskiego spotykać się w pierwszej kolejności z wrogo nastawionymi do narodu polskiego sympatykami OUN-UPA i Stepana Bandery, a równocześnie bagatelizować ofiary zbrodni banderowskich w Polsce w 70 rocznicę od rozpoczęcia ludobójstwa banderowskiego? Jeśli polski prezydent dba o dobre relacje z narodem ukraińskim, to trzeba jemu przypomnieć, iż większość tego narodu potępia zbrodniczą formację OUN-UPA, która oprócz 200 tys. Polaków zamordowała także i tysięcy Ukraińców. Jak może w świetle tego prezydent wybrany przez większość Polaków w demokratycznych wyborach, omawiać rocznicę tej strasznej zbrodni, dokonanej na narodzie polskim, nie z ofiarami własnego narodu lecz z sympatykami oprawców z obozu neobanderowskiego? Logikę takiego postępowania głowy państwa polskiego niemożliwie zrozumieć z pozycji normalnego Polaka.

Jestem już przyzwyczajony, iż establishment warszawski bagatelizuje odrodzenie banderyzmu na graniczącej z Polską – Ukrainie, bo bezpieczeństwo narodowe nie jest zadaniem pierwszoplanowym obecnego rządu i MSZ. Ale oddawanie preferencji środowisku neobanderowskiemu w Polsce i na Ukrainie wychodzi już poza ramy normalności i przypomina raczej zdradę stanu. Nawet na Ukrainie, gdzie wszystko może się zdarzyć, nie mogę sobie wyobrazić jednanie władz państwowych z wrogami narodu ukraińskiego. A w Polsce prezydent Komorowski zamiast spotkania z chlubą narodu polskiego – generałem Wojska Polskiego Mirosławem Hermaszewskim, który, dzięki Bogu, przeżył pożogę banderowską, spotyka się z potomkiem kata z formacji UPA – Myronem Syczem i omawia z nim, a nie z Hermaszewskim sprawy 70-lecia rzezi banderowskich. A zapowiedziane spotkanie prezydenta Komorowskiego 27 czerwca, przed obchodami Rocznicy w Warszawie, z sympatykiem OUN-UPA i zwierzchnikiem Cerkwi greckokatolickiej na Ukrainie Swiatosławem Szewczukiem trudno zrozumieć z pozycji obywatela polskiego.

W sytuacji, gdy neobanderowskie siły na Ukrainie konsolidują się w obozie antypolskim naokoło neonazistowskiej opcji „Swoboda”, eurodeputowany sympatyk Bandery i Szuchewycza Paweł Kowal apeluje do Polaków, aby ostrożnie podchodzili do zbrodni OUN-UPA, bo mogą tym samym pogorszyć relacje z Ukrainą. Jaką Ukrainą? Banderowską ze Lwowa, która czci zbrodniarzy narodu polskiego spod znaku OUN-UPA?

Polacy nas się boją, jak podczas wojny! – mówią z zadowoleniem młodzi bojówkarze neobanderowskiej „Swobody”. A Goebbels w sukni – deputowana do parlamentu ukraińskiego z ramienia „Swobody” Iryna Farion – znawczyni historii OUN-UPA, już oświadcza na cały głos, iż Polacy powinni oddać Ukrainie tysięcy bezprawnie zagarniętych kw. kilometrów etnicznie ukraińskim ziem.

Wg. „logice” politycznej prezydent RP Komorowski powinien spotkać się w atmosferze przyjacielskiej z deputowaną Farion i porozmawiać z nacjonalistką ukraińską w sprawie etnicznie ukraińskich ziem w polskich granicach.

Ale co robić w sytuacji, gdy polityka zagraniczna państwa polskiego wykreowana przez ministra Radosława Sikorskiego przypomina raczej cyrk, gdzie żonglerka polityczna odgrywa większą rolę niż interesy polityczne III RP. Różnica między polityką a widowiskiem polega tylko na tym, iż za areną cyrkową stoją tylko widzowie, a za resortami państwowymi stoją losy milionów obywateli państwa polskiego.

Dlatego na cały głos jako Polak, mieszkający na Ukrainie, mówię: Pojednaniu z Ukrainą – tak! Pojednaniu z banderowcami – nie!

Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów

1 ze 130 000 ofiar rzezi wołyńskiej

http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=7824

inne strony ks. zaleskiego związane z tematem stosunku „elyt” III R.P do tej zbrodni

http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=14&nid=7835

więcej art. ks. zaleskiego w moim linku promującym publikacje ks. zaleskiego

https://miziaforum.wordpress.com/dla-katolikow-ostatni-sprawiedliwy/

Posted in Uncategorized | 20 Komentarzy »

PRL ZBUDOWANO NA RUSKICH BAGNETACH – III R.P TUSKA ZBUDUJĄ NA RUSKICH SERWERACH – PKW -nadal współpracuje z rosją

Posted by miziaforum w dniu Lipiec 11, 2013


PKW nadal będzie współpracować z rosyjskimi urzędnikami
18 minut temu

Członkowie Państwowej Komisji Wyborczej, których wizyta w Moskwie kilka tygodni temu wywołała oburzenie w mediach, nie zamierzają kończyć współpracy z Rosjanami – ustaliła „Rzeczpospolita”.Dziennikarz „Rzeczpospolitej” dotarł do informacji, z których jasno wynika, że podczas międzynarodowej konferencji, która odbędzie się we wrześniu w Warszawie, jedną z sesji ma poprowadzić wiceszef Centralnej Komisji Federacji Rosyjskiej Stanisław Wawiłow. Jak czytamy, podczas konferencji głos zabiorą też goście z krajów, „w których w ostatnich latach mogło dochodzić do fałszerstw”.

Te informacje mogą zaskakiwać tym bardziej, że kilka miesięcy temu na jaw wyszła wizyta członków PKW w Moskwie. W skład polskiej delegacji, która udała się do Moskwy weszło 12 osób. Wśród nich znaleźli się m.in. Stefan Jan Jaworski (przewodniczący PKW), Kazimierz Czaplicki, Stanisław Kosmal czy Maria Grzelka. Spotkanie, które strona rosyjska oceniała jako „owocne”, wywołało oburzenie – PiS zażądał zmian w prawie wyborczym, a decyzję o wyjeździe do Moskwy negatywnie ocenił MSZ.Nic złego we współpracy z Rosjanami nie widzą za to członkowie PKW. – To coroczna konferencja (…). Organizowaliśmy ją już w 2000 roku i również uczestniczyli w niej urzędnicy z Rosji. Nie wzbudziła jednak wówczas żadnych kontrowersji – mówi „Rz” Beata Tokaj z Krajowego Biura Wyborczego.

Więcej w „Rzeczpospolitej”.

czym ta wspólpraca sie skończy – mozecie niedowierzać Polacy na wołyniu też nie dawali wiary w to że ich sąsiedzi z dnia na dzień przyjdą nocą i ich wymordują tak ci sami którzy wieczorem na kilka godzin przed masakrą z uśmiechem mówili im dobranoc ….

https://miziaforum.wordpress.com/2013/07/11/70-rocznica-ludobojstwa-na-wolyniu/

w czym pomogą ruscy fachowcy tuskowi

https://miziaforum.wordpress.com/2013/05/27/ostateczne-zwyciestwo-p-o-fizyczna-likwidacja-niepokornych/

Posted in Uncategorized | 1 Comment »

70 rocznica LUDOBÓJSTWA NA WOŁYNIU

Posted by miziaforum w dniu Lipiec 11, 2013


70 lat temu doszło do najkrwawszego dnia mordów na Wołyniu: w dniach 11-12 lipca bandyci i mordercy ze zbrodniczej organizacji (UPA) dokonała skoordynowanego ataku na Polaków w 150 miejscowościach w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim oraz łuckim.

mural poświęcony Zbrodni Wołyńskiej na kamienicy przy ul. Młynarskiej 34 w Warszawie

Wykorzystano fakt gromadzenia się w niedzielę 11 lipca ludzi w kościołach. Doszło do mordów w świątyniach m.in. w Porycku (dziś Pawliwka) i Kisielinie. Około 50 kościołów katolickich na Wołyniu zostało spalonych i zburzonych. Zbrodnia oddziałów UPA wspieranych przez miejscową ludność ukraińską z lat 1942-1945 pochłonęła – jak szacunkowo podaje IPN – ok. 100 tys. ofiar.

1 30 000 zamordowanych 

czy ktoś chce mi powiedzieć coś o potrzebie nadstawiania drugiego policzka

ps. najbrutalniejszych zdjęć nie zamieszczam ponieważ musiał bym zmienić dostępność do bloga od lat 18

więcej tu w opisie

O tej zbrodni pisze się w Polsce niewiele. Jeszcze mniej się o niej mówi. Jej sprawcami nie byli Niemcy czy Rosjanie, toteż tym łatwiej przyszło rodzimym elitom ją przemilczeć. A jednak śmierć co najmniej 120 tys. Polaków, zamordowanych na Wołyniu i w Galicji, wciąż woła o pamięć. „Bandyci – uzbrojeni w widły, siekiery, maczugi, noże oraz broń palną okrążyli naszą wioskę i zaczęli spędzać ludzi w jedno miejsce. A gdy ktoś próbował uciekać, wówczas strzelali za nim. Schwytane dzieci brali za nogi i głową uderzali o węgieł domu czy innego budynku” – tak rozpoczyna swoją relację wydarzeń z 15 lipca 1943 r. Leokadia Skowrońska, mieszkanka Aleksandrówka na Wołyniu1. Postrzelona w stopę chowała się w wykopanej przez siebie norze przez kilkanaście dni, aż w końcu przyszła pomoc. Jej najbliżsi mieli mniej szczęścia. Zabili ich ukraińscy znajomi, u których Skowrońscy chcieli się schronić.

Podobnych historii jest wiele. O tym, jak ukraińscy oprawcy czekali, aż Polacy zbiorą się na niedzielnej mszy, aby zamknąć ich w kościele i spalić żywcem. Kobiety, dzieci, starców – wszystkich bez wyjątku. O tym, jak krnąbrnym Lachom wykłuwano oczy, odcinano ręce i nogi, by na końcu przeciąć ich na pół piłą do drzewa. O tym, jak w jednej chwili uczynni sąsiedzi i przyjaciele zmienili się w śmiertelnych wrogów, gotowych do największych zbrodni.

Zagłada przed zagładą

Począwszy od września 1939 r., kiedy wschodnie tereny II RP zostały zajęte przez ZSRR, obserwowano wzrost liczby morderstw dokonywanych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. Były to jednak pojedyncze, nieskoordynowane ataki. Istotną rolę w utrzymaniu względnego porządku odgrywała obecność Armii Czerwonej i NKWD, które z jednakową bezwzględnością tępiły wszelkie ruchy narodowościowe, zarówno po polskiej, jak i ukraińskiej stronie.

Sytuacja zmieniła się wraz z wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej w czerwcu 1941 r. Błyskawicznie, bo w niespełna dwa tygodnie, wojska III Rzeszy przejęły kontrolę nad byłymi Kresami Wschodnimi Rzeczypospolitej. Polacy uznali, że jedną okupację zastąpiła druga. Wielu Ukraińców natomiast powitało hitlerowców jak wyzwolicieli. Pomni proukraińskiej polityki Niemiec w czasie I wojny światowej, spodziewali się, że i tym razem Berlin będzie im sprzyjał. Pomylili się. Nowe władze nie widziały w Ukraińcach partnerów, lecz co najwyżej posłusznych realizatorów swojej zbrodniczej strategii. W świetle nazistowskiej ideologii należeli oni bowiem do tej samej kategorii co Polacy, Białorusini, Rosjanie i inni „podludzie” przeznaczeni do niewolniczej pracy. Mimo to szeregi ukraińskich kolaborantów szybko rosły. Na większą niż w pozostałych częściach podbitej Europy skalę miejscowa ludność pomagała hitlerowcom w „oczyszczaniu” terenów z Żydów i innych „niepewnych elementów”. Szacuje się, że do końca 1942 r. zginęło ponad 600 tys. żydowskich mieszkańców Wołynia i Galicji. Siłą sprawczą byli Niemcy, ale znaczny udział w tej zbrodni miały ukraińskie bataliony policyjne. Holokaust zainspirował ukraińskich nacjonalistów. Udowodnił, że dzięki dobremu zorganizowaniu i bezwzględności było możliwe przeprowadzenie eksterminacji tysięcy ludzi. Cytując za wybitnym brytyjskim historykiem, Timothym Snyderem: „Kampania przeciwko Polakom zaczęła się na Wołyniu, a nie w Galicji, prawdopodobnie właśnie dlatego, że tutaj policja ukraińska odegrała większą rolę w wydarzeniach Holokaustu. Łączy to zagładę Żydów z rzezią Polaków i wyjaśnia obecność na Wołyniu tysięcy doświadczonych w ludobójstwie Ukraińców”2.

Począwszy od 1942 r., rosło grono Ukraińców rozczarowanych polityką Berlina. Większość zasiliła ukraińską partyzantkę, której trzon stanowiła kilkunastotysięczna Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) nadzorowana przez Stepana Banderę. Banderowcy tworzyli zbrojną elitę. Dobrze wykształceni i zaprawieni w bojach, mieli jeszcze jedną ważną cechę – byli bezwzględni. Masowe, zorganizowane mordy na Polakach datuje się od pierwszych miesięcy 1943 r. Wówczas to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) – polityczna reprezentacja nacjonalistów, której podlegała m.in. UPA – podjęła decyzję o eksterminacji ludności polskiej. Preludium do ludobójstwa nastąpiło już 9 lutego 1943 r., kiedy banderowcy zamordowali 149 polskich mieszkańców kolonii Parośla.

Rzeź rozpoczęła się na dobre w kwietniu. W samym powiecie horochowskim UPA doszczętnie zniszczyła 17 polskich osad i wsi, a ich mieszkańców bestialsko zabiła. W maju liczba ofiar rosła już lawinowo. Meldunek AK do Londynu informował, że zaledwie w jednym tygodniu śmierć poniosło ponad 2 tys. Polaków. Jak podaje prof. Władysław Filar, do lipca 1943 r. z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło ok. 15 tys. polskich mieszkańców Wołynia3. „Naród ukraiński – zapowiadano w organie informacyjnym UPA – wstąpił na drogę zdecydowanej rozprawy zbrojnej z cudzoziemcami i nie zejdzie z niej, dopóki ostatniego cudzoziemca nie przepędzi do jego kraju albo do mogiły”. Wszelkie wątpliwości rozwiewał rozkaz OUN: „Wyrżnąć Lachów aż do siódmego pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku”.

Krwawa niedziela

Kulminacja akcji eksterminacji ludności polskiej nastąpiła 11 lipca 1943 r. Data ta została wybrana nieprzypadkowo. Była to niedziela, Polacy gromadzili się w kościołach na mszy, dzięki czemu Ukraińcy mieli ułatwione zadanie. W ten jeden dzień zgładzono mieszkańców prawie stu wsi i kolonii, niszcząc przy okazji wszystkie pozostałe ślady polskości, takie jak kościoły, domy, a nawet drzewa. Do końca 1944 r. UPA starła z powierzchni ziemi 1048 polskich osad na Wołyniu (na ich całkowitą liczbę 1050).

Liczba ofiar masakry polskiej ludności z Wołynia i Galicji szacowana jest na ok. 100 tys. Historycy różnią się w swoich obliczeniach, choć większość z nich skłonna jest przyjąć, że z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło nie mniej niż 50 tys. osób. Wśród ofiar czystek – obok Polaków, którzy stanowili ich zdecydowaną większość – znaleźli się także Żydzi, Czesi, Rosjanie i Ormianie. Z kolei w akcjach obronnych i odwetowych śmierć poniosło ok. 2 tys. Ukraińców.

Nacjonaliści ukraińscy mordowali także Żydów i Ukraińców, Czechów nieprzychylnych UPA i pomagających Polakom. Wiele ofiar było też wśród małżeństw mieszanych. Ocenia się, że na Wołyniu z rąk UPA zginęło ok. 2-3 tys. Ukraińców, którzy pomagali Polakom, próbując ratować ich przed banderowcami.

Od tych wydarzeń minęło prawie 70 lat. Wydawać by się mogło, że to wystarczająco długo, aby powstała na ich temat wyczerpująca literatura naukowa i publicystyczna. Nawet jeśli przed 1989 r. istniały różne przeszkody, które uniemożliwiały pełne zbadanie problemu, to zniknęły one wraz z nastaniem III RP. A raczej powinny zniknąć, bo historia minionych dwóch dekad dowodzi, że nie wszystkie tematy traktuje się z równą starannością. Badania historyczne są zdominowane przez bieżącą politykę. Elity wykorzystują przeszłość do zdobycia poklasku, często ją zniekształcając lub wręcz zakłamując. Nadal żywe są spory, które wywołało przypomnienie zbrodni w Jedwabnem. Uroczystości związane z odsłonięciem pomnika ku czci ofiar w 60. rocznicę mordu zostały oprotestowane przez część prawicy i hierarchów kościelnych. Niektórzy z nich nadal nie chcą uznać polskiej odpowiedzialności za śmierć ok. 340 Żydów, powołując się na różnego rodzaju źródła. Bardziej niż na dotarciu do prawdy zależy im na pozyskaniu poparcia pewnych grup społecznych, tradycyjnie wyczulonych na narodowe przewinienia.

To, jak bardzo dzisiejsze spory zniekształcają nasze postrzeganie historii, najdobitniej pokazuje przykład Katynia. Pomijając krzywdzące dla pamięci ofiar sprowadzenie tej zbrodni tylko do jednego z wielu miejsc kaźni polskich oficerów, policjantów i inteligencji, wykorzystywanie tragedii tysięcy ludzi do rozgrywek politycznych nie ma nic wspólnego z rzeczową debatą naukową. Jak inaczej bowiem należy odbierać ciągłe domaganie się od Rosji oficjalnych przeprosin, chociaż ta uczyniła to już w 1993 r. Jak inaczej, jeśli nie próbą zbicia kapitału politycznego, można nazwać zrównanie radzieckiej zbrodni z 1940 r. z katastrofą lotniczą z kwietnia 2010 r.? Gdy górę biorą emocje i polityczne interesy, cierpi prawda.

Postrzeganie ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji wpisuje się w powyższe standardy. Od przełomu 1989 r. debata historyczna na temat tej zbrodni została wprost podporządkowana bieżącej polityce – tej wewnętrznej i zagranicznej. O ile jednak w przypadku Jedwabnego czy Katynia rodzima elita pozostaje skłócona i podzielona, o tyle w przypadku eksterminacji polskiej ludności na Kresach Wschodnich od lat mówi jednym głosem, a właściwie – zgodnie milczy.

Usunięta uchwała

Powstaje nie odparte wrażenie, że nie wszystkie ofiary II wojny światowej mają w Polsce równe prawa do pamięci. Trudno zrozumieć, dlaczego polskie służby konsularne, które z tak wielkim zaangażowaniem tropią wszelkie próby zakłamania zbrodni hitlerowskich czy radzieckich, pozostają bierne, gdy media i politycy ukraińscy beatyfikują zbrodniarzy z UPA.

Na długo przed 1989 r. środowisko paryskiej „Kultury” lansowało tezę, że bez wolnej Ukrainy nie będzie wolnej Polski. Doktrynę tę, błędnie odczytaną przez rodzime elity jako nakaz niedrażnienia wschodniego sąsiada, realizowali wszyscy premierzy III RP, począwszy od Tadeusza Mazowieckiego, na Donaldzie Tusku skończywszy. Wspomagali ich w tym kolejni prezydenci, z Lechem Kaczyńskim na czele. Zadziwiające, że nieprzejednany w relacjach z Niemcami i Rosją, w przypadku Ukrainy okazywał on wielką pobłażliwość, niejednokrotnie graniczącą z naiwnością.

Podczas gdy Polska zapomina o ofiarach ludobójstwa na Kresach, Ukraina nagradza jego sprawców. Dotyczy to nie tylko polityki władz w Kijowie, która na szczęście powoli się zmienia. Przede wszystkim dotyczy to prowincjonalnych miast i wsi, stawiających pomniki i nadających honorowe obywatelstwo członkom OUN i UPA, ze Stepanem Banderą i Romanem Szuchewyczem na czele4. Obaj otrzymali tytuł Bohatera Ukrainy, nadany przez prezydenta Wiktora Juszczenkę. Jego następca cofnął tę decyzję, choć fala krytyki, jaka go za to spotkała ze strony różnych środowisk, wskazuje, że do rozliczenia Ukrainy z własną przeszłością jeszcze daleka droga.

Nasilenie się nastrojów nacjonalistycznych na Ukrainie jest po części rezultatem polskiej naiwności. W 2009 r. nakładem Związku Ukraińców w Polsce ukazała się książka pt. „UPA i AK. Konflikt w Zachodniej Ukrainie (1939-1945)”, autorstwa Ihora Iljuszyna, profesora Kijowskiego Uniwersytetu Slawistycznego5. Przedmowę do niej napisał Mirosław Czech, niegdyś polityk Unii Wolności, a obecnie publicysta „Gazety Wyborczej”. Warto przytoczyć fragment przedmowy, bo dobrze oddaje ona stanowisko naszych elit w kwestii ludobójstwa na Kresach: „Krwawą konfrontację determinował polski szowinizm i ukraiński nacjonalizm, które wywoływały po obu stronach postawy ekstremistyczne deprecjonujące ludzkie życie i przykrywające wszystko hasłami patriotycznymi. Na to nie może być usprawiedliwienia dla żadnej ze stron”6.

Zrównanie zaplanowanej rzezi z wymuszonymi akcjami obronnymi musi budzić sprzeciw. Zgodnie z tokiem rozumowania Mirosława Czecha należałoby oskarżyć powstańców warszawskich o strzelanie do Niemców. Czyż ich czynów nie powinniśmy także nazwać „postawą ekstremistyczną deprecjonującą ludzkie życie”? Publicysta z pewnością liczył, że jego słowa wzmocnią dialog polsko-ukraiński. Nie można jednak dobrych relacji budować na fałszowaniu wspólnej historii.

Do czego prowadzi bicie się w pierś za niepopełnione winy, ilustrują coraz to nowe pomniki ku czci UPA wznoszone na zachodniej Ukrainie. Polska natomiast nie może się doczekać budowy choćby jednego centralnego monumentu. Powstały w 2006 r. Ogólnopolski Komitet Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA liczył, że osiągnie swój cel na 65. rocznicę mordów. Przeliczył się.

Monument autorstwa prof. Mariana Koniecznego miał pierwotnie stanąć na placu Grzybowskim w Warszawie. Sprzeciwiły się temu władze miejskie, argumentując, że pomnik będzie zbyt drastyczny (miał przedstawiać przybite do drzewa dzieci). Prezydent Lech Kaczyński, choć początkowo przyklasnął inicjatywie, wkrótce wycofał się z niej rakiem. Na niewiele zdało się także zaangażowanie Jarosława Kalinowskiego. Obecnie mówi się o zmianie lokalizacji pomnika na stołeczny plac Szembeka. Nadal jednak wydaje się mało prawdopodobne, aby jego budowa została ukończona przed 70. rocznicą rzezi, w 2013 r.

W maju tego roku polski Sejm miał przyjąć uchwałę „O ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian”. Jednak na wniosek Bronisława Komorowskiego została ona usunięta z porządku obrad. W kraju gościł wówczas prezydent Janukowycz i polskie władze chciały uniknąć politycznego zgrzytu. Zamiast więc wspomnianej uchwały w najbliższej przyszłości ma powstać wspólne oświadczenie parlamentów polskiego i ukraińskiego. Usunięta uchwała głosiła m.in.: „Tragedia Polaków na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej winna być przywrócona pamięci historycznej współczesnych pokoleń. Jest to zadanie dla wszystkich władz publicznych w imię lepszej przyszłości i porozumienia narodów naszej części Europy, w tym szczególnie Polaków i Ukraińców”. Zadanie – warto dodać – do tej pory niezrealizowane.

Krzysztof Wasilewski
współpraca Agnieszka Płochocka

1 Relacja Leokadii Skowrońskiej, Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, http://www.genocide.pl.
2 T. Snyder, Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa i Białoruś 1569-1999, Sejny 2009, s. 183.
3 W. Filar, „Burza” na Wołyniu. Dzieje 27. Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej. Studium historyczno-wojskowe, Warszawa 2010, s. 62.
4 Por. T. Isakowicz-Zaleski, Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Kraków 2008, s. 28-29.
5 O książce pisał szerzej: Cz. Kuriata, Ludobójstwo zmanipulowane, „Przegląd” 2009, nr 29.
6 Cytat za: Ibidem.
GORSI NIŻ NKWD

Znany rosyjski literat Aleksander Sołżenicyn wymienił ponad 50 metod tortur stosowanych w śledztwie przez NKWD. (…) Członkowie OUN-UPA-banderowcy prześcignęli znacznie NKWD, stosując o wiele liczebniejsze i okrutniejsze rodzaje tortur wobec Polaków, a niekiedy i wobec swoich rodaków nieakceptujących ich zbrodniczych praktyk.
Dr Aleksander Korman
ZARĄBANI SIEKIERĄ
Wieczorem 3 marca 1944 r. około godziny 22:00 usłyszeliśmy krzyk i strzelaninę dochodzącą z sąsiedniego domu Tadeusza Solarza. W chwilę potem usłyszeliśmy strzały wokół naszego domu i mocne dobijanie się do drzwi. (…) Wszyscy weszliśmy na strych zabierając ze sobą schody. (…) Banderowcy nie mogąc się dostać do budynku wyłamali drzwi i do pomieszczenia, z którego był otwór na strych, nanieśli słomy i podpalili. Oprócz tego usiłowali do okien na strychu wpychać płonące żagwie. Stanęliśmy do obrony okien, odpychając żagwie i gasząc ogień. (…) Sytuacja na strychu stawała się coraz groźniejsza. Narastający dym groził uduszeniem się, nie było już czasu oddychać. Zaczęliśmy więc wyskakiwać ze strychu, prosto w ręce Ukraińców. (…) Po kilku minutach do mieszkania weszli banderowcy i ugasili ogień. (…) Pozostałą na strychu moją siostrę, Klaudię Buczkowską, oprawcy zamordowali ciosem siekiery w skroń i trzema pchnięciami nożem w pierś. Moi wujowie, Jan Wyspiański i Fryderyk Juźwiak oraz Leon Krzyżanowski zginęli od kul podczas ostrzału domu, natomiast wuj Tadeusz Wyspiański został zarąbany siekierą. (…) Ciocia Karolina Juźwiakowa odnalazła odrąbaną głowę swego młodszego syna, (…) natomiast starszy syn Zdzisław miał całkowicie roztrzaskaną głowę. Regina Radczuk, „Na Rubieży”, nr 37/1999

Rodzaje zbrodni UPA na Polakach
(wyimek ze spisu ponumerowanych 136 rodzajów, opracowanego przez dr. Aleksandra Kormana)

1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy. 3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy. 5. Wyrzynanie na czole „orła”. 8. Wybieranie dwoje oczu. 11. Obrzynanie obydwu uszu. 14. Obrzynanie warg. 17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz. 21. Rozrywanie ust od ucha do ucha. 28. Obcinanie głowy sierpem. 29. Obcinanie głowy kosą. 33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców. 39. Obcinanie kobietom piersi sierpem. 40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą. 41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej. 42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską. 44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem. 45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych. 46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha. 47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrzątku – kipiącej wody. 53. Wkładanie do waginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na wylot. 54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od waginy aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz. 55. Wieszanie ofiar za wnętrzności. 60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk. 70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą. 73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi. 74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami. 76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu. 77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części. 79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim. 80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół. 87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem. 88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku. 89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.

91. Wbijanie dziecka na pal. 93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi. 101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku. 102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii. 108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie brzucha od krocza do piersi. 113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym. 118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą. 119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie. 121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku. 122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą. 125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia. 126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy. 129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie jej wrzącą wodą. Źródło: „Na Rubieży”, nr 35/1999

ZAGŁADA PAROŚLI

9 lutego 1943 r. Parośla, kolonia polska koło Kruszewa, gm. Antonówka, pow. sarneński. Banda nacjonalistów ukraińskich, udając oddział partyzantki radzieckiej zmyliła mieszkańców kolonii, którzy gościli bandę przez cały dzień. Wieczorem bandyci obstawili wszystkie budynki mordując zamieszkałą w nich ludność polską. Zamordowano wówczas 173 osoby. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane.

Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w usta dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka.

Józef Turowski, Władysław Siemaszko, Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich dokonane na ludności polskiej na Wołyniu 1939-1945

Zbrodnia wołyńska w podręcznikach

Antypolska akcja OUN-UPA na Wołyniu i Galicji Wschodniej w latach 1943-1944 potraktowana jest w podręcznikach do gimnazjum i liceum ogólnokształcącego, profilowanego oraz technikum w sposób zróżnicowany. Spośród 25 książek zaledwie w siedmiu z nich autorzy postanowili napisać coś na ten temat. W podręcznikach przeznaczonych dla uczniów gimnazjów najczęściej w ogóle nie pojawiają się informacje o tamtych zbrodniach. Licealiści również nie dowiedzą się wiele na ten temat. Problem ukraińskich aspiracji niepodległościowych pojawia się najczęściej w podręcznikach dla klas z rozszerzoną historią lub na stronach przeznaczonych dla osób szczególnie zainteresowanych tym przedmiotem. Co ciekawe, repetytoria pomagające przygotować się do egzaminu dojrzałości także nic nie wspominają o antypolskiej akcji OUN-UPA.

Z ZEZNAŃ UPOWCA

Fragment z protokołu przesłuchania Mykoły Nedbały, w którym oskarżony mówi o takiej grupie [napady na wsie i kolonie polskie przeprowadzały grupy mieszane tworzone przez terenowych dowódców UPA, w skład których włączano bojówki OUN i miejscową ludność ukraińską].

„Pod koniec sierpnia 1943 r. lub w pierwszych dniach września tego roku, w sotni Marceniuka o pseudonimie »Zabareżnyj« (…) w lesie gnojneńskim upowcy odbyli naradę, na której Marceniuk zlecił mi wraz z grupą liczącą 15 osób przeprowadzenie napadu na mieszkańców narodowości polskiej wsi Elizabetpol. Na drugi dzień przygotowałem całą grupę, w skład której wchodziłem ja – Nedbało Mykoła s. Mychajła, Panasiuk Mykoła o pseudonimie »Trawenko«, dwaj o pseudonimach »Murawa« i »Dubenko«. W nocy, połączywszy się z grupą cywilów liczącą mniej więcej 100 osób, dokonaliśmy napadu na wieś Elizabetpol. Wymordowano wówczas 5-6 polskich rodzin, tj. mniej więcej 30-35 osób – mężczyzn, kobiet i dzieci, których zwłoki natychmiast po zamordowaniu zakopywaliśmy w ziemi na podwórkach. Podczas napadów byłem uzbrojony w karabin. Pozostali upowcy także mieli karabiny. Niektóre uczestniczące w napadzie osoby cywilne były uzbrojone w karabiny, inne w noże, siekiery i łopaty. Podczas zabijania używano mało broni palnej, większość mordowała bez strzelania, kolbami, nożami i siekierami”.

Władysław Filar, Wydarzenia wołyńskie 1939-1944. W poszukiwaniu odpowiedzi na trudne pytania
(Przegląd)

Posted in Uncategorized | 22 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: