Miziaforum's Blog

Archive for Styczeń 2012

JAK KRYSTALIZOWAŁY SIĘ „ELYTY” polityczne III R.P – tekst ostry wóda ,orgie i tp….. ANONYMOUS ???

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 31, 2012


WITAM – OSTATNIMI CZASY POLACY ODCZULI ŻE RZĄD JEST PO PROSTU KŁAMLIWY

A PREZENTOWANA BUTA I CHAMSTWO JEST WRĘCZ OPRESYJNIE DOLEGLIWE

SKĄD SIĘ ZATEM BIORĄ , WZIĘLI TACY LUDZIE ???

PONIŻSZY TEKST DA ODPOWIEDŹ NA WIELE PYTAŃ

JUŻ CZAS PRZYPOMNIEĆ SOBIE KTO KIM I Z KIM….

PRZED PRZECZYTANIEM RADZĘ SOBIE WZIĄĆ DO SERCA APEL Z TEGO OBRAZKA … 

TO TU TO TAM KRĄŻĄ JUŻ POGŁOSKI ŻE W ZDOBYTYCH PRZEZ ANONYMOUS DANYCH W ILOŚĆI 

200 GB  

ZNAJDUJE SIĘ POKAŹNA ILOŚĆ  ZDJĘĆ ILUSTRUJĄCA TE ZDARZENIA PONIŻEJ OPISANE …

OJ MOŻE BYĆ GORĄCO JEŚLI …………. 

 

 ROK 1992

Andrzej Kern –

nie chciałam, ale musiałam

Położył dłoń na swojej męskości i powiedział:

– Weź tego skurwysyna.

Zaczęłam się śmiać. Kern uderzył mnie w twarz. Mocno. Głowa odskoczyła mi do tyłu. Zgłupiałam i zastygłam w tej dziwnej pozycji. Złapał mnie za rękę i pociągnął do sypialni. Próbowałam się wyrwać. Nie uderzył mnie drugi raz, ale walnął mną na łóżko tak, że uderzyłam się ramieniem o kant łóżka. Przestałam się bronić. Oczywiście nie byłam w najmniejszym stopniu podniecona, dlatego czułam dotkliwy ból.

Z wicemarszałkiem Sejmu Andrzejem Kernem poznał mnie Marek Markiewicz. Skąd znam Markiewicza? Dzięki Marianowi Terleckiemu, staremu znajomemu jeszcze z Gdańska.

Z Markiewiczem nie była to szczególnie bliska zażyłość, kilkakrotnie byliśmy na kawie. Uważany jest za lwa salonowego parlamentu. Ogromny erudyta. Jak mówi, to ja natychmiast muszę do toalety, bo nie wytrzymuję. Uwielbia słowo „paradoksalnie”, zdarza się, że w jednym wystąpieniu sejmowym używa tego słowa pięć-sześć razy. Kochają się w nim wszystkie panienki z sekretariatu KP „Solidarności”. Jak Markiewicz wchodzi do sekretariatu, to panienki obciągają natychmiast sweterki: „Może herbatki, panie Marku? Może kawki?”

W dniu, w którym dane mi było poznać sztukę uwodzenia kobiet w wydaniu pana wicemarszałka Sejmu III Rzeczypospolitej, też byliśmy na kawie. A dokładniej – piliśmy kawę i po jednej lampce brandy. Obsługiwała nas młoda sympatyczna szatynka. Do sąsiedniego stolika podszedł nieznany mi, lekko podpity facet. Ukłonił się Markowi i usiadł. Nie zwracałam na niego uwagi.

Rozmawialiśmy o ustawie o telewizji. Marek wypytywał o Terleckiego, którego dawno nie widział. Oczywiście plotkowaliśmy też na najrozmaitsze tematy. Wiedząc, że Marek jest z Łodzi, zapytałam go:

– Słuchaj, co ty sądzisz o tej sprawie z córką marszałka Kerna?

Marek tak jakoś dziwnie popatrzył na mnie i nic nie odpowiedział. Zapadła krępująca cisza. Wtedy odezwał się ten facet:

– Przepraszam, Marku, ja nie to, że podsłuchuję, ale po prostu niechcący słyszę, o czym rozmawiacie.

Marek nachylił się do mnie:

– Słuchaj, to jest właśnie Kern.

Zdziwiłam się uprzejmie.

– Bardzo mi miło – rzuciłam w jego stronę. Czułam się trochę głupio, tym bardziej, że tak naprawdę, to sprawa Moniki Kern mało mnie obchodziła. Mała siksa wyfrunęła spod skrzydeł nadopiekuńczego ojca i to wszystko.

– Czy mogę się do państwa przysiąść? – zapytał pan marszałek. Oczywiście, zaprosiliśmy go do swojego stolika. Jak powiedziałam, nie był trzeźwy. Nie miał ze sobą żadnych rzeczy, teczki czy czegoś takiego. Widać było, że wyszedł z pokoju po to, aby się z kimś napić i wygadać. Zaczął rozwlekle opowiadać o tej całej swojej historii z Moniką. Tłumaczył, że jego córka to kochane, dobre dziecko.

– Ona jest jeszcze taka dziecinna – przekonywał nas. – Przyjmowaliśmy tego chłopca w naszym domu, a on chyba nagrywał nasze rozmowy, bo stale przychodził z magnetofonem, a nigdy nie puszczał z niego muzyki. W ogóle był jakiś dziwny, nigdy się do nas nie odzywał. Wszystko było idealnie, wspaniale. Pojechała na wakacje do babci i nagle zniknęła.

– Jestem przekonany, że ten chłopak karmił ją narkotykami, bo listy od niej wprawdzie były pisane jej ręką, ale to nie były myśli i słowa mojego kochanego dziecka.

Zadałam kilka zdawkowych pytań, żeby nie wyjść na niewychowaną, a pan marszałek na każde z nich odpowiadał bardzo dokładnie.

– Wreszcie mam się przed kim wygadać. Prasa brutalnie na mnie napada, trudno to znosić spokojnie.

Rozmawialiśmy też o aborcji, a przy tej okazji o Stefanie Niesiołowskim. Pan marszałek powiedział, że Stefan był leczony w zakładzie psychiatrycznym pod Łodzią. To dla mieszkańców Łodzi znana miejscowość, ale nie zapamiętałam nazwy. Zdumiało mnie – po raz kolejny – że wybitni politycy, świeżo poznanej kobiecie, o której nic w sumie nie wiedzą, opowiadają takie rzeczy.

Po kilkunastu minutach rozmowy pan marszałek zaproponował:

– Czy mogę państwa zaprosić do mnie? Napijemy się odrobinę czegoś dobrego, porozmawiamy. Będzie mi o wiele raźniej.

– Ależ oczywiście, Andrzeju, jeżeli masz ochotę nas zaprosić, to nie widzę żadnych przeszkód – odparł Marek wyciągając paczkę papierosów golden american w jego stronę. Ma zwyczaj częstowania w taki sposób:

– Ależ proszę zapalić mojego, świeżutkie, prosto ze sklepu.

Powtarza to za każdym razem.

Ja nie chciałam iść do pokoju marszałka.

– Zrobiło się późno, pójdę już do domu.

Powiedziałam tak, bo Kern był już coraz bardziej pijany i rzeczywiście widać było, że ma straszną ochotę opowiadać o swoich kłopotach, a mnie to już dokładnie znudziło. Ale Marek przekonywał mnie, że powinnam przyjąć zaproszenie:

– Znajomość z marszałkiem na pewno jest przydatna dla każdego dziennikarza, więc byłoby po prostu głupotą niepodejmowanie tego zaproszenia. Co ci szkodzi posłuchać go trochę, zobaczysz, odwdzięczy ci się – dodał.

Po namyśle doszłam do wniosku, że ma sporo racji.

Pan marszałek kupił dwie czy trzy paczki chipsów, goldeny, butelkę francuskiej brandy i poszliśmy do jego apartamentu.

Szło się w skomplikowany sposób, szybko się pogubiłam i nie wiedziałam, w której części gmachu jesteśmy. Wiem, że to było blisko sali lustrzanej.

Najpierw był mały hali. Po lewej stronie była pierwsza łazienka (tylko z muszlą klozetową i umywalką), na wprost wchodziło się do małego saloniku, gdzie stały trzy czy cztery fotele, niski kwadratowy, ciemnobrązowy stolik, przy ścianie szafki w takim samym kolorze.

Fotele miały obicia z tkaniny, kawa z mlekiem. Ani nowe, ani zniszczone, widać, że używane, ale w dobrym stanie. Niskie, z oparciami i z poduchami pod plecy i siedzenia. Telewizor zachodni, niewielki, chyba 18-calowy, ale głowy nie dam. Nie było żadnej muzyki. Popielaty telefon, normalny. Wykładzina dywanowa na całej podłodze.

Z saloniku przechodziło się do dużej sypialni. Stały tam dwa łóżka, przy każdym stoliczek i lampka nocna. Łóżka przykryte kapami z materiału. Chyba w kwiaty, ale nie jestem pewna. Pościel biała, zwyczajna.

Pod ścianą toaletka z lustrem. Rano czesałam się przed lustrem, nie zauważyłam na nim żadnych skaz, znaków szczególnych. Na ścianie, z której wchodziło się do drugiej łazienki, były ścienne szafy na ubrania, do samego sufitu.

Z sypialni wchodziło się do drugiej łazienki. W łazience muszla, lustro prawie na całą ścianę. Ręczniki z hotelu poselskiego, byle jakie frotte, z napisami. Drzwi były nie na środku, otwierało sieje przy samej umywalce. Umywalka bardzo duża, tak obudowana, że prawie dotykała ścian. Wanna naprzeciwko drzwi, obudowana. Przy samej wannie ubikacja. Terakota na podłodze. Czysto, normalnie. Ani nie śmierdziało, ani niczym nie pachniało.

Zapamiętałam tampony kosmetyczne do zmywania makijażu. Zaintrygowało mnie to. Takich samych ja używam. Francuskie. Widocznie pan marszałek robi sobie make-up z uwagi na transmisje telewizyjne obrad Sejmu. Stały tam także inne kosmetyki, ale nie pamiętam jakie, nie zwróciłam na to uwagi.

Usiedliśmy w saloniku na fotelach. Miał na sobie dżinsy i ciemną koszulę.

Pan marszałek miał wielką ochotę na picie. Ja wypiłam jeszcze dwie lampki, Marek też chyba tyle. Nie wiem, czy Marek dużo pije, nie znam go aż tak dobrze, ale w Sejmie nigdy nie widziałam Markiewicza pijanego.

Kern dokończył wyznania o córce, i zaczął się trochę przekomarzać z Markiem na temat jego pracy w charakterze taksówkarza w stanie wojennym.

– Przecież nikt w Łodzi nie chciał wsiadać do twojej taksówki, takim byłeś wrednym taksówkarzem – śmiał się z Markiewicza.

Następnie opowiedział nam całą historię swojej rodziny. Jego dziadek był Szwajcarem, przyjechał do Polski i tu urodził mu się syn. Ojciec, zakochany w Polsce, został tutaj.

Dużo opowiadał o tym, jak był z parlamentarną wizytą w Genewie.

– To głównie dzięki mojemu pochodzeniu i moim kontaktom Szwajcaria umorzyła nam dług – pochwalił się skromnie.

Potem zaczęły się śpiewy. To znaczy pan marszałek śpiewał. Najpierw ludowe rosyjskie i chyba szwajcarskie piosenki, trudno mi powiedzieć. Szczególnie upodobał sobie polskojęzyczną wersję „Pod dachami Paryża”.

– Śpiewam to specjalnie dla pani.

Zrobił to klęcząc przy moim fotelu i ciągnąc mnie za klapy marynarki. Ma nawet niezły głos i słuchanie go byłoby przyjemne, gdyby nie to, że śpiewał niemal prosto do mojego ucha. Jedną piosenkę, „Hej, Sokoły”, śpiewaliśmy wspólnie, to znaczy Kern śpiewał zwrotki, a refren w trójkę.

„Pod dachami Paryża” odśpiewał kilkakrotnie, tak że było śmiesznie.

Był coraz bardziej pijany. Wypił tak ze trzy czwarte butelki 0,7 l. Bez przerwy gadał. Rozlewał mu się alkohol. Stał się męczący. Kilkakrotnie usiłowałam wstać, ale za każdym razem pan marszałek wsadzał mnie jednoznacznie do fotela, mówiąc że jeszcze nie czas, żeby wychodzić. W końcu podniósł się również Marek.

– Wprawdzie jest bardzo miło – powiedział – ale mam jeszcze do napisania na jutro klubowy projekt ustawy lustracyjnej i już muszę iść.

Ja również się podniosłam. Kern cały czas klęczał przy moim fotelu i trzymał mnie za marynarkę. Kiedy się podniosłam, to odpadły mi dwa guziki od marynarki. Został jeszcze trzeci, mały środkowy, wewnętrzny, ale on nie był zapięty. Marynarka znalazła się w rękach wicemarszałka Sejmu, a ja zostałam w gorsecie. Nie miałam pojęcia, gdzie jest moja torebka, bo on ją gdzieś położył. To była mała czarna wąska torebka. Miałam też ze sobą czarną skórzaną teczkę zapinaną na zatrzask z przodu.

W tym czasie poseł Marek Markiewicz podszedł do drzwi, głupio się uśmiechnął, mruknął:

– Dobranoc państwu – i wyszedł.

Gentelman, jednym słowem.

Jeszcze przed wyjściem Marka, Kern zaczął mówić do mnie na „ty”. Parę razy była taka sytuacja, że on do mnie mówił „ty”, a ja do niego „panie marszałku”. W końcu ja też zaczęłam mówić do niego „ty”.

Nie wiedziałam, co mam zrobić. Wpół rozebrana, bez torebki, w której mam klucze, dokumenty, pieniądze…

Kern uśmiechnął się… On w ogóle ma uśmiech takiego lubieżnego satyra, śliski, nieprzyjemny, nie znoszę tego uśmiechu, a kiedy jest pijany, staje się po prostu obrzydliwy.

Uśmiechnął się tym swoim lubieżnym uśmiechem i stwierdził:

– Absolutnie nic ci z mojej strony nie grozi.

Pomyślałam, że jest dokładnie odwrotnie i chciałam iść w stronę wyjścia, ale pan marszałek zastawił mi sobą drogę i… ściągnął spodnie razem z majtkami. Położył dłoń na swojej męskości i powiedział:

– Weź tego skurwysyna.

W ogóle był chamski. Zaczęłam się śmiać, to była nerwowa reakcja na tę sytuację, wcale mi nie było do śmiechu. To znaczy widok wpół rozebranego marszałka był sam w sobie śmieszny i gdybym była bezpieczna, to bawiłabym się świetnie. Ale nie czułam się bezpiecznie. Zdawałam sobie sprawę, że jestem sam na sam z pijanym bezwzględnym samcem. I nie pomyliłam się. Kern uderzył mnie w twarz. Mocno. Pan marszałek ma mocną rękę. Nie wiem, czy starał się mnie mocno uderzyć, czy nie panował nad swoimi odruchami, w każdym razie cios był mocny.

Nikt nigdy mnie nie bił, poza tym pierwszy raz byłam w sytuacji bezpośredniej przemocy na tle seksualnym. Nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Głowa odskoczyła mi do tyłu. Zgłupiałam i zastygłam w tej dziwnej pozycji. On złapał mnie za rękę i pociągnął do sypialni. Próbowałam się wyrwać. Nie uderzył mnie drugi raz, ale walnął mną na łóżko tak, że uderzyłam się ramieniem o kant łóżka. Przestałam się bronić. Bałam się, byłam jak sparaliżowana.

Niezbyt dobrze pamiętam, co było dalej. Ściągnął z siebie i ze mnie resztę ubrania. Ani mu nie pomagałam, ani nie przeszkadzałam. Zachowywałam się tak, jakbym była gumową lalką.

Dwa razy uderzył mnie w twarz przed stosunkiem. Nie wiem, tak lubi, czy co… Nie drapałam go, nie biłam, nie wrzeszczałam. Nie robiłam absolutnie nic, poddałam się biernie. Chyba w ogóle nie patrzyłam na niego, głowę miałam odwróconą w bok, oczy zamknięte.

Nie pamiętam, jak długo to trwało.

Cały czas zbierało mi się na wymioty, treść żołądka dosłownie czułam tuż pod przełykiem, bałam się, że zwymiotuję na łóżko.

Śmierdzący, pijany, podstarzały facet, który się na mnie wyżywał. Wszystko mnie bolało. Oczywiście nie byłam w najmniejszym stopniu podniecona, dlatego czułam dotkliwy ból. Był bardzo brutalny. Zachowywał się tak, jakby potrzebował dominacji. Rano miałam siniaki na rękach od jego rąk i spuchniętą lewą część twarzy.

Zrobił to dwa razy, niemal raz po razie. Za drugim razem odwrócił mnie na brzuch. Trzeba przyznać, że jak na faceta pod sześćdziesiątkę, miał spory wigor. W trakcie stosunku kazał mi powtarzać, że jest mi dobrze.

– Nawet, gdybyś mnie zabił, to ci tego nie powiem – warknęłam ze złością.

On powtarzał:

– Dobrze cię rżnę? Dobrze cię pieprzę?

Po stosunku po prostu zasnął. Zepchnęłam go z siebie, tak że spadł z łóżka na podłogę. Chrapał głośno. Pobiegłam do łazienki, gdzie bardzo długo wymiotowałam, chyba z pół godziny siedziałam obejmując rękami sedes i wymiotowałam, potem równie długo myłam się pod prysznicem, bo świadomość tego, że mam na sobie, w sobie jego pot, spermę, była dla mnie nie do wytrzymania.

Wróciłam do pokoju, z jakimś dziwnym spokojem położyłam się na drugim łóżku i usnęłam.

Obudziłam się około dziewiątej. On już nie spał. Był cały w skowronkach. To mnie najbardziej zdenerwowało. Był już trzeźwy, przynajmniej nic w jego zachowaniu nie wskazywało, że nie wytrzeźwiał. To była noc ze środy na czwartek albo z czwartku na piątek na początku lipca.

Kto wie, może on nie kłamał, kiedy mi wmawiał, że niczego nie pamiętał, bo rano zachowywał się jak gdyby nigdy nic. To znaczy na pewno pamiętał, że miał ze mną stosunek. Kiedy otworzyłam oczy, leżał na łóżku i pił wodę mineralną. Był w majtkach i skarpetkach. Nie ma rozlanych znamion, nie zauważyłam żadnych takich znaków szczególnych. Slipy były kolorowe, krótkie, koloru nie pamiętam. Z paskiem innego koloru. Męskość średnia, nie za duża. Nie mam zbyt wielkiego materiału porównawczego, więc trudno mi powiedzieć. Kern jest dość potężnie zbudowany.

Zobaczywszy, że się obudziłam, wstał, podszedł do mnie i zupełnie w inny sposób, tak raczej nieśmiało, zaproponował:

– Chciałbym się z tobą kochać jeszcze raz.

– Przykro mi, ale ja naprawdę nie mam ochoty.

– A co, nie było ci dobrze?

– Było fatalnie – skwitowałam z mściwą satysfakcją.

Bardzo to przeżył.

– Nigdy żadna kobieta nie powiedziała mi tego tak wprost. Nie wiem, jak mam się zachować.

Popatrzyłam na niego jak na kretyna. Naprawdę nie wiedziałam czy on odgrywa głupiego, czy po prostu nie pamięta. Nie wydawało mi się, żeby był aż tak pijany, żeby nie rejestrować tego, co robi. Ale może tak było? Nie znam faceta, nie wiem, jak reaguje na alkohol, ile mu trzeba, żeby mu się zerwał film, nie wiem, w jaki sposób się upija.

Poszłam do łazienki, potem się ubrałam.

– Porozmawiaj ze mną jeszcze chwilę – poprosił.

– Nie chcę. Muszę stąd wyjść, muszę przełknąć to wszystko, przebrać się w świeżą bieliznę, mam poza tym parę spraw do załatwienia.

Wtedy on, prawdopodobnie po to, żeby zachować kontrolę nad sytuacją, zaproponował:

– Potrzebuję asystentki. Takiej, która załatwiałaby mi korespondencję… Znasz francuski, ja nie mam takiej, która potrafi zachować się w towarzystwie…

– Za ile? – rzuciłam jadowicie.

– Jak dla ciebie 8 milionów miesięcznie.

Ryknęłam śmiechem:

– I co ja mam z taką kwotą zrobić? Jesteś śmieszny.

Wtedy wyciągnął atut Wachowskiego.

– Skontaktuję cię z Wachowskim, a to powinno być dla każdego dziennikarza cenne.

Wszyscy wiedzą, że Wachowski nikomu nie udziela wywiadów, odmawia nawet zaprzyjaźnionym od lat kumplom.

– Nie wierzę, że to zrobisz, a poza tym nawet gdybyś mnie z nim skontaktował, to i tak nie sprawisz, żeby Wachowski dał mi wywiad.

Opowiadał mi też o swoim życiu osobistym. Jego pierwsza żona go rzuciła, ma z nią syna.

– Z żoną właściwie nie żyję.

– Czy nie sądzisz, że ma kochanka?

– Nic o tym nie wiem, raczej nie. Może nawet ma, ale ja nic o tym nie wiem.

Skarżył się na posła z Kongresu Liberalno-Demokratycznego Dariusza Kołodziejczyka, rzecznika Moniki:

– To wredny gnojek!

Kiedy zrozumiał, że zaraz wyjdę, zapytał:

– Czy możemy się jeszcze spotkać?

– Nie.

I poszłam sobie. Miałam kłopoty z wyjściem stamtąd, nie umiałam trafić do wyjścia. Znalazłam windę, gdzieś wyjechałam, błądziłam, wreszcie trafiłam. Najpierw poszłam napić się czegoś zimnego. Dyżur miała ta sama szatynka. Zapytała, czy dobrze się bawiłam wczoraj wieczorem. Powiedziałam, że nie. Nie pytała o nic więcej.

Dlaczego nie próbowałam wybiec z pokoju? Dlaczego zostałam do rana? Dlaczego rano nie zawiadomiłam policji?

Już widzę, jak przychodzę na posterunek i mówię:

– Zgwałcił mnie wicemarszałek Sejmu.

Wprost słyszę ten rechot policjantów. Kto by mi uwierzył? Jakie miałabym szansę w starciu z takim autorytetem, kiedy on potrafił doprowadzić do aresztowania rodziców chłopca jego córki? Wiem, że powinnam natychmiast po stosunku, nie zmywając śladów, pobiec na policję i poddać się badaniom lekarskim. Nie zrobiłam tego. Nie zastanawiałam się nad tym, jak się należy zachowywać w takiej sytuacji. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że może mnie to spotkać. Wprawdzie niekiedy powtarzałam dowcip, że gwałt to nagła i niespodziewana przyjemność, ale dopiero teraz wiem, jak głupi to był dowcip. Poza tym jestem osobą, która obmyśla zemstę na spokojnie. Na pewno pożałuje tego, co mi zrobił. W momencie, kiedy to robił, przeleciała mi przez głowę myśl, że należałoby od razu, jak skończy, biec na policję, ale zaraz o tym zapomniałam. Miałam wrażenie, że wodą zmyję to, co się stało. Że jeżeli się dobrze wyszoruję, to będzie tak, jakby tego nigdy nie było.

Kiedy wróciłam z łazienki, była czwarta nad ranem. Bałam się o tej porze wyjść z hotelu. Może lepiej: wstydziłam się, po prostu cholernie się wstydziłam. Tym bardziej, że jestem osobą, którą się bardzo szybko zapamiętuje, chłopcy ze straży się we mnie wgapiali, panie się do mnie miło uśmiechały… Przy czym nigdy nie było takiej sytuacji, żebym się gdzieś pałętała po hotelu po nocy. Jeżeli panowie się upierali, że mam zostać, to proponowałam przeniesienie się do restauracji.

O przygodzie z Kernem nie mówiłam absolutnie nikomu. Powiedziałam tylko Iwonie, że to cham i że rozumiem jego córkę.

Z Markiem Markiewiczem widzieliśmy się następnego dnia, o nic nie pytał, stuprocentowy dżentelmen.

Marszałka też widziałam z daleka tego samego dnia. Miał na sobie jasnokawowy garnitur.

Potem Kern dzwonił jeszcze parę razy. W tym czasie nie mieszkałam już u Iwony. Zadzwonił do niej, oddzwoniła natychmiast i powiedziała:

– Kern pytał o ciebie, chciał numer twojego telefonu. Dać mu?

– A czego chce?

– Nie wiem, ale mówił, że to coś ważnego.

– No to daj.

Iwona dała mu numer do mnie. Zadzwonił.

– Mam do ciebie bardzo pilną sprawę, czy możemy się spotkać?

– Za Boga nie spotkam się z tobą w żadnym ustronnym miejscu, jak chcesz, to przyjedź do Walewic.

– Dobrze, przyjadę.

I rzeczywiście, przyjechał. To był poniedziałek w sierpniu. Przyjechał rządowym samochodem, nie znam się na markach samochodów, takim samym jeździ Janusz Lewandowski, jakiś japoński. Akurat jeździłam konno. Zatrzymał się, powiedziałam, żeby, o ile może, podjechał do pałacu i poczekał z pół godziny. Dopiero co osiodłałam konia i nie chcę tracić jazdy, bo wyprowadzanie konia, siodłanie, potem rozsiodłanie i odprowadzenie do stajni to cała procedura i nie chce mi się tego niepotrzebnie powtarzać.

Pojechał do pałacu, Maciejewski się nim zajął. Przywiózł mi kwiaty. Wyglądały tak, że nawet Maciejewski się oburzył, że coś tak paskudnego można w ogóle kupić kobiecie. W plastikowej doniczce koloru sraczkowatego wyglądały jak skóra ściągnięta z aligatora. Trzy zielone liście owinięte w obskurny celofan w białe kropeczki. Totalne obrzydlistwo. Kazałam to Maciejewskiemu postawić u siebie w gabinecie, bo gdybym miała na to patrzeć, to nie sypiałabym po nocach.

Stwierdził, że koniecznie chce porozmawiać.

– Proszę bardzo.

Oczywiście uznałam, że zaproszenie go do pokoju byłoby poważnym błędem, więc zaproponowałam mu spacer. Środek dnia, pełno pracowników stadniny, więc spokojna głowa. Próbował objąć mnie ramieniem. Delikatnie, ale stanowczo się odsunęłam.

– Mam informacje, że wiesz, gdzie jest Monika.

– Nie mam takich informacji.

Coś tam wiedziałam, ale nic konkretnego. Wśród liberałów mówiło się, że oni są w Częstochowie w zakonie, ale nie zamierzałam mu niczego mówić ani w niczym pomagać.

– Mam 90% pewności, że Monika jest u jakiegoś Baranowskiego w Częstochowie. Mam do ciebie prośbę. Chciałbym, żebyś pojechała tam jako mediator.

Zgłupiałam. Ja chronicznie nie cierpię kobiet, a młodych dziewczyn w szczególności, bo są głupie. Po prostu nie lubię i już. A skoro ja nie lubię, to nie przypuszczam, żeby jakaś młoda podfruwajka zapałała do mnie sympatią, skoro mnie w życiu na oczy nie widziała. Kto mnie tam wpuści i z jakiego powodu?

To musiało być tuż przed 25 sierpnia, bo powiedział, że przysłali mu zawiadomienie na ten dzień z Sejmu. Potem zmienił temat.

– Czy masz do mnie żal?

– Nie, absolutnie nie mam żalu. Gdzież bym śmiała. Do tak ważnych postaci nie miewa się żalu, ma się tylko i wyłącznie szacunek.

Andrzej Kern urodził się 18 maja 1937 roku w Łęczycy. Dziadek Othomar, Szwajcar, osiadł w Królestwie Polskim pod koniec XIX wieku i ożenił się z Polką. Ojciec Aleksander przyjął obywatelstwo polskie na krótko przed II wojną światową, żołnierz AK, więzień obozów koncentracyjnych w Mauthausen i Gusen.

Ukończył w 1957 roku prawo na Uniwersytecie Łódzkim. W 1956 był współzałożycielem Związku Młodych Demokratów, organizacji kwestionującej przewodnią rolę PZPR. Zrobił aplikację prokuratorską w 1959, a adwokacką w 1963. Był adwokatem w Sieradzu, a od 1964 roku w Łodzi.

Od 1964 roku obrońca w wielu procesach politycznych, bronił m.in.: mecenasa Karola Głogowskiego (najdłuższy proces polityczny PRL, od 1964 do 1969), Józefa Szczęsnego (uczestnika wydarzeń marcowych 1968 roku), Jerzego Kropiwnickiego i Grzegorza Pałki (członków władz „Solidarności”) po wprowadzeniu stanu wojennego, Józefa Śreniowskiego (członka Komitetu Obrony Robotników) W. Żyżniewskiego (szefa łódzkiej KPN), prowadził liczne sprawy o rejestrację Komitetów Zakładowych „Solidarności” oraz o przywrócenie do pracy osób wyrzuconych za przynależność do „Solidarności”.

Od 1976 roku działacz samorządu adwokackiego członek Naczelnej Rady Adwokackiej.

W 1982 był przez miesiąc internowany w Łowiczu.

Współpracuje z Komitetem Helsińskim w Polsce, należy do łódzkiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Żona Zofia jest prawnikiem. Dwoje dzieci. Andrzej Marek jest handlowcem, Monika uczennicą.

Aleksander Kwaśniewski –

mocny tylko w gębie

Przy drugim razie odważyłam się na rozmowę o anatomii. Obraził się. Powiedział, że on bez robienia sobie przyjemności może przez dwie godziny zadowalać każdą kobietę. Ucieszyłam się i od razu poszliśmy znowu do łóżka, chciałam to przeżyć. Po czym… było tak samo, jak za pierwszym razem, czyli czysta prokreacja. Trwało to zaledwie kilka minut…

Lewica to mój ulubiony klub. Moim zdaniem jest tam największy potencjał intelektualny. Są to mądrzy, inteligentni, elokwentni ludzie. Jako pierwszego z lewicy poznałam Aleksandra Kwaśniewskiego. Poznałam, bo chciałam. Miewam czasami takie kaprysy i wtedy zawsze dopinam swego.

Lubię jego złośliwy dowcip. Podczas debaty „teczkowej” świetnie przyciął Januszowi Korwinowi-Mikke, który w pewnym momencie powiedział: „Dopiero przed chwilą dowiedziałem się – i to jest brak obiegu informacji – że pan minister Macierewicz zwrócił się do Konwentu z prośbą o wyjaśnienie, co należy rozumieć przez pracownika SB i otrzymał od Konwentu taką rozszerzającą interpretację, że każdy, kto figuruje w aktach, może być wymieniony. Otóż odpowiedzialność w tym momencie spada również na Konwent”.

Na co Olek mu odpowiedział: „Ponieważ Konwent Seniorów zbiera się przede wszystkim na wniosek Prezydium Sejmu, prosiłbym pana marszałka, by pan marszałek wobec Wysokiej Izby przedstawił istotę spotkania z panem ministrem Macierewiczem, które miało miejsce na posiedzeniu Prezydium Sejmu i Konwentu Seniorów, podczas którego tego rodzaju informacje, jakie przedstawił pan Korwin-Mikke, nie miały miejsca. Jestem wręcz przekonany, że były one dokładnie odwrotne.

(Poseł Korwin-Mikke: „Przychylam się do wniosku”).

Dlatego bardzo bym prosił, żeby pan marszałek to wyjaśnił. O tyle jednak mogę zrozumieć pana posła Korwin-Mikke, że nie uczestniczy w pracach Konwentu Seniorów, a ze względu na wielkość klubu nie miał okazji skontaktować się z osobą, która reprezentuje ten klub na posiedzeniach Konwentu Seniorów”. (Wesołość na sali, oklaski).

A trzeba dodać, że klub Janusza Korwina-Mikke liczy trzy osoby…

Poznałam Olka tak, jak dziennikarz poznaje polityka, po prostu podeszłam do niego i zaczęłam z nim rozmawiać. A pan Kwaśniewski jest czuły na kobiece wdzięki i z grona mojego fan-clubu nie bardzo się wyłamywał, więc nie było z tym problemu.

Pierwszy raz piliśmy razem drinki na początku czerwca. Poszliśmy do barku za kratą w hotelu sejmowym. Zamówił dla mnie koniak, dla siebie dużą wódkę z sokiem grapefruitowym. Podczas naszego romansu nie spotykaliśmy się na mieście. Kwaśniewski jest bardzo wyczulony na to, z kim się go widuje. Ma cholernie zazdrosną żonę. To pani Jolanta trzyma domową kasę, jest dyrektorem firmy polonijnej PAAT. Zarabiała więcej niż Olek, co strasznie go wkurzało. Jego żona podobno wszędzie rozpowiada, że mąż robi jej codziennie śniadanie do łóżka. To śmieszne: w domu pantoflarz, a poza domem butny samiec. Oczywiście żona nie wiedziała o naszym romansie.

Siedzieliśmy przy osobnym stoliku, przy drugim, silnie obsadzonym, siedziała lewica. Olek poznał mnie tego dnia z profesorem Krawczukiem. Powiedziałam mu komplement:

– Panie profesorze, jak byłam małą dziewczynką, byłam panem zafascynowana, czytałam wszystkie pana książki na temat starożytnego Rzymu i w ogóle wszystko, co pan napisał.

Nawet się nie uśmiechnął, nie powiedział „dziękuję”. Wpadłabym w depresję, ale wszyscy zaczęli mi tłumaczyć:

– Nie martw się, profesor jest tak skąpy, że nawet komplement dla niego za dużo kosztuje.

Podczas tego spotkania przedstawiono mi też Ryszarda Ulickiego, autora słów do piosenki „Kolorowe jarmarki”. Strasznie złośliwa bestia. Myślał, że zaraz wykrzyknę: „Ach, to pan napisał kolorowe jarmarki!” A ja nic, musiał się sam pochwalić. Mnie jego nazwisko nic nie mówiło, nigdy mi nie mógł wybaczyć, że go nie skojarzyłam i z tego powodu prawił mi złośliwości.

Z Krawczukiem spotkałam się jeszcze 3 lipca, w urodziny Leszka Millera. Krawczuk biegał po palarni i kuluarach i wszystkich zapraszał na szampana. Ewa zapytała z ironią w głosie:

– Ty stawiasz?

– Coś ty – zaśmiał się. – Leszek ma urodziny i wszystkich podejmuje w starej sejmowej restauracji, on stawia.

Wypiliśmy z Kwaśniewskim drinka i umówiliśmy się na następne spotkanie, w tym samym miejscu.

Było to podczas przerwy na obiad. Piliśmy siedząc przy stoliku, a z naprzeciwka wpatrywał się w nas z zaciekawieniem poseł Edmund Krasowski, ten od tropienia afer. To chyba sprowokowało Kwaśniewskiego. Zaproponował bruderszaft, wypiliśmy i pocałował mnie w usta długo i namiętnie.

– Zrobiło się tu strasznie ciasno – powiedziałam patrząc Olkowi prosto w oczy.

– To może zmienimy lokal na bardziej przytulny? – zaproponował natychmiast.

Przystałam na to ochoczo. Poszliśmy do pokoju w hotelu sejmowym. To był pokój jednego z jego kolegów z lewicy. Każdy z nich ma takie miejsce, gdzie człowiek może się spotkać. Miał przy sobie klucze, był chyba przygotowany na taki rozwój wypadków. Poszliśmy w dół, tam jest „Pewex” i apteka, są tam też bardziej ukryte windy, nie trzeba przechodzić przez główny hali. Wjechaliśmy chyba na trzecie piętro, nie jestem pewna, numeru pokoju nie pamiętam. Otworzył drzwi, ja weszłam pierwsza.

Usiedliśmy na jednym łóżku, było gorąco, piliśmy wodę mineralną.

Był to dwuosobowy pokój, stały tam dwa pojedyncze wąskie łóżka. Zaczęliśmy się całować. Dobrze się całuje, bardzo delikatnie. Smakuje anyżkiem, tak jakby ssał cukierki anyżowe.

Przytuliliśmy się do siebie, zaczął mi rozpinać marynarkę.

– Mam okres – wyznałam z dziką satysfakcją, ciekawa, jak na to zareaguje.

– I co, przeszkadza ci to?

– Mnie nie – odparłam uśmiechając się drwiąco, chciałam go speszyć. – A tobie?

– Nie bądź śmieszna, mam na ciebie ochotę – odpowiedział.

Nie było to imponujące przeżycie, wszystko trwało krótko, za krótko.

Pamiętam, że zostały plamy na prześcieradle.

– Będą cię posądzać o deflorację jakiejś dziewicy – stwierdziłam złośliwie.

Uśmiechnął się tylko.

Zaraz po stosunku powiedział, że musi się czegoś napić i zaczął szukać w pokoju butelki. Twierdził, że musi gdzieś być. Szukał bardzo metodycznie, zaglądał nawet pod łóżka. Złościło mnie to, bo przestał zwracać na mnie uwagę, zajęty był tylko szukaniem wódy. Dzwonił do kogoś i ostrym tonem wypytywał, co się stało z tą butelką. Musiał dobrze znać zawartość tego pokoju, niewykluczone, że całkiem niedawno był tu z inną panienką.

Temu swojemu rozmówcy powiedział, że zawiadamia go oficjalnie, że jako przewodniczący SLD wniesie o udzielenie mu nagany klubowej za zaniedbywanie swoich obowiązków.

– Olek, nie szukaj, ja nie mam ochoty na alkohol.

– Ale ja mam – odpowiedział gniewnie.

Zapatrzony w siebie egoistyczny samiec.

Tego samego dnia wyjeżdżałam do Gdańska i w pociągu myślałam o tym, jak bardzo zawiodłam się na Olku jako kochanku. Złożyłam to na karb pośpiechu, nerwów, że to pierwszy raz… Chociaż ja nie wierzę w te pierwsze razy, no chyba, że jest to rzeczywiście pierwszy raz w życiu, wtedy można mieć stres i zachowywać się nieporadnie. Potem liczą się umiejętności, których pan Kwaśniewski nie posiada.

Przy drugim razie odważyłam się na rozmowę o anatomii. Siedziałam na łóżku, Olek na podłodze, tyłem do mnie, opierał się o moje nogi. Zauważyłam, że na czubku głowy rysuje mu się łysina, takie kółko biskupie. W chwilach zdenerwowania trzyma rękę na głowie i przyczesuje czy zasłania sobie to miejsce.

Rozbawiło mnie, że jak poszedł do łazienki, to wrócił z biodrami owiniętymi ręcznikiem. Przed chwilą uprawiał ze mną seks, a teraz wraca owinięty ręcznikiem, zażenowany faktem nagości. To śmieszne. Ma lekko zarysowany brzuszek. Jego ciało jest w ogóle takie jakby pulchniutkie. Nie jest gruby, ale pod skórą wyczuwa się warstewkę tłuszczyku. To dziwne, bo chwalił się, że codziennie rano gra w tenisa.

Popijaliśmy radzieckiego szampana. Powiedziałam:

– Olek, mam mały problem, który chciałabym z tobą omówić.

– Jaki? – zapytał.

– Chciałabym porozmawiać o anatomii.

Nie poruszył się, po prostu czekał co będzie dalej. Był zdenerwowany, zaczerwieniły mu się uszy.

– Generalnie rzecz biorąc – ciągnęłam – kobieta składa się z paru rzeczy, nie tylko z pochwy, a seks nie polega tylko na tym, że robi się to jak prokreację, jest jeszcze cała gama innych doznań, których ja potrzebuję. Nie zadowala mnie fakt odbycia kilku ruchów i zakończenie samozadowoleniem samca. Nie odpowiada mi to.

– Moja droga – powiedział po dłuższym milczeniu – jestem w stanie poświęcić kobiecie pieszczotami dwie godziny, sam w tym nie uczestnicząc i nie zadowalając siebie.

– Rzeczywiście? – zapytałam drwiąco.

Obraził się. Jeszcze raz potwierdził, że on bez robienia sobie przyjemności może przez dwie godziny zadowalać każdą kobietę. Ucieszyłam się i od razu poszliśmy znowu do łóżka, chciałam zobaczyć, jak robi to przez dwie godziny. Po czym… było dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem, czyli czysta prokreacja. Trwało to zaledwie kilka minut… Ulżył sobie po prostu.

Wychodziliśmy z pokoju zawsze tak, że ja wychodziłam pierwsza, szłam do windy, a on zostawał jeszcze chwilę.

Spałam z nim jakieś cztery razy i za każdym było do dupy, mimo przeprowadzonej pogadanki o anatomii. To przestało być zabawne. Zaproponowałam, żebyśmy przeszli na formę znajomości bardziej intelektualnej. Strasznie mnie podniecał swoim umysłem, to bardzo mądry facet, świetnie się z nim rozmawia na wszelkie tematy. W środowisku sejmowym trudno znaleźć kogoś podobnego, człowiek spotyka się z ignorancją, głupotą, najprymitywniejszymi zachciankami i taki facet, jak Kwaśniewski, jest pożądaną znajomością wśród tych ludzi. Bardzo chciałam ją utrzymać, ale nie uważałam, że uprawianie seksu jest obowiązkiem i trzeba się nim katować, gdy partner mi nie odpowiada.

Nie stosowaliśmy żadnych środków ostrożności, jeżeli chodzi na przykład o AIDS.

Za drugim razem zapytałam go:

– Nie boisz się tak beztrosko ze mną postępować, nie pytasz czy jestem zabezpieczona?

Na to Olek beznamiętnie stwierdził:

– To jest ewidentnie sprawa kobiety, w tym momencie ona odpowiada za takie rzeczy.

„Dobra stara szkoła męskiego egoizmu” – pomyślałam.

Pan poseł Aleksander Kwaśniewski, jak ubiera się elegancko, to w szarogranatowy garnitur, a kiedy mniej elegancko, to w brązowe spodnie i marynarkę w drobną kratkę, brązowo-szaro-zielonkawą. Bez względu na upał, zawsze pod krawatem. On się chyba urodził już w garniturze. Kiedy byliśmy po raz pierwszy w hotelu, też był tak ubrany. Ta sama kraciasta marynarka, w brązowo-beżowo-szarych kolorach, brązowe spodnie, koszula kawa z mlekiem i dobrze dobrany krawat w odcieniach granatu, ciemne buty i skarpetki.

Ktoś mi opowiadał, że Olek, kiedy był ministrem do spraw młodzieży, odwiedził festiwal w Jarocinie. Kiedy wszedł na stadion, zwrócił na siebie powszechną uwagę swym strojem. Wśród kilkudziesięciu tysięcy różnych przebierańców nie było, poza ministrem Kwaśniewskim, ani jednego człowieka w garniturze.

Tylko raz widziałam go inaczej ubranego, podejmował wówczas, jak mi się zwierzył, delegację obrzydliwie tłustych, obrzydliwie starych włoskich bab, z jakiegoś włoskiego związku kobiet i wtedy był w granatowym garniturze, bardziej wizytowym.

Nie przeklina. Nie ma charakterystycznych powiedzonek, w rozmowach telefonicznych ma zwyczaj na koniec mówić „całuję”.

Zastanawiałam się, jak wyplątać się z tego romansu, ale tak, żeby nie zerwać znajomości z Olkiem. Kiedyś spotkaliśmy się w restauracji sejmowej w starym domu poselskim. To był czas, kiedy interesował mnie Andrzej Lepper. Wtedy we Francji rolnicy też urządzali blokady dróg i Leppera odwiedzili działacze CGT. Chciałam się dowiedzieć, o co chodziło, może byłby to interesujący temat na artykuł dla prasy francuskiej. Wiedziałam, że Olek ma nie najgorsze dojście do Leppera, nie mogłam go zrażać w tym momencie, gdyż był mi jeszcze trochę potrzebny. Obiecał, że skontaktuje mnie z przewodniczącym Związku Farmerów Polskich, Jędrasiem, który był bardzo blisko Leppera.

Umówiliśmy się w starej restauracji sejmowej. Olek siedział w dużym gronie lewicy, byli tam Józek Oleksy, Ewa Spychalska, on i jacyś jeszcze ludzie. Właśnie poznałam Ewę, zaczęłyśmy rozmowę, u niej też było CGT i miała mnóstwo ciekawych spostrzeżeń, opowiadała mi o poglądach francuskich związkowców na Leppera, na to co się dzieje w Polsce i na sytuację we Francji.

Olek przysiadł się do mnie i władczym ruchem położył mi rękę na kolanie. Syknęłam:

– Przeszkadzasz mi w ważnej rozmowie.

Podważyłam autorytet przewodniczącego wobec podwładnych klubowych. Ewę ta sytuacja ucieszyła i siłą musiała się powstrzymywać, żeby nie ryknąć śmiechem. Olek się obraził, włożył marynarkę i odszedł od stołu, ja zostałam jeszcze jakiś czas. Po chwili zaczęłam go szukać. Trudno było go znaleźć, ale znalazłam, zrobił mi awanturę. Oczywiście wcale nie o moje zachowanie przy stole, o coś zupełnie innego. Udawałam, że nie domyślam się, jaki jest prawdziwy powód jego złości.

Spotkaliśmy się przy palarni, wychodziłam, on wchodził, chwycił mnie za rękę i pociągnął po schodach, stanęliśmy przy balustradce i wtedy:

– Marzena – zaczął z udawanym spokojem – bardzo mnie niepokoją twoje kontakty z Goryszewskim.

– Zostaw mnie – odpowiedziałam ze złością – najpierw mnie ciągniesz po schodach, a teraz opowiadasz głupoty.

– Natychmiast mi powiedz – ścisnął moją rękę – na czym polegają twoje kontakty z Goryszewskim, o co w tym wszystkim chodzi.

– O nic nie chodzi.

– Jeszcze bardziej wkurzają mnie twoje spotkania z Niesiołowskim, wszyscy w Sejmie o tym mówią.

– Tak? – udałam zdziwienie. – Nie rozumiem. Zauważyłam, że lubisz Niesiołowskiego, ściskacie sobie ręce, pijecie razem wódkę, w czym ci to przeszkadza, że się z nim widuję?

– Nie wiesz, jaki on jest – odparł, jak mógł najspokojniej.

– Jaki?

– To niezły ogier.

– Olek, nie zamierzam zrywać znajomości z Niesiołowskim – skwitowałam krótko.

– Tak, to ja będę musiał się zastanowić nad dalszą naszą znajomością – rzucił przez zaciśnięte zęby. – Nie życzę sobie tego, rozumiesz?

Wzruszyłam ramionami.

Po chwili stwierdził:

– Jesteś zimna i cyniczna, za mało emocjonalnie reagujesz na nasze spotkania.

O co mu chodzi? – pomyślałam. Nie wiem. O to, że nie rzucam mu się na szyję, że nie piszczę z zachwytu, że w łóżku nie krzyczę jakiś afektowanych słów?

Milczałam zaskoczona, a on dodał:

– Nie podoba mi się to, że jesteś właśnie taka. Taka zdystansowana.

Odpowiedziałam:

– Jestem głęboko zakorzenioną kołtunką i nawet jak błądzę, to robię to z kołtuństwem wypisanym na twarzy, a to nie pozwala poddawać mi się namiętnościom zbyt jawnie.

– Co robisz po południu? – zapytał już zupełnie innym tonem.

– Chcę się spotkać z Jędrasiem. Miałeś mi to załatwić.

– To będzie możliwe dopiero późnym wieczorem, po zakończeniu sesji. Chodźmy na małe tete a tete.

Wykręciłam się, to był jedyny raz, kiedy mi się udało.

Od czasu do czasu pisaliśmy do siebie kartki po francusku. Olek kilka razy chwalił mi się, że zna język Moliera. Kiedyś byliśmy umówieni, ale musiałam nagle wyjechać do Gdańska, wpadłam więc na pomysł i podyktowałam koleżance kartkę przez telefon, a ona miała mu ją wręczyć w dniu, w którym się mieliśmy spotkać. Iwona nie zna francuskiego, dyktowałam jej litera po literze, nie było niebezpieczeństwa, że komuś rozpowie, o czym piszę. Potem Iwona powiedziała, że Olek, jak dostał kartkę, ucieszył się, odszedł kilka kroków, zaczął czytać i kiedy spostrzegł, że jest po francusku, zzieleniał i chyba nic nie zrozumiał. Przy najbliższym spotkaniu podziękował mi za kartkę. Od tego czasu rzucał jakieś pojedyncze francuskie słowa typu: ca va, merci, bonjour, au revoir. Każdy je zna, nawet nie ucząc się francuskiego. On do mnie też raz napisał, bo mu kazałam. Sprytnie z tego wybrnął: zaczynało się to „Bonjour, ca va bien?”, a kończyło „Au revoir”. I to była cała treść.

Wymówiłam się od tamtego spotkania, obiecałam, że przyjadę wieczorem. Przyjechałam. Jędraś czekał, wszyscy wyszli, bo skończyła się już sesja. Olek poznał mnie z Jędrasiem. Sytuacja była śmieszna, bo naszym spotkaniom sekundował cały klub lewicy, wszyscy nas obserwowali.

To było 3 lipca, w tym samym dniu, w którym poznałam Leszka Millera. Były to jego urodziny i był lekko podpity. Miller przez pół godziny coś mi tam pieprzył, chwilę później przyszedł Olek i mnie pocałował, często to robił, zwłaszcza jak było dużo ludzi. Podkreślał w ten sposób swoje prawa własności. Na korytarzach łapał mnie za rękę, obejmował. Przelotne spotkania, zawsze coś takiego miało miejsce i głównie w takich momentach, kiedy ktoś był i to widział. Natomiast rzadko się to zdarzało, gdy byliśmy zupełnie sami.

Przechodziłam kiedyś korytarzem, on wyszedł z kolegami z klubu, z Millerem i Sekułą. Przeprosił panów tylko po to, żeby pocałować mnie w policzek i złapać za rękę, a panowie stali w odległości 10 metrów, ciesząc się jak dzieci. Umawialiśmy się na później, panowie schodząc po schodach jeszcze długo poklepywali Olka po plecach.

Olek jest raczej ostrożnym facetem, jeżeli chodzi o takie rzeczy, nie wiem, dlaczego ze mną tak się afiszował.

Inna sytuacja. Janusz Szymański, jest to ktoś w rodzaju kierownika sekretariatu SLD. Kiedyś strasznie się wkurzyłam, bo byliśmy z Kwaśniewskim umówieni na telefon o określonej godzinie. Zadzwoniłam, odebrał ten Szymański, ja się jeszcze nie zdążyłam przedstawić, a Szymański już zaczął przepraszać:

– Wie pani, jest jakaś nasiadówka, ale zaraz na pewno powiadomię szefa, że pani dzwoniła, bo inaczej mnie zabije.

Byłam zdumiona, bo obiecaliśmy sobie, że cała ta nasza historia zostanie w tajemnicy i jak by kto pytał, to on mnie uczy zasad polityki, a ja jego francuskiego. Mogło tak być, dlaczego nie.

Kiedyś weszłam do sejmowego lokalu lewicy, miałam wstąpić do gabinetu Olka, wchodzę, pojawia się jakiś facet o prawie białych włosach, w okularach:

– O, pani redaktor – przywitał mnie – jak miło panią widzieć! A wie pani, przez panią mamy straszny problem z przewodniczącym, jak pani zadzwoniła, to nie udało nam się go siłą zatrzymać na posiedzeniu.

Nigdy tego faceta nie widziałam, byłam zaskoczona. Nie powiedziałam mu, kim jestem, a on już wiedział. Dzwoniłam tam jeszcze kilkakrotnie, on odbierał i zawsze robił aluzyjki, jaki to on ma przez moją osobę problem z przewodniczącym, który zapomina o obowiązkach polityka i rwie się do mnie jak opętany małolat.

Byłam tym zbulwersowana, wyjaśniłam Olkowi:

– Słuchaj nie życzę sobie, żebyś opowiadał o mnie swoim pracownikom.

Zaparł się:

– Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać, ja nikomu pary z gęby nie puściłem.

Kolejny człowiek-studnia. Mój romans z panem przewodniczącym szybko stał się tajemnicą poliszynela. Ktoś musiał to chlapnąć. Ode mnie wiedziała tylko Iwona, a ona jest naprawdę jak studnia. Oczywiście jeżeli nie jest na kogoś cięta, ale w tym czasie nie było zadrażnień między nami, poza tym ona nie ma zwyczaju rozpowiadania plotek. Gdyby była plotkarą, to rozpowiedziałaby również inne rzeczy, o których wie. Musiało to wyjść z samego serca lewicy.

Był taki moment, że jeden drugiemu zazdrościł znajomości ze mną. Było w dobrym tonie pójść na kawę czy koniak z Potocką, tak żeby wszyscy wiedzieli i każdy widział. Potem zrozumiałam, że większość z nich, na bazie wspólnie wypitej kawy czy koniaku, budowało całą konstrukcję seksualną, była podstawa do rozpowiadania: „Panowie, miałem też tę przyjemność”.

W końcu Olek poznał mnie z tym Jędrasiem, strasznym przygłupem. Był lekko podpity, umówił się ze mną na spotkanie z Lepperem na następny dzień. Bełkotał coś w rodzaju:

– Gotowi jesteśmy przenieść ich głowy na drzewcach dookoła Sejmu.

– Czyje głowy?

– Wałęsy, wszystkich.

Następnego dnia zaprowadził mnie do Leppera, spotkanie się odbyło i Lepper zaproponował mi, żebyśmy po południu objechali rolnicze blokady. W tym samym czasie byłam umówiona z Olkiem, on siedział na sali sejmowej, ja musiałam już wyjeżdżać, Jędraś na mnie czekał. Zaczęłam pisać kartkę, ale Olek wybiegł, ktoś mnie pewnie zobaczył i doniósł mu, że tam stoję.

– Uważaj na Leppera, bo to taki facet, a nie inny.

Dokładnie tak to sformułował.

– Co to znaczy?

– Radzę ci, uważaj.

Pożegnaliśmy się. Kiedy wychodziłam, jakiś chłopak ze straży marszałkowskiej uśmiechnął się do mnie i szepnął:

– Też się ma pani z kim spotykać.

Wychodziłam z fotografem z Sejmu i z Jędrasiem. Z przeciwka szedł Jacek Kur on i rzucił tekst:

– Dokąd idziesz, kochanie?

– Zapisać się do „Samoobrony” – odpowiedziałam.

– Słonko, jak ty się zapiszesz do „Samoobrony”, to ja też – odezwał się poważnie Kuroń.

Zobaczyłam zdumione oczy panów, wsiedliśmy w piątkę do czarnego BMW, fotograf, Lepper, Jędraś, kierowca – gruby Jasio i ja. Rozrzucałam zresztą ulotki „Samoobrony” z okna samochodu na ulicę. W pewnym momencie przejęty Jędraś tłumaczy Lepper owi:

– Andrzejku, czy ty wiesz, że Jacek Kuroń powiedział, że jak pani redaktor zapisze się do „Samoobrony”, to on też?

– No cóż, to musimy panią przekonać, żeby się do nas zapisała – stwierdził Lepper.

Jak wracaliśmy z objazdu blokad, słyszeliśmy z nasłuchu radiostacji policyjnej takie teksty: „Czarne BMW, numer rejestracyjny taki i taki, jedzie w kierunku na Warszawę”.

Zaczęli nas ścigać, jechał za nami polonez, facet przyciskał gaz do 180 kilometrów na godzinę, lawirował wśród innych samochodów. Ale byliśmy lepsi. Panowie odwieźli mnie i fotografa pod Sejm, tam wtedy były zasieki, bariery, bo „Samoobrona” miała podejść pod Sejm. Powstało nagłe poruszenie. Słyszymy, że ktoś przez radio nadaje:

– Lepper pod Sejmem!

Oni pewnie zrozumieli, że cała demonstracja podeszła. Mnóstwo niebieskich i zielonych się nagle pojawia, ale zdążyliśmy wysiąść, samochód odjechał, a oni zostali z ogłupiałymi minami.

To był kres naszej znajomości z Kwaśniewskim. Przy następnym spotkaniu zaproponowałam:

– Olek, skoncentrujmy naszą znajomość raczej na intelekcie, a nie na seksie.

– Jak chcesz – mruknął.

Od tej pory zdecydowanie zaczął mnie unikać. Kłaniał mi się z daleka i uciekał.

Przy siedzibie SdRP jest hotel „Rozbrat”. Podobno Olek miewał tam młode pracownice merytoryczne. Opowiadano mi o jakimś kursie, o jakiejś dwudziestoparoletniej blondynce, z którą Olek utrzymywał długo kontakty. Wszystkie panienki, którymi się Olek otaczał, były pod wrażeniem jego pozycji, podtrzymywały jego potrzebę dominowania i z takimi się tylko zadawał. Absolutnie w niego zapatrzonymi, ufnymi i chłonącymi każde jego słowo. No cóż, lubi dominować. Pewnie dlatego mnie zaczął unikać.

Leszek Miller –

szkoda, że tylko dwa razy.

O Leszku Millerze krążyła po Sejmie fama, że to świetny kochanek. Która dziewczyna nie chciałaby sprawdzić? Sprawdziłam. Zgadza się: w łóżku jest świetny!

Poprzez Olka Kwaśniewskiego zawarłam wiele znajomości, które się jeszcze jakiś czas ciągnęły: Miller, Oleksy, Pastusiak…

Longin Pastusiak jest potwornie zakochanym w sobie narcyzem. Kiedyś spotkałam go z dwoma facetami, zatrzymał się i skonstatował:

– Pani to mnie chyba nie lubi, nigdy się pani nie chce ze mną umówić.

– Ależ to pan nigdy nie proponuje mi spotkań – odparłam rozbawiona.

Poszliśmy na drinka i profesor zaprosił mnie na tenis do swojej posiadłości pod Warszawą. Nie miałam czasu pojechać. Podczas tego drinka patrzył na mnie rozbierającym, oblepiającym wzrokiem. Zwłaszcza na mój biust. Nosiłam duże dekolty, a pod spodem tylko koronkowy gorset.

Ale co tam Pastusiak, wracajmy do Millera. Podczas jego sporu w Sejmie z posłem Jackiem Turczyńskim z ZChN, Miller zakończył swoje wystąpienie zabawnym i oryginalnym stwierdzeniem: „Bracie, kiedy tak słucham Pana Posła i patrzę na Pana, to szczęśliwym, że od innej małpy jestem”.

Wszystkim się to podobało. Po jego wystąpieniu podeszłam do niego i powiedziałam mu, że mnie też. Zaprosił mnie na drinka. Poszliśmy do restauracji w nowym domu poselskim. Zamówił wytrawnego radzieckiego szampana i czarny astrachański kawior. On należy do tych nielicznych mężczyzn, którzy wiedzą, czym oczarować kobietę.

Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, nawet w sytuacjach, kiedy powinien być wyprowadzony z równowagi. Wtedy, kiedy całą hordą naskoczyli na niego w Sejmie w sprawie tych moskiewskich pieniędzy, pół godziny potem w restauracji zachowywał się naturalnie, swobodnie. Sypał wspaniałymi opowieściami, był elokwentny.

Jak mu się powie jakiś komplement, to zachowuje się jak niewinne dziewczę: spuszcza nieśmiało oczęta, nieco je przymykając, pochyla głowę, a po chwili leniwym, powolnym ruchem podnosi do góry, otwiera oczy i szeptem, erotycznym głosem mówi:

– Dziękuję.

Niesłychanie cwane. Podeszła do nas Ewa Spychalska, popatrzyła na Millera i rzuciła z przekąsem:

– O, masz ten swój niski głos, opuszczony o trzy tony, i te przymrużone oczy… Mam wrażenie, że szykujesz się do ataku.

Obraził się. Było to urocze. Ewa mnie ostrzegała w ten sposób, ale ja się nie bałam, chciałam, żeby mnie uwiódł. Rozmawialiśmy o dekomunizacji. Powiedziałam, że to co się teraz dzieje, nadaje się do wystosowania skargi do komitetu ochrony praw człowieka przy ONZ.

Miller stwierdził:

– Twoje poglądy są bardziej lewicowe niż moje.

Postanowiliśmy się jeszcze spotkać. Zadzwonił do mnie i zapowiedział się z wizytą. Przyniósł szampana, kwiatów nie, panowie z klubu lewicy niechętnie wręczają bukiety, taki styl. Szampana wsadziłam do łazienki, bo nie miałam jeszcze lodówki, puściłam wodę, żeby się ochłodził.

Nie mieszkałam już z koleżanką, byłam sama, akurat czekałam na facetów, którzy mieli mi przynieść lodówkę. Przyszedł około 17.00 lub 18.00, powiedział, że ma jeszcze jedno krótkie spotkanie, obiecał wrócić o 20.00, ale przyszedł wcześniej, około 19.00. Krótko po nim przyniesiono mi lodówkę, przymknęłam drzwi od pokoju, w którym siedział, ale on wyraźnie wystraszony ukrył się w najdalszym kącie na balkonie. Było to śmieszne, bo gdyby ktoś zajrzał do drugiego pokoju, to mógłby go nie zauważyć siedzącego w kącie, ale na pewno zauważyłby skulonego na balkonie.

Miller jest luźny, swobodny w zachowaniu, nigdy nie jest zdenerwowany. W końcu przyszedł do kobiety, którą widział wcześniej dwa razy. Pozwalałam sobie na drobne złośliwości:

– Jak czujesz się w tym fotelu? – pytałam. – Czy żona wie gdzie w tej chwili się znajdujesz?

Takie pytania spokojnie zostawiał bez odpowiedzi, nie czerwieniąc się nawet.

Jest inteligentny, rozmowa z nim to duża przyjemność. Fascynował mnie, bo od razu się widziało, że Miller jest tą osobą w klubie SLD, która wystawiona jest na odbieranie wszystkich ciosów spadających na klub. Odnosi się wrażenie, że to się dzieje za jego zgodą. Nie jest tym przytłoczony czy zgnębiony.

Przez chwilę rozmawialiśmy o milionie dolarów Mieczysława Rakowskiego. Miller jest przyjacielem Rakowskiego. Wyjaśnił mi sytuację tłumacząc, że jedyną winą Rakowskiego jest to, że te pieniądze oddał. Bo, zdaniem Millera, Rakowski rzeczywiście oddał te pieniądze. A jedynym przestępstwem było to, że ich nie zgłosił w funduszu dewizowym w NBP.

Leszek poszedł załatwić jakąś swoją sprawę. Prędko wrócił. Miałam na sobie różową trykotową koszulkę „Pumy” ze znaczkiem i czarne legginsy. Jak przyszedł, byłam jeszcze w kostiumie, ale przebrałam się przed jego powrotem. Otworzyliśmy szampana, zaczęliśmy pić, wtedy Leszek powiedział:

– Wiesz, jest silna frakcja w lewicy, która uważa, że jesteś agentem Jola II.

– Dlaczego dwa? – zapytałam lekko urażona.

– Bo Jola-jeden, to żona Kwaśniewskiego. A Jola-dwa miała być przysłana z Moskwy, aby zburzyć nowe struktury lewicy w kraju. To miała być zemsta KGB za dopuszczenie do upadku komunizmu w Polsce.

Zaczęłam się śmiać.

– Ale wybaczymy ci przynależność do wszystkich wywiadów, jeżeli się przyznasz, że nie jesteś z Mossadu. Bo przecież pracujesz dla kilku wywiadów, prawda?

Obejrzeliśmy „Wiadomości” i poszliśmy do łóżka. Inicjatywa należała do niego. Siedzieliśmy na tapczanie, włożył mi rękę pod bluzkę, dotykał moich piersi. Od samego początku miałam na niego ochotę. Prawiliśmy sobie drobne złośliwości.

– Pan Bóg dalekowzrocznie wyposażył cię w takie oczy, żebyś spędzała sen z powiek połowie parlamentu.

– A ciebie Pan Bóg wyposażył w takie oczy, żeby nikt nie wiedział, o czym myślisz.

Bo Leszek ma zwyczaj przymrużania oczu. On rzadko kiedy patrzy wprost, raczej opuszcza wzrok.

W końcu stwierdziłam:

– Trzeba rozłożyć tapczan.

Zrobiliśmy to. Kazałam się mu rozebrać. Zdenerwował się, że ma to zrobić pierwszy.

Westchnął i skwitował:

– Jesteś cholernie złośliwa, ale ja się też odegram za chwilę.

Uśmiechałam się do niego mówiąc:

– Przecież to dyskryminacja kobiet. Dlaczego kobiety zawsze muszą robić to pierwsze? Chcę, żebyś ty się najpierw rozebrał.

Zdjął koszulkę polo, patrzyłam na jego owłosioną pierś, potem zdjął jasnopopielate spodnie i adidasy. Śmiesznie to wyglądało, ja ubrana, a on goły, tylko w ciemnych skarpetkach. Ma ostry męski zapach, jest bardzo owłosiony, na klatce piersiowej siwy.

W seksie jest bardzo dobry, kochaliśmy się niemal godzinę. Pozycja klasyczna, no może z lekkimi modyfikacjami, ja leżałam na plecach. Nie rozmawialiśmy.

On dość głośno sapał. Acha, w trakcie tego miał ślinotok, ale jest niezwykle sprawny. Spokojny, delikatny. Nawet w seksie świetnie panuje nad swoimi emocjami, oczywiście do pewnego momentu. Początkowo skupiał się na technice, ale pod koniec przestał panować nad odruchami.

Jest zdystansowany, ma się wrażenie, że wszystko ma zaplanowane punkt po punkcie.

Ma w sobie coś ujmującego. Kiedy poznaję faceta i widzę, że wystarczy kiwnąć palcem, a on natychmiast na mnie poleci, ogarnia mnie obrzydzenie. Nie lubię łatwych zdobyczy. Pociągają mnie mężczyźni, którzy nawet jeżeli podrywają, to robią to dyskretnie. Sprawiają wrażenie, że trzeba o nich zabiegać. Takim był Leszek.

Na powitanie zawsze mówi:

– Co słychać w wielkim świecie?

Często siedzi z założonymi rękami na klatce piersiowej.

Ci ludzie, nie wiem czy to z ostrożności, czy z czegoś innego, starają się mówić o rzeczach, które są jak najbardziej oględne i mało znaczące. Nie tak, jak Kuroń, Niesiołowski, Kern czy nawet Kwaśniewski, którzy beztrosko mówili do mnie lub przy mnie o często poufnych sprawach.

Było mi z nim dobrze, chociaż w łóżku nie wykazywał się szczególną inwencją. Ale kochałam się z nim tylko dwa razy, za pierwszym był chyba lekko stremowany, a drugi raz robiliśmy to szybko i nietypowo. Może w miarę częstszych kontaktów okazałoby się, że ma więcej inwencji, niż zdążyłam stwierdzić.

Po wszystkim przytuliliśmy się do siebie i rozmawialiśmy o… polityce. Zapaliłam papierosa, on nie pali. Leszek rozwijał temat mojej agentury, twierdząc:

– To, że mi odpowiadasz jako kochanka, można uznać za dowód, że na 99% jesteś tym agentem Jola II. Mówił to serio, tak mi się wydaje.

Potem głaskał mnie po włosach, mrucząc:

– Wolę cię z rozpuszczonymi włosami.

Bo po Sejmie chodziłam często uczesana w kok. Wstał, zadzwonił do Ewy Spychalskiej, umówili się. Poszedł wziąć prysznic do łazienki, ubrał się, odprowadziłam go do drzwi, pocałował mnie nie w usta, ale w czoło i nos.

Po kilku dniach zadzwonił do mnie proponując spotkanie. Powiedziałam, że będę w Wale wicach, on jechał na spotkanie z wyborcami do Łodzi i zapytał, czy może tam do mnie przyjechać. Zgodziłam się oczywiście.

Miller lubi sportowe ciuchy, garnitur wkłada tylko na ważniejsze sytuacje, widać, że lubi się ubierać swobodnie, nie tak, jak Olek Kwaśniewski, który zawsze paraduje w garniturze.

Na tym spotkaniu z wyborcami, po którym przyjechał do Walewic, też był ubrany na sportowo. Nosi adidasy, luźne spodnie, koszulki polo.

Działo się to w ten sam dzień, w którym przyjechał do Walewic marszałek Kern, tylko Kern nieco wcześniej, z kwiatem w doniczce.

Miller przyjechał około 19.00, niebieskim służbowym (to znaczy należącym do SdRP) polonezem z kierowcą. Nie było mnie, wyszłam na chwilę. Kiedy wróciłam, siedział z Maciejewskim, dyrektorem stadniny w Walewicach. Znali się dobrze, bo Miller był pierwszym sekretarzem KW PZPR w Skierniewicach, a Maciejewski 20 lat dyrektorem stadniny. Panowie już byli po paru drinkach i świetnie się bawili, rozwijając temat mojej agentury. Oni chyba naprawdę myśleli, że tak jest. Zresztą cholera wie, jak jest. Moja agenturalność w pewnym momencie stała się obsesją lewicy. Maciejewski zgodził się z Millerem, że gdyby byli szefami jakiegoś wywiadu, to by mnie od razu zwerbowali.

Miller posłał swojego kierowcę po kwiaty dla mnie.

Kiedyś Miller z Oleksym stwierdzili, że powinnam brać udział w wyborach, bo w Sejmie brakuje czegoś estetycznego, na czym warto by zatrzymać wzrok, a poza tym mam takie lewicowe poglądy… Miller nawet chciał ofiarować mi swój skierniewicki elektorat. Cały problem w tym, że on nie ma żadnego skierniewickiego elektoratu, startował w Łodzi, bo go w Skierniewicach nie chcieli.

Mieliśmy ochotę na seks, ale Maciejewski nas pilnował, on zawsze ogniście strzegł mojej cnoty. Postanowiliśmy więc pójść na spacer, poszliśmy do parku, było już bardzo ciemno. Chcieliśmy wrócić cicho i pójść do mnie na górę. Specjalnie wchodziliśmy tylnym wejściem przez taras, żeby nie wzbudzać podejrzeń Maciejewskiego, ale dorwał nas natychmiast, gdy weszliśmy. Cóż mieliśmy robić, posiedzieliśmy z nim chwilę, był już lekko pijany. W końcu Leszek stwierdził, że mamy do omówienia jeszcze kilka ważnych spraw, więc zaproponowałam, żebyśmy poszli do mnie na górę. Maciejewski zrobił kwaśną minę i powiedział:

– Będę na was czekał. Leszek wrócisz, prawda?

– Tak, tak – odpowiedział Miller, mrucząc pod nosem. – Cholera by go wzięła, pies ogrodnika.

Poszliśmy na górę, była dwunasta-pierwsza w nocy, Leszek poszedł do łazienki, zobaczyć wannę, bo chcieliśmy się w niej kochać, ale są tam takie ostre kanty, niebezpieczne.

Mieliśmy mało czasu, łóżka były strasznie wąskie. Z Millerem nie można uprawiać pospiesznego seksu, bo on tego szybko nie robi, trwało to pół godziny może dłużej. Stwierdziliśmy, że musi wrócić do Maciejewskiego, bo zacznie nas podejrzewać.

Ubrał się i wyszedł. W pałacu panowały ciemności, więc po pięciu-dziesięciu minutach zeszłam na dół, jego już nie było, zamknęłam drzwi do pałacu. Właśnie wchodziłam na górę, gdy zszedł Maciejewski, wolałam go nie pytać, czy widział się z Millerem. Pokiwał tylko głową i dodał:

– Oj kobieto, kobieto.

Tak wyglądało ostatnie spotkanie z Millerem, więcej go nie widziałam, bo skończyły się już posiedzenia Sejmu.

Miller jest bardzo delikatny, szarmancki. Nie to co Kwaśniewski, który ma typowo samcze poczucie własności, Miller nie. Ma też większe doświadczenie niż Kwaśniewski. Po Sejmie krążyła fama, że to jest świetny kochanek. Sprawdziłam to z pełną premedytacją i nie żałuję. Potwierdzam: jest naprawdę świetny! Szkoda, że było tego tak mało…

Leszek Miller, ur. 3 lipca 1946 roku w Żyrardowie w rodzinie robotniczej. W 1977 ukończył Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR. Członek PZPR od 1969, SdRP od 1990, od grudnia 1988 do stycznia 1990 członek Komitetu Centralnego PZPR, od lipca 1989 do stycznia 1990 członek Biura Politycznego KC PZPR, od stycznia 1990 członek Rady Naczelnej SdRP.

W latach 1963-1974 pracował w Zakładach Przemysłu Lniarskiego w Żyrardowie, potem studiował, od 1977 pracownik aparatu – Komitet Centralny PZPR.

Od października 1982 do maja 1985 kierownik Zespołu do spraw Młodzieży KC PZPR, od maja 1985 do lipca 1986 kierownik Wydziału do spraw Młodzieży, Kultury Fizycznej i Turystyki KC PZPR.

Od lipca 1986 do lutego 1989 l sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Skierniewicach. Od grudnia 1988 do stycznia 1990 sekretarz KC PZPR, od marca 1989 do stycznia 1990 przewodniczący Komisji Młodzieży, Stowarzyszeń i Organizacji Społecznych Komitetu Centralnego PZPR.

Od stycznia 1990 Sekretarz Generalny CKW SdRP.

Stefan Niesiołowski –

spacery z erotomanem

– A co będzie, jak zajdę z tobą w ciążę?

– Będziemy uważać – odpowiedział.

– Ale uważać nie można na 100%. Jak zajdę, to co zrobisz?

– To będę wychowywał – odważnie powiedział pan poseł.

Stefana Niesiołowskiego przedstawił mi Henryk Goryszewski. Przez parę tygodni Stefan, zawsze jakby przez przypadek, trafiał na mnie na korytarzach sejmowych.

Nadałam mu pseudonim Chrząszcz, dlatego, że miał tylko dwa garnitury, które nosił na zmianę. Jeden przebłyskiwał zielonkawo, drugi niebieskawo, oba były świecące. Strasznie mu śmierdziało z gęby, na pół metra.

Moja przyjaciółka prosiła mnie o podtrzymywanie tej znajomości. Dałam posłowi telefon, zadzwonił do mnie w dniu, w którym Jerzy Urban w „NIE” zamieścił jego zdjęcie. Stefan stał tam w stroju piłkarskim, obok kobiety. Zdjęcie było wyretuszowane tak, że przez spodenki przebijał ogromny członek w stadium erekcji.

Niesiołowski radził się, czy podać Urbana do sądu o zniesławienie. Odpowiedziałam:

– To śmieszne, jeszcze nikt nie wygrał procesu z Urbanem. Ale jeżeli pan chce, to mogę pójść do redakcji ze sprostowaniem, że w rzeczywistości gabaryty są dużo lepsze.

– Tak, to świetny pomysł, a nie chciałaby pani wcześniej sprawdzić?

– Nie, wierzę panu na słowo – zaczęłam się śmiać.

Zaprosił mnie na kolację do „Tsubame” na Foksal i chciał mnie upić sake, on bardzo lubi sake. Jego żona twierdzi, że Stefan nie lubi pić ani chodzić do restauracji, że jest bardzo oszczędny. Co do oszczędności, to się zgadza, każdy rachunek sprawdzał po trzy razy nim zapłacił, co do pozostałych spraw, to albo się w domu kamufluje, albo ostatnio zmieniły mu się zwyczaje, bo wiele razy widziałam go w restauracjach, a parę razy nieźle pijanego.

W pewnym momencie poszło mi oczko w pończosze, chciałam się przebrać. Pojechaliśmy do mnie do domu, trwało to około pół godziny, ponieważ musiałam wszystko opowiedzieć Iwonie. On cierpliwie czekał na ulicy.

Pojechaliśmy do „Confettii” na nocne szaleństwo, następnego dnia pan poseł miał wystąpić z propozycją wniesienia pod obrady Sejmu ustawy o aborcji. Wiele się o tym mówiło, więc wszyscy w knajpie życzyli mu powodzenia.

Lokal ten charakteryzuje się tym, że są tam hostessy. O drugiej w nocy zaproponowałam powrót do domu, ale Stefan stwierdził, że będzie jeszcze tańczył, ja już nie chciałam. Wezwał więc jedną, półrozebraną hostessę i dosłownie wessał się jej w szyję. Dziewczyna była przerażona, nie wiedziała co robić. Z trudem go wyciągnęłam z knajpy i odwiozłam do hotelu.

Przez cały czas robił mi awanse. Przed kolacją chciał przyjechać do mnie do domu, ale mu powiedziałam, że nie mieszkam sama.

– A co, macie jeden pokój? – zapytał.

– Nie, mamy dwa.

– No to co za problem? – odrzekł pan poseł.

Opowiedziałam mu, że na tym samym piętrze mieszkają redaktorzy programu I, radia „Z” i „S”, więc raczej nie byłoby dla niego dobrze, gdyby ktoś zobaczył go wchodzącego do mnie.

Potem kilkakrotnie chciał wejść na górę, kiedy odwoził mnie taksówką. Wiele razy dzwonił późnym wieczorem chcąc się umówić u mnie w domu. Zdecydowanie odmawiałam.

W knajpie, gdy przeszliśmy na „ty”, wypytywał mnie o mój romans z Kwaśniewskim, wyparłam się tego wówczas. Na to Niesiołowski odparł:

– Nie kłam, bo Kwaśniewski mówi co innego.

Po następnych dwóch kieliszkach sake zaproponował:

– A może by tak różowy trójkąt?

– Jaki różowy trójkąt? – nie zrozumiałam.

– No… Kwaśniewski, ty i ja.

Nie wiedziałam, czy on mnie prowokuje, czy żartuje, o co mu chodzi. Uznałam, że żartuje.

Stefan Niesiołowski jest psychopatycznym erotomanem. Każdy temat kończy się na seksie.

Stefan Niesiołowski o wyświetlaniu w polskiej telewizji filmu „Emmanuelle”:

Erotomani mogą sobie kupować kasety porno. Ten film nie powinien być pokazywany w publicznej telewizji, bo jest pornograficzny.

(„Gazeta Wyborcza” 245/92)

Z tym trójkątem to było tak: kiedy byłam z nim w restauracji, miałam na sobie kostium z dekoltem w kształcie trójkąta. Stefan wgapiał się w mój dekolt, opisywał jego kształty i z figury geometrycznej przeskoczył na seks grupowy. Kazał mi się zresztą rozebrać w tej restauracji, zdjąć marynarkę, ale miałam pod spodem tylko gorset.

– Nie będę chodziła w bieliźnie w miejscu publicznym – stwierdziłam.

– Mnie to nie przeszkadza – odparł.

Jacek Bierezin w rozmowie z Anną Młynarską, „Polityka” nr 42/92:

– Czy chciałbyś z kimś zerwać dawną przyjaźń?

– Nie lubię w ogóle zrywać starych przyjaźni, ale jeśli mogę właśnie dzisiaj, na łamach „Polityki”, to zrywam ze Stefanem Niesiołowskim.

– Dlaczego? Za co?

– Za mentalność Ignacego Loyoli. Za to, że jak uczniak szkoły podstawowej sprzecza się, kto był pierwszy. Za to, że przypomina mi formację „pryszczatych”. Za to, że właśnie dzisiaj jest ministrantem. Za to, że – być może – niechcący popiera obskurantyzm i ksenofobię. Jego publiczna dewocja jest brzemienna w skutki. A przecież gdy siedzieliśmy razem w obozie, był to normalny człowiek i sympatyczny erotoman. W pudle rozmawialiśmy przeważnie o kobietach.

Jacek Bierezin, rocznik 1947, pisarz i poeta, działacz „Ruchu” i KOR, założyciel podziemnego, a następnie emigracyjnego pisma „Puls”. Po wyjściu z obozu dla internowanych wyjechał do Paryża.

Potem zaczęła się seria wydarzeń typu: telefony do mnie po nocy, niby przypadkowe spotkania w Sejmie, wymowne spojrzenia.

I propozycje. Nie mogłam się od niego odczepić. W końcu powiedziałam, że zgadzam się na integrację seksualną, ale zaproponowałam zakład. Działo się to w czasie, kiedy upadł rząd Olszewskiego i to był przełomowy moment. Koalicja zaczęła się dogadywać i Pawlak miał szansę stworzyć rząd.

Założyłam się ze Stefanem, że jak Pawlak utworzy rząd, to nic z tego nie będzie, a jak nie, to pójdę z nim do łóżka.

Jak wiadomo Pawlak nie utworzył rządu. Stefan oczywiście natychmiast przyleciał z wywieszonym językiem po wygraną.

Zapytałam przewrotnie:

– Stefan, czy wykorzystałbyś przegraną kobietę?

– Nie mam żadnych oporów – stwierdził.

Anna Niesiołowska o swoim mężu:

On w ogóle nie ma tendencji do upijania się. Natomiast jeżeli ktoś wcale nie pije, to patrzy na niego podejrzliwie i powtarza żartobliwie: „Kto nie pije, ten kapuje”.

Zawsze był otoczony kobietami. Nie jestem zazdrosna. Są rzeczy ważniejsze, na przykład wzajemna tolerancja, rozumienie się, zostawianie sobie nawzajem miejsca do życia.

(z książki Krystyny Pytlakowskiej i Ewy Wilcz-Grzędzińskiej Lwy (nie)ujarzmione, czyli żony o sławnych mężach, Warszawa 1992)

Zaczęłam grać na zwłokę. Powiedziałam, że trzeba znaleźć miejsce, gdzie można byłoby to zrobić. Na hotel sejmowy nie chciałam się zgodzić, u mnie nie, bo nie mieszkałam sama.

Pozostawały Walewice. Umówiliśmy się tam, ale ja wtedy taktycznie rozchorowałam się na anginę i nie pojechałam do Walewic. Ani przez moment nie zamierzałam iść z nim do łóżka. Nie pociągał mnie w najmniejszym stopniu. Nie lubię facetów niechlujnych, a Stefan do nich należy. Ubiera się byle jak, często ubranie jest wymięte, obszarpane, a nawet brudne.

Stefan Niesiołowski, jak się dowiedział o Stowarzyszeniu Pani Walewskiej, to koniecznie chciał być zaproszony na raut.

– Nie mogę cię zaprosić – powiedziałam mu – z bardzo prostej przyczyny, bo jak ty tam będziesz, to inni nie przyjmą zaproszeń.

– Dobra, to ja nie przyjadę na przyjęcie, przyjadę później. A co w ogóle robi to Stowarzyszenie Pani Walewskiej?

– Słuchaj, a co robiła pani Walewska?

– Żartujesz!

– Gdzie tam! Nie żartuję.

– I co, ze wszystkimi?

– Ze wszystkimi.

– Ze wszystkimi, którzy chcą?

– No nie! Dobieramy ich bardzo skrupulatnie.

– To ja się kwalifikuję, co?

– Nie wiem, będziesz musiał zostać rozpatrzony przez najwyższe władze stowarzyszenia, które kwalifikują, czy ktoś się nadaje, czy nie.

– A decydować będziesz ty, prawda? Sprawdzać praktycznie?

– Nie, sprawdzamy praktycznie wszystkie, więc musisz się przygotować na obsłużenie co najmniej kilkunastu dam.

– Żartujesz!

– Mówię poważnie.

– To ja się jeszcze zastanowię i dam ci odpowiedź. Chociaż ja bym wolał tylko z tobą, ale jak będzie taka konieczność, to nie ma problemu.

Albo te słynne jego przypowieści o posłankach Bogumile Bobie i Józefie Hennelowej. Raz w złości powiedziałam, że jak mi przyniesie dowód, że się przespał z Boba, to możemy porozmawiać. Zaperzył się i rzucił:

– Nie możesz być taką świnią, to tak, jak bym ci kazał iść do łóżka z Goryszewskim. Rozumiem, że ze mną można się przespać, ale z Goryszewskim? Taki zapluty…

O Bobie tak mówił:

– Ja to bym tego nie tknął nawet gdyby na świecie nie było żadnej innej kobiety, zostałbym onanistą, ale Boby bym nie tknął.

Bogumiła Boba, ur. 9 sierpnia 1945 roku w Krakowie; chirurg. Wyborcza Akcja Katolicka, członek ZChN. Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu.

W Sejmie wsławiła się straszeniem przed EWG. Nawiązała do głośnej sprawy 14-letniej Irlandki, której sąd uniemożliwiał wyjazd do Anglii w celu przerwania ciąży będącej efektem zgwałcenia:

„Jesteśmy społeczeństwem chrześcijańskim, w większości katolickim, powinniśmy zachować oblicze katolickie i polskie. Irlandia broni życia i – będąc w EWG – jest psychologicznie szantażowana, zmuszana do zrezygnowania ze swoich zasad. Czy i my chcemy się na to skazać?”

Opowiedziałam to Ewie Spychalskiej, nie chciała wierzyć. Wykręciłam numer do Niesiołowskiego, zaproponował żebym przyjechała, ale słyszałam jakiś kobiecy głos, z lekka dyszkantowaty.

– Po co? – zapytałam – Przecież masz tam jakąś babę.

– Nie, to Rysiek Czarnecki.

Oddał mu słuchawkę i Czarnecki przez 15 minut piskliwym głosikiem przekonywał mnie, że nie jest kobietą.

Potem powiedziałam:

– Wiesz, Stefan, zastanowiłam się i chcę żebyś się przespał z Boba, inaczej nie widzę możliwości naszej integracji seksualnej.

I natychmiast oddałam słuchawkę Ewie. Ewa zrobiła się blada, otworzyła oczy ze zdumienia. Stefan, myśląc, że mówi do mnie, opowiedział jej historię o bezludnej wyspie: gdyby miał do wyboru Bobę albo rekiny, to bez mrugnięcia okiem wybiera rekiny.

On i Kwaśniewski stale żartowali sobie kosztem Hennelowej. Spotykając się w Sejmie pytali się wzajemnie:

– No, co u ciebie z Hennelową?

– Jak zwykle.

– A u ciebie?

– Bez zmian.

Loża dziennikarska jest naprzeciwko miejsc zajmowanych przez posłów ZChN. Stefan, gdy widział, że wchodzę na miejsca dla dziennikarzy, wybiegał i czekał przed kuluarami u góry. Czasem i 20 minut. Albo prosił kogoś ze straży marszałkowskiej, żeby mnie wywołał i wyciągał mnie na spacery do parku przy Sejmie. Tam siadaliśmy na ławce i musiałam koić frustracje przegranego polityka. Najczęściej się to zdarzało, jak ktoś mu dokuczył w Sejmie, albo jak ZChN przegrywał jakieś głosowanie.

A to Kuroń mu dopieprzył, że się skurwił na przesłuchaniu, a to mu odrzucili projekt ustawy o aborcji, zawsze było coś, żeby przytulić go do piersi.

Na przykład 4 czerwca, kiedy upadł rząd Olszewskiego. Stefan wygłosił wtedy płomienne przemówienie w obronie tego rządu:

„Oczywiście, że Klub Parlamentarny ZChN, w imieniu którego mam zaszczyt przemawiać, będzie głosował przeciwko odwołaniu rządu Jana Olszewskiego. Wniosek o dymisję tego rządu traktujemy jako przejaw nieodpowiedzialności i jako krok w kierunku destabilizacji państwa polskiego. (oklaski) Będziemy głosowali tak dlatego, że jest to rząd autentycznego, a nie deklaratywnego antykomunizmu. Jest to rząd odejścia od «okrągłego stołu», odejścia od «grubej kreski», odejścia od tego wszystkiego, przeciwko czemu wielu panów na tej sali zabierało głos. (oklaski) I jeżeli dzisiaj, w trzecią rocznicę wyborów, tak się przypadkowo złożyło, że mam zaszczyt przemawiać w parlamencie wolnej Polski, to chciałbym powiedzieć, że jest to jakby symboliczny powrót – oczywiście ze wszystkimi zmianami – do konstrukcji «okrągłego stołu». Tego ZChN nigdy nie poprze”.

A potem, w parku, mocno to wszystko przeżywał i domagał się ode mnie pociechy.

Rozmawialiśmy bardzo dużo o Antonim Macierewiczu. Stefan mocno popierał jego akcję z teczkami i sprzeciwiał się usunięciu go z ZChN.

– To przecież jest nie do zniesienia, że ludzie, którzy kablowali na kolegów, są teraz posłami.

– A nie uważasz, że działania Macierewicza wyrządziły więcej szkód niż korzyści, że nie wolno rzucać takich oskarżeń, jeżeli nie ma się stuprocentowych dowodów?

– Agentów należy ujawnić i koniec! A Antek jest moim przyjacielem.

Stefan przy każdej okazji przypominał, ile to lat siedział w więzieniu, jaki to z niego bohater, od małego walczył z komuną, a w tym czasie inni współpracowali z SB. Nigdy nie przyszło mi do głowy zapytać, za co konkretnie siedział. Gdybym wiedziała, że walczył z komuną za pomocą niszczenia śladów obecności Lenina w Polsce, to dokuczałabym mu tym, bo to przecież była śmieszna dziecinada.

– Ale Macierewicz skrzywdził Wiesława Chrzanowskiego, który też wiele lat siedział w więzieniu, w znacznie gorszych czasach niż ty.

– Gdybym miał tyle lat co Chrzanowski, to z pewnością siedziałbym dwa razy dłużej w więzieniu!

– Już wiem, dlaczego tak się przyjaźnisz z Macierewiczem: obaj macie nierówno pod sufitem!

Obraził się i strasznie na mnie nakrzyczał. Stefan jest bardzo impulsywny. Nie obraża się tak, że na przykład nie odzywa się do kogoś, tylko wyrzuca całą złość z siebie, ale szybko mu przechodzi.

Opowiadał mi o swojej żonie. Poznali się w sytuacji lekarz – pacjent, po wyjściu z więzienia miał coś z oczami. Pani doktor bardzo mu się spodobała i Stefan od razu próbował ją poderwać. Na recepcie był numer jej telefonu. Dzwonił do niej, próbował się umówić, pisał listy. I tak to się zaczęło. Ożenił się w 1975 roku, na weselu podobno była cała opozycja, między innymi Jacek Kuroń.

Ma niezmiernie irytującą cechę wydawania opinii w ważnych sprawach na podstawie własnego widzimisię. Twierdzi, że jest świetnym psychologiem i natychmiast rozszyfrowuje ludzi.

Wypowiedź Stefana Niesiołowskiego w sprawie aresztowania Aleksandra Gawronika dla Radia „Z” (cytat za tygodnikiem „NIE” nr 43/92):

Dla mnie Gawronik, ale to co mówię jest intuicja, ja jak siedziałem w więzieniu to prawie w 80% po twarzy rozpoznawałem artykuł. Gwałciciela rozpoznawałem. To na ogół tacy niewysocy byli, ruchliwi tacy, powiedzmy tacy. Aferzyści – też ich rozpoznawałem. Rozpoznawałem zabójców, na ogół byli tacy, powiedzmy, zwaliści, koło pięćdziesiątki, i ja w Gawroniku wyczuwałem aferzystę. To znaczy moja intuicja więźnia, który rozpoznaje po twarzy artykuł, mówiła mi, że Gawronik jest aferzystą. Ja mówię, no tu decyzja należy do sądu, no, ja nie mogę przecież, nie mam pojęcia, czy ta decyzja jest słuszna. Intuicja mi mówi, że słuszna.

Któregoś dnia siedzieliśmy w starej sejmowej restauracji z Iwoną i Witkiem Gadomskim. Jedliśmy obiad, nagle wchodzi Niesiołowski. Wchodzi, patrzy na nas i wychodzi. W ciągu pół godziny przyszedł tak jakieś trzy czy cztery razy, dokładnie nas obserwując. Strasznie nas to bawiło. Potem, jak się spotkaliśmy, napadł na mnie:

– Jak możesz z takim obślizgłym facetem, jak Gadomski, siedzieć przy jednym stole? Nigdy się tego po tobie nie spodziewałem! Tak mnie to zdenerwowało, że aż kilkakrotnie musiałem przejść, żeby zobaczyć, czy ten cham cię nie obmacuje pod stołem.

Uspokoiłam go, że Gadomski nie dla mojej osoby przesiadywał przy stole, ale Stefan był wyraźnie zaniepokojony faktem, że Gadomski śmie siedzieć obok mnie.

Gdy Hanna Suchocka została wybrana na premiera, Niesiołowski zadzwonił i zapytał:

– Czy wiesz, z kim masz do czynienia?

– Pojęcia nie mam.

– Z architektem nowego rządu!

I przez 20 minut przechwalał się, jak ważną ma pozycję w obecnej koalicji rządowej i jak wielki ma wpływ na posunięcia Hanny Suchockiej. On z nią wyjeżdżał do Genewy. Po powrocie skomentował ten wspólny pobyt:

– Coś z nią musi być nie tak, skoro na mnie nie leci.

Znajomość ze Stefanem skończyła się, bo 22 lipca postawił ultimatum: wóz albo przewóz. Zapamiętałam datę z powodu stypy z okazji byłego święta państwowego. Wtedy już musiałam powiedzieć tak albo tak.

Obraziłam go wtedy, wjechałam na temat aborcji, był to czas, kiedy ta ustawa praktycznie przeszła. Byłam tym bardziej wkurzona, że poprzedniego dnia ekipa ZChN-owska do dwunastej w nocy szampanami opijała zwycięstwo. Zaprosił mnie tam Stefan, ale odmówiłam, bo takiego czegoś bym nie świętowała.

Siedzieliśmy w barku za kratą, zadałam mu spokojnie pytanie:

– Jaki sens ma ustawa, kiedy coraz powszechniejsza staje się francuska pigułka, która roni ciążę i po problemie?

– Tak, ale w Polsce jej legalnie nie ma.

– Ja ją będę przywozić – stwierdziłam.

Stefan zareplikował:

– Jak tak, to ja będę ci na granicy wszystko przeszukiwał, łącznie z ginekologiczną kontrolą.

To go chyba najbardziej rajcowało.

– Jesteś pieprzonym hipokrytą – powiedziałam. Wtedy się zdenerwowałam. Zapytałam: – A co będzie, jak zajdę z tobą w ciążę?

– Będziemy uważać – odpowiedział.

– Ale uważać nie można na 100%, jak zajdę, to co zrobisz?

– To będę wychowywał – odważnie powiedział pan poseł.

– Chyba sam, bo ja na pewno nie, a poza tym nie mam ochoty czegoś takiego urodzić, dokonałabym aborcji.

– Poważnie, usunęłabyś ciążę?

– Tak. A poza tym, gdybym ujawniła, z kim miałam dziecko, ustawa o aborcji ległaby w gruzach.

– Ty byś to zrobiła?

– Z wielką przyjemnością.

– Wiesz, jesteś wredna.

– A ty jesteś hipokrytą.

– Ty kompletnie nie rozumiesz na czym ta rzecz polega.

– To ty masz tok myślenia mrówki.

Pożegnaliśmy się kulturalnie:

– Zadzwonię kiedyś.

– Jak chcesz – mruknęłam i na tym skończyła się nasza znajomość.

Stefan Niesiołowski, urodził się 4 lutego 1944 roku w Kałęczewie koło Łodzi w rodzinie ziemiańskiej. Ojciec Janusz brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej i był żołnierzem AK. Po wojnie był prześladowany przez U B. Brat matki, Tadeusz Łabędzki, działacz Stronnictwa Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych, został po wojnie zamordowany przez U B podczas śledztwa.

Ukończył w 1968 roku biologię w Uniwersytecie Łódzkim, gdzie pracuje naukowo. W 1979 roku zrobił doktorat.

Od 1964 roku działał w nielegalnej organizacji niepodległowościowej RUCH. Był współautorem deklaracji programowej „Mijają lata”. Razem z S. Turschmidem redagował pismo „Informator”. Uczestniczył w zrzuceniu tablicy z podobizną Lenina na Rysach.

Aresztowany 20 czerwca 1970 roku, 23 października 1971 został skazany na 7 lat więzienia za czynienie przygotowań do obalenia ustroju siłą. Z więzienia w Barczewie wyszedł 24 września 1974 na mocy amnestii uchwalonej pod naciskiem Kościoła i Polonii amerykańskiej.

Działał w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), organizacji o innej orientacji ideowej niż KOR.

Od 1980 roku w „Solidarności”. Stworzył „Biuletyn Ziemi Łódzkiej”, który stał się organem Zarządu Regionu „Solidarności”. Internowany od 13 grudnia 1981 do 25 listopada 1982 w Sieradzu, Jaworzu i Darłówku.

Poseł od 1989 roku. Żonaty (Anna, lekarz okulista), córka Joanna.

Chłopi w Sejmie –

drzyjcie sprzątaczki i kelnerki…

Szanowny pan poseł otwiera dyplomatkę, wyjmuje kopertę grubą tak na dwa palce, w środku studolarówki. Pokazuje mi kopertę i mówi:

– Ile będzie kosztowało, żeby pani tu została do rana ?

Posłowie z PSL lubią trzy rzeczy: pić, pieprzyć i bić się. Jak sobie popiją, to stają się agresywni. Oni nie przyjmują do wiadomości słowa „nie”. Rozumiem, dlaczego ta słynna Danuta G. wyskoczyła nago przez okno z pokoju hotelu poselskiego napastowana przez byłego posła Michała Górskiego.

Byłam kilka razy na imprezach organizowanych przez PSL. Bawiłam się świetnie. Jedna impreza odbywała się w pokoju sąsiadującym z pokojem zamieszkałym przez posłów z ZChN. Chłopcy się poskarżyli, że dotarło do nich, jakoby ZChN-owcy donosili na nich do marszałka Sejmu. Podobno ZChN-owcy słali udokumentowane nawet taśmami magnetofonowymi skargi na ich zachowanie po nocach: skakanie po stołach, wódę lejącą się strumieniami, gołe panienki siadające na parapetach okien…

Panienki są głównie z obsługi Sejmu i chyba koleżanki posłów z ich rodzinnych stron. Jest też posłanka z SLD, Irena Nowacka, nauczycielka, która się z nimi integruje. Ma 42 lata, a więc ostatnie chwile na takie rzeczy, kto ją później zechce?

PSL-owcy też wysłali na ZChN-owców list do marszałka Sejmu. W liście napisali: „Co z tego, że ZChN-owcy mają w pokojach klęczniki, skoro klęczą na nich panienki, a posłowie posuwają je od tyłu tak, że panienki mają skórę na łokciach zdartą od zapierania się w pulpit”.

Radzili marszałkowi sprawdzić ręce panienek z obsługi hotelowej.

W PSL jest największe skomasowanie prostaków. To są głównie chłopi, którzy zachowują się dokładnie tak, jak ktoś, kto prosto od pługa trafił na salony.

Roman Jagieliński lubi rzucać pieprzne teksty. Kiedyś, nawet nie będąc pijany, powiedział: „Jak mi staje, to mi spodnie rozrywa”.

Tadeusz Gajda, pochodzi z rejonu Walewic, na jednej z tych imprez nagle usiłował mi włożyć łapę pod spódnicę. Dostał po gębie i wtedy wyzwał mnie na czym świat stoi:

– Ty chamska perfidna zdziro, jak nie chcesz, to nie prowokuj!

– Jak ja rzeczywiście prowokuję i chcę, to nie ma takiej siły, żeby coś się mi nie udało, natomiast kogoś takiego, jak pan to nie muszę prowokować, bo pan rzuca się na wszystko, co nosi kieckę – odpowiedziałam spokojnie, chociaż wszystko się we mnie gotowało.

To dotyczy niemal całego klubu PSL. Nieliczne wyjątki to Waldemar Pawlak, Aleksander Łuczak i może jeszcze paru innych.

Balangi PSL-u kończą się zawsze tym, że wszyscy padają pod stół. Na imprezie, na której był Henryk Goryszewski, w pewnej chwili pani z obsługi przyniosła do pokoju jedzenie. Baba po czterdziestce. Władysław Wrona uszczypnął ją w tyłek i zaproponował, że ją przerżnie. Pani nie wiedziała, jak zareagować, w końcu to poseł. Goryszewski się zaczerwienił, ale Wrona klepnął go z całej siły w udo i krzyknął:

– Heniek, co ty się przejmujesz, baby po to są! Baby lubią, jak im wtłuc, zerżnąć porządnie, takie są!

Jeden z posłów kiedyś podszedł do mnie i powiedział, że ma do mnie sprawę, czy może kiedyś zadzwonić. Dałam mu numer telefonu. Zadzwonił po jakimś czasie, było bardzo późno, po dwunastej. Siedziałyśmy we dwie z Iwoną, ona odebrała telefon, chwilę z nim porozmawiała, w końcu oddała mi słuchawkę.

– Dobry wieczór, mówi znajomy, czy pani sobie mnie przypomina?

– Tak.

– Proszę pani, otóż siedzę sobie tutaj z trzema senatorami i mamy taki poważny problem. Proszę pani, ja się założyłem o bardzo duże pieniądze, że pani tu zaraz przyjedzie.

– O jak duże pieniądze?

– O bardzo duże.

– No wie pan, to są w końcu pańskie pieniądze, nie moje. Nie rozumiem, w jakim celu miałabym pańskie prośby spełniać, poza tym jest już późno.

On nalegał. Powiedziałam, że nie bardzo mogę dysponować sama sobą, bo mam protektora w postaci mojej przyjaciółki.

– To niech mi pani da przyjaciółkę.

Iwona odebrała słuchawkę, zaczęła konferować z facetem, była już ostro narąbana, potem jeden z senatorów z nią rozmawiał, zresztą bardzo sympatyczny, senator Rejniewicz z KPN, były rotmistrz.

Skończyła i mówi do mnie:

– Jedziemy.

– Jesteś pewna?

– Jedziemy.

– Mam wątpliwości.

– Dlaczego?

– Jesteś zbyt zmęczona.

– Nie szkodzi, tym lepiej.

– Nie znamy ich wszystkich.

– Ale niektórych znamy.

– Nie pamiętam.

– Nie pamiętasz? Ten który telefonował dał nam kiedyś swoją wizytówkę.

– To jedziemy.

Wzięłyśmy taxi i pojechałyśmy. Agencja Iwony organizowała z UNICEF-em jakąś imprezę, w związku z czym miała koszulki z nadrukiem, ona wzięła te koszulki na prezenty. Najśmieszniejsze było to, że to były dziecięce rozmiary. Przyjechałyśmy, na dole czekał na nas senator Rejniewicz. Pan senator mówi do straży:

– Panie są ze mną.

Na to moja przyjaciółka dostała piany na ustach:

– Kurwa, co to ja nie posiadam przepustki, żebym sama nie mogła wejść?

Wchodzimy na górę. Panowie się alkoholizują. Iwona rozdała koszulki, panowie wgapiają się w nas.

– Panie pośle, to może się teraz dowiemy, jaką sumę pan zaoszczędził?

– No, dużą.

– To mi nic nie mówi.

– No niech pani na mnie popatrzy.

No to patrzę na niego: złoty sygnet na palcu, złote oprawki od okularów. Ten styl, ma być od razu widać, że chłop majętny.

Iwona zaordynowała: śpiewać. Odśpiewałam kawałek arii Carmen z opery Bizeta.

W pewnym momencie Iwona się wkurzyła, bo Rejniewicz mówił do niej „dziewczynko”, czego ona nie lubi. Kazała zamówić taksówkę.

Z nią, jak jest pijana, nie należy dyskutować, trzeba wypełniać rozkazy.

Przyjechała taksówka. Poseł do mnie:

– Czy ja mógłbym z panią zamienić słowo na osobności?

– Proszę bardzo.

Mieszkał z senatorami pokój w pokój. Przechodzimy do niego. Otwiera dyplomatkę, wyjmuje kopertę grubą tak na dwa palce, w środku studolarówki. Pokazał mi kopertę i mówi:

– Ile będzie kosztowało, żeby pani tu została do rana?

– Pan pyta poważnie?

– Jak najbardziej.

– To ta koperta jest za cienka.

Odwróciłam się i wyszłam.

Pojechałyśmy. Zdążyłyśmy się tylko rozebrać, telefon. Dzwoni poseł.

– Pani jest bezczelna.

– Słucham?

– Pani zrobiła skandal w tym hotelu.

– Przepraszam bardzo, nie rozumiem. Jaki skandal?

– Proszę pani, co sobie tutaj o mnie pomyślą: ja zapraszam kobiety, które przychodzą i po półgodzinie wychodzą. To mnie kompromituje jako mężczyznę. Co pani sobie wyobraża?

– Panie pośle, ja sobie wyobrażam, że wszyscy sobie pomyślą: „Ale z pana ogier! W pół godziny obsłużył dwie panie”.

Posła Bogdana Łukasiewicza z PSL zaprosiliśmy na obiad do włoskiej restauracji w „Marriotcie”, bo mieliśmy do niego ważny interes.

Łukasiewicz uraczył nas opowieściami o swojej żonie. Najpierw opowiedział bolesne przejścia związane z brakiem snu, bólami głowy, frustracją, depresją. Potem wyjaśnił, że jego żona jest wampirem energetycznym: kradnie energię i dlatego on o mało nie padł. Ozdrowiał, kiedy zaczął sypiać w oddzielnej sypialni.

Łukasiewicz to specyficzna postać. Ma jakieś 165 cm wzrostu, nosi za duże o dwa numery garnitury, pewnie ma kompleks niższości czy coś w tym guście. Jego włosy są idealnie przyczesane, wylewa na siebie co najmniej pół butelki wody kolońskiej, moim zdaniem Brut, ale nie jestem pewna. Potentat pieczarkowy. Dokładniej to siostra i żona zajmują się biznesem, a on polityką. Bufon. Trudno dopatrzeć się u niego intelektu, ale jest bardzo cwany.

Dzięki niemu poznałam posła Władysława Wronę, pokurcza (metr pięćdziesiąt w kapeluszu), łysego, ze śmiesznym wąsikiem, widać od razu, że jest gdzieś spod Ustrzyk Górnych czy Dolnych. Wulgarny głupi gnojek, który uważa siebie za nie wiadomo kogo. Opowiada idiotyczne dowcipy na temat seksu, wszystkie dotyczą sytuacji, gdy wiejska baba nachyla się na przykład nad balią, kiecka jej się podnosi, a oczywiście pod spodem nie ma majtek, a gdzieś tam schowany pod schodami parobek to widzi i odpowiednio wykorzystuje.

Wrona jest przyjacielem wicepremiera Gory szewskiego, poznał mnie z nim. Był on wtedy przewodniczącym komisji ustawodawczej. Było trudno do niego dotrzeć, Wrona mi to ułatwił.

Widziałam się z Goryszewskim dwa razy, namówiłam go na spotkanie z przedstawicielami Cassino Poland, które się odbyło. Sytuacja zaczęła być niebezpieczna, kiedy Wrona do mnie zadzwonił i powiedział:

– Mam dla ciebie niespodziankę.

– Jaką? – zapytałam.

– Przyjedziesz, to zobaczysz. To rzeczywiście świetna rzecz.

Pojechałam o wpół do dziesiątej wieczorem i zobaczyłam grono PSL-owców, młodą panienkę i wicepremiera Goryszewskiego. Padały wulgarne dowcipy, celował w nich Wrona. Goryszewski też walnął dwa czy trzy dowcipy z pogranicza, głaszcząc po nodze to mnie, to tę panienkę.

Miałam na nogach samopodtrzymujące się pończochy z dużymi koronkami. Goryszewski położył mi dłoń na udzie, przesunął wyżej, natrafił na te koronki i bardzo się przestraszył.

Od tej pory zaczął mnie zdecydowanie emablować, niczego mi nie odmawiał i nie próbował wchodzić na drogę agresji.

Henryk Goryszewski, ur. 20 stycznia 1941 roku w Drążewie w województwie ciechanowskim. W 1963 ukończył Uniwersytet Warszawski. Doktor nauk prawnych. Od 1963 pracował w PKP. W latach 1990-1991 dyrektor Departamentu Prawnego w Ministerstwie Transportu i Gospodarki Morskiej. Wykładowca na UW.

Współzałożyciel Kościelnej Służby Porządkowej Archidiecezji Warszawskiej i prowadzonego w tej służbie męskiego ruchu religijnego Totus Tuus.

Wicepremier do spraw gospodarczych w rządzie Hanny Suchockiej.

Obawiał się, że zacznę rozpowiadać, a pan wicepremier to przecież człowiek krystaliczny. Wypowiedział wtedy swoje credo życiowe, że on lubi ładne kobiety, ale nie za cenę zdrady żony.

Pani przy stoisku z książkami opowiadała mi, że ten poseł, któremu baba wyskoczyła przez okno, potrafił podejść do niej i powiedzieć:

– No, duszyczka, chodź do mnie do pokoju, no chodź, co ci zależy, przyjemnie ci będzie.

PPG i liberałowie –

chłopcy w krótkich majtkach

Zbigniew Eysmont wyznał też, że posiada głęboko zakorzenione marzenie: ma wielką ochotę zerżnąć taką zdrową dupę na stole marszałka, przed samym jego nosem, przy najliczniejszym zebraniu Sejmu. To by go dopiero rajcowało.

Liberałów poznałam przez Anię Garwolińską, kochankę ministra Janusza Lewandowskiego. Ania przedstawiła mi Lewandowskiego, Andrzeja Zarębskiego, Donalda Tuska, a potem to już poszło taśmowo.

Jak się przechodzi z Sejmu do hotelu, to naprzeciwko „Pewexu” jest taki ogródek. Tam przesiadywaliśmy do późnego wieczora. Koniak, szampan, wino. Chłopcy od liberałów gustują w dużym towarzystwie. Stoły zestawione, przy nich po kilkanaście osób, przewodzi Zarębski, często Tusk, Marek Koczwara, Mirosław Drzewiecki, od czasu do czasu Krzysio Bielecki.

Krzysia Bieleckiego poznałam inaczej. Kiedy rozwaliła się ta poprzednia koalicja, Konwent Seniorów miał spotkanie z marszałkiem Senatu, my z Iwoną stałyśmy w wielkiej grupie dziennikarzy. Pan premier zawiesił oko na mnie. Iwona postanowiła to zaraz wykorzystać, więc zaanektowałyśmy pana premiera na jakieś pół godziny. Wszyscy wyszli z Sejmu, a myśmy usiedli i rozmawiali.

Iwona wyznała premierowi, że ma słabość do klubu liberałów, ogromnie ich lubi. To jest ewidentne, bo Witek Gadomski z nią sypia. Bielecki zapytał mnie:

– A pani z kim sympatyzuje?

– Ja z lewicą – odrzekłam.

– No cóż – odrzekł Bielecki – myślę, że pani jeszcze zmieni poglądy. – I się pożegnał.

Kilka razy byliśmy na kawie, przyjął zaproszenie do Walewic, ale nie przyjechał, bo zaczęto sprawdzać obecność w Sejmie.

To przeuroczy człowiek, świetnie tańczy. I niech nikogo nie myli nikczemny wzrost i zdecydowanie damski głos, nawet się zastanawiałam czy nie uległ częściowej kastracji.

Ma dobre kontakty z UOP, tak mi powiedział. Najlepiej też się ustawił w obecnym rządzie: jako minister od kontaktów z EWG przez najbliższe 10 lat nie będzie go można rozliczyć z efektów jego działań. Pojeździ po świecie, zobaczy co trzeba, pozna kogo trzeba.

Bielecki strasznie nie lubi się z Januszem Lewandowskim.

U liberałów są dwie opcje: prolewandowska i probielecka, w ostatniej jest Zarębski. Janusz rzadko uczestniczył w imprezach organizowanych przez liberałów. Janusz to poważny, rzeczowy facet i za bardzo się nie udziela rozrywkowe.

Protegowanym Bieleckiego jest minister Krzysztof Kilian, który ostatnio stwierdził, że jest starszy od Walendziaka, nie jest więc taki młody. Bielecki głaszcze go po główce i dba o jego morale, mówiąc: „Kilianku kochany, czas już do domku”.

Moje kontakty z liberałami nie trwały długo, bo oni są męczący na dłuższą metę. Robią wrażenie chłopców w krótkich majtkach, nie mających ochoty wydorośleć. Lubię żartować, lubię dowcipy, ale kiedy rozmowa schodziła na byłe premierowanie Bieleckiego i opowiadano z przymrużeniem oka o obecnych dokonaniach tego czy innego, formułując sądy w sposób, jak to mogą robić chłopcy z trzeciej klasy szkoły podstawowej, to miałam dość.

Chłopcy są niezwykle zabawowi, to jedyny klub, który wykazuje tak ogromną potrzebę rozrywki, lubią się śmiać, bawić, prawie wszyscy świetnie tańczą.

Przekonałam się o tym, gdy zostałam zaproszona na imieniny Krzysia Żabińskiego i Krzysia Bieleckiego. Odbywały się one na Saskiej Kępie w prywatnym mieszkaniu u pewnego małżeństwa. Przyszłam tam grubo po 23.00, towarzystwo było już solidnie rozbawione. Przybyli chyba wszyscy liberałowie. Bardzo agresywna dziennikarka z „Głosu Ameryki”, Marysia Bnińska, chyba niezadowolona z braku zainteresowania jej osobą, postanowiła zszokować całe towarzystwo i biegała z gołym tyłkiem, chyba po to, żeby zrobić lepsze wrażenie. Miała podciągniętą do pół bioder spódnicę, a była bez majtek. Skakała z tapczana na podłogę. Wszyscy reagowali na Marysię z radością, niezadowolony siedział tylko Kilian, ten od łączności, bo to jego kochanka.

Nie lubiłyśmy się. Donek Tusk zawsze nas prowokował do kłótni, bo Marysia bezwzględnie atakowała moją osobę, ja się odpłacałam, a chłopcy mieli ubaw.

Tańczyliśmy przy starych polskich płytach, „Czerwonych Gitar” i Tadeusza Nalepy. Tańczyłam z Bieleckim i powiedziałam mu, że teraz rozumiem, dlaczego takie powodzenia mają te jego bale lwów w Gdyni: każda baba przyjdzie po to, żeby choć raz z nim zatańczyć.

Zabawa się kończyła, ludzie zaczęli wychodzić parami lub nie. Ostro zalany Żabiński coś strącił z komódki, pan domu tak to skwitował:

– Kurwa, rozumiem, że żonę, ale po jaką cholerę dewastuje mi meble w mieszkaniu?

Byłam wtedy nieświadoma, ale z czasem zauważyłam, że u liberałów wszystko jest możliwe, pan domu wie, że jak Krzysio zostaje, on będzie spał na kanapie, a Krzysio z żoną w sypialni. Przyjmował to z godnością, ale tłuczenia sprzętów domowych nie mógł znieść.

Marek Koczwara nas odwoził. On wszystkim opowiada, że nigdy nie zdradził żony. Natomiast na imprezie na Saskiej Kępie nie opuszczał mnie na krok i gdyby nie fakt, że mieszkałam u Ewy… Koniecznie chciał się wprosić na kawę o 2.30 w nocy.

– Jeżeli koniecznie pan chce, to proszę, ale mogę pana zaprosić tylko do mieszkania Ewy Spychalskiej.

Spasował.

Koczwara odwiózł kilka osób do rządowych bloków, następnie Andrzeja Zarębskiego do hotelu sejmowego, był w zabawowym nastroju i ciągnął nas do pokoju, mówiąc, że ma w barku takie rzeczy, że sobie nie wyobrażamy, potem odwiózł Alinę z „Gazety Wyborczej”, a na końcu mnie, chyba ciągle liczył, że się złamię i go do siebie zaproszę.

Następnego dnia w klubie sejmowym odbyło się dokończenie imienin Bieleckiego i Żabińskiego. W Sejmie trwała debata o suszy. Różni ludzie przychodzili z kwiatami, delegacje z klubów. Siedzieliśmy, było mnóstwo piwa, koniak, szampan. Co jakiś czas oddelegowywano kogoś na salę sejmową, żeby „porobił” dobre wrażenie.

Przyszli złożyć życzenia Frasyniuk i Rokita. Frasyniuk jako człowiek nieśmiały został w sekretariacie w głębi z tyłu, a Rokita wychylił tylko głowę zza futryny i piskliwym głosikiem zapytał:

– Żabcia jest?

To zabrzmiało doskonale.

Kiedyś z dwiema koleżankami poszłyśmy zobaczyć nowy „Night Club” na Chmielnej, pierwszy nocny klub z prawdziwego zdarzenia w Warszawie. Rozmowa zeszła na parlament i jedna z nich zapytała czy jest tam jeszcze Zbyszek Eysmont, odparłam, że tak. Ona wtedy opowiedziała, że jak miały 17 czy 18 lat, dziesięć lat temu, chodziły często na dyskoteki z koleżanką i poznały Eysmonta. Żona wyjechała, więc zaprosił je do domu, rozglądały się, a on zamykał im drzwi przed nosem, bo tam łóżeczko, tam coś. Trzy lata temu spotkały go w Sopocie, na ich widok zbladł, ale poza „dzień dobry” nie było żadnych kontaktów.

Powiedziałam to Zbyszkowi, wyparł się tego.

Kiedy został ministrem zaprosił mnie do ministerstwa, żebym go odwiedziła, więc go odwiedziłam. Wieczorem pojechaliśmy do chińskiej restauracji „Mekong” na Wspólnej. Przez całą kolację mnie obrażał mówiąc o wyższości głupich szesnastoletnich ciał nad podstarzałymi nie szesnastoletnimi.

– Nie ma to jak zrobić, co trzeba, potem się odwrócić i zasnąć. Nie jest potrzebna do tego żadna intelektualistka, która po wszystkim wymaga jeszcze rozmów na mądre tematy.

Opowiedział mi o strasznie perwersyjnej rzeczy, którą kiedyś zrobił. Podniecają go kobiety chodzące w pończochach i bez majtek. Kiedyś zorganizował sobie taką sytuację, bo jego podnieca seks w nietypowych miejscach. Dama przyszła na spotkanie zimą w pończochach, pantoflach i futrze, pod spodem nie miała niczego. Wsiadła do samochodu i kochali się na środku Marszałkowskiej w biały dzień.

Ma bardzo płaski tyłek, jak nosi spodnie, to są one zawsze obwieszone z tyłu, w specyficzny sposób.

Wyznał też, że posiada głęboko zakorzenione marzenie: ma wielką ochotę zerżnąć taką zdrową dupę na stole marszałka, przed samym jego nosem, przy najliczniejszym zebraniu Sejmu, to by go dopiero rajcowało.

W „Mekongu” wyniknęła zabawna sytuacja. Tam każdy stolik oddzielony jest parawanem. Wstając przewróciłam parawan i okazało się, że przy sąsiednim stoliku siedzi Andrzej Jaroszewicz, syn byłego premiera Piotra Jaroszewicza. Panowie przywitali się jako była i nowa nomenklatura.

Byłam umówiona z Ewą Spychalską. Odwiózł mnie samochodem, ładnym, z klimatyzacją. Podjechaliśmy pod blok, Ewa stała na balkonie.

Nie mogłam otworzyć drzwi, były zablokowane, jak to w tych supernowoczesnych samochodach. Zbyszek zaproponował wypalenie papierosa. Zgodziłam się. Popłynęła nastrojowa muzyka. Przedstawił mi bardzo perwersyjny scenariusz, w którym główną rolę grała różowa wanna z pianą i szampan postawiony przy niej. Nic odkrywczego, ale był z siebie zadowolony, że to powiedział.

Zaczął mi lizać palce. Pytał:

– Co czujesz?

Odpowiedziałam:

– Mokro.

– Jesteś wredna – usłyszałam.

Wepchnął mi palce do ust i zorientowałam się, nie od razu, bo byłam zajęta lizaniem palców pana ministra, że on się onanizuje. W pewnym momencie, podczas szczególnie intensywnej masturbacji pana ministra, spojrzałam w górę i zobaczyłam, że Ewa nadal stoi na balkonie i przygląda się nam. Zawołałam ze śmiechem:

– Nie wiem czy wiesz, Zbyszku, ale znajdujemy się pod samym balkonem szefowej OPZZ.

Strasznie się zdenerwował i nie skończył masturbacji. Wypuścił mnie i powiedział:

– Wcale nie chcę się z tobą przespać.

– Ja też nie – odparłam. I dodałam:

– Wbrew pozorom było mi miło.

Widziałam zdjęcie Janusza Lewandowskiego całkiem gołego, tylko z telefonem. Siedział przy biurku i trzymał słuchawkę. Ania Garwolińska mu zrobiła. Żona podobno sympatyczna. Ania mi opowiadała, że jego żona niespecjalnie zna się na seksie.

– No wiesz, ona się stara, uczy się.

Przyjeżdżał z domu i pierwszą rzeczą, którą robił, to biegł natychmiast do niej, żeby po uczącej się żonie zasmakować czegoś bardziej profesjonalnego. Ania kiedyś postawiła mu ultimatum: kończą ze sobą albo on się rozwodzi. Ania ma 27 lat, jest rozwódką, chciałaby sobie jakoś życie ułożyć. W odpowiedzi dostawała prezenty: złoty pierścionek, bransoletkę. W końcu jej poradziłam, żeby sporządziła kontrakt zabezpieczający ją na 5 lat, niech podpisze, przynajmniej będzie miała jakiś dokument w ręku. Wtedy mi pokazała to zdjęcie i dorzuciła, że ma zabezpieczenie w postaci takiego drobiazgu. Ponoć ma tego więcej.

Śmiałyśmy się z Lewandowskiego, że romans z Garwolińską doprowadził do ponownego wybrania go na stanowisko ministra przekształceń własnościowych. Był taki moment, kiedy już prawie skompletowano gabinet, była późna noc, siedziałyśmy z Anią w klubie liberałów, wszedł któryś z posłów z klubu, bardzo młody chłopak. Ania zapytała go, czy już obsadzili ministerstwo przekształceń własnościowych, odpowiedział, że tak, ale nie jest to Janusz, bo nie chcą się na niego zgodzić. Ania zaczęła wściekłym głosem wrzeszczeć:

– Kretyni! Jakim prawem! Nie ma nikogo lepszego!

Po tym wybuchu wściekłości w krótkim czasie okazało się, że wybrano Lewandowskiego. I śmiałyśmy się z przyjaciółką, że histeria Ani doprowadziła go na fotel ministra, bo nikt z partii nie chciał z nią zadzierać.

Andrzej Zarębski podobno nie pogardzi żadną kobietą. Ma taki lubieżny sposób wysuwania języka, kiedy tematy schodzą na mniej cenzuralne, to znaczy damsko-męskie. Wysuwa koniec języka i dotyka wąsów u góry. Bardzo interesujące.

Donka Tuska widziałam kiedyś w krótkich spodenkach, było mu w tym „do twarzy”. Jego żona ponoć wystąpiła kiedyś z pozwem rozwodowym, opowiadano całe historie o jego przygodach i pociągu do płci pięknej. Natomiast prawda jest taka, że on się specjalnie nie udziela, przynajmniej ja nie zauważyłam, żeby kręcił się koło jakiej dupeńki. Na te imieniny przyszedł z małżonką i wszyscy chodzili koło Tuska na dwóch palcach i jeden syczał na drugiego: „Uważaj, żeby nie powiedzieć przy jego żonie o dwa słowa za dużo”.

Donald Tusk, ur. 22 kwietnia 1957 roku w Gdańsku. Wykształcenie: Wydział Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Współzałożyciel Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Gdańsku (1980), pracuje w Wydawnictwie Morskim, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”, dziennikarz pisma „Samorządność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego pracuje w wydawnictwie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, jednocześnie działa w podziemnych strukturach „Solidarności” między innymi jako redaktor naczelny „Przeglądu Politycznego”, alpinista przemysłowy w spółdzielni „Gdańsk” i zastępca redaktora naczelnego „Gazety Gdańskiej”, członek Komisji Likwidacyjnej RSW. Członek Gdańskiego Stowarzyszenia Kongresu Liberałów (od 1989), przekształconego następnie w KLD. Członek Prezydium Zarządu Głównego KLD, wiceprzewodniczący ZG (od czerwca 1990), a na II Krajowej Konferencji KLD wybrany na przewodniczącego (od maja 1991), ponownie wybrany na przewodniczącego na III Krajowej Konferencji KLD (od lutego 1992). Członek Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Poseł na Sejm (od października 1991), przewodniczący Klubu Liberalno-Demokratycznego (od listopada 1991).

Każdą najbrzydszą babę wystarczyłoby wpuścić do Sejmu na 24 godziny, a wyleczono by ją tam z kompleksów do końca życia.

Tam jest taka atmosfera, że właściwie wszystko, co nie jest mężczyzną, jest do przewalenia. Przy odpowiedniej ilości alkoholu nawet Bogumiła Boba miałaby szansę. Z tym się człowiek styka natychmiast. Taka bomba erotyczna tam panuje.

Kiedy pierwszy raz wchodziłam z Iwoną do Sejmu, spojrzałyśmy na siebie jak wryte. Każdy facet miał to w oczach: zerżnął by nas na każdym stopniu schodów, bez mrugnięcia okiem. Jedno co ich trzyma w ryzach, to chyba to miejsce i ludzie. Wystarczy kiwnąć palcem, pójść w jakiś cichy kąt i nie ma problemu.

Tam jest takie zapotrzebowanie na cokolwiek, w postaci otworów, gdzie można umieścić swój korzeń, że trudno w to uwierzyć. Obrzydliwe. Nie można traktować tego globalnie, ale to aż bije w oczy, bo taka jest większość. Parę razy spotkało mnie coś takiego: podchodzi do mnie jakiś gościu i rzuca na przykład:

– Trzy-cztery-siedem.

I odchodzi.

Nie wiedziałam, o co chodzi, dopiero Iwona mi wyjaśniła, że to chodzi o numer pokoju, do którego masz pójść.

– Przecież nie znam w ogóle faceta.

– Nie szkodzi, poznasz w pokoju.

Większość myśli tylko o tym, żeby się napić i popieprzyć. Seks, wóda i ploty.

Posłanki z lewicy, w tym Izabella Sierakowska i Ewa Spychalska, wpadły kiedyś na pomysł, o którym ja też myślałam. Pewnego dnia powiedziałam Ewie:

– Wiesz, wymyśliłam, że największą perwersją byłoby dokonanie zbiorowego gwałtu na pośle Marku Jurku. Ewa się zaśmiała i stwierdziła tajemniczo:

– Już taki projekt padł.

– No i co, został zrealizowany?

– I tak i nie.

Okazało się, że kiedyś dziewczyny postanowiły posła Jurka upić, potem przetransportować do pokoju, gdzie posłanka Sierakowska miała się przy nim położyć, a ktoś miał wykonać parę zdjęć.

Poseł Marek Jurek ma strasznie słabą głowę, szybko się upił, więc pierwsza część planu świetnie się udała, druga też, bo przeniosły go do pokoju, natomiast trzecia i najważniejsza nie, ponieważ Sierakowska w ostatniej chwili stchórzyła. I nic z tego nie wyszło.

Szkoda, byłoby mnóstwo śmiechu.

Wojciech Arkuszewski, z „Solidarności”, robi na mnie wrażenie wiecznego harcerza. Torba przewieszona przez ramię, koszula na wierzchu, dżinsy. Taki chłopaczek. Ma fatalną kochankę, Joaśkę. Ona jest kierownikiem sekretariatu czy kimś takim.

Podczas afery z teczkami dokładnie osiem minut po zamknięciu drzwi przez nadzwyczajną komisję rozpatrującą sprawę agentów, myśmy już mieli przy okrągłym dziennikarskim stole w Sejmie pełną listę tych, którzy byli rozpatrywani. To poseł Lech Pruchno-Wróblewski pomógł nam w rozwiązaniu problemu.

Wtedy dowiedziałam się, że Joaśka czyni awanse Arkuszewskiemu. Trzymałam listę agentów w ręce, ona zapytała napastliwie:

– Co tam masz?

– Taką listę – odparłam zdziwiona.

– Pokaż.

A na samym początku tej listy znajdował się Arkuszewski. Joaśka zbladła, zapytała z agresją:

– Skąd to masz?

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo wyszła.

Zapytałam:

– Dziewczyny, co jest grane?

– Jak to nie wiesz?

– Nie.

– To jest kochanka Arkuszewskiego. Kiepską sobie dobrał.

Zbigniew Bujak pomimo wizerunku kochającego męża i ojca, nie opiera się urokom kobiecym. Poznałam go przez Tadzia Jedynaka (który wynajął za klubowe pieniądze mieszkanie na mieście, bo w hotelu „Solec”, gdzie mieszkała część posłów, za dużo ludzi mu się przyglądało).

Rozmawiałam z nim w palarni. Bujak podszedł i zażądał od Jedynaka, żeby go ze mną poznał.

– Masz jakieś niejasne znajomości, o których ja nie wiem – powiedział.

Zaprosił mnie na kawę. To było wtedy, kiedy Bujak dosłownie w każdej gazecie opowiadał o swoim szczęśliwym małżeństwie i mającym się urodzić potomku. Podczas picia kawy wpatrywał się w moje nogi i dekolt, aż wreszcie zapytał mnie, jakie mam plany na wieczór.

– Zamierzam przeczytać niezwykle interesujący artykuł we „Wprost” na temat pana i pana uroczej żony.

Szybko sobie poszedł.

Krzysztof Ibisz, takie młode stworzonko z Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, rżnie wszystko, co ma dwie nogi. Spędza tym sen z powiek Tadzia Piwowara, kierownika sekretariatu partii. Tadzio dba o jego morale.

Lech Kaczyński pocałował mnie w rękę. Tydzień jej nie myłam.

Barbara Labuda strasznie przeżywała, że nie została ministrem ds. kobiet. Rozpłakała się nawet. Przyjaźniła się z Iwoną.

Jan Lityński. Zawsze się zastanawiałam, czy nie są z Andrzejem Potockim biseksami, bo zazwyczaj bardzo dziwnie się obejmowali.

Jan Łopuszański kiedyś zwrócił mi uwagę, że chodzę zbyt wydekoltowana, co rozprasza posłów i odciąga od spraw wagi państwowej.

– Gdyby się pan bardziej skupiał na moim intelekcie, a nie na dekolcie, to nie byłoby problemu – zripostowałam.

Wiesława Ziółkowska to też niezłe ziółko. Poseł Władysław Wrona opowiadał mi, że kiedyś przebywał w liczniejszym damsko-męskim gronie, gdzie była taka jakaś dziewoja, która miała długie ładne nogi i bardzo krótką spódnicę. Z kolei Ziółkowska miała na sobie długą spódnicę, ale w miarę wypitego alkoholu podnosiła ją coraz wyżej, bo zżerała ją zazdrość, że wszystkie chłopy wgapiają się w tamtą, a nie w nią. Robiła to tak skutecznie, że na koniec imprezy została prawie bez spódnicy.

Ważnym składnikiem kuluarów sejmowych jest też Towarzystwo Adoracji Tomka Lisa. Składa się z kilku dziennikareczek. Ilekroć Tomek Lis szedł korytarzem sejmowym, tylekroć towarzyszyło mu pięć-sześć panienek, małych, zakompleksionych. Były w tym towarzystwie Monika Olejnik i Agnieszka Sowa. Tomek Lis to dobry dziennikarz, ale strasznie zadufany w sobie i przeświadczony o własnej magnetycznej męskiej sile.

Alojzego Piętrzyka poznałam w Katowicach, w firmie handlującej samochodami.

Pracowałam wtedy w miesięczniku „Ona”. Szef mnie wysłał, bo uważa, że gdzie diabeł nie może, to ja poradzę. Chodziło o reklamę. Facet za trzykrotne zdjęcie na okładce miał dać samochód hyundai do rozlosowania wśród czytelników. Jest to dealer tych samochodów z wyłącznością na Polskę. Pojechałam tam z fotografem, który miał zrobić reklamowe zdjęcie tego samochodu.

Drugiego dnia po przyjeździe, w sobotę w południe, (pamiętam, bo z soboty na niedzielę wracaliśmy nocnym pociągiem do Gdańska) zrobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy do firmy. Pan szef zorganizował mały bankiecik, na którym pojawiło się dwóch posłów: Alojzy Pietrzyk i Tadeusz Jedynak. Atmosfera sympatyczna, był koniak, była whisky, panowie już byli ostro dziabnięci, kiedy się pojawiłam. Mogła być 12.00 lub 13.00, ale Jedynak i Pietrzyk już byli ostro na bani.

Potem pojechaliśmy do Sosnowca, do bardzo ekskluzywnej knajpy, którą pan biznesmen zaanektował w całości. Było śmiesznie, bo fotograf nagle dostał polecenie robienia zdjęć naszej popijawy, miałam te negatywy, ale Pietrzyk je u mnie wyprosił i ja mu je dałam. Strasznie żałuję. To były zdjęcia z knajpy i parę scenek z tego, co się działo w firmie, na przykład Pietrzyk całujący tego biznesmena po oczach. Ten młody człowiek też startował na posła i nie przeszedł. Przed moim przyjazdem miał kontrolę UOP u siebie i jak popił, to mu się przywidziało, że ja jestem z UOP, więc podeszło do mnie dwóch rosłych byków z jego ochrony, wyrwali mi torebkę i zaczęli sprawdzać. Zresztą u niego pracuje były komendant główny policji, Roman Hula, jako kierowca i główna ochrona.

Zapytałam:

– O co chodzi?

Tadzio Jedynak odpowiedział:

– On jest znerwicowany, bo ostatnio nachodzi go UOP, przeglądał mu kartotekę, czy coś tam, a ty jesteś taka dziwna, nie za dużo mówisz, więc nie wie, o co chodzi i jeszcze ten fotograf.

– Sam chciał tych zdjęć – odparłam. – A poza tym taka głupia to ja nie jestem, gdybym pracowała w UOP, to nie brałabym legitymacji jadąc na przeszpiegi.

On wobec mnie do końca zachowywał się nieufnie. Potem zaprosił nas na obfitą kolacje. Wtedy padło sformułowanie Alojzego na temat łączności masażu biustu i bólu stóp. Gości było dość dużo, znajomych biznesmena, ale najpierw siedzieliśmy w małym gronie. Sekretarka, która się szalenie podobała Jedynakowi, Pietrzyk i ja. Mnie bolały nogi, bo byłam w wysokich szpilkach.

– Bolą mnie nogi – poskarżyłam się.

Tadzio Jedynak mi je publicznie wymasował. Przyplątał się Alojz, oblał mnie szklanką whisky i rzekł z dużą pewnością siebie:

– Ja to zrobię lepiej.

Zapytaliśmy go:

– Jak?

Na to udokumentował to medycznym stwierdzeniem:

– Jestem bioenergoterapeutą.

Tym chwalił się już dużo wcześniej, gdy panienka sekretarka oparzyła się niosąc kawę. Potrzymał swoją dłoń nad tym oparzeniem i zapytał:

– Mniej boli?

Panienka, widać cwana, popatrzyła na szefa, on przymrużył białe rzęsy, bo to taki albinos, i panienka odrzekła kokieteryjnie:

– Mniej boli.

– Zobaczysz, śladu nie będzie – dodał Alojz.

Rzeczywiście, po jakimś czasie zniknęło i panienka chodziła pokazując rękę cudownie wyleczoną przez posła Pietrzyka.

Alojz jeszcze w firmie wypytał mnie o wszystkie choroby. Przyznałam się do kłopotów z nerkami. Zaproponował mi kilka seansów, podczas których mnie wyleczy, a na potwierdzenie tego trzymał mi 10 minut ręce nad głową i pytał, czy coś czuję. Nic nie czułam, może dlatego, że nie miałam szefa, który by mi mrugał.

W knajpie oświadczył, że to jest udokumentowane, że na relaksowanie stóp najlepszy jest masaż piersi. Chciał go nawet wykonać publicznie, ale zaoponowałam dość ostro, no może gdyby to był ktoś inny, sprawdziłabym, czy skutkuje, ale nie z Alojzem.

To był wielki post, nie mogę tego zataić: Alojz tańczył. Tadzio Jedynak powiedział z zaczepką w głosie:

– Alojz, nie odważysz się.

– Kto się nie odważy, ja?

I poszedł zadzwonić do biskupa po dyspensę. Widać dostał, bo potem obtańcowywał wszystko, co się ruszało na sali. Tańczy strasznie, depcze po palcach, więc po połowie tańca uciekłam.

Posła Pietrzyka miałam przyjemność spotkać jeszcze kilkakrotnie w Sejmie. Emablował mnie do momentu, aż uzyskał zdjęcia robione przez mojego fotografa.

Przez Pietrzyka poznałam rewelacyjnego faceta z PC, Tadeusza Kowalczyka z Radomia. Jest to poseł, który ma taką dewizę: „Jak ja se przyjadę do tej Warszawy na cztery dni, kobito, to ja wiem, że żyję, rozumiesz? Wiem, że żyję i choćby dla tego samego warto być posłem”.

To są jego słowa.

Miało to związek z igrzyskami „Solidarności”. Załatwiałam sprawę hymnu igrzysk. W dyrekcji nagrań na Woronicza mam przyjaciółkę. Hymn był nagrany na magnetofonie cyfrowym „Data” i potrzebna była specjalna kaseta. Ona ją wypożyczyła z radia na swoje nazwisko i potem miano jej ją zwrócić. Igrzyska się skończyły, a po kasecie ślad zaginął. Wysłała do „Solidarności” kilka ponaglających teleksów, „Solidarność” odpisała, że Ziemann to jest złodziej. „Krajówka” nie popierała igrzysk i dziewczyna nie odzyskała kasety. To nie były ogromne pieniądze, ale zawsze jakieś i ja opowiedziałam o tym Alojzowi.

Alojz przypomniał sobie, że kolega Tadzia Kowalczyka handluje kasetami. Potem Kowalczyk uwodził mnie na zapalenie okostnej. Był cały zapuchnięty. Siedzieliśmy w barku w hotelu sejmowym, po dwóch zdaniach mi przerwał i od razu zaczął się chwalić, jaki to jest świetny w seksie i czego to on nie robi w te klocki. Powiedziałam mu, że nie lubię się kochać z facetami, którzy mają świnkę. Trochę się obraził.

Drugie spotkanie mieliśmy, kiedy się zakochał w Krysi Landis, która prowadziła „Bliżej Świata” i prosił żebym go z nią skontaktowała. Skontaktowałam i z góry się cieszyłam, bo Krysia jest dość specyficznym kobietonem – już na pierwszym spotkaniu zadaje facetowi pytania czy jest żonaty, czy jest bogaty i czy się z nią ożeni. To jest zestaw pytań, które Krysia zawsze zadaje i dlatego, biedactwo, w wieku około czterdziestki jest samotna.

Poznałam ich telefonicznie, Tadzio Kowalczyk strasznie się napalił. Krysia umawia się tylko w „Marriotcie”, bo uważa, że tylko tam można złapać odpowiedniego męża.

Zadzwoniłam do niej z Sejmu, powiedziałam:

– To jest ten poseł, który się chce z tobą umówić – i oddałam słuchawkę.

Po chwili rozmowy poseł się zrobił czerwony, rzucił słuchawkę i zaklął:

– Kurwa mać!

– Co, zapytała cię czy jesteś żonaty?

– Tak.

– I co powiedziałeś?

– Prawdę.

– I co?

– Powiedziała, że nie chce się ze mną spotkać.

Kowalczyk i chłopcy z „Solidarności” zaprosili mnie na kolację, wtedy poznałam posła Antoniego Czajkę z partii „X”.

Antoni Czajka, ur. 2 lipca 1929 roku w Mościskach (woj. przemyskie); ma wykształcenie wyższe.

Okręg wyborczy nr 16 Toruń, partia „X”. Członek komisji: Administracji i Spraw Wewnętrznych; Systemu Gospodarczego i Przemysłu; Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Znany przeciwnik prezydenta Lecha Wałęsy, przy każdej okazji opowiada o tym, że był na Syberii.

Podczas omawiania projektu ustawy o restytucji niepodległości powiedział: „W wałbrzyskim więzieniu puszczano na mnie szczury, tylko, tylko szczury były inteligentniejsze niż ta komunistyczna partia, bo żaden szczur mnie nie ugryzł (wesołość na sali, oklaski) (…) Prawie cała moja rodzina zginęła pod Lenino. Zostało nas tylko paru. Dzisiaj słucham z przykrością, że Polska nadal ma nie mieć niepodległości. Czy nie może być niepodległa dlatego, że ktoś chce zawojować z powrotem naród i wysłać nas z powrotem na Sybir i do Majdanka? Piece stoją, panowie! Tylko trzeba podpalić! (Wesołość na sali). (…) W związku z tym stawiam wniosek, żeby skierować projekt ustawy o restytucji niepodległości do właściwej komisji sejmowej, złożonej z większej liczby prawdziwych Polaków” (oklaski)

Podczas 18. posiedzenia Sejmu 20 czerwca 1992 roku, powiedział: „Z przykrością patrzę na tę salę, z przykrością przeżywam tu Syberię (wesołość na sali). Tutaj Syberię przeżywam. Polacy nie dochodzą do wspólnego języka. Pytam się: kto tu mąci? Jak przyjął naród to co się stało z 4 na 5? Naród przyjął to negatywnie i panowie z tych partii, które to spowodowały, nie zachowacie, panowie twarzy, stając w wyborach, bo nie przejdziecie. To wam mówi Czajka (oklaski). Jesteście skreśleni z mapy politycznej i klaskajcie sobie. Uważacie, że obalenie rządu Olszewskiego to wasze zwycięstwo. (…) Uprzedzałem pana Olszewskiego, żeby wreszcie przestał realizować politykę pana Balcerowicza i innych panów.

(…) Proszę bardzo, w tej gazecie, patrzcie państwo jest, że prezydent gwiżdże gdzieś tam w Gdańsku, i jest cytat. Ale jakoś prezydent się nie obraził za to. Jak będzie się obrażał, dojdzie do wielkiej kłótni. Jeżeli ludzie mu zwrócili uwagę, to pan prezydent powinien być wdzięczny. Jeżeli mnie ktoś zwróci uwagę: panie Czajka, pan źle postępuje – przemyślę to. Jeżeli ma rację, wycofuję się z takiej uliczki.

Mamy to «Polskie zoo». Trzeba ukrócić tych panów w tym zoo – ośmieszają, to barana robią, to pana prezydenta, to innego, to jakiegoś zwierzaka i tak dalej. Czy to nie jest obraza? A jeżeli polityk wyjdzie, to on ma rację, bo jeżeli ta czy inna partia jest konkurentem w stosunku do obecnego, przypuśćmy, nawet urzędu pana prezydenta, to ona jest przeciwna, przypuśćmy, takim czy innym pociągnięciom pana prezydenta.

Nie należy krytykować, ba doprowadzimy do wojny domowej. Chyba nie chcemy mieć tutaj jakiejś Rumunii, do licha jasnego – przepraszam po Iwowsku się wyraziłem – tak nie może być.

Pamiętam Stalina (wesołość na sali) i jeszcze raz pamiętam Stalina. Ja go nigdy nie zapomnę, mimo że on już jest w proszku, ale pamiętam, że języki nam chciał poodcinać, a myśmy i tak nie dali sobie tego zrobić na Syberii”.

Po kolacji wybieraliśmy się na balety do hotelu „Grand”, gdzie mieszkał Czajka. Przez chwilą posiedział z nami Alojz Pietrzyk, ale niedługo, bo on się zawsze o ósmej wieczorem modli w swoim pokoju. Siedzieliśmy w takim gronie: Tadeusz Kowalczyk, Tadzio Jedynak i Sławek Panek. Potem usiadł obok mnie Czajka, kompletnie zalany. Wrzeszczał mi do ucha, a przy tym strasznie się ślinił i pluł na mnie. Co drugie zdanie ślinił mi rękę całując, żebym wiedziała, jaki to on jest czarujący i elegancki.

Wówczas podpadł mi po raz pierwszy Stefan Niesiołowski. Przyszedł się przywitać, znaliśmy się jeszcze tylko z widzenia. Na wstępie zwrócił się Czajki:

– To niemożliwe, panie pośle, żeby pan miał tak atrakcyjną żonę.

Uciekłam od stołu, ale chłopcy mnie dogonili przy szatni. Zaproponowali, że pójdziemy tam, dokąd mieliśmy iść. Zgodziłam się. Ale najpierw poszliśmy do hotelu, oni chcieli się przebrać. Kowalczyk stwierdził, że zostaje w pokoju i zaczął mnie namawiać, żebym została z nim. Obraził się, bo nie miałam na to ochoty.

Po drodze zaanektował nas Czajka, który szedł do „Grand Hotelu”. Poszliśmy we czwórkę. Pojechaliśmy do baru na górę, natychmiast znalazł się najlepszy stolik dla posła, widać jest tam stałym gościem. Kelner zapytał:

– Ta co zwykle, panie pośle?

Zgłupieliśmy, nie rozumiejąc o co chodzi. Wyjaśniło się później. Poseł lubił, żeby jedna z Rosjanek rozbierających się w tej knajpie, odprowadzała go do pokoju i utulała do snu.

Czajka zasnął z głową na stole, Tadzio Jedynak poszedł go odprowadzić, a myśmy ze Sławkiem zostali we dwójkę. Tadzio nie wrócił, czekaliśmy półtorej godziny, położył się razem z Czajką.

Kiedyś byłam ze Zbyszkiem Skoreckim z KPN na kawie. Później, w kuluarach, dosiadła się do nas Ewa Spychalska. Zbyszek się strasznie najeżył, wiadomo, w KPN nienawiść partyjna do OPZZ jest głęboko zakorzeniona, jak między Arabami a Żydami. Ja kulturalnie ich sobie przedstawiłam:

– Ewa Spychalska – SLD, Zbyszek Skorecki – KPN.

Zbyszek wyglądał, jak gdyby miał za chwilę zacisnąć sznur grubości liny holowniczej na mojej szyi, ale wyciągnął rękę w kierunku Ewy, Ewa wyciągnęła swoją i, uśmiechając się sympatycznie, powiedziała:

– Bardzo mi miło pana poznać.

O mało nie przyprawiło to o palpitację Aleksandra Kwaśniewskiego i jeszcze jakichś dwóch facetów z lewicy, którzy akurat przechodzili. Potem wszyscy w Sejmie wypytywali:

– Słuchaj, co Skorecki ma wspólnego ze Spychalską? Znają się?

Skoreckiego poznałam za przyczyną Stefana Niesiołowskiego. Kiedy stałam z Iwoną i jeszcze innymi osobami, jakiś facet, który nie jest posłem, głupio się uśmiechnął i zapytał:

– Proszę pani, na tym zdjęciu w „NIE” to pani była z Niesiołowskim?

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, to moja przyjaciółka Iwona o mało nie rzuciła mu się do gardła i powiedziała:

– Ty gnoju!

Wśród tych ludzi był Skorecki. Zaprosił mnie na kawę, spotykaliśmy się kilkakrotnie. Kiedyś wybierałyśmy się z Ewą po zakupy, bo nie miałyśmy nic w lodówce, zadzwonił Zbyszek, było po jedenastej, i powiedział, że ma bardzo pilną sprawę, gdybym mogła po drodze na zakupy podjechać do hotelu. Podjechałam, Zbyszek zszedł na dół, usiedliśmy na chwilę na kanapie, i wtedy zaproponował:

– Chodźże do mnie na górę, mam trzy butelki wody mineralnej.

– Mam lepszą perspektywę, bo właśnie jadę kupić dobre wino.

– To możesz je przywieźć tutaj!

– Mam równie dobrego partnera do wypicia tego wina.

– Tak, a kto to taki?

– Znasz, więc nie powiem – zażartowałam.

Obraził się na krótko. To nie była jakaś strasznie intensywna znajomość. Kilkakrotnie się pokłóciliśmy. Z nim można się pokłócić, a za pięć minut on o tym nie pamięta. Jest bardzo radykalny w swoich poglądach. Lewicę najchętniej by wystrzelał. Kiedy Wierzbicka wystąpiła z klubu i publicznie na nich naplotkowała, to powiedział:

– Ja bym tę zdzirę zarżnął, gdybym mógł!

Kiedyś moja przyjaciółka zapytała majora Dziewulskiego, czy potrafiłby zabić kobietę. Odpowiedział, że potrafiłby. Powiedziałam Skoreckiemu, że on się zrobił taki Dziewulski, na co odpowiedział, że on bez zastanowienia wziąłby Dziewulskiego w swoje szeregi, przynajmniej mieliby wykonawcę wyroków.

Najzabawniejsze jest to, że tej jego antykomunistycznej retoryce towarzyszą całkiem lewicowe poglądy gospodarcze. 4 czerwca uśmiałam się po pachy, jak po wystąpieniu posła SLD Marka Borowskiego, Zbyszek najpierw naskoczył na niego straszliwie, a potem atakował program gospodarczy rządu dokładnie w taki sam sposób, w jaki wcześniej zrobił to Borowski: „Nie będę odpowiadał panu posłowi Borowskiemu z SLD. Panowie już niczego nie jesteście się w stanie nauczyć, 40 lat to już nadto, a wylewanie krokodylich łez przez pana jest już śmiesznością. Powróćmy jednak do tematu.

Wysoka Izbo! Stwierdzam, że KPN jest jedynym ugrupowaniem politycznym, które konsekwentnie, od samego początku (poruszenie na sali) kwestionuje realność wykonania budżetu oraz wskazuje na cały szereg zagrożeń wynikających z przyjęcia takiego właśnie budżetu.

Protestujemy przeciwko naginaniu woli narodu, jego biologicznych i cywilizacyjnych potrzeb do wydumanych teorii nieprzekraczalnego 5% progu deficytu budżetowego. Ani reform, ani budżetu nie da się realizować wbrew woli i bez poparcia społeczeństwa polskiego, nawet przy pełnym błogosławieństwie międzynarodowych instytucji finansowych”.

Iwona, jak była nieco wkurzona tym, że wszyscy się we mnie wgapiają, bo ona ma zdecydowanie ładniejsze nogi ode mnie, krzyczała:

– Kurwa, co te gnoje w tobie widzą, to ja nie wiem! Nie mogę tego wytrzymać! Jak popatrzą w te twoje oczy, to się ślinią, tak jak gówniarz po pierwszym possaniu piersi.

Jacek Kuroń –

zbawca ludzkości i oryginał

Wycałował moja szyję, potem ugryzł w ucho i powiedział:

– A może pójdziemy do ciebie dzisiaj?

– Nie mogę, mieszkam z koleżanka.

– Rozumiem. To może by tak we trzy…

Kuronia poznałam przez Iwonę, w ogródku pomiędzy Sejmem a hotelem poselskim. Dosiadł się do nas. Wręczył nam piękne czerwone róże, postawił białe wytrawne wino, nie najprzedniejsze, zamówił chyba sangrię. Sam też pił i opowiedział nam zabawną historyjkę o swoim pobycie w Stanach i jakiejś prostytutce, która się do niego dobierała, a on za samo dobieranie włożył jej za podwiązkę 20 dolarów, bo szło jej to dobrze.

– Nie była zbyt młoda, ale wkładała dużo serca w to, co robiła – tak to określił Jacek.

Jacek ma specyficzny sposób traktowania kobiet. Dzieli je na różne kategorie: te, które całuje się w stopy, te, które całuje się w kolana, te, które w rękę i te, którym się tylko kłania. Każdy etap trzeba przejść, długo wkradając się w jego łaski. Miałam to szczęście, nie wiem, dzięki Iwonie, czy dlatego, że Jacek się starzeje, że już przy pierwszym spotkaniu uzyskałam przyjemność całowania w rękę, przy następnych od stopy do szyi. Po prostu podnosił mi nogę i obcałowywał stopę.

Typowy sposób witania mnie przez Jacka:

– Myślałem o tobie przez ostatnie trzy noce – i patrzył mi wymownie w oczy. – A ty o mnie myślałaś?

– Jasne!

– Czy myślałaś tak samo jak ja?

– A jak ty myślałeś?

Tu pojawia się wieleznaczący lubieżny uśmiech:

– A jak myślisz?

Kiedy trwała dyskusja o aborcji, późnym wieczorem Jacek się do nas przysiadł, wycałował moją szyję, potem ugryzł mnie w ucho i szepnął:

– A może pójdziemy do ciebie dzisiaj?

– Nie mogę, mieszkam z koleżanką.

– Rozumiem. A może by tak we trzy?

Kiedyś nas strasznie zaskoczył. Koalicja się dogadywała, chłopcy się kłócili, komu jakie ministerstwo, komu jaki stołek. Raz tak, raz siak. Jacek podchodzi do nas i mówi:

– Słuchajcie, premierem będzie Suchocka.

– Jaka Suchocka? – zawołałyśmy zdziwione.

– Suchocka, bardzo sympatyczna kobieta. Będzie premierem.

Popatrzyłyśmy z Iwoną na Jacka jak na świrniętego, bo niby skąd i w jakim celu? Jej nawet nie było w kraju, przebywała w Anglii. Sytuacja zrobiła się śmieszna, bo w normalnym kraju najpierw desygnuje się premiera, który dopiero potem tworzy swój gabinet. A tutaj najpierw się stworzył gabinet, a następnie wezwano z Anglii premiera. Stało się to trzy dni po rewelacyjnych wiadomościach Jacka. Prezydent nie miał nic przeciwko temu, bo jest za feminizacją życia politycznego w tym kraju.

Zdębiałyśmy, dorwałyśmy Jacka gdzieś na korytarzu i pytamy:

– Skąd wiedziałeś?

– Dziewczynki – skwitował i uśmiechnął się wieloznacznie.

Swoją drogą tej rangi polityk nie powinien tak ważnych informacji rozpowiadać byle komu. Ale ile w tym kraju jest profesjonalnych polityków?

Jacek był protegowanym lewicy na premiera, powiedział mi o tym Kwaśniewski:

– Musimy go tylko zmusić, aby zmienił sposób ubierania, a tu natrafiamy na najbardziej zacięty opór.

To, że Jacek często kontaktuje się z Kwaśniewskim, to widziałam. Zapytałam Jacka czy wie, że lewica chce go zrobić premierem. Jacek popatrzył na mnie i mruknął:

– Tak ci powiedział? Hm… to interesujące.

Dodałam jeszcze:

– Ale, żeby to się stało musisz zmienić garderobę.

– Moje dziecko – odrzekł – ja to jestem taki człowiek, że czy będę premierem, czy prezydentem, czy szefem ONZ, to gówno mnie obchodzi, co oni sobie myślą i tak będę chodził w dżinsowej kurteczce i praktycznie rzecz biorąc każdy mi może naskoczyć.

Nie zgodziłam się z nim, zaczęłam go przekonywać.

Jacka znałam kilka tygodni. Cały dzień pije, od bladego świtu do bladego świtu, ale nigdy nie zauważyłam, żeby się zataczał. A kiedyś widziałam, siedząc z nim dwie godziny, jak na dzień dobry wypija dwie butelki wina. Normalny człowiek by padł po takiej ilości, on wstaje, otrząsa się, idzie dalej i za chwilę znowu pije.

Kiedyś odbył ze mną poważną rozmowę na temat Niesiołowskiego. Najpierw mi oświadczył, że to jest jego przyjaciel, ale że musi mi coś powiedzieć na temat moich z nim spotkań.

– Jacku, moje spotkania ze Stefanem, są w jakiś sposób kontrolowane przeze mnie, więc nie ma problemu.

Na to Jacek rzucił:

– Uważaj, to nie jest facet zupełnie normalny, to jest pierwsza rzecz, a poza tym musisz cholernie uważać, bo wiesz…

I opowiedział mi taką historię. Stefan w więzieniu pękł, nie wytrzymał. Jak była dyskusja w Sejmie na temat agentów, Niesiołowski wypowiadał się bardzo twardo. Wtedy Kuroń wstał i zwrócił się do niego kryptonimem, który Niesiołowski nosił. Niesiołowski się zmieszał i natychmiast zamilkł. Kuroń stwierdził:

– Nie miałbym nic przeciwko temu, że się załamał, ludzie są tylko ludźmi, ale po jaką cholerę wypomina takie rzeczy innym.

Jacek to bardzo dziwna osobowość. Przekonywałam go do Ewy Spychalskiej, gdy był strajk miedziowy. Wtedy on, Lewandowski i Spychalska tworzyli taka trójkę. Ewa z Lewandowskim zachowywali się w stosunku do siebie poprawnie, nawet prowadzili kurtuazyjne rozmowy, natomiast z Kuroniem nie miała kontaktu. Jacek pytał mnie kiedyś o Ewę, odparłam, że to świetna baba i bardzo się lubimy.

Następnym razem było spotkanie w OPZZ ich trójki oraz przedstawicieli stu zakładów z całego kraju. I Ewa potem relacjonowała, że bardzo ciepło się z nią przywitał, nazwał ją swoją małą dziewczynka i był szarmancki.

Tych komplementów Jacka nie należy brać poważnie, bo on natychmiast zapomina, że coś takiego mówił.

Kiedyś Ewa była na niego wkurzona, to było wtedy, gdy w ministerstwie odbywały się rozmowy mające doprowadzić do podpisania porozumienia z Miedzią. Ewa przyszła w nocy i warknęła:

– Cholerny gnojek, to przez niego rozmowy wzięły w łeb.

Wszystko było uzgodnione, a on się zaparł i nie dopuścił do podpisania porozumienia. Chłopcy z Miedzi też najbardziej psioczyli na Jacka, też uznali, że jego sposób zachowania i prowadzenia rozmów spowodował, że porozumienie nie zostało podpisane. Rozmawiałam o tym z Januszem, on miał ochotę przystać na ich warunki, które podobno nie były takie wygórowane.

Dlatego mówię, że jest to dziwny facet, z jednej strony taki zbawca ludzkości, z drugiej potrafi zaleźć za skórę. I chyba taki właśnie jest. Trudno go rozgryźć. Śmierdzi wódą, papierochami, gryzie po uszach, całuje w każde odsłonięte i zasłonięte miejsce, które może znaleźć. Jego per wersja polega wyłącznie na opowiadaniu bardzo dziwnych rzeczy, które nigdy się nie zdarzyły. Nie pamiętam dokładnie wszystkiego tego, co mi mówił, bo Jacek bardzo dużo informacji z siebie wyrzuca, ale głównie dotyczą one jego i kobiet, które się przy nim kręciły. Nie wiem czy to prawda, czy opowiada historie, które chciał, żeby się zdarzyły. 

źródło informacji
 cba.pl/erotyczne_immunitety.htm

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski | 17 Komentarzy »

sławomir neuman ( P.O) do ANONYMOUS – NIE MACIE PRAWA INFORMOWAĆ Polaków O AFERACH – ZAJMIE SIĘ WAMI ABW I CBŚ …..

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 31, 2012


O CO CHODZI – KOPIUJ NA DYSK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

https://miziaforum.wordpress.com/2012/01/26/acta-podpisano-anonymus-do-rzadu-zostaniecie-odsunieci-od-wladzy-zostan-anonymusem-potrzebujemy-cie/

Próba przejęcia przez Janusza Palikota kontroli nad protestami przeciwko rządowi PO-PSL, spotyka się z ostrą reakcją internautów. Anonymous publikują kompromitujące go materiały, a manifestanci wyrzucili z demonstracji.

Parę godzin po podpisaniu przez Polskę umowy ACTA w Japonii, Anonymous skierowali swój apel do rządu [http://skroc.pl/apel], gdzie opublikowali listę blisko 300 afer Platformy od 2007 r. W tym tych z udziałem Janusza Palikota. Apel zawiera również kompromitujące cytaty Donalda Tuska, Janusza Palikota, Bronisława Komorowskiego, Radosława Sikorskiego i Stefana Niesiołowskiego.

– To jest sprawa dla ABW i CBŚ-u do ścigania takich ludzi – skomentował publikację Anonymous Sławomir Neumann (PO), a Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota stwierdził tylko, że „to jakieś bzdury”.

Do sobotniej manifestacji przeciw ACTA przed Pałacem Prezydenckim, próbował dołączyć Janusz Palikot i posłowie z jego partii. Natychmiast został „wyproszony” przy okrzykach „tylko idiota głosuje na Palikota” i musiał salwować się ucieczką.

Premier Donald Tusk swoje wątpliwości co do ACTA zaczął wyrażać… już po podpisaniu dokumentu. 26 stycznia zażądał wyjaśnień od ministrów Boniego i Zdrojewskiego odnośnie braku konsultacji społecznych, mimo że dwa dni wcześniej na konferencji prasowej przez blisko godzinę bronił ACTA twierdząc, że „procedura była jawna, a umowę poddano konsultacjom”.

Dzień przed podpisaniem dokumentu w Tokio, sejmowa komisja ds. innowacyjności wezwała Tuska do odłożenia podpisania ACTA. W reakcji do Sejmu o wyjaśnienia zwróciła się amerykańska ambasada. Jej przedstawiciel dopytywał się, czy zarządzona została w głosowaniu dyscyplina partyjna.

Opracowanie: Samuel Pereira
Źródło: Niezależna.pl

ACTA – JAK ONI NAS POZAMYKAJĄ !!!!!!

Śledztwo ws. Antykomora to test dla ACTA 2012-01-31 (03:50)

Śledztwo w sprawie strony antykomor.pl może być testem na praktyczne stosowanie przez władze przepisów ACTA, dających instytucjom państwa nowe możliwości kontroli Internetu, pisze „Rzeczpospolita”.

Prokuratura nie może skończyć sprawy wobec Roberta Frycza, który założył krytyczną wobec prezydenta Bronisława Komorowskiego witrynę antykorom.pl. Śledztwo miało się zakończyć do końca zeszłego roku. Potem przedłużono je do 20 stycznia br. Ostatecznie sprawę z Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Mazowieckim zabrano do Piotrkowa Trybunalskiego.

Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w obliczu sporu o przepisy ACTA, twierdzi „Rzeczpospolita”. Gdyby one już w Polsce obowiązywały, stronę antykomor.pl Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego mogłaby zablokować bez zgody prokuratury czy sądu. Wystarczyłoby do tego podejrzenie, że treści zamieszczone na witrynie naruszają prawo.

– W chwili, gdy toczy się postępowanie w sprawie ratyfikacji ACTA, sytuacja ta pokazuje, że dokument ten można by wykorzystać do ograniczania wolności słowa w Internecie, powiedział gazecie mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik Frycza.

O antykomorze zrobiło się głośno, gdy w maju 2011 r. funkcjonariusze ABW weszli do domu prowadzącego witrynę. Zarekwirowali sprzęt komputerowy, co spowodowało wygaśnięcie strony.
(PAP) 

STOP ACTA PROTEST NIEUSTAJĄCY !!!!!!!!!!! 

https://miziaforum.wordpress.com/2012/01/28/anonymous-wasz-czas-dobiegl-konca-nie-dla-acta-nie-dla-rzadu-operacja-las-birnamski-protest-nie-ustajacy/

JEŚLI CHCESZ SPEDZIĆ KILKA LAT W TYM MIEJSCU – ZA DOWCIP O PREMIERZE LUB PREZYDENCIE…

TO SIEDŻ W DOMU NIE PROTESTUJ , NIE PIKIETUJ

NIE WALCZ O WOLNOŚĆ DLA SIEBIE I INNYCH 

====================================================================

SKORUMPOWANI AFERZYŚCI STRASZĄ POLICJĄ LUDZI UCZCIWYCH

KIM SĄ ŻĄDNI MILCZENIA

KACYKOWIE U KORYTA WŁADZY

NEPOTYZM , CHAMSTWO , SIĘGA ZENITU

====================================================================
WIESZ MŁODY CZŁOWIEKU DLACZEGO NIE MASZ PRACY A JAK MASZ TO ZA 1200 ZŁ

BO ONI CI JĄ ZABRALI !!!!!!!!!!!!!!!!
====================================================================

POLSKIE REALIA „DYMOKRACJI” III R i P

„Pośredniak platformy Obywatelskiej” poszukajcie w sieci, działacze PO nie maja problemów ze znalezieniem pracy w administracji.

– W spółce Elewarr w Wąbrzeźnie pracuje Andrzej Kłopotek, brat posła Eugeniusza Kłopotka z PSL, specjalista ds. kontraktacji – wykształcenie podstawowe.
– Wiesław Raboszuk, radny PO z warszawskiego Targówka został szefem Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Jest osobą bez doświadczeń w zarządzaniu funduszami. Wśród zatrudnionych jest ok. 60 działaczy PO z rodzinami.
– Ministerstwo Finansów ogłosiło w lutym konkurs na naczelników 201 urzędów skarbowych ale to nic nie dało. Prymusi zostali odrzucenie bo nie mieli zaufania ministra. Dariusz Przysucha zdobył najwięcej punktów w konkursie, od 15 lat pracuje w skarbówce, nie dostał żadnej posady. Andrzej Jarosiński zdobył najmniejsza liczbę punktów i dostał pracę, był wcześniej w ABW.
– w zespole doradców strategicznych premiera Tuska pracują dzieci wysoko postawionych osób zaprzyjaźnionych z Michałem Bonim min.Paweł Bochniarz, syn Henryki Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, współpracującej z Bonim w rządzie Bieleckiego.
Pracuje w nim też Mikołaj Herbst, syn Ireny, byłej wiceminister gospodarki, a obecnie doradcy zarządu Lewiatana
– Wiceminister Finansów Jacek kapica wsadza swoich ludzi. Wszyscy robia błyskawiczne kariery i awanse w państwowych spółkach. Średnio trzy stopnie awansu w trzy lata.
– Po prostu tu jestem – mówi o swojej nowej posadzie Tomasz Mencina (PO), były burmistrz Ursynowa. Odchodził z urzędu w niesławie, bo naraził miasto na gigantyczną stratę. Teraz dostał strategiczną posadę w warszawskich wodociągach.
– Neporyzm w NFZ w Gdańsku, znajoma dyrektora, bez kwalifikacji, robi straty na miliony złotych.
– Szefem jednej z największych spółek podległych marszałkowi województwa Max-Film (zarządza kinami w całym kraju) został Lech Jaworski, radny PO, jeden z najbliższych współpracowników Hanny Gronkiewicz-Waltz.
– Piotr Chajderowski i Marian Gawrylczyk zarabiają na życie jako członkowie rad nadzorczych Lotosu i Cefarmu Wrocław. Obaj byli kiedyś współwłaścicielami spółki Signum Promotion, którą założył obecny szef gabinetu politycznego premiera. Sławomir Nowak w Kontrwywiadzie RMF FM stwierdził, że nie ma z tym nic wspólnego.
– Lokalny polityk PO Arkadiusz Gierałt oprócz dyrektorskiej pensji bierze pieniądze za zasiadanie w aż czterech radach nadzorczych spółek podległych KGHM. Żaden z awansowanych polityków w KGHM i spółkach zależnych nie brał udziału w konkursie na dyrektorskie stanowisko. Inkasuje miesięcznie 50tyś.
– Senator PO Tadeusz Maćka, który został dyrektorem do spraw pracowniczych w podległej KGHM kopani. Sprawa budzi kontrowersje, bo ten były prezydent Lublina jest oskarżony o narażenie miasta na stratę 1,6 miliona złotych
– Norbert Wojnarowski z PO wsadził swoja żone do KGHM bez konkursu, wynagrodzenie 30tys. miesięcznie
– Karol Szczepaniak, radny Platformy Obywatelskiej z Głogowa. Bez konkursu został dyrektorem w spółce zależnej od KGHM – Pol-Miedź Trans
– członek PO z Legnicy i były radny Jerzy Bednarz został wiceprezesem w zarządzie spółki-córki KGHM Inova
– radny Platformy Eric Alira, dostał pracę w należącym do KGHM klubie piłkarskim Zagłębie Lubin
– Marcin Kulicki, działacz mazowieckiej PO, były ZOMOwiec został szefem państwowej Krajowej Spółki Cukrowej nie mając doświadczenia.
– nepotyzm w Totalizatorze Sportowym, Michał Chyczewski na szefa TS wybrał znajomego a ten na członka zarządu kolejnego znajomego.
– Sprawa Stanisława Gawłowskiego
– Nepotyzm Klicha to juz historia, przytoczę tylko nazwiska, Jarosław Hodura, Marcin Idzik, Krzysztof Kuczmański,Marcin Pyzik, Marcin Dulian, Grzegorz Lipiec, Grzegorz Stawowy, Katarzyna Góralczyk czy egzotyczny Kajetan d’Obyrn
– Nepotyzm ministra sprawiedliwości Czumy, Bogusław Mazur i jego synalek (znany też z listy kapusiów)
– „Układ Pawlaka” wpiszcie w google bo to tez juz historia
– Elżbieta Lanc, w przeszłości wpływowa działaczka PSL, dziś w sejmikowym klubie PO dostała z kolei pracę w Przedsiębiorstwie Gospodarki Maszynami „Warszawa”. – Szukałam pracy, zapisałam się do klubu PO i udało się – wyznała „Gazecie” Lanc, z wykształcenia polonistka.
– Sejmikowy radny PO Krzysztof Skolimowski, historyk z wykształcenia został oddelegowany do rady nadzorczej warszawskiej spółki miejskiej Szybka Kolej Miejska i jak powiedział „od zawsze interesował się ogólnie rozumianym transportem”.
– Szefem PERN Przyjaźń, właściciela strategicznych ropociągów, pompujących rosyjską ropę do rafinerii w Polsce i Niemczech został Robert Soszyński z PO. Wcześniej minister odwołał prezesa wyłonionego w konkursie
– W oddziale Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa w Gorzowie dyrektorem został Tomasz Możejko, sekretarz lubuskiej PO – z zawodu nauczyciel historii. Wygrał dopiero w drugim konkursie, w pierwszym komisja rekrutacyjna uznała, że nie ma kwalifikacji. To zaufany człowiek poseł Bożenny Bukiewicz, szefowej lubuskiej PO.
– W Łodzi zarząd Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska podzieliły między siebie rządzące w sejmiku województwa łódzkiego PO i PSL. Prezesem jest Andrzej Budzyński (wiceszef PO w Opocznie). Wiceprezesem m.in. Wiesław Łukomski (PO), nauczyciel historii.
– W Toruniu szefem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa jest szef toruńskiego PSL Andrzej Gross
– Julian Golak – b. radny wojewódzki PiS – przeszedł w połowie ub. roku do obozu PO i zaczął popierać koalicję w dolnośląskim sejmiku. Trafił do rady nadzorczej spółki Avista Media (ta należy Dialogu, własności KGHM). Ma średnie wykształcenie, skończył trzyletnie Archidiecezjalne Studium Teologiczne. I zaprzecza, że pracę zawdzięcza przejściu do klubu PO. – Po prostu wysłałem podanie i zostałem przyjęty.
– Elżbieta Zakrzewska (Unia Pracy) – w marcu 2008 r. dołączyła w sejmiku do klubu PO, w czerwcu została dyrektorką szpitala MSWiA w Jeleniej Górze.
– Robert Banasiak został wiceprezesem Dialogu. To zaufany człowiek wicepremiera Grzegorza Schetyny, który wcześniej pracował w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim jako dyrektor departamentu spraw społecznych.
– Szef Biura Informacji Sejmu Krzysztof Luft (PO) w radzie nadzorczej Radia Gdańsk
– W zarządzie PERN i radzie nadzorczej Portu Gdańskiego znalazł się Marek Litka, ekonomista – członek PO. Prezesem Morskiego Portu Gdańsk jest Ryszard Strzyżewicz, skarbnik gdyńskiej PO
– Prezesem Gliwickiej Agencji Turystycznej jest wiceszef sejmiku z PO Marcin Kędracki.
– WORD w Bielsku Białej dostał b. poseł PO Edward Płonka (znany z tego, że trzymał na żółwia łańcuszku).
– Śląskim Ogrodem Zoologicznym kieruje Jolanta Kopiec, była posłanka SLD (w sejmiku SLD jest w koalicji z PO).
– Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku kieruje Andrzej Kotala (PO).
– W śląskim oddziale regionalnym Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji w Częstochowie wiceszefem został Bartłomiej Sabat (PO), szef klubu częstochowskich radnych PO, były asystent europoseł Małgorzaty Handzlik i były dyrektor biura częstochowskiego posła PO Grzegorza Sztolcmana. Agencja to jego pierwsza praca poza partią.
– PKS w Radomiu to Leszek Ruszczyk, radny Sejmiku z PO. Niedawno zatrudnił na szefa stacji obsługi Wojciecha Lisa, brata minister zdrowia Ewy Kopacz. Lis jest mechanikiem samochodowym. Nie było konkursu. – Złożył podanie, jak ktoś szuka pracy to znajdzie – tłumaczy nam Ruszczyk.
– Wiceszefem Agencji Nieruchomości Rolnych w Rzeszowie został matematyk Jerzy Borcz czynny polityk PO, radny sejmiku wojewódzkiego. Nim wystartował w konkursie podkarpacka PO pozytywnie zaopiniowała jego kandydaturę.
– Wiceszefową Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie została bez konkursu w 2008 r. Janina Filipiuk z PSL.
– Szefem Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Ochrony Środowiska jest poseł PSL Adam Krzyśków. Pensję bierze z Funduszu, nie z Sejmu – bo jest większa. W radzie nadzorczej Funduszu jest też poseł Platformy Miron Sycz – nie pobiera pensji. Ale w ubiegłym roku stowarzyszenie żony parlamentarzysty dostało dotację z WFOŚ na drewnianą wiatę. Sprawa budziła kontrowersje i doprowadziła do zawieszenia posła w klubie PO.
– Prezesem wydającego dziesiątki milionów złotych Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska został Wojciech Piekarczyk z PSL, jego zastępcą Andrzej Gajak z PO.
– w kierownictwie oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych w Lublinie dyrektorem oddziału został Leszek Świętochowski – członek zarządu wojewódzkiego PSL, jego zastępcami po konkursach: Grzegorz Kurczuk (b. minister sprawiedliwości z SLD, prawnik) oraz Leszek Daniewski (miejski radny PO). Niedługo potem szefem KRUS został b. lubelski poseł PSL Henryk Smolarz.
– PSL ma też firmę PKS „Wschód” – Teresę Królikowską z PSL wskazała wojewoda Tokarska – zamiast Tomasza Fulary z PO. Ta zmiana oburzyła posła Janusza Palikota. Dlatego wiceprezesem PKS został Leszek Piotr-Krajecki, sekretarz zarządu regionu PO. Niedawno zrezygnował ze stanowiska.
– PKS w Radomiu przejmuje radny sejmiku z PO Leszek Ruszczyk.
-Do rady Przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej w Radomiu trafiło dwóch polityków PO – Włodzimierz Konecki, radny Radomia, i Marek Kordecki, radny Siedlec
– Na mazowszu, na 30 nowych dyrektorów spółek państwowych wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski (PO) 15 to członkowie koalicji rządzącej.
– We władzach Herbapolu pojawiła się Teresa Bogiel, była radna PSL w powiecie płockim i zaufana współpracowniczka Adama Struzika (PSL), marszałka Mazowsza. Z partyjnej rekomendacji zasiada też w radzie nadzorczej Mazowieckiego Funduszu Poręczeń Kredytowych.
– Do rady Państwowych Magazynów Usługowych w Pruszkowie dostał się Andrzej Łuczycki, były senator PO z Radomia
– Lasy Państwowe obsadzone z klucza politycznego PO. Mariana Pigana został szefem, jego opublikowane CV składa się z siedmiu zdań.
– Jan Harhaj, sekretarz Platformy na Warmii i Mazurach dostał pracę w radzie nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
– Miejska spółka ciepłownicza płaciła pensje sportowcom i trenerom trzecioligowej Stali Kraśnik, której prezesem jest poseł PO. Piłkarze pracowali tylko na papierze ? twierdzi NIK
– PO zwolniła fachowca a by wsadzić swojego do Poczty Polskiej. Przeczytajcie art „Platforma czyści pocztę Polska”

======================================

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 29 Komentarzy »

ANONYMOUS – RZĄD OKŁAMUJE NATO U.E I WAS -mega skandal – SMOLEŃSK !!! stop ACTA !!!

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 30, 2012


WITAMY JAK INFORMOWALIŚMY W POPRZEDNICH PRZEKAZACH ZDOBYLIŚMY OKOŁO 200 GB INFORMACJI DOTYCZĄCYCH SPRAW RZĄDOWYCH 

JAK JUŻ POTWIERDZAJĄ POLITYCY ZOSTAŁY PRZEJĘTE MIĘDZY INNYMI INFORMACJE Z ICH SKRZYNEK MAILOWYCH  

W WYNIKU ICH ANALIZOWANIA ZOSTAŁA ODNALEZIONA WYMIANA INFORMACJI POMIĘDZY 2 POLITYKAMI NA TEMAT KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ 

Z KTÓREJ JEDNOZNACZNIE WYNIKA ŻE PENDRIVE URZĘDNIKÓW – OFIAR KATASTROFY ZAGINĘŁY.

OKOŁO 18 SZT. ZAWIERAJĄCYCH OKOŁO 90 GB DANYCH Z CZEGO OKOŁO 20 GB MATERIAŁÓW O KLAUZULI TAJNE SPECJALNEGO ZNACZENIA.

PO KATASTROFIE STRONA RZĄDOWA NA PYTANIA WYSŁANNIKÓW NATO , U.E I USA JAKI SPRZĘT ZAWIERAJĄCY DANE BYŁ NA POKŁADZIE 

NIE POINFORMOWAŁA PARTNERÓW O ZAGINIĘCIU PENDRIVE. 

TO DOWÓD ŻE RZĄD NIE JEST WART ZAUFANIA

===================

w wyniku zatajenia o którym partnerzy z U.E , USA i NATO dowiedzieli się około 40 dni po katastrofie ze swoich źródeł wywiadowczych

podjęto decyzje o stosowaniu w stosunkach miedzynarodowych z Polską

POLITYKI OGRANICZONEGO ZAUFANIA

co oznacza że większosć ważnych decyzji oraz wszystkie spec znaczenia będą podejmowane bez udziału POLSKICH przedstawicieli.

======================

POLSKI RZĄD NIE JEST WIARYGODNYM PARTNEREM !!!

DLA NIKOGO A W SZCZEGÓLNOŚCI DLA WŁASNYCH OBYWATELI 

 

PROTESTUJEMY I WSPIERAMY WASZE DZIAŁANIA NADAL DO SKUTKU

ODEJŚCIE EKIPY DONALDA TUSKA

Jesteśmy Anonimowi.
Jesteśmy =Legionem.=
Nie wybaczamy.
Nie zapominamy.
Spodziewaj się Nas! 

=======================================================

https://miziaforum.wordpress.com/2012/01/26/acta-podpisano-anonymus-do-rzadu-zostaniecie-odsunieci-od-wladzy-zostan-anonymusem-potrzebujemy-cie/

https://miziaforum.wordpress.com/2012/01/28/anonymous-wasz-czas-dobiegl-konca-nie-dla-acta-nie-dla-rzadu-operacja-las-birnamski-protest-nie-ustajacy/

Posted in KATASTROFY, polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 52 Komentarze »

ANONYMOUS – wasz czas dobiegł końca NIE DLA ACTA NIE DLA RZĄDU – operacja „las birnamski” PROTEST NIE USTAJĄCY !!!!

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 28, 2012


WITAMY WAS POLSCY BRACIA I SIOSTRY

jesteśmy z was dumni i pod wielkim wrażeniem , widząc waszą determinacje w walce o wolność 

CAŁY CZAS WSPIERAMY WASZĄ WALKĘ  

JESTEŚMY RAZEM POTĘŻNI!!! 

OD POCZĄTKU AKCJI 21.01.2012 W PROTEŚCIE PRZECIW PAKTOWI ACTA I RZĄDOWI WYSZŁO NA ULICE POLSKICH MIAST PONAD 250 000 NIEZADOWOLONYCH OBYWATELI

RZĄD W TYM SAMYM CZASIE NADAL KŁAMIE I OSZUKUJE WAS W SPRAWIE ACTA

POZORUJE ULEGŁOŚĆ WPUSZCZAJĄC DO MEDIÓW PRZECIEKI O RZEKOMYCH DYMISJACH , BŁĘDNIE PODJĘTYCH DECYZJACH 0 MOŻLIWOŚCI ODSTĄPIENIA OD PAKTU

W TEN SPOSÓB KUPUJE CZAS A ZAKULISOWO ZLECIŁ SŁUŻBĄ RZĄDOWYM ZMASOWANĄ INWIGILACJE , GORĄCZKOWE SZUKANIE PROWODYRÓW

PODJĘTO PRÓBĘ WYLANSOWANIA WŁASNYCH PRZYWÓDCÓW ANONYMOUS POLSKA

PLAN JEST PROSTY ICH WYTYPOWANI LIDERZY MAJĄ PODJĄĆ DYSKUSJE I NEGOCJACJE W NASZYM I WASZYM IMIENIU

ODPOWIADAMY ANONYMOUS NIE POSIADA PRZYWÓDCÓW , KTOKOLWIEK TWIERDZI ŻE JEST LIDEREM JEST KŁAMCĄ I RZADOWYM PROWOKATOREM

PONADTO PARTIE POLITYCZNE PODEJMUJĄ ZA PODSZEPTEM PREMIERA PRÓBY ZAWŁASZCZENIA TEJ AKCJI

CHCĄ PONOWNIE ZOSTAĆ WODZAMI

TO JEST OBRZYDLIWA DZIAŁALNOŚĆ

NASZE STANOWISKO W SPRAWIE POLITYKÓW JEST JASNE I JEDNOZNACZNE

Jesteśmy Anonimowi.
Jesteśmy =Legionem.=
Nie wybaczamy.
Nie zapominamy.
Spodziewaj się Nas!

JEST WIELE PYTAŃ I ŻĄDAŃ UJAWNIENIA NATYCHMIAST NASZYCH POZYSKANYCH DANYCH W ILOŚCI 200 GB

https://miziaforum.wordpress.com/2012/01/26/acta-podpisano-anonymus-do-rzadu-zostaniecie-odsunieci-od-wladzy-zostan-anonymusem-potrzebujemy-cie/

INFORMUJEMY DANE TE ZOSTAŁY ZWERYFIKOWANE UPORZĄDKOWANE

I UMIESZCZONE NA KILKU BEZPIECZNYCH SERWERACH

JEST TO NASZA I WASZA BROŃ OSTATECZNA JAK I GWARANCJA BEZPIECZEŃSTWA PODCZAS  PROTESTÓW ULICZNYCH

W MOMENCIE JAKIEJKOLWIEK BRUTALNEJ AKCJI SŁUŻB RZĄDOWYCH CAŁY ŚWIAT SIĘ DOWIE CO SIĘ DZIEJE W TYM KRAJU TAK NAPRAWDĘ

======================================================

POPRZYJ NASZE DZIAŁANIA

PRZYŁĄCZAJĄC SIĘ DO PROTESTÓW NIE USTAJĄCYCH NAWET CO DZIENNYCH JEŚLI TO MOŻLIWE 

AŻ DO CZASU ODEJŚCIA KŁAMLIWYCH ELIT RZĄDOWYCH

KOORDYNATORAMI AKCJI „PROTEST NIE USTAJĄCY JEST

NASZ ODŁAM

ANONYMOUS – POLSKA

 wszelkie inicjatywy będą koordynowane

tu :

https://www.facebook.com/pages/ANONYMOUS-POLAND/239500866104777

PROTEST INICJUJĄCY AKCJE ” PROTEST NIE USTAJĄCY

W CZWARTEK GODZINA 17, 00  2 LUTEGO 2012

SZCZEGÓŁY W LINKACH

Lista wydarzeń, protesty w miastach:
(NIE TRZEBA SIĘ LOGOWAĆ)

WARSZAWA https://www.facebook.com/events/340004262690401/
KRAKÓW https://www.facebook.com/events/215317315225357/
WROCŁAW https://www.facebook.com/events/332274416793882/
ŁÓDŹ https://www.facebook.com/events/136075406511048//
SZCZECIN https://www.facebook.com/events/280653448656301/
GDAŃSK https://www.facebook.com/events/353301034699480/
TORUŃ https://www.facebook.com/events/239838672758381/
LUBLIN https://www.facebook.com/events/174048566035586/
KATOWICE https://www.facebook.com/events/174724099301513/
BIAŁYSTOK http://www.facebook.com/events/256392994434523/
GORZÓW https://www.facebook.com/events/135788003207252/
RZESZÓW https://www.facebook.com/events/134706133314328/
OLSZTYN https://www.facebook.com/events/349441668418318/
BYDGOSZCZ https://www.facebook.com/events/212620175499352/
KIELCE https://www.facebook.com/events/216763271746396/
POZNAŃ https://www.facebook.com/events/174451399329583/
BIAŁA PODLASKA https://www.facebook.com/events/154443481334137/
BIELSKO- BIAŁA https://www.facebook.com/events/342876392398818/
CZĘSTOCHOWA https://www.facebook.com/events/315644171811283/
EŁK http://www.facebook.com/events/352653108080797/
GDYNIA https://www.facebook.com/events/308132032565777/
JASTRZĘBIE ZDRÓJ http://www.facebook.com/events/277715198961253/
KOSZALIN https://www.facebook.com/events/366544826693312/
LUBIĘCIN https://www.facebook.com/events/180049205428002/
MIELEC https://www.facebook.com/events/215960131828288/
PIŁA https://www.facebook.com/events/363770730315314/
RADOM https://www.facebook.com/events/214278065333774/
RADOMSKO https://www.facebook.com/events/333422520024895/
RYBNIK https://www.facebook.com/events/217531361672321/
SŁUPSK https://www.facebook.com/events/355576864469738/
SOSNOWIEC https://www.facebook.com/events/327134550660857/
SZCZYTNO https://www.facebook.com/events/304287716283865/
TARNÓW https://www.facebook.com/events/195948973836535/
TARNOWSKIE GÓRY https://www.facebook.com/events/226874334064657/
TOMASZÓW MAZOWIECKI https://www.facebook.com/events/217180361704882/
ZAMOŚĆ https://www.facebook.com/events/272542776144232/

PROTESTUJEMY DO SKUTKU

RZĄD MUSI ODEJŚĆ

DOŚĆ KŁAMSTW I OSZUSTW

PODPISZ PETYCJE WYŚLIJ ICH W NIEBYT

TA PETYCJA MA RÓWNIEŻ WAŻNE ZNACZENIE JAKO BROŃ PSYCHOLOGICZNA

ONI SIĘ JUŻ BOJĄ !!!!!!!!

POPATRZ W TV – W OCZY PŁEMIEŁA

http://www.petycjeonline.pl/petycja/petycja-o-odwolanie-rzadu-donalda-tuska/639

======================================================

NIE DAJMY SIĘ PODZIELIĆ –

NIEMA JUŻ OD TYGODNIA

KIBOLI, KATOLI, PISIORÓW, PEOWCÓW, ITP, ITD ZASZUFLADKOWAŃ JESTEŚMY NARODEM

POLAKAMI

POLAKAMI OSZUKIWANYMI I OKRADANYMI PRZEZ RZĄD – WŁASNY RZĄD

DOŚĆ !!!!! 

UWAGA TAKIE PRÓBY BĘDĄ NACHALNIE PODEJMOWANE

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/376989,protestowali-przeciw-acta-na-krakowskim-przedmiesciu.html
I pana palikota wygwizdali i przegonili go w pizdu hahahahahahahahahaha

============================

Do protestów postanowili przyłączyć się politycy Ruchu Palikota – Janusz Palikot, Anna Grodzka i Wanda Nowicka. To był ich błąd. Protestujący zaczęli wyzywać polityków. Kibole, którzy dołączyli się do protestu otoczyli, jak pisze gazeta.pl Palikota i zmusili do ucieczki samochodem.

======================

JEŚLI NIE MOŻESZ POPRZEĆ PROTESTU NA ULICY

KOPIUJCIE TEN ZNAK

RÓBCIE NASZYWKI , PRASOWANKI , KURTKI , EMBLEMATY ZNACZKI

NOŚCIE JE W WIDOCZNYM MIEJSCU

INFORMUJCIE WSZYSTKICH CZYM GROZI RZĄD WYPOSAŻONY W PAKT ACTA 

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 74 Komentarze »

ACTA podpisano !!! – ANONYMUS do rządu ZOSTANIECIE ODSUNIECI OD WŁADZY. ZOSTAŃ ANONYMUSEM -potrzebujemy cie !!!

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 26, 2012


POLACY STAŁO SIĘ ZOSTALIŚCIE OSZUKANI I ZDRADZENI !!!!

Ambasador Polski w Japonii Jadwiga Rodowicz podpisała w czwartek w siedzibie MSZ Japonii umowę ACTA o zapobieganiu handlu podróbkami. Jak poinformował radca prasowy ambasady RP w Tokio Radosław Tyszkiewicz, dokument podpisali też ambasadorowie pozostałych państw UE z wyjątkiem Cypru, Estonii, Słowacji, Niemiec i Holandii.  

STAŁO SIĘ JASNYM POLSKI RZAD JEST WROGIEM WŁASNYCH OBYWATELI

„WROGOWIE OBYWATELI NIE MOGĄ RZĄDZIĆ „

ZOSTANĄ ODSUNIĘCI OD WŁADZY…. 

ANONYMUS – POSIADAMY PONAD 200 GB INFORMACJI TAJNYCH , NIE JAWNYCH  NA TEMAT WROGIEJ  DZIAŁALNOŚCI „POLSKIEGO RZĄDU” 

INFORMACJE I DOKUMENTY BĘDĄ SUKCESYWNIE UJAWNIANE W DNIACH NAJBLIŻSZYCH 

CZEGO DOTYCZĄ  

PATRZ  PONIŻEJ>>  

==============================

===============================

 POTRZEBUJEMY KAŻDEGO WOLNEGO CZŁOWIEKA

POMÓŻ !!!!!!

Nie możesz dołączyć do Anonymous. Nikt nie może.
Anonymous nie jest organizacją. To nie klub, patia czy nawet ruch. Nie ma karty, manifestacji, opłat członkowskich.
Anonymous nie ma liderów, guru, ideologów. W rzeczywistości, nie istnieje nawet stała ideologia.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy podróżują razem, w niewielkiej odległości – podobnie jak osoby dojeżdżające do pracy, które spotykają się w autobusie czy tramwaju: przez krótki okres czasu mamy tę samą drogę, wspólny cel lub niechęć. I na tej drodze, razem, możemy zmienić świat.

Nikt nie może mówić za Anonymous. Nikt nie może powiedzieć: należysz lub nie do Anonymous. Nadal chcesz dołączyć do Anonymous? Cóż, jeżeli chcesz to już należysz.

Jak nawiązać kontakt z innymi?
Anonymous nie ma scentralizowanej infrastruktury. Korzystamy z istniejących sieci Internetu, zwłaszcza społecznych i jesteśmy gotowi wskoczyć do następnej, jeśli ta wydaje się zagrożona, jest atakowana, lub zaczyna nas nudzić.

W chwili pisania tego tekstu Facebook, Twitter i IRC wydają się najbardziej aktywnymi połączeniami. Ale może się to zmienić w każdej chwili. Mimo tego, są to prawdopodobnie najlepsze miejsca, aby zacząć. Poszukaj takich pojęć, jak „anonymous”, „anonops” i innych słów kluczowych, które mogą być powiązane z naszymi działaniami.

Jak mogę rozpoznać innych Anonimowych?
Należymy do wszystkich grup społecznych: Jesteśmy studentami, robotnikami, urzędnikami, bezrobotnymi; Jesteśmy młodzi lub starzy, nosimy eleganckie ubrania albo szmaty, jesteśmy hedonistami, ascetami, zawodnikami, aktywistami. Pochodzimy z różnych ras, krajów i narodowości.
Jest nas wielu.

Jesteśmy waszymi sąsiadami, współpracownikami, fryzjerami, kierowcami waszych autobusów, waszymi adminami. Jesteśmy mężczyzną z walizką na drodze oraz dziewczyną z baru, którą chcesz poderwać. Jesteśmy Anonimowi. Wielu z nas lubi nosić maski Guya Fawekesa na demonstracjach. Niektórzy z nas używają ich również jako zdjęć profilowych w portalach społecznościowych. To pomaga rozpoznać nam się z innymi.

Czy jesteście infiltrowani?
Jeśli rozmawiasz z innym Anonimowym, nigdy nie wiesz kim on jest. Może być hackerem, crackerem, phisherem, agentem, szpiegiem, prowokatorem ? albo po prostu facetem z sąsiedztwa. Lub jego córką. Bycie Anonimowym nie jest nielegalne. Noszenie maski Guya Fawkesa również. Pamiętaj o tym. Jeżeli osobiście nie byłeś zaangażowany w nielegalne działania, to nie musisz się martwić, nie ważne z kim rozmawiasz. Jeśli byłeś, nie jest mądrym mówienie o tym. Do nikogo.

Jak mogę chronić swoją prywatność?
Wymyśl alias, Nick, pseudonim… Nazywaj to jak chcesz, po prostu coś wymyśl. Wtedy zarejestruj konto mailowe pod tym imieniem w jednym z dużych serwerów mailingowych. Użyj tego adresu e-mail do rejestracji swoich kont na Twitterze, Facebooku etc. Upewnij się, że usunąłeś wszystkie ciasteczka (pliki „cookies”) zanim zaczniesz używać swojej nowej tożsamości, albo lepiej używaj innej przeglądarki internetowej do twoich działań dla Anonymous.

Jeśli chcesz być bardziej bezpieczny zapytaj nas o encryption, steganography, TOR, etc. Wielu z nas wie jak tego nazywać.
Zawsze będziemy respektować twoją prywatność. Nigdy nie zapytamy o twoje informacje osobiste, a jeśli to zrobimy nie będziemy oczekiwać prawdziwej odpowiedzi. Ty również nie powinieneś.

Co jest właściwym postępowaniem?
Jedyną osobą, która może Ci powiedzieć co jest dla Ciebie właściwe, jesteś ty sam. To także jedyna osoba, za którą powinieneś podąrzać. Nie mamy lidera. Jesteś też jedyną osobą odpowiedzialną za swoje działania. Rób co uważasz za słuszne. Nie rób tego, co według Ciebie jest niewłaściwe.

Jak wielu jest Anonimowych?
Jest nas więcej niż myślisz. Jest nas więcej niż ktokolwiek myśli. Jest nas wielu.

Jesteś teraz jednym z nas. Witaj wśród Anonimowych.

Jesteśmy Anonimowi.
Jesteśmy =Legionem.=
Nie wybaczamy.
Nie zapominamy.
Spodziewaj się Nas!
████▓▓▓▓╬╬▓█████╬╬╬╬╬╬███▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬█
███▓▓▓▓╬╬╬╬╬╬▓██╬╬╬╬╬╬▓▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█
████▓▓▓╬╬╬╬╬╬╬▓█▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█
███▓█▓███████▓▓███▓╬╬╬╬╬╬▓███████▓╬╬╬╬▓█
████████████████▓█▓╬╬╬╬╬▓▓▓▓▓▓▓▓╬╬╬╬╬╬╬█
███▓▓▓▓▓▓▓╬╬▓▓▓▓▓█▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█
████▓▓▓╬╬╬╬▓▓▓▓▓▓█▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█
███▓█▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█
█████▓▓▓▓▓▓▓▓█▓▓▓█▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█
█████▓▓▓▓▓▓▓██▓▓▓█▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬██
█████▓▓▓▓▓████▓▓▓█▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬██
████▓█▓▓▓▓██▓▓▓▓██╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬██
████▓▓███▓▓▓▓▓▓▓██▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬█▓╬▓╬╬▓██
█████▓███▓▓▓▓▓▓▓▓████▓▓╬╬╬╬╬╬╬█▓╬╬╬╬╬▓██
█████▓▓█▓███▓▓▓████╬▓█▓▓╬╬╬▓▓█▓╬╬╬╬╬╬███
██████▓██▓███████▓╬╬╬▓▓╬▓▓██▓╬╬╬╬╬╬╬▓███
███████▓██▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬████
███████▓▓██▓▓▓▓▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓████
████████▓▓▓█████▓▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓█████
█████████▓▓▓█▓▓▓▓▓███▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓██████
██████████▓▓▓█▓▓▓╬▓██╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓███████
███████████▓▓█▓▓▓▓███▓╬╬╬╬╬╬╬╬╬▓████████
░███░█████░░███░░███
█░░░░░░█░░░█░░░█░█░░█
░██░░░░█░░░█░░░█░███
░░░█░░░█░░░█░░░█░█
███░░░░█░░░░███░░█

░██░░░███░░█████░░██
█░░█░█░░░█░░░█░░░█░░█
████░█░░░░░░░█░░░████
█░░█░█░░░█░░░█░░░█░░█
█░░█░░███░░░░█░░░█░░█

 =======================================

OTO CZĄSTKOWY WYKAZ JAKICH SPRAW UJAWNIANYCH BĘDĄ DOTYCZYŁY DOKUMENTY POZYSKANE !!! 

Odbita CBA zyskuje nowe niekonstytucyjne uprawnienia, a do tego nie będzie juz zajmować się tylko zwalczaniem korupcji. „Pomysły są niebezpieczne i szkodliwe. To zamach na wolność obywatelską” – mówi „DGP” prof. Piotr Kruszyński, ekspert od prawa karnego oraz konsultant sejmowy
– Szef ABW, K.Bondyrak chciał utajnienia podsłuchów nawet przed operatorem telekomunikacyjnym. Wprowadził bazę danych o przesyłkach pocztowych i skaner który czyta listy bez ich otwierania. Wcześniej ten szef służb specjalnych pracował w Erze. Jego brat Marek organizował ogromne przemyty złota z Belgii do Kaliningradu.
– Wiceszefem ABW został Zdzisław Skorża, znajomy Edwarda Mazura, w „nocnej zmianie” mówi wyłącznie po rosyjsku!. Wcześniej był w SB.
– Podpułkownik Barbara P. popełnia samobójstwo bezpośrednio po rozmowie z przełożonymi z delegatury ABW w Poznaniu i centrali w Warszawie. W liście pożegnalnym oskarża szefów o mobbing. Jak twierdzą dziennikarze, podpułkownik Barbara P. odpowiadała w służbach za sprawy finansowe. Dlatego wielokrotnie miała być przesłuchiwana przez nowe kierownictwo służb, szukające dowodów na bezprawne działania szefów ABW w czasach rządów PiS: Witolda Marczuka i Bogdana Święczkowskiego – czytamy w „Dzienniku”.
– Platforma specustawą umożliwiła powrót nie zweryfikowanych pozytywnie żołnierzom WSI do Służb Kontrwywiadu Wojskowego i Służb Wywiadu Wojskowego.
– Nowym wiceszefem CBA zostaje osoba zamieszana w sprawę śmierci Olewnika.
– CBŚ na usługach „układu z Trójmiasta”. CBŚ zbierało dowody dla Kaczmarka, Kornatowskiego i Marca gdy już nie pełnili żadnej funkcji.
– Sprawa Wojciecha Brochwicza. Najbardziej wpływowa osoba w tajnych służbach, zanim odszedł obsadził wszystkie najważniejsze stanowiska swoimi ludźmi. Człowiek PO, były wiceszef MSWiA. On miał stać za aferą przez którą Cimoszewicz musiał zaprzestać kandydowania na prezydenta. Dziś jest adwokatem Janusza Kaczmarka (pamiętacie jak Kaczmarek kłamał, ze nie spotkał się w hotelu z Krauzym?), zasiada w zarządzie Biotonu jednej z najbardziej znanych firm R.Krauzego. Ryszard Krauze jest znany z kolekcjonowania dawnych agentów. Co ciekawe, do jego leśniczówki często przyjeżdżali na polowanie Komorowski i Palikot. Komorowski silnie lobbował w sejmie za nie rozwiązywaniem WSI
– ABW podsłuchiwało prywatne rozmowy dziennikarzy, Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego z Wojciechem Sumlińskim.
– Głośna sprawa próby samobójczej Wojciecha Sumlińskiego w kościele. ABW zatrzymała dziennikarza który badał sprawę wycieku aneksu, sprawe w której marszałek komorowski mieszał z zeznaniach i zatajał spotkania z dawnymi SBkami. Dziennikarzowi przeszukano dom a nawet wsadzono palec w odbyt aby sprawdzić czy nic nie ukrywa. Sam dziennikarz przyznał, ze już jest zniszczony, nawet jak okaże się niewinny to wszystko co miał było na kredyt który nie jest teraz w stanie spłacić. Ma żone i dzieci. Zatrzymano go po oskarżeniach SBka.
– Raport Pitery (dokument rządowy) ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pitera pracuje ale nie wykryła jeszcze żadnej korupcji, jedynie dorsza za 8,20zł. Jej mąż to agent SB o pseudonimie TW „Piotr”
– PO dała pracę absolwentom MGIMO ? Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Dyplom z tej uczelni wiązał sie z przepustka do kariery w KGB. 46 z nich pracuje w centrali MSZ a 37 w placówkach dyplomatycznych.
– Graś cieciem u Niemca którego firma nie istnieje od 20 lat a jednocześnie w tym czasie był koordynatorem do służb specjalnych. Co ciekawe, ten Niemiec Paul Rogler zawiązał inną spółkę z kolegą ministra Grada Franciszekiem Grybosiem i wydzierżawili od państwa atrakcyjny obiekt sportowy w jednym z najbarsziej malowniczych miejsc na Podlasiu. Gryboś posiada tez udział w spółce żony ministra Grada w której siedział on sam i jego syn Paweł. Gryboś i inni szefowie MGGP w 2005 dali 80tyś na kampanię dla Grada a w 2007 z racji limitów dali 42 tyś.
– MSWiA ma plan zmuszać ICP do zbierania danych o użytkownikach Internetu.
– Dodatkowo ma powstać czarna lista domen które maja być blokowane. Rząd szykuje art. 170a.
– Urząd Komunikacji Elektronicznej, bez naszej wiedzy, rozpoczął spis powszechny wszystkich Internautów w Polsce
– Z Polski do białoruskiego KGB wyciekły setki danych o transakcjach obywateli Białorusi w naszym kraju – pisze „Gazeta Wyborcza.
– Funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego pojawili się w urzędach miejskim, powiatowym i gminnym szukali informacji dotyczących majątku generała Waldemara Skrzypczaka (ma on certyfikat do tajemnic NATO) który ma krytyczny stosunek do rządów Bogdana Klicha.
– PO chce inwigilować obywateli, wiedzieć z kim i skąd dzwonią, kontrolować Internet. Helsińska Fundacja Praw Człowieka interweniuje. Przeczytajcie art. „Obywatel w sieci pod lupą”
– Sprawa senatora Piesiewicza i udział tajnych służb, mężczyzna odpowiedzialny za szantaż zeznał, ze był agentem WSI.
– Projekt Pl.ID, wiele organizacji jest przerażonych wielkością zbieranych informacji przez MSWiA, baza będzie zawierać wszystko ,od ewidencji gruntów po akta stany cywilnego. przeczytaj art. „Wielka baza danych budzi kontrowersje”
– Projekt INDECT, wdrażany w Polsce. Wielki brat który będzie monitorował Internet w tym nawet p2p i Usnet, fora dosłownie wszystko. Analizował dane z kamer ulicznych, cyfrowo rozpoznawał twarze.
– Słynna już akcja internautów Stopcenzurze która była pokłosiem afery hazardowej. pod apelem do prezydenta o zawetowanie ustawy podpisało się już ponad stu dziennikarzy, prawników i przedsiębiorców. Tusk debatował z wyselekcjonowanymi internautami.
– CBA powiedziało Rosołowi kiedy przyjdą przeszukać mu dom. Mimo że ten wyczyścił mieszkanie po skandalicznej wizycie tajnych służb to i tak odzyskano pendriva liste pytań jakie ma zadać komisja hazardowa Kamińskiemu.
– Major Szczęsny odwołany z funkcji eksperta po tym jak zaproponował oddanie prokuraturze sprawy narażania żołnierzy na niebezpieczeństwo utraty życia.
– Zaraz po katastrofie smoleńskiej (3 godziny) ABW na wniosek Komorowskiego wchodzi do domu zmarłych parlamentarzystów pod pretekstem zebrania DNA a zabrali dokumenty i laptopy.
Nowa ustawa przemocowa przewiduje zbieranie wrażliwych danych o rodzinach tylko na podstawie podejrzenia lub donosu tzw. Niebieska karta. Definicja przemocy: dawanie klapsów, zawstydzanie, krytykowanie, jednorazowe albo powtarzające się działanie lub zaniechanie naruszające wolność.

Sprawa nazywana MEGA przekrętem, polska kupuje gaz od Rosji za 400 dolarów za 1000m3, Polska sprzedała prawa do gazu łupkowego za 1% wartości za 5,63 złotego za 1000m3. Szacuje sie że straciliśmy na tym 2 biliony złotych. Sprzedaliśmy bo nie mamy obecnie technologii wydobycia. Komorowski o wydobywaniu gazu mówił „Nie warto, bo mamy dobry kontrakt z Rosją”
– Polska umarza 1,2 miliarda złotych za transfer gazu w zamian Gazprom zmniejszy nam ceny o 1%. Ekonomiści juz wyliczyli, że ten 1 jest wart max 15 mln dolarów a my im umorzymy 1,2 miliarda zł. Winnych nie ma.
– PO zobowiązała nasz kraj do kupowania gazu od Rosji do 2037 roku w sytuacji gdy sami możemy być w niedługim czasie potęgą gazową. Nawet niemiecka prasa pisze o kontrowersjach. Transakcja ma wartość ok. 100 miliardów dolarów. Sprawe z gazu Tusk uzgodnił z Putinem w czasie spotkania w Smoleńsku, sami rosyjscy dziennikarzy byli zdziwieni.
– Państwo przeznaczyło 113 milionów złotych na reklamę matematyki ale tych reklam nie zobaczycie w TVP tylko TV4 która w 90% należy do Solorza i w 10% do ITI
– Prywatyzacja gdańskiej „Energii”. Firma przyniosła w 2009r 900mln zysku. Rząd PO chce ją sprzedać za 4,9mld. Czyli nabywcy wydatek zwróci się po 5 latach, spółkę chce kupić Kulczyk Investments.
– Pierwsza decyzja Tuska i NBP, 182 mln.euro w błoto
– PO zmniejsza składkę przekazywaną z OFE do ZUS, ekonomiści już twierdzą, ze w przyszłości może nam zabraknąć na emerytury! przeczytajcie art. „Rząd szykuje bombę emerytalną”
– Eureko zostało zwolnione z podatku od 4 miliardów złotych dywidendy.
– Upadek Stoczni. Rząd niezgodnie z prawem faworyzował w przetargu handlarza bronia z Kataru. Wynajął firmie PR do przygotowania upadku stoczni od strony medialnej w czasie gdy sam Tusk dawał jeszcze nadzieje stoczniowcom. UE odrzuciła rządowe plany naprawy stoczni bo rząd ich samodzielnie nie napisał a zlecił Ukraińcom. Polecam artykuł „Ustawa ułożona pod przekręt”
– Zlikwidowanie polskiej większości w spółce EuRoPol Gaz w porozumieniu z Gazpromem
– ITI dostaje 456 mln od miasta Warszawy. To najwyższa subwencja sportowa w historii stołecznego samorządu. Ekonomiści zgodnie podkreślają, że państwo na tym traci a drużyna piłkarska wchodzi niedługo na giełdę. Subwencja tylko podniosła jej wartość za która zostanie sprzedana. Wsześniej ITI była jednym ze sponsorów kampanii wyborczej HGW.
– Spółce J&S w której zarządzie zasiada Jacek Dubois, pełnomocnik prawny Platformy Obywatelskiej zmniejszono karę o pół miliarda złotych! Ale to nie wszystko, PO wynajmuje jego kancelarie do obrony swoich ludzi. Ostatio załyna obrona Beaty Sawickiej której bronił za darmo i nawet pożyczył jej 300tyś na kaucję. Dodatkowo kancelaria dostała bez przetargu kontrakt na 600tys zł za pomoc prawną przy budowie stadionu.
– MSWiA pozbyła się resortowego osiedla na warszawskich Kabatach za 10% wartości. To kupił? Swoi, mieszkania służbowe wykupili współpracownicy G.Schetyny z ministerstwa w tym. K.Bondyrak i W.Brochowicz
– Hanna Gronkiewicz-Waltz buduje oczyszczalnie ścieków za 564 mln euro, najdroższą na świecie. To o 265 mln euro drożej niż w najtańszej ofercie. Ta sama firma buduje identyczna oczyszczalnię w Turcji za 108 mln euro. Podoba oczyszczalnia została wybudowana w Budapeszcie za 250mln. euro.
– Mirosław Drzewiecki, czyli słynny „Miro” lobbował za 50 krotnym zmniejszeniem podatku dla pól golfowych. Jan Wejchert, współwłaściciel „grupy ITI”, telewizji „TVN” i „Wejchert Golf Club” nie będzie teraz musiał zapłacić 700 tys. zł a niespełna 13 tys. podatku.
– Karpiniuk: Wybierzecie kandydata PO będą pieniądze na szpital!
– Grupa Eskadra, agencja reklamowa, która była zaangażowana w kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej dostaje zlecenia z rządu. W większości bez przetargu
– Norbert Wojnarowski PO jest jest prywatnie udziałowcem firmy handlującej długami szpitali i wspólnie z żoną ma 48% udziałów w firmie Progres. Zgłosił ustawę w której wierzyciele mogą przejąć szpital za długi.
– NFZ zabrał 80tyś. obłożnie chorych domowe pielęgniarki.
– Wielka dziura w ZUS, brak pieniędzy na bieżące wypłaty. Deficyt funduszy ubezpieczeniowych w zeszłym roku przekroczył 9 mld zł. Trzeba było powiadamiać UE. prof. Stanisław Gomułka z BBC twierdzi, ze to wina rządu.
– Europejska Agencja do spraw Leków odrzuca wszystkie argumenty resortu zdrowia, który nie chce kupić szczepionek na nową grypę. A Ewę Kopacz nazywa populistką. Lobbysta firm farmaceutycznych zasiadła w ławach sejmowych podczas debaty o szczepionkach.
– Mirosław Sekuła z PO umorzył długi a następnie sprzedał hutę Zabrze za 750tyś zł. Biznesmen który kupił hutę zaraz sprzedał zarabiając kilkaset razy więcej.
– Resort finansów przygotowuje rewolucyjne zmiany w opłatach za samochody. Najwięcej zapłacą kierowcy jeżdżący motoryzacyjnymi starociami: 3 tys. zł za auto sprzed 1992 r. Właściciele pojazdów, których wiek nie przekracza 9 lat, zapłacą około 500 zł
– Ministrowie naciskali na Urząd Skarbowy aby nie egzekwował 900 milionów zł podatku od Rafinerii Trzebinia której szef zamieszany jest w nielegalny handel i oszukiwanie fiskusa. CBA i prokuratura bada sprawę.
– Narodowy Fundusz Zdrowia zakazał leczenia chemioterapia niestandardową tym szpitalom, w których nie pracują wojewódzcy konsultanci ds. onkologii.liczba placówek w których można uzyskać pomoc gwałtownie się zmniejszyła. Zaprzestanie Leczenia oznacza progresję choroby a to oznacza odmowe NFZ na kontynuacje leczenia.
– Ministerstwo rolnictwa blokowało inwestycje IKEI za 380mln euro jak sie później okazało do inwestycji jednak doszło. Minister nie chciał oddać ugorów pod fabrykę nazywając cenne rolniczo.
– Kolejna restrykcja, aby dostać becikowe matka musi przedstawić dokument, że od 10 tygodnia ciąży jest pod opieka ginekologa. Nie przewidziano tylko, że niektóre kobiety miesiączkują będąc w ciąży lub nie chcą na siłę iść do lekarza.
– Jeśli ktoś płacił w czasie swojego życia częściowo KRUS i ZUS to jeśli będzie chciał np. dostac emeryturę z KRUS to składki wpłacone za ZUS przepadają.
– Ministerstwo Zdrowia zakazuje sklepom zielarsko-medycznym sprzedaży kolejnych podstawowych produktów leczniczych, a to grozi ich likwidacją – alarmuje Urszula Jarosz z Izby Zielarskiej.
– Od początku rządów koalicji PO-PSL zatrudnienie w administracji wzrosło o 10 procent – pisze „Rzeczpospolita”wynagrodzenia dla urzędników doszły do kwoty 25 miliardów złotych.
– Rząd sprzedaje akcje PZU po zaniżonej cenie, kupujący od razu zyskują 231%
– Obecny minister MSWiA Jerzy Miler bez przetargu wybrał system informatyczny za 4 miliony
– Sikorski kupił 76 foteli po 10tys każdy
– Nieoczekiwane odwołanie przez premiera Przemysława Guły z funkcji szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wywołało lawinę rezygnacji. W geście protestu z pracy odeszło 10 osób, w tym wszyscy eksperci z kluczowego wydziału analiz zagrożeń
Bruksela zarzuca Polsce, że nie wdrożyła dyrektywy przeciwpowodziowej i mamy co mamy.

– Afera Kudryckiej ? kontrola na UJ w związku z jedną pracą magisterską
– Donald i Grzechu grali w piłkę zaniast głosować. Tego dnia głosowano nad emeryturami dla policjantów
– Ponad 300 naukowców napisało „List w obronie rozumu” do Minister Jolanty Fedak
– Umorzenie śledztwa Kulczyk ? Auganow
– Powstała czarna lista działaczy polonijnych którzy krytykują rząd.
– Cofnięcie nakazy aresztowania dla Ryszarda Krauze bo sam się zgłosił, odmówił złożenia zeznań, z powrotem wrócił zagranicę
– Siłowe usuniecie ludzi z KDT
– Podręczniki do polskiej historii tylko te uzgodnione z Niemcami i Rosją.
– Ministerstwo Edukacji chciało aby z jedynkami można było przejść do następnej klasy. nauczyciele w szoku.
– Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica ? łup wyborczy Platformy Obywatelskiej. Działacze partii Tuska wzięli wszystkie kluczowe stanowiska w państwowej spółce.
– Ryszard Makowski satyryk z kabaretu OTTO stracił pracę w domu kultury bo naśmiewał się z PO
– Należące do Skarbu Państwa spółki węglowe oraz koncern PKN Orlen finansowały działalność fundacji Instytut Studiów Strategicznych żony Bogdana klicha.
– Agencja reklamowa Lowe GGK należąca do koncernu, z którym do początku lutego związany był poseł PO Andrzej Halicki, wygrała przetarg na przeprowadzenie kampanii reklamowej dla rządowej agencji.
– „Chłopcy Drzewieckiego” ze spółki PL.2012 dali sobie premię, 110 tysięcy 846 złotych netto dla każdego członka zarządu.
– Senator Jan Olechaza za ponad 30 metrowe pomieszczenie płaci gminie niecałe dwieście złotych miesięcznie. Co najmniej pięć razy mniej niż przeciętna cena rynkowa,
– Miliony złotych na nagrody, 8 z 17 ministerstw wypłaciło już ponad 30 milionów zł nagród za 2009r.
– Tuska na mecze wożą trzy rządowe limuzyny.
– Komisja „Przyjazne Państwo” zgłosiła projekt ustawy tzw. „Szczypiorkowej”, w myśl której można by wsadzić do więzienia babcię handlującą na ulicy szczypiorkiem ? ustalił „Wprost24″. To nie żart.
– Senatorowie PO chcą walczyć z szarą strefą wśród rolników, którzy sprzedają własne sery, dżemy czy wędliny i nie płacą od tego podatków.
– Przekazy dnia aby politycy wiedzieli co mówić.
– Posłanka PO Krystyna Skowrońska głosowała na 4 ręce, ale nie ma afery. Gdy zrobili to politycy SLD skończyło sie na odebraniu immunitetów.
– Prezydent Szczecina Piotr Krzystka PO, pozwał do sądu internautów którzy go krytykowali. Teraz pozna ich tożsamość. Komentarze to finał afery mieszkaniowej w którą Krzystek był uwikłany (wyrok sądowy zmusił go do oddania 170-metrowego mieszkania komunalnego, które w 2000 r. bezprawnie otrzymał, a potem za grosze wykupił na własność). W zawiadomieniu do prokuratury cytował wpisy: „kompletny gamoń”, „zakłamany drań i oszust”, „łgarz” czy „nędzny złodziejaszek”.
– Maciej Grabowski doradzał zarówno Platformie, jak i doradzał i pracował dla Casinos Poland Sobiesiaka, największej sieci kasyn w Polsce. Grabowski jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi PO, współtwórcą jej sukcesów w wyborach. To on przygotował Donalda Tuska przed ostatnimi wyborami do wygranej debaty telewizyjnej z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.
– Ministerstwo Sportu zorganizowało szkolenie dla samorządowców ws. Euro w… hotelu Marriott za 691zl za noc. Oprócz drogich noclegów i posiłków podatnicy ufundowali im salę fitness, basen i saunę. W zawiadomieniu o warsztatach przestrzegano ich uczestników, by ?podczas pakowania podróżnych bagaży? nie zapomnieli slipek. Impreza kosztowała 29 800 a polegała na wysłuchaniu konferencji na której wystąpiła pro-gejowska organizacja.
– Miasto Warszawa chojnie wspiera duże imprezy. Dali dotacje 600tys zł na dofinansowanie koncertu AC/DC, 1,4 miliona na turniej tenisowy.
– Miasto Warszawa wydało prawie 440tyś zł na szkolenia pracowników ratusza z jezyja angileskiego. Bez przetargu bo urzędnicy zajmują sie powodzią i nie mieli na to czasu.
– Miasto Warszawa za sponsorowało spotkanie „integracyjno-rekreacyjne” dla pracowników Metra Warszawskiego i ich rodzin za 200tyś. Firma która je organizowała dostała zlecenie bez przetargu.
– Druga afera pompowania kół. Pierwsza miała miejsce przed rządami PO, wtedy G.Schetyna zapisywał do partii fikcyjnych ludzi i nieboszczyków. Teraz jak PO rządzi znowu robią jaja, politycy PO za jednym zamachem chcieli zapisać do partii 4,5 tys. fikcyjnych członków! Próbę ostatecznie udaremniły władze Platformy. Najwięcej dusz było w Krakowie, Katarzyna Matusik-Lipiec i Łukasz Gibała chcieli zapisać 700 osób. W Gorzowie Wielkopolskim (szefową regionu jest posłanka Bożenna Bukiewicz), doszło do próby dopisania 500 fikcyjnych członków.
– Składka zdrowotna pójdzie w górę w zamian za ulgę podatkową na prywatną polisę medyczną – ujawnia „Dziennik Gazeta Prawna” A mówili obniżymy podatki a polisa ma wzrosnąć do 12%. Czy ta prywatna polisa medyczna nie jes początkiem prywatyzacji medycyny?
– Nowe podatki od gazu, prądu i paliwa pod płaszczykiem ochrony środowiska. Adam Ambrozik z Konfederacji Pracodawców Polskich mówi wprost: rząd chce wprowadzić tylnymi drzwiami kolejne daniny
– PO i PSL wstrzymało sie od głosu w sprawie debaty o krzyżach co dało pole do popisu zwolennikom usuwania krzyży ze szkół.
– Szef Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy wygrał w sądzie z Kopacz za niepłacenie za zabiegi. Duża część szpitali myśli nad tym samym. Po przekroczeniu limitu NFZ juz nie płaci szpitalom za wykonane zabiegi które nie ratują życia a pacjenci przychodzą. Szpital w Wolsztynie (Wielkopolska) odwołał ponad 150 operacji ponieważ nie było pewne czy ratują życie.
– Pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy i bibliotekarze – ok. dwustu osób podpisało się pod listem otwartym do premiera Donalda Tuska protestującym przeciwko likwidacji bibliotek w małych miejscowościach. Minister Hall chce likwidować biblioteki ponieważ nie przynoszą zysku.
– Minister zdrowia zmieniło listę leków dostępnych dla punktów aptecznych. Inne leki może sprzedawać apteka w mieście a inne apteka na wsi.
– Rząd PO-PSL przekroczył wszystkie granice, za wyjazdy urzędników za granice płacimy 1 miliard zł. Nasi urzędnicy upodobali sobie kraje egzotyczne na wyjazdy na szkolenia. Nepal, Korea południowa, Wietnam, tam wyjeżdżają urzędnicy z ministerstwa pracy mimo że takie same szkolenia odbywają się w Europie. Ministerstwo Kultury upodobało sobie Senegal, Togo,i Kubę a celem wyjazdu jest… ochrona polskich zabytków i dóbr kultury. Tak ogromne sumy przeznaczane na zagraniczne wyjazdy dowodzą całkowitej nieodpowiedzialności polskich urzędników w gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi – mówi Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma 516 służbowych aut, ZUS ponad 300 aut. We wszystkich ministerstwach jest ponad 100tyś służbowych telefonów.
– Po raz pierwszy Polska dopłaciła do budżetu Unii, i to 1,5 miliarda. fachowcy z PO-PSL nie wykonali nawet swojego budżetu, pozyskali mniej o 20 miliardów. Przeczytaj art. „Kolejny cud Tuska: dopłacamy do Unii”
– PO, Zbigniew Chlebowski po aferze zbunkrował się w domu na dwa miesiące ale sam sobie napisal usprawiedliwienie i dostał 25tyś poborów z czasu gdy nie pracował.
– Wojewoda PO nie dopuścił do usunięcia pomniku wdzieczności dla armi czerwonej w Legnicy.
– Polityk PO „W zyciu tak już jest, że nie raz planujemy różne rzeczy, a potem natrafiamy na trudności. Dzieciom to nie zaszkodzi (zabranie z domu) nauczy je odporności na podobne problemy w przyszłości”
– Lobbyści z TESCO napisali sobie ustawę w ramach przyjaznego państwa palikota
– Lobbyści z stowarzyszenia „Bez Dioksyn” napisali sobie projekt nowelizacji ustawy w ramach komisji palikota.
– Komandosi GROM grali w piłke z Tuskiem. To niewyobrażalny skandal – ocenił w Radiu ZET Jerzy Szmajdziński z SLD
– Ministerstwo Środowiska płaciło za sponsorowane artykuły Gazecie Wyborczej. Kosztowało to 61,22tyś zł. W sumie były to dwa artykuły za 47,8 tys i wyświetlenie na stronie gazety za 13,42 tys. zł.
– Warszawa nie lepsza, HGW daje kontrakt Agorze na 220tys, mowa nie została opublikowana w Księdze Zamówień Publicznych
– Polska odnotowuje wielka porażkę w UE w czasie gdy Sikorski nie wiedział czy kandyduje na szefa NATO. Chodzi o projekt kształtu służb zewnętrznych UE (EEAS) w której nie be dzie miejsca dla Polaków.
– Senator PO z Wrocławia wynajął pomieszczenie biurowe od magistratu za 300zł gdzie za taka cenę trudno znaleźć studentowi mieszkanie i to w nienajlepszym miejscu. A senator wynajął pomieszczenie na biur w atrakcyjnym miejscu w którym stawka za m2 to min. 50zł
– Afera z PARP, pieniądze nie dostali najlepsi a pierwsi z listy.
– Bronisław komorowski żądał od byłej szefowej Kancelarii Sejmu przekazywania sprawozdań o wizytach u posłów. Nie ugięła się, więc straciła stanowisko. Ceniona przez posłów wszystkich partii politycznych, Fidelus-Ninkiewicz pracowała w Kancelarii Sejmu 11 lat.
– Bocheńskie starostwo płaciło agencji reklamowej „Wenecja” za poprawienie wizerunku urzędy, właścicielem agencji jest żona Andrzeja Wyrobca, obecnego skarbnika Platformy Obywatelskiej
– Premier zamiast głosować o dodatku do emerytur grał w piłkę. PO i PSL przegłosowali brak dodatku.
– Pijani ludzie Komorowskiego nad grobem Anny Walentynowicz
Na Damiana Raczkowskiego (szef podlaskiej PO) głosowało więcej osób niz było wyborców. Skandal.

– Naciski na prokuratorów aby oskarżali poprzednia ekipę za czasów PIS „To mnie za to przeniosą do Gołdapi lub Suwałk” za to, ze prokurator nie chciał oskarżyć Ziobry,
– Odwołano szefową Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie za brak postępów i nie wszczynanie sprawy „łapówkarskiej” przeciwko Kamińskiemu
– Czuma mianował na prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, SBka który szantażem wymuszał współpracę z bezpieką.Trzeci minister sprawiedliwości zanim powołał nowego prokuratora generalnego to obsadził na stanowiskach nowych prokuratorów ludzi Edwarda Zalewskiego.
– W sprawie olewnika trzech morderców i strażnik więzienny popełniają samobójstwo.
– Samobójstwo popełnia dyrektor generalny Kancelarii Premiera Grzegorz Michniewicz, w trakcie badania przez prokuraturę ewentualnego przecieku z kancelarii premiera ws. afery hazardowej.
– Samobójstwo popełnia „Iwan” świadek ws. zabójstwa Papały. Media piszą, ze bał sie o rodzine.
– Samobójstwo przez głodówkę Rumuna zatrzymanego Claudiu Crulica zatrzymanego za domniemana kradzież, po śmierci znajduje się świadek który dał mu alibi.
– Prokuratura wszczyna postępowania dyscyplinarne dla prokuratorów krytykujących swoich przełożonych. Zarzuty usłyszała Małgorzata Bednarek prezes stowarzyszenia „Ad Vocem”. Obwinionym jest też prokurator Jarosław Duś. Przed sejmową komisją śledczą powiedział, że jest szykanowany przez swoich przełożonych. Zaś mediom ujawnił, że nie pozwolono mu przesłuchać Stefana Niesiołowskiego z PO. Kłopoty ma też słupski prokurator Marcin Natkaniec, który chciał stawiać zarzuty lokalnemu wójtowi
– Warszawski prokurator zaproponował kobiecie seks w zamian za umorzenie sprawy. Przyłapano go, gdy w swoim gabinecie stał rozebrany do slipów i zamierzał odbyć stosunek ze sklepową złodziejką. Mimo że od tych zdarzeń minęło półtora miesiąca Konrad P. nadal nie ma postawionych zarzutów!!!
– 178 aptekarzy wytoczy proces ministerstwu zdrowia. Chodzi o przepisy pełne wad które mogą świadczyć o niekompetencji urzędników.
– Rodziny ofiar żołnierzy z Afganistanu prowadzą własne śledztwa w sprawie śmierci ich członów rodzin. Robią tak ponieważ wykryli, ze wojsko kręci wałki nt. ich śmierci. Opowiastki wojskowych nie zgadzają się z sekcja zwłok. Jest też wątek w którym ludzie Bogdana Klicha wysłał chorążego aby dowodził oficerami ponieważ chorąży bez doświadczenia nie będzie negował wskazówek dowództwa.
– UE skazała nas na karę 31 799 euro za każdy dzień zwłoki w poprawieniu ustawy regulującej hazard
Ministerstwo Sprawiedliwości odkryło nieprawidłowości w ochronie tajnych danych w kilku prokuraturach. Zamiast sprawdzić pozostałe, kontrole zawieszono, a kontrolerów wyrzucono z pracy – ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”. Szefem resortu był wtedy Zbigniew Ćwiąkalski
===============================================================

Palikot
„Prezydent jest chorym, tragicznym człowiekiem. Powinna mu pomóc rodzina. To chora i psychopatyczna postać.”

„Kaczyńscy są małymi zakompleksionymi ludźmi, którzy nigdy tego nie zrozumieją.

„Apeluję do Lecha Kaczyńskiego, żeby wytrzeźwiał i wreszcie przedstawił opinii publicznej, co naprawdę myśli w pełni swoich przytomnych sił. „

„Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? „

„Działacze Solidarności sami zachowują się jak wieprze, bo chcą tylko dla siebie. Sami sobie przykleili ten świński pysk.”

„Ja ? niepytany ? oświadczam, że jednoznacznie preferuję kobiety. A Pan, Panie Jarosławie? „

„Czy Jarosław jest Jarosławą? Czy Jarosław Kaczyński jest kobietą”

„Wśród bliźniaków jednojajowych często jedno z nich jest homoseksualistą. Tak przynajmniej twierdzą medycy. Jarosław, w przeciwieństwie do Lecha, nie ma żony, dzieci, z kobietami trudno go spotkać, a mieszka z mamą i kotem. „

„On zachowuje się jak człowiek z podpalona głową, z płonącym mózgiem.”

„Przykro mi, że prostytucja w polityce sięga nawet pani minister Gęsickiej. „

„Raz na kilka miesięcy ożywiona hałasem partyjnego wołania podnosi się z politycznych katakumb Zyta Gilowska. Dziwne to jakieś: strzygą, horrorem i cmentarzyskiem zalatuje.”

„W szlachetnym geście postanawiam ratować ich złajdaczony honor, i niniejszym publicznie ogłaszam, iż chętnie mieszkanie od Zbigniewa Ziobry odkupię, aby mógł jak mężczyzna długi swoje spłacić i odejść bez rozgłosu oraz wstydu dla kolegów.

Prezydent odniósł sukces w Brukseli, bo zdobył krzesło. Jeśli to ma być miarą jego sukcesu, to ja bym się na jego miejscu spalił ze wstydu. (Bronisław Komorowski)

Prezydent może być niski, ale nie mały. (Radosław Sikorski)

Jest pytanie o znaczenie pecha w polityce, gdyż rzeczywiście pan prezydent Kaczyński ma pecha, to widać, że ma pecha. Kolejne wizyty, i coś tam szwankuje. (Bronisław Komorowski)

Lech Kaczyński potrzebuje kuracji, która doprowadzi jego system
nerwowy do porządku. Pytanie, czy to chwilowa zapaść, nerwica czy trwałe uszkodzenie, które wcześniej czy później skończy na komisji lekarskiej. (Stefan Niesiołowski)

Jeśli to zamach, to bym powiedział: jaka wizyta, taki zamach. Bo żeby nie trafić z 30 metrów w samochód to trzeba ślepego snajpera. (Bronisław Komorowski)

Bolszewicki temperament Kaczyńskiego i socjalistyczne poglądy na rolę państwa i na gospodarkę upodabniają go, nawet nie do Kwaśniewskiego, lecz do starszych kolegów byłego prezydenta, tych których nazywano kiedyś betonem PZPR ( Donald Tusk)

Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować ? to jest filozofia PiS. Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi. (Donald Tusk)

Ja ? poza krawatami i opalenizną ? nie jestem w stanie rozróżnić Jarosława Kaczyńskiego od Andrzeja Leppera. (Donald Tusk)

Jarosław Kaczyński jest zakompleksiony (W.Bartoszewski)

Kaczyńscy są źródłem wszelkiego zła. Zwłaszcza Jarosław Kaczyński (Niesiołowski)

Kiedy ktoś mnie po pijaku obrzyga w autobusie, to nie jest obraza. To jest obrzydliwość. Nie każdy może mnie obrazić. Prezes PiS nie ma życiorysu, który by mu na to pozwolił. Jestem ponad to. (w.Bartoszewski)

Konferencja Jarosława Kaczyńskiego to żałosny pisk zazdrości i zawiści. (Sławomir Nowak)

Jeżeli by Polska miałaby spaść do rangi zainteresowania, jakim obdarzana jest Ruanda, Burundi w świecie, to byłby najlepszy argument za wybraniem człowieka, który ma doświadczenie w hodowli zwierząt futerkowych. Natomiast nie ma doświadczenia bycia ojcem czegokolwiek i czyimkolwiek (W.Bartoszewski)

Nie warto frustratów komentować. To temat dla psychoanalityka. Takimi sprawami można się zajmować w kategoriach psychologicznej traumy, którą ten pan, odkąd przestał być premierem, przeżywa. (Niesiołowski)

Podobieństwo Kaczyńskiego do Gomułki jest uderzające (Niesiołowski)

Tak sobie myślę już po ludzku, ten chłop chociaż powinien się cieszyć, że bratu odpadł naprawdę groźny konkurent. (D.Tusk)

Nienawiść zalewa mu mózg. (Niesiołowski)

Widok Jarosława Kaczyńskiego w kąpielówkach uwłaczałby godności i powadze PiS (Paweł Graś)

Widziałem obłęd w oczach Jarosława Kaczyńskiego (Sebastian Karpiniuk)

Jestem ze Śląska, czyli Znikąd. Bo kim są Ślązacy? Trochę mówią po polsku, trochę po niemiecku. Odporni na mity niepodległościowe. Naród niewolników, naród pracy. (Kutz)

Kaczyńscy mają w sobie to szczególne nawiedzenie. Widać w dzieciństwie mieli jakieś fatalne zabawki i zamiast jeździć na rowerze i kopać piłkę, czytali patriotyczne czytanki. I to im się w tych głowach zalęgło. (Kutz)

Palikot jest politykiem nowej generacji, przyszedł do polityki z literatury, z Gombrowicza. W pojedynkę wodzi za nos całą opozycję. Więcej Palikotów. (kutz)

To są maniery Mao Tse-Tunga: kandydat na prezydenta w czerniach, pani też cały czas w żałobie. (kutz)

Warszawa jest bardzo brzydka. Jest pewien żart ? przyznaję okropny ? że to takie miejsce między Moskwą a Berlinem, gdzie krowa zrobiła kupę i jeszcze w tę kupę wdepnęła. (kutz)

Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię (Sikorski)

Można być prezydentem, ale można być też chamem. (Sikorski)

Jest prezydentem jednej partii. Stronniczym, zacietrzewionym, mściwym. Wykreśla z listy znajomych Władysława Bartoszewskiego, kompromituje Polskę za granicą, wdaje się w awanturę o kartofla (Niesiołowski)

Jeśli ktoś nie pił taniego wina, to dla mnie jest podejrzany. Bo albo był wychowany w jakimś obrzydliwym luksusie i nie zna życia, albo nigdy nie był młody. (Niesiołowski)

Kaczyński zachowuje się jak Komunistyczna Partia Polski (Niesiołowski)

Pan Bóg tak stworzył kurczaki, że są inteligentniejsze od kaczek. Podobno kaczki są dość tępe. (Niesiołowski)

Pan Kaczyński, z nową fryzurą, że tak powiem, mógłby bardziej fantazyjnie się uczesać. Natomiast te trzy egerie są bardzo mało wiarygodne, ponieważ jedna kłamie, druga ujada, a trzecia nie ma nic do powiedzenia. (Niesiołowski)

Ten pakt należy nazwać ?paktem trzy razy P? ? politycznego paranoika, przestępcy i przestraszonego. (Niesiołowski)

Więcej warte było hasło Aleksandra Kwaśniewskiego „wspólna Polska”. Bo to coś znaczyło. A „najważniejsza Polska” – czy są ludzie, dla których ona nie jest ważna? Przeciwko komu to jest skierowane? (Niesiołowski)

To jest konwergencja, teoria biologii. Jeżeli upodabnia się do ryby, chociaż nie pochodzi foka od ryby, to Kaczyński upodobnił się do Gomułki, choć PiS nie pochodzi od PZPR. (Niesiołowski)

Ty, jak to szło, guten morgen ? butem w mordę?(Niesiołowski)

Wydawałoby się, że z Lechem Kaczyńskim niewiele mnie łączy, ale to nieścisłość. W latach 70. zajmowaliśmy się Leninem, tyle że ja wysadzałem w powietrze jego pomniki, a on cytował jego dzieła w swojej pracy doktorskiej. (Niesiołowski)

– „Pośredniak platformy Obywatelskiej” poszukajcie w sieci, działacze PO nie maja problemów ze znalezieniem pracy w administracji.
– W spółce Elewarr w Wąbrzeźnie pracuje Andrzej Kłopotek, brat posła Eugeniusza Kłopotka z PSL, specjalista ds. kontraktacji – wykształcenie podstawowe.
– Wiesław Raboszuk, radny PO z warszawskiego Targówka został szefem Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Jest osobą bez doświadczeń w zarządzaniu funduszami. Wśród zatrudnionych jest ok. 60 działaczy PO z rodzinami.
– Ministerstwo Finansów ogłosiło w lutym konkurs na naczelników 201 urzędów skarbowych ale to nic nie dało. Prymusi zostali odrzucenie bo nie mieli zaufania ministra. Dariusz Przysucha zdobył najwięcej punktów w konkursie, od 15 lat pracuje w skarbówce, nie dostał żadnej posady. Andrzej Jarosiński zdobył najmniejsza liczbę punktów i dostał pracę, był wcześniej w ABW.
– w zespole doradców strategicznych premiera Tuska pracują dzieci wysoko postawionych osób zaprzyjaźnionych z Michałem Bonim min.Paweł Bochniarz, syn Henryki Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, współpracującej z Bonim w rządzie Bieleckiego.
Pracuje w nim też Mikołaj Herbst, syn Ireny, byłej wiceminister gospodarki, a obecnie doradcy zarządu Lewiatana
– Wiceminister Finansów Jacek kapica wsadza swoich ludzi. Wszyscy robia błyskawiczne kariery i awanse w państwowych spółkach. Średnio trzy stopnie awansu w trzy lata.
– Po prostu tu jestem – mówi o swojej nowej posadzie Tomasz Mencina (PO), były burmistrz Ursynowa. Odchodził z urzędu w niesławie, bo naraził miasto na gigantyczną stratę. Teraz dostał strategiczną posadę w warszawskich wodociągach.
– Neporyzm w NFZ w Gdańsku, znajoma dyrektora, bez kwalifikacji, robi straty na miliony złotych.
– Szefem jednej z największych spółek podległych marszałkowi województwa Max-Film (zarządza kinami w całym kraju) został Lech Jaworski, radny PO, jeden z najbliższych współpracowników Hanny Gronkiewicz-Waltz.
– Piotr Chajderowski i Marian Gawrylczyk zarabiają na życie jako członkowie rad nadzorczych Lotosu i Cefarmu Wrocław. Obaj byli kiedyś współwłaścicielami spółki Signum Promotion, którą założył obecny szef gabinetu politycznego premiera. Sławomir Nowak w Kontrwywiadzie RMF FM stwierdził, że nie ma z tym nic wspólnego.
– Lokalny polityk PO Arkadiusz Gierałt oprócz dyrektorskiej pensji bierze pieniądze za zasiadanie w aż czterech radach nadzorczych spółek podległych KGHM. Żaden z awansowanych polityków w KGHM i spółkach zależnych nie brał udziału w konkursie na dyrektorskie stanowisko. Inkasuje miesięcznie 50tyś.
– Senator PO Tadeusz Maćka, który został dyrektorem do spraw pracowniczych w podległej KGHM kopani. Sprawa budzi kontrowersje, bo ten były prezydent Lublina jest oskarżony o narażenie miasta na stratę 1,6 miliona złotych
– Norbert Wojnarowski z PO wsadził swoja żone do KGHM bez konkursu, wynagrodzenie 30tys. miesięcznie
– Karol Szczepaniak, radny Platformy Obywatelskiej z Głogowa. Bez konkursu został dyrektorem w spółce zależnej od KGHM – Pol-Miedź Trans
– członek PO z Legnicy i były radny Jerzy Bednarz został wiceprezesem w zarządzie spółki-córki KGHM Inova
– radny Platformy Eric Alira, dostał pracę w należącym do KGHM klubie piłkarskim Zagłębie Lubin
– Marcin Kulicki, działacz mazowieckiej PO, były ZOMOwiec został szefem państwowej Krajowej Spółki Cukrowej nie mając doświadczenia.
– nepotyzm w Totalizatorze Sportowym, Michał Chyczewski na szefa TS wybrał znajomego a ten na członka zarządu kolejnego znajomego.
– Sprawa Stanisława Gawłowskiego
– Nepotyzm Klicha to juz historia, przytoczę tylko nazwiska, Jarosław Hodura, Marcin Idzik, Krzysztof Kuczmański,Marcin Pyzik, Marcin Dulian, Grzegorz Lipiec, Grzegorz Stawowy, Katarzyna Góralczyk czy egzotyczny Kajetan d’Obyrn
– Nepotyzm ministra sprawiedliwości Czumy, Bogusław Mazur i jego synalek (znany też z listy kapusiów)
– „Układ Pawlaka” wpiszcie w google bo to tez juz historia
– Elżbieta Lanc, w przeszłości wpływowa działaczka PSL, dziś w sejmikowym klubie PO dostała z kolei pracę w Przedsiębiorstwie Gospodarki Maszynami „Warszawa”. – Szukałam pracy, zapisałam się do klubu PO i udało się – wyznała „Gazecie” Lanc, z wykształcenia polonistka.
– Sejmikowy radny PO Krzysztof Skolimowski, historyk z wykształcenia został oddelegowany do rady nadzorczej warszawskiej spółki miejskiej Szybka Kolej Miejska i jak powiedział „od zawsze interesował się ogólnie rozumianym transportem”.
– Szefem PERN Przyjaźń, właściciela strategicznych ropociągów, pompujących rosyjską ropę do rafinerii w Polsce i Niemczech został Robert Soszyński z PO. Wcześniej minister odwołał prezesa wyłonionego w konkursie
– W oddziale Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa w Gorzowie dyrektorem został Tomasz Możejko, sekretarz lubuskiej PO – z zawodu nauczyciel historii. Wygrał dopiero w drugim konkursie, w pierwszym komisja rekrutacyjna uznała, że nie ma kwalifikacji. To zaufany człowiek poseł Bożenny Bukiewicz, szefowej lubuskiej PO.
– W Łodzi zarząd Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska podzieliły między siebie rządzące w sejmiku województwa łódzkiego PO i PSL. Prezesem jest Andrzej Budzyński (wiceszef PO w Opocznie). Wiceprezesem m.in. Wiesław Łukomski (PO), nauczyciel historii.
– W Toruniu szefem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa jest szef toruńskiego PSL Andrzej Gross
– Julian Golak – b. radny wojewódzki PiS – przeszedł w połowie ub. roku do obozu PO i zaczął popierać koalicję w dolnośląskim sejmiku. Trafił do rady nadzorczej spółki Avista Media (ta należy Dialogu, własności KGHM). Ma średnie wykształcenie, skończył trzyletnie Archidiecezjalne Studium Teologiczne. I zaprzecza, że pracę zawdzięcza przejściu do klubu PO. – Po prostu wysłałem podanie i zostałem przyjęty.
– Elżbieta Zakrzewska (Unia Pracy) – w marcu 2008 r. dołączyła w sejmiku do klubu PO, w czerwcu została dyrektorką szpitala MSWiA w Jeleniej Górze.
– Robert Banasiak został wiceprezesem Dialogu. To zaufany człowiek wicepremiera Grzegorza Schetyny, który wcześniej pracował w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim jako dyrektor departamentu spraw społecznych.
– Szef Biura Informacji Sejmu Krzysztof Luft (PO) w radzie nadzorczej Radia Gdańsk
– W zarządzie PERN i radzie nadzorczej Portu Gdańskiego znalazł się Marek Litka, ekonomista – członek PO. Prezesem Morskiego Portu Gdańsk jest Ryszard Strzyżewicz, skarbnik gdyńskiej PO
– Prezesem Gliwickiej Agencji Turystycznej jest wiceszef sejmiku z PO Marcin Kędracki.
– WORD w Bielsku Białej dostał b. poseł PO Edward Płonka (znany z tego, że trzymał na żółwia łańcuszku).
– Śląskim Ogrodem Zoologicznym kieruje Jolanta Kopiec, była posłanka SLD (w sejmiku SLD jest w koalicji z PO).
– Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku kieruje Andrzej Kotala (PO).
– W śląskim oddziale regionalnym Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji w Częstochowie wiceszefem został Bartłomiej Sabat (PO), szef klubu częstochowskich radnych PO, były asystent europoseł Małgorzaty Handzlik i były dyrektor biura częstochowskiego posła PO Grzegorza Sztolcmana. Agencja to jego pierwsza praca poza partią.
– PKS w Radomiu to Leszek Ruszczyk, radny Sejmiku z PO. Niedawno zatrudnił na szefa stacji obsługi Wojciecha Lisa, brata minister zdrowia Ewy Kopacz. Lis jest mechanikiem samochodowym. Nie było konkursu. – Złożył podanie, jak ktoś szuka pracy to znajdzie – tłumaczy nam Ruszczyk.
– Wiceszefem Agencji Nieruchomości Rolnych w Rzeszowie został matematyk Jerzy Borcz czynny polityk PO, radny sejmiku wojewódzkiego. Nim wystartował w konkursie podkarpacka PO pozytywnie zaopiniowała jego kandydaturę.
– Wiceszefową Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie została bez konkursu w 2008 r. Janina Filipiuk z PSL.
– Szefem Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Ochrony Środowiska jest poseł PSL Adam Krzyśków. Pensję bierze z Funduszu, nie z Sejmu – bo jest większa. W radzie nadzorczej Funduszu jest też poseł Platformy Miron Sycz – nie pobiera pensji. Ale w ubiegłym roku stowarzyszenie żony parlamentarzysty dostało dotację z WFOŚ na drewnianą wiatę. Sprawa budziła kontrowersje i doprowadziła do zawieszenia posła w klubie PO.
– Prezesem wydającego dziesiątki milionów złotych Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska został Wojciech Piekarczyk z PSL, jego zastępcą Andrzej Gajak z PO.
– w kierownictwie oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych w Lublinie dyrektorem oddziału został Leszek Świętochowski – członek zarządu wojewódzkiego PSL, jego zastępcami po konkursach: Grzegorz Kurczuk (b. minister sprawiedliwości z SLD, prawnik) oraz Leszek Daniewski (miejski radny PO). Niedługo potem szefem KRUS został b. lubelski poseł PSL Henryk Smolarz.
– PSL ma też firmę PKS „Wschód” – Teresę Królikowską z PSL wskazała wojewoda Tokarska – zamiast Tomasza Fulary z PO. Ta zmiana oburzyła posła Janusza Palikota. Dlatego wiceprezesem PKS został Leszek Piotr-Krajecki, sekretarz zarządu regionu PO. Niedawno zrezygnował ze stanowiska.
– PKS w Radomiu przejmuje radny sejmiku z PO Leszek Ruszczyk.
-Do rady Przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej w Radomiu trafiło dwóch polityków PO – Włodzimierz Konecki, radny Radomia, i Marek Kordecki, radny Siedlec
– Na mazowszu, na 30 nowych dyrektorów spółek państwowych wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski (PO) 15 to członkowie koalicji rządzącej.
– We władzach Herbapolu pojawiła się Teresa Bogiel, była radna PSL w powiecie płockim i zaufana współpracowniczka Adama Struzika (PSL), marszałka Mazowsza. Z partyjnej rekomendacji zasiada też w radzie nadzorczej Mazowieckiego Funduszu Poręczeń Kredytowych.
– Do rady Państwowych Magazynów Usługowych w Pruszkowie dostał się Andrzej Łuczycki, były senator PO z Radomia
– Lasy Państwowe obsadzone z klucza politycznego PO. Mariana Pigana został szefem, jego opublikowane CV składa się z siedmiu zdań.
– Jan Harhaj, sekretarz Platformy na Warmii i Mazurach dostał pracę w radzie nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
– Miejska spółka ciepłownicza płaciła pensje sportowcom i trenerom trzecioligowej Stali Kraśnik, której prezesem jest poseł PO. Piłkarze pracowali tylko na papierze ? twierdzi NIK
PO zwolniła fachowca a by wsadzić swojego do Poczty Polskiej. Przeczytajcie art „Platforma czyści pocztę Polska”

– Afera hazardowa. Wszyscy zamieszani w wałki na hazardzie znali się od dawna. Chlebowski, Schetyna, Sobiesiak, Drzewiecki, Rosół. Stenogramy i dużo info jest w internecie. Dodatkowo spotkania na cmentarzu i wkręcanie córki sobiesiaka do totalizatora.Sama śmietanka Platformy to wałkarze. Straty podatników to 500mln zł. Jest tez drugie dno, oni robili interesy już dużo wcześniej przy wyciągach z prezesem koła PO w Czorsztynie Lechem Janczym.
– Wiceprzewodniczący PO Waldy Dzikowski był podejrzany o korupcje przy inwestycjach za 5mln. ale PO nie pozwolił na uchylenie immunitetu aby proces mógłby sie rozpocząć. Sprawa będzie umorzona do czasu wygaśnięcia immunitetu.
– Afera Tomasza Misiaka i firmy Work Service. Biznes na zwolnionych stoczniowcach bez przetargu i pisanie ustawy pod firmę. Misiak robił też interesy z poczta na kwotę 12 mln gdy w tym samym czasie pracował nad zmianami w poczcie.
– Spółka MGGP żony Grada i kolegi wygrywa rządowe przetargi. Kosztuje to polskich podatników 400mln unijnej kary
– Afery korupcyjne Prezydenta Sopotu. PO broni swojego człowieka. Gangsterzy zatrudniają syna członka PO.
– Afera Zbigniewa Pawłowicza, senatora PO. 10 milionów państwowej dotacji dla swojej kliniki.
– Radny PO Leszek N. chronił gangsterów ze Szczecina
– Cezary Jakubowski z PO to złapany łapówkarz
– Radny Majdan chciał udowodnić przed sądem, że policjant chciał mu dac „z główki” w kolano ale sąd nie dał wiary i go skazał.
– Sprawa kupna aneksu do raportu o likwidacji WSI i niechlubna rola w nim Komorowskiego i jego kolegi dwukrotnie szkolonego przez KGB w latach 80, miotanie się w zeznaniach komorowskiego
– Szef krakowskiej PO Paweł Sularz zamieszany w sprawe prania brudnych pieniędzy w spółce Creation. Spółka wykręciła wałek na 50 milionów euro.
– Prezes ZUS Sylwester R z PO zatrzymany za korupcję przy budowie siedziby za 30 milionów. Grozi mu 10 lat.
– Michał Ł. i Cezary A złapani za posiadanie narkotyków. Ten drugi ja sam mówił, dorobił sie pierwszego miliona pracując fizycznie zbierając truskawki za granicą. Chyba były ze złota.
– przyjazne państwo i ustawa o odrolnienu działek. Czyli jak zbic fortunę w jeden dzień
– Lody Palikota (jest on wiceprzewodniczący partii) i zdrojewskiego w warszawskich łazienkach
– Lody Palikota i Studentów co wpłacali na jego kampanię po 20tyś ze swojego kieszonkowego. Dziś ci studenci pracują w urzędach.
– Lobbyści Tesco napisali sobie ustawę pod przykrywka komisji Palikota.
– Krzysztof Grzegorek, wiceministrowi usnęło się na podłodze korytarzu a Sławomira Miłeka z pijaństwa zabrała karetka. Dodatkowo Grzegorek podejrzewany o przekupstwo i mataczenie.
– Wiceminister Maciej Trzeciak i jego wały na dopłatach UE
– Wałki przy zakupach w MON, wynegocjowane ceny za Bryzy były trzy razy większe niż ich rynkowa wartość. Klich chciał kupić łudz podwodna bez przetargu i bez zapoznania się z parametrami technicznymi.
– Syn ministra kultury Stanisław Z. dwa razy został złapany na handlu narkotykami, został zwolniony bo to była niska szkodliwość społeczna czynu
– wiceminister edukacji Krzysztof Stanowski wygrywa konkurs współorganizowany przez MEN i otrzyma 650 tys. zł publicznej dotacji
– Żona wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego robi interesy z ministerstwem środowiska
– Miliard euro straciliśmy ponieważ resort pisał ustawę pod fundacje ministra, Maciejowi Nowickiemu miało zależeć, by ogromnymi pieniędzmi ze sprzedaży praw do emisji gazów cieplarnianych obracała fundacja, której był prezesem przez 15 lat.
– Afera senatora PO Abgarowicza. Wielokrotnie kłamał i wykręcił wała na 700tyś zł.
– Poseł PO Norbert Wojnarowski handlował długami szpitali i jednocześnie pracował nad ustawa o ZOZach
– Piotr Czubiński PO podejrzewany o korupcję
– Sprawa Długów Posła Chlebowskiego w Żarowie. Nowy burmistrz od razu zrezygnował z funkcji gdy zobaczył, ze długi sięgają 70% rocznych dochodów.
– Łukasz Lorentowicz, były asystent posłanki Beaty Sawickiej, twierdzi, że Sawicka, a także Mirosław Drzewiecki, naciskali na niego, by składał korzystne dla Platformy zeznania.
– Wałki przy budowy orlikow, faworyzowano konkretne firmy. Sprawa zajęła się CBA
– NIK stwierdził, że ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz ustawiała konkursy w ratuszu pod konkretnych ludzi.
– Łukasz J. Brud, sekretarz warszawskiej Platformy i szef ochockiego OSiR-u ma zarzuty prokuratorskie.
– Doradcą Kopacz, Jan Gołąb opłacany przez koncerny farmaceutyczne. Inny doradca Lech Barycki opłacany przez firmę Falck Medycyna
– Posłanka PO Lidia Staroń kupiła działkę pod swoim pawilonem usługowym za 749zł. Ziemie miała w dzierżawie. Okazuje się, ze wszystkie dokumenty o wybudowaniu pawilonu zniknęły. Dodatkowo zataiła dochody z oświadczeniu majątkowym.
– Mirosław B z PO,były dyrektor departamentu mienia i inwestycji w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie chciał sprzedac za łapówke pałac Potockich w Olesinie koło Kurowa. Złapali go. Chciał 80tyś a pałac warty 8 milionów.
– Senator PO Roman Ludwiczuk wywiną wała na 138 531 zł miastu Wałbrzych
– Poseł Miron Sycz z PO wykręcił wałka na 40tyś Wojewódzkiemu Funduszowi Ochrony Środowiska
– Sawimed, spółka M.Sawickiego (PSL) i jego żony stara się o 4,5mln. zł od wojewody mazowieckiego… tez z PSL. Wcześniej Już spółka wywineła wałka przy nabywaniu ziemi w ustnym przetargu gdzie M.Sawicki był wójtem.
– Piotr Czubiński z PO usłyszał zarzuty w związku z nieprawidłowościami w finansach SUK i braki w kasie. Prokuratura ma też podobno mocne dowody na jego korupcję ale na razie nic nie ujawniają, czekają na ekspertyzę. Broni go Palikot.
– Krzysztof Lisek to prominentny polityk PO i jeden z bliskich współpracowników premiera Donalda Tuska. Jest on członkiem Rady Krajowej oraz wiceprzewodniczącym Regionu Pomorskiego Platformy Obywatelskiej. Pierwszy polski Europoseł pozbawiany immunitetu.
– Firma Zony Sławomira Nitrasa (PO) E-Plus dostaje zlecenia państwowe w zachodniopomorskim, sprawę bada CBA. Chodzi tez o spółkę Żwirex, w której udziały ma ojciec radnego PO i szwagra Nitrasa Stanisław Gzyl
– Przedsiębiorca, który wygrał ponad pięćdziesiąt przetargów na budowę boisk, ma zarzuty korupcyjne. Chodzi o Konrada Sobeckiego, i jego firma Tamex, prokuratura postawiła mu sześć zarzutów tzw. korupcji czynnej. Wszystkie mają związek z zamówieniami publicznymi na budowę lub modernizację obiektów sportowych
– Marcin Rosół z PO, człowiek z przeszłością który bardzo szybko awansował. Potchneła mu się noga gdy chciał wkręcić córkę Sobiesiaka do władz totalizatora.
– Szczeciński radny PO Paweł Gzyl zataił dochody w swoim oświadczeniu majątkowym. Zapomniał dopisać, ze że zasiadał w dwóch radach nadzorczych: Pogoni Szczecin i Bioenergetyki Polskiej S.A i że w ciągu roku wzbogacił się o 1,5 miliona złotych ale CBA przyłapało radnego.
– Lokalni politycy PO z podwrocławskiego Milicza szantażowali i zwalniali z pracy niewygodnych aby zapewnić sobie rządy. Próby szantarzu zostały nagrane.
– Brat „Mira” Drzewieckiego Dariusz skladał propozycje kontraktów na orliki, budowę stadionów na Euro i odcinka autostrady A2 austriackiej spółce. Dareczek nie jest głupi, jest restauratorem a do koordynacji projektów wynajął wille pod łodzia. Został złapany przez CBA.
– Wały w szefostwa Terminalu Promowego Świnoujście, zamieszani politycy z platformy, Bartłomiej Pachis, szef polickiej PO,działacz PO Jarosław Siergiej. Chodziło o umowę na ponad 500 tys. zł zawartą z Danielem Dziwulskim, wieloletnim współorganizatorem kampanii wyborczych poseł PO Magdaleny Kochan
– Agenci CBA zatrzymali w poniedziałek kierownika szprotawskiego biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Mirosława K., jednocześnie szefa PO w powiecie żagańskim.
– Treść listu gen. Petelickiego do premiera Tuska i wały Bogdana Klicha, warto poczytać.
Posłanka PO Iwona Guzowska ma poważne kłopoty. Niegdyś sportsmenka (Kick-boxing) oraz celebrytka (Brała udział w programie „BAR V.I.P), stanęła przed sądem jako oskarżona o oszustwo 

=============================

ANONYMUS – TO TYLKO NIECAŁE O,5 % SPRAW NA KTÓRE MAMY DOKUMENTY !!!!!!!!!!!!

https://miziaforum.wordpress.com/2012/01/28/anonymous-wasz-czas-dobiegl-konca-nie-dla-acta-nie-dla-rzadu-operacja-las-birnamski-protest-nie-ustajacy/

====================================================================

UWAGA !!!! OFICJALNA AKCJA ANONYMUS !!!!

W ZWIAZKU Z PODPISYWANIEM PETYCJI O ODWOŁANIU RZĄDU DONALDA TUSKA

KAŻDY KTO POSIADA FLAGĘ NARODOWĄ POWINIEN JĄ WYWIESIĆ WRAZ Z CZARNĄ WIDOCZNĄ WSTĄŻKĄ

FLAGI BĘDĄ WYWIESZONE DO CZASU DYMISJI RZĄDU TUSKA

nie bąż bierny przyłacz się to nic nie kosztuje !!!!!!!!

dotyczy również naszych RODAKÓW PRZEBYWAJĄCYCH ZA GRANICAMI KRAJU

INFORMUJCIE OBYWATELI KRAJU W JAKIM JESTEŚCIE GOŚĆMI NA CZYM POLEGA TEN PROTEST!!!!!!

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 388 Komentarzy »

ZA ACTA – głosowali DEBILE !!!! STEROWANI PRZEZ CWANIAKÓW

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 25, 2012


WITAM TYTUŁOWA OPINIE POTWIERDZA Prof. Ewa Łętowska

NIE TYLKO W TEJ SPRAWIE DECYDUJĄ W POLSCE – ALE TO INNY TEMAT.

Była Rzecznik Praw Obywatelskich i sędzia Trybunału Konstytucyjnego prof. Ewa Łętowska w ostrych słowach oceniła sposób tworzenia prawa w Polsce. Jej zdaniem procedury ustawodawcze traktuje się w Polsce niepoważnie. – Polską rządzą partacze – mówiła w TOK FM.

– Dla mnie jest rzeczą przerażającą, że poseł może głosując nad czymś dawać usprawiedliwienie, że „mi kolega powiedział, że to jest dobre” – stwierdziła Łętowska. Jak podkreśliła to „zbiorowość tworzenia” prawa oraz „przestrzeganie procedur” powinny dawać gwarancje, że powstające prawo będzie dobre. – Jeżeli te procedury traktuje się niepoważnie, to mamy efekt jaki mamy. Przecież prawo to nie jest tylko uchwalenie ustawy, to jest coś co się dzieje przedtem. Każde prawo narusza czyjejś interesy. Trzeba dojść do jakiegoś kompromisu. Trzeba ludzi przekonywać – mówiła profesor.

Prof. Łętowska przekonywała, że przy tworzeniu prawa potrzebny jest społeczny konsensus i rzetelność, której nie potrafią zapewnić politycy w chwili obecnej. Profesor porównała tworzone prawo do garnituru, który „zostaje oddany do partacza”, przez co trzeba go naprawiać. – To jest niepoważne traktowanie roboty (…). A potem ustawy się wysyła do Trybunału Konstytucyjnego, żeby je poprawił. Trzeba robić prawo w sposób rzetelny i fachowy, a nie oszukiwać w dyskusjach fałszywymi argumentami – mówiła. – Polską rządzą partacze – dodała.

Zdaniem prof. Łętowskiej ważną rolę w informowaniu o prawie powinny pełnić media. – Media powinny pytać i poszukiwać istoty rzeczy – podkreśliła w TOK FM. 

CZY MY NAPRAWDĘ NIE MAMY W KRAJU LUDZI MĄDRYCH  ???

DLACZEGO ELITY WYBIERAMY WPROST Z MARGINESU SPOŁECZNEGO

Wychodzimy na ulice w proteście przeciwko cenzurze internetu!

Lista wydarzeń, miasta wojewódzkie:

WARSZAWA https://www.facebook.com/events/231718760242341/

KRAKÓW https://www.facebook.com/events/215317315225357/
WROCŁAW https://www.facebook.com/events/332274416793882/
ŁÓDŹ https://www.facebook.com/events/136075406511048//
SZCZECIN https://www.facebook.com/events/280653448656301/
GDAŃSK https://www.facebook.com/events/353301034699480/
TORUŃ https://www.facebook.com/events/239838672758381/
LUBLIN https://www.facebook.com/events/174048566035586/
KATOWICE https://www.facebook.com/events/174724099301513/
BIAŁYSTOK http://www.facebook.com/events/256392994434523/
GORZÓW https://www.facebook.com/events/135788003207252/
RZESZÓW https://www.facebook.com/events/134706133314328/
OLSZTYN https://www.facebook.com/events/349441668418318/
BYDGOSZCZ https://www.facebook.com/events/212620175499352/
KIELCE https://www.facebook.com/events/216763271746396/
POZNAŃ https://www.facebook.com/events/174451399329583/

Pozostałe miasta:

SOSNOWIEC https://www.facebook.com/events/327134550660857/
RADOMSKO https://www.facebook.com/events/333422520024895/
MIELEC https://www.facebook.com/events/215960131828288/
CZĘSTOCHOWA https://www.facebook.com/events/315644171811283/
BIAŁA PODLASKA https://www.facebook.com/events/154443481334137/
JASTRZĘBIE ZDRÓJ http://www.facebook.com/events/277715198961253/
EŁK http://www.facebook.com/events/352653108080797/
KOSZALIN https://www.facebook.com/events/366544826693312/
SŁUPSK https://www.facebook.com/events/355576864469738/
ZAMOŚĆ https://www.facebook.com/events/272542776144232/
TARNOWSKIE GÓRY https://www.facebook.com/events/226874334064657/
TARNÓW https://www.facebook.com/events/195948973836535/
BIELSKO- BIAŁA https://www.facebook.com/events/342876392398818/
PIŁA https://www.facebook.com/events/363770730315314/
RYBNIK https://www.facebook.com/events/217531361672321/

WSZYSCY JEDNEGO DNIA O JEDNEJ PORZE! – 25.01. godz. 18:00

ACTA + INDECT = TOTALNA INWIGILACJA

======================================================

DLATEGO ŻE BEZ ZAPISÓW UMOWY ACTA NIE WYSTARTUJE SYSTEM INDECT….

„Grupa Anonimowi (powiązana z WikiLeaks) przejęła plany budowy systemu INDECT, które posłużą do jego unieruchomieniu w momencie zagrożenia dla wolności słowa i wolności obywatelskiej…”

======================================================

INDECT – CO TO JEST ?? 

=

=

Posted in spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 55 Komentarzy »

nierząd ACTA podpisane. ANONYMUS UŻYJMY Wunderwaffe !!!

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 24, 2012


Wychodzimy na ulice w proteście przeciwko cenzurze internetu!

Lista wydarzeń, miasta wojewódzkie:

WARSZAWA https://www.facebook.com/events/231718760242341/

KRAKÓW https://www.facebook.com/events/215317315225357/
WROCŁAW https://www.facebook.com/events/332274416793882/
ŁÓDŹ https://www.facebook.com/events/136075406511048//
SZCZECIN https://www.facebook.com/events/280653448656301/
GDAŃSK https://www.facebook.com/events/353301034699480/
TORUŃ https://www.facebook.com/events/239838672758381/
LUBLIN https://www.facebook.com/events/174048566035586/
KATOWICE https://www.facebook.com/events/174724099301513/
BIAŁYSTOK http://www.facebook.com/events/256392994434523/
GORZÓW https://www.facebook.com/events/135788003207252/
RZESZÓW https://www.facebook.com/events/134706133314328/
OLSZTYN https://www.facebook.com/events/349441668418318/
BYDGOSZCZ https://www.facebook.com/events/212620175499352/
KIELCE https://www.facebook.com/events/216763271746396/
POZNAŃ https://www.facebook.com/events/174451399329583/

Pozostałe miasta:

SOSNOWIEC https://www.facebook.com/events/327134550660857/
RADOMSKO https://www.facebook.com/events/333422520024895/
MIELEC https://www.facebook.com/events/215960131828288/
CZĘSTOCHOWA https://www.facebook.com/events/315644171811283/
BIAŁA PODLASKA https://www.facebook.com/events/154443481334137/
JASTRZĘBIE ZDRÓJ http://www.facebook.com/events/277715198961253/
EŁK http://www.facebook.com/events/352653108080797/
KOSZALIN https://www.facebook.com/events/366544826693312/
SŁUPSK https://www.facebook.com/events/355576864469738/
ZAMOŚĆ https://www.facebook.com/events/272542776144232/
TARNOWSKIE GÓRY https://www.facebook.com/events/226874334064657/
TARNÓW https://www.facebook.com/events/195948973836535/
BIELSKO- BIAŁA https://www.facebook.com/events/342876392398818/
PIŁA https://www.facebook.com/events/363770730315314/
RYBNIK https://www.facebook.com/events/217531361672321/

WSZYSCY JEDNEGO DNIA O JEDNEJ PORZE! – 25.01. godz. 18:00

ACTA + INDECT = TOTALNA INWIGILACJA

======================================================

DLATEGO ŻE BEZ ZAPISÓW UMOWY ACTA NIE WYSTARTUJE SYSTEM INDECT….

„Grupa Anonimowi (powiązana z WikiLeaks) przejęła plany budowy systemu INDECT, które posłużą do jego unieruchomieniu w momencie zagrożenia dla wolności słowa i wolności obywatelskiej…”

======================================================

INDECT – CO TO JEST ?? 

=

=

Posted in spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 76 Komentarzy »

ACTA – KOMOROWSKI WPROWADZI STAN WOJENNY LUB WYJĄTKOWY -to nie żart !!!

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 23, 2012


podstawa prawna realnie istnieje !!!!!!

Prezydent Bronisław Komorowski przesłał do Sejmu projekt ustawy wprowadzającej poprawki do ustaw o stanie wojennym, stanie wyjątkowym oraz stanie klęski żywiołowej, przewidujący możliwość wprowadzenia tych stanów w następstwie działań w „cyberprzestrzeni”, rozumianej jako „przestrzeń przetwarzania i wymiany informacji tworzoną przez systemy teleinformatyczne, określone w art. 3 pkt 3 ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (Dz. U. Nr 64, poz. 565, z późn. zm.) wraz z powiązaniami pomiędzy nimi oraz relacjami z użytkownikami”. Projekt ten bardzo szeroko definiuje pojęcie „zewnętrznego zagrożenia państwa” będącego podstawą do wprowadzenia stanu wojennego. O ile do tej pory pojęcie to jest w ustawie o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej niezdefiniowane (jako przykładowy powód zagrożenia wymienione są jedynie działania terrorystyczne), o tyle według proponowanej nowelizacji mają to być „celowe działania, w tym o charakterze terrorystycznym, godzące w niepodległość, niepodzielność terytorium lub w ważny interes gospodarczy Rzeczypospolitej Polskiej, a także zmierzające do uniemożliwienia lub zakłócenia wykonywania przez organy państwowe ich funkcji, podejmowane przez zewnętrzne w stosunku do niej podmioty, na lądzie, wodzie, w przestrzeni powietrznej, przestrzeni kosmicznej lub cyberprzestrzeni”.

Teoretycznie więc, jeśli nowelizacja wejdzie w tej postaci w życie, podstawą do wprowadzenia stanu wojennego będą mogły być np. ataki różnych Anonimowych na strony internetowe polskich instytucji państwowych, zwłaszcza takie, które bezpośrednio służą do realizacji pewnych zadań tych instytucji (np. e-sąd). Coś takiego można przecież uznać za zmierzanie do zakłócenia wykonywania przez organy państwowe ich funkcji, a anonimowych hakerów za zewnętrzne w stosunku do Rzeczypospolitej Polskiej podmioty – bo trudno wszak będzie stwierdzić, skąd pochodzą, nawet jeśli byliby to akurat hakerzy polscy, albo (to oczywiście oszołomska teoria spiskowa nie mająca w obecnej chwili żadnych realnych podstaw) działający w wyniku prowokacji polskich służb specjalnych. 

=======================

O CO CHODZI Z TĄ UMOWĄ

OBEJRZYJ

MAŁO KTO ZWRACA UWAGĘ ŻE

ACTA + INDECT = TOTALNA INWIGILACJA 

======================================================

DLATEGO ŻE BEZ ZAPISÓW UMOWY ACTA NIE WYSTARTUJE SYSTEM INDECT….

„Grupa Anonimowi (powiązana z WikiLeaks) przejęła plany budowy systemu INDECT, które posłużą do jego unieruchomieniu w momencie zagrożenia dla wolności słowa i wolności obywatelskiej…”

======================================================

 INDECT – CO TO JEST ??

Orwellowska wizja, próba stworzenia żandarma Europy – takie reakcje wśród specjalistów od praw człowieka budzi unijny pomysł budowy nowoczesnego systemu bezpieczeństwa. Nad projektem o ogromnym budżecie i imponujących założeniach pracują naukowcy z całej Europy, również z Polski. – To nie będzie żaden system totalnego monitoringu – odpierają zarzuty twórcy i wskazują na jego rewolucyjne rozwiązania, które mają jeszcze lepiej chronić nas przed zagrożeniami na ulicy czy w internecie. Czy będziemy musieli poświęcić naszą wolność na rzecz bezpieczeństwa?
Już za 4 lata nad bezpieczeństwem wszystkich obywateli wspólnoty może czuwać zintegrowany system, który ma połączyć wszystkie europejskie urządzenia monitorujące. Projekt INDECT, bo o nim tu mowa, to inteligentny i kompleksowy system informatyczny. Ma być wykorzystywany do obserwacji, poszukiwania i zmniejszania poziomu przestępczości, głównie przez ich przewidywanie.

O rozmachu projektu mogą świadczyć liczby – 60 miesięcy badań, 15 milionów euro budżetu i 17 współpracujących ze sobą europejskich partnerów. W tym również polskie uczelnie na czele z Akademią Górniczo Hutniczą,która koordynuje prace nad INDECTem.

Analiza „wszystkiego”

Technologiczny opis tego, co będzie umożliwiał INDECT robi wrażenie. Jeśli projekt zakończy się sukcesem, to możemy się spodziewać scen żywcem wyjętych z filmowego „Raportu mniejszości”. Bo założenia są szerokie – cyfrowe rozpoznawanie twarzy, wykrywania nienaturalnych zachowań na monitorowanym obszarze, analiza danych z kamer, mikrofonów, a nawet zdjęć lotniczych i satelitarnych, stworzenie prototypów urządzeń do śledzenia obiektów ruchomych czy pozyskiwanie informacji z telefonii mobilnej.

Obejmie on również internet. Bo INDECT ma służyć do „ciągłego i automatycznego monitorowania zasobów publicznych, takich jak strony internetowe, fora dyskusyjne, grupy ‘Usenet’, serwery plików, sieci p2p, jak również indywidualnych systemów komputerowych” – czytamy w opisie projektu.

To Orwell!”

Choć imponującemu w założenia projektowi nie poświęca się wystąpień na forum Unii, ani nie pisze na pierwszych stronach gazet, dobrze znają go specjaliści zajmujący się prawami człowieka i ochroną naszej prywatności. – To jest kontrowersja na takim poziomie, że trudno się nie zbulwersować – mówi nam Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptycon zajmującej się m.in. technikami nadzoru społeczeństwa.

– Sposób w jaki zaprojektowany jest ten system przypomina próbę zbudowania globalnego panoptykonu , czyli stworzenia wrażenia, że każdy nasz ruch jest lub może być obserwowany, a zatem musimy się kontrolować – podkreśla Szymielewicz.

Podobne obawy wyrażają specjaliści na całym świecie. – Profilowanie całych populacji, zamiast poszczególnych podejrzanych, to złowieszczy krok. To niebezpieczne w skali jednego państwa, a na poziomie ogólnoeuropejskim wręcz przerażające – mówi Shami Chakrabarti, dyrektor grupy Liberty, zajmującej się prawami człowieka.

Wtóruje jej Stephen Booth, analityk organizacji Open Europe, który mówi wprost, że projekty takie jak INDECT brzmią orwellowsko. – To przerażająca sprawa – twierdzi.

Wykryje bombę i pedofila zgodnie z normami

Naukowcy, którzy w polskich laboratoriach pracują nad systemem (oprócz AGH, w projekcie biorą udział też Politechnika Gdańska i Politechnika Poznańska), zapewniają jednak, że INDECT będzie bezpieczny dla obywateli. – Dla nas jasne jest, że ten monitoring musi być zgodny z prawem i nie może zaburzać naszej prywatności – mówi doktor Mikołaj Leszczuk z AGH, administrator projektu.

I podaje przykładowe zastosowania INDECTu – Taki inteligentny system potrafi automatycznie wykryć, że ktoś w miejscu, w którym nie powinien normalnie tego zrobić, zostawił jakiś pakunek i oddalił się od niego. W tym momencie zaalarmuje operatora i każe zwrócić mu uwagę na dany monitor – opisuje Leszczuk.

Doktor wskazuje też, że system pomoże w poszukiwaniu treści pedofilskich policji, która sieć pod tym kątem przegląda głównie ręcznie. – Indect może automatycznie przeszukać internet i zobaczyć czy na stronach podejrzanych o posiadanie takich zdjęć, nie ma przypadkiem tego typu grafik.

Maszyna rozpozna nawet twarz

Naukowcy przedstawiają też całkiem rewolucyjne techniki, jak na przykład rozpoznawanie twarzy na monitorowanym obrazie. – System najpierw je wykrywa, a potem zamazuje, a tak naprawdę cyfrowo koduje – tłumaczy Leszczuk, podkreślając, że sposób ten ma chronić anonimowych ludzi przed prywatnymi nadużyciami operatorów monitoringu – Jeśli jednak system rozpozna twarz zakwalifikowaną przez służby jako groźnego przestępcę, automatycznie ją odblokuje i powiadomi o tym.

– Ale to w żadnym wypadku nie jest system totalnego monitoringu, bo zresztą nikt nie chciałby tego robić – podsumowuje wątpliwości Leszczuk.

Automat prawdę ci powie

Takie tłumaczenia nie uspokajają specjalistów. – Alarmujące są trzy kluczowe wyrażenia zawarte w tym projekcie: „automatyczne wykrywanie” „nienaturalnych zachowań” i „zapobieganie potencjalnym zagrożeniom” – mówi szefowa fundacji Panoptykon.

Dla Szymielewicz pomysł oddania programowi komputerowemu czy nawet najdoskonalszej maszynie analizy naszych zachowań jest ideą niepokojącą. Podobne zdanie ma o zapobieganiu potencjalnym zagrożeniom: – Kamera, strażnik czy system nie będzie czekał już aż coś się wydarzy. Tu chodzi o odgadywanie potencjalnych sytuacji, a przecież to wymaga stworzenia profili zachowań, które według tych analityków mogą prowadzić do zagrożeń.

Według mnie to jest kreowanie wroga, logika prewencji i profilowania całego społeczeństwa, która jest przerażająca – konkluduje.

Kto wymyśli, czy zachowuję się dobrze?

Jednak największe zastrzeżenia ma do pomysłu wykrywania nienormalnych zachowań. Chodzi o to, że nie wiadomo jak zostaną wybrane wzory, na których podstawie coś zostanie uznane za dopuszczalne, a coś za nienormalne zachowanie, bo opis projektu tego nie definiuje.

– To ustalanie, co nas niepokoi, nie będzie odbywać się na poziomie chociażby samej Warszawy, tylko globalnie dla całej Europy. Trudno przewidzieć dzisiaj, jakie zachowania zostaną uznane za ryzykowne, a wiemy jakie już są kontrowersje na tle takich ustaleń. Przy obecnych działaniach antyterrorystycznych, może się okazać, że za 4 lata ktoś przyjdzie i powie nam, że „każdy człowiek, który nosi plecak jest podejrzany”– mówi.

Z definicją tego założenia mają problem nawet sami twórcy INDECTu. – Stwierdzenie „nienaturalne zachowania” powstało w Komisji Europejskiej. Prawdę mówiąc, my też przygotowując ten projekt, nie byliśmy pewni, co Komisja przez to rozumie, bo jest to bardzo szerokie pojęcie – przyznaje Leszczuk.

Na razie stanęło na tym, że są to opracowane przy współpracy z policjami biorącymi udział w projekcie (m.in. polską) ściśle zdefiniowane scenariusze, które w „bezpośredniej linii mogą prowadzi do popełnienia przestępstwa”.

Naukowcom w rozwiązywaniu takich wątpliwości ma pomagać specjalnie stworzona na potrzeby projektu Rada Etyki. O pomoc koordynatorzy poprosili m.in. prawników i pracowników policji. To oni na razie decydują, co wolno im robić w świetle narodowego i europejskiego prawa.

Jeśli nie zrobiłeś nic złego, nie masz się czego obawiać, ale …

Doktor Leszczuk deklaruje, że badania nad projektem idą zgodnie z planem i zostało już wykonanych 20% prac. Niebawem pierwsze działające elementy mają ujrzeć światło dzienne. – Na pewno będziemy robić pewne pilotażowe wdrożenia, między innymi podczas Euro 2012, bo to jest dobra okoliczność, żeby sprawdzić jak system będzie działał.

A ma działać perfekcyjnie, jak deklaruje w etycznym opisie projektu Unia Europejska: „Często mówi się, że jeśli nie zrobiłeś nic złego, nie masz się czego obawiać. Ale to prawda tylko wtedy, kiedy każdy aspekt wymiaru sprawiedliwości działa perfekcyjnie w każdej sytuacji”.

Europejski żandarm prawie jak CIA

W europejskich planach INDECT to jedynie wierzchołek góry lodowej. Projekt jest „tylko” jednym z 45 „security research”, jakie organizowane są w ramach 7-go Programu Ramowego, na które UE przeznaczy w latach 2007-2013, bagatela, 1,4 miliarda Euro.

Do tej grupy należy na przykład ADABTS czyli „Automatyczne wykrywanie anormalnych zachowań i zagrożeń w zatłoczonych miejscach”, który ma m.in. analizować ton ludzkiego głosu i mowę ciała czy HUMABIO poświęcony identyfikacji biometrycznej.

Niektórzy twierdzą, że tego typu systemy miałyby służyć mało znanemu oddziałowi EU’s Joint Situation Centre (w skrócie SitCen), który jest uważany za zaczątek europejskich tajnych służb.

Jeszcze inny wątek wskazują badacze z organizacji StateWatch, którzy w obszernym raporcie „NeoConOpticon” analizują europejską politykę „security research” pod kątem jej ewidentnych powiązań z biznesem.

Monika Borycka/ola/k

======================================================

pytania dlaczego ???

głosowania ustaw rozciągniete w czasie

– o możliwosci wprowadzenia stanu wojennego i wyjątkowego

100% posłów za !!!!!

– o wprowadzeniu dowodów osobistych z chipem

100%  posłów za !!!!

– o przystąpieniu do realizacji projektu INDECT –

100% ZA !!!

 FORSOWANIE PRZEPISÓW O PŁATNOŚCIACH BEZGOTÓWKOWYCH !!!

1 EMERYCI ZUS , KRUS …

TO SĄ FAKTY !!!! 

CZYM SIE TO SKOŃCZY OSTATECZNIE ????

CEL KOŃCOWY.. 

PIERWSZA PRÓBA ODŁOŻONA NA CZAS WEJŚCIA W ŻYCIE PRAW ACTA !!!!!!

I NIEBAWEM BĘDZIECIE SWIADKAMI POWROTU RZADU DO PLANU

CHIPÓW W DOWODACH I NIE TYLKO !!!!! 

PIERWSZE 500 000 TYSIĘCY  ZACHIPOWANYCH TO BĘDĄ POLACY !!!!!

NOWY PRZEPIS W OPARCIU O ZMODYFIKOWANE PRAWO DO POBRANIA DNA BEZ ZGODY ZATRZYMANEGO – PODEJRZANEGO UMOŻLIWI BEZ ZGODY OSOBY W/W ZAINSTALOWANIE W JEGO CIELE CHIPA RIFID !!!

====================================================

JAK WSZYSCY ZAPEWNE WIEMY W TYM ROKU BĘDĄ PRZYMUSOWO WYMIENIANE DOWODY OSOBISTE NA NOWY TYP POSIADAJĄCY CHIP RIFID – I TU MAMY SPRAWĘ JASNĄ , JEDNAK NOWE PRZEPISY WYMAGAJĄ STWORZENIA SZCZELNEJ I PEŁNEJ BAZY DANYCH NA TEMAT OBYWATELI NASZEGO PAŃSTWA , W ZWIĄZKU Z TYM MAMY OPÓŹNIENIE W WYDAWANIU NOWYCH DOWODÓW , A PROBLEM JEST W ZEWIDENCJONOWANIU W BAZIE DANYCH  OSÓB BEZDOMNYCH , ORAZ OSÓB OPUSZCZAJĄCYCH ZAKŁADY KARNE KTÓRE TO OSOBY W OKRESIE ODBYWANIA KARY STRACIŁY Z RÓŻNYCH WZGLĘDÓW PRAWO DO MELDUNKU

PRAWIE NIKT ALBO BARDZO MAŁO OSÓB WIE , ZE WE WRZEŚNIU TEGO ROKU RUSZA W POLSCE JAKO PIERWSZYM KRAJU NA ŚWIECIE CHIPOWANIE PODSKÓRNE , KTÓRE BĘDZIE PRZYMUSOWE W POCZATKOWEJ FAZIE  , MAJĄ TO BYĆ WYŻEJ WYMIENIONE OSOBY BEZDOMNE I BYLI WIĘŻNIOWIE BEZ MELDUNKU NA TERENIE R.P .

PROCEDURA DOTYCZĄCA CHIPOWANIA  KOŃCZĄCYCH KARĘ WIĘŹNIÓW BĘDZIE PROSTA SPRAWDZENIE DANYCH OSOBY PRZED ZWOLNIENIEM JEŚLI W REJESTRZE PESEL I REJESTRZE B.E .L OSOBA NIE BĘDZIE FIGUROWAŁA JAKO ZAMELDOWANA – DOTYCHCZASOWY DOWÓD OSOBISTY JAKI POSIADA ZOSTANIE JEJ ODEBRANY A W MIEJSCE TEGO WYDANY – WSZCZEPIONY CHIP RIFID W OPARCIU O PRZEPISY DOTYCHCZAS STOSOWANE KTÓRE WYMUSZAJĄ POSIADANIE DOWODU OSOBISTEGO .

TA SAMA PROCEDURA BĘDZIE DOTYCZYŁA OSÓB KOŃCZĄCYCH LECZENIE W OŚRODKACH PRZYMUSU MEDYCZNEGO , SĄDOWY NAKAZ , ALKOHOLICY , NARKOMANI  .

NATOMIAST W STOSUNKU DO OSÓB BEZDOMNYCH W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI BĘDĄ STOSOWANE ZACHĘTY O CZYM ŚWIADCZĄ JUŻ WYDRUKOWANE ULOTKI ZACHĘCAJĄCE OSOBY BEZDOMNE DO CHIPOWANIA SIĘ DOBROWOLNIE – DLA ICH DOBRA I BEZPIECZEŃSTWA , TAKOWE ULOTKI , BĘDĄ JUŻ ROZDAWANE W MAJU PRZEZ FUNKCJONARIUSZY STRAŻY MIEJSKIEJ , POLICJI , SŁUŻBY OCHRONY KOLEI I PRZYCHODNIE ORAZ IZBY PRZYJĘĆ

W PRZYPADKU ODMOWY OSOBA ZAPEWNE BĘDZIE ZATRZYMANA DO USTALENIA TOŻSAMOŚCI A NASTĘPNIE NA PODSTAWIE ZMODYFIKOWANYCH PRZEPISÓW ZACHIPOWANA .

=====================================================

CO BĘDZIE ZAWIERAŁ CHIP PRZYMUSOWY , DANE OSOBISTE , GRUPA KRWI , NUMER KARTOTEKI POLICYJNEJ , DANE O POSIADANIU UPRAWNIEŃ KIEROWCY ,  ORAZ BARDZO PRAWDOPODOBNE ŻE INFORMACJE KOMORNICZE O EWENTUALNYM ZADŁUŻENIU  ORAZ OCZYWIŚCIE WSZYSTKIE DANE MEDYCZNE .

w zasadzie to co chcą!!!

=====================================================

ZABIEGI NA WNIOSEK POLICJI , STRAŻY MIEJSKIEJ, PRACOWNIKÓW SOCJALNYCH , SŁUŻB WIĘZIENNYCH  , BEDĄ WYKONYWAŁY , POLICYJNE SŁ , MEDYCZNE , WIĘZIENNE , IZBY WYTRZEŹWIEŃ , ORAZ PLACÓWKI WYZNACZONE PRZEZ BURMISTRZA LUB PREZYDENTA MIASTA JAKO PODLEGŁA STRAŻY MIEJSKIEJ W KWESTII WYKONYWANIA TYCH ZABIEGÓW  NA KOSZT MIASTA , NASTĘPNIE REFUNDOWANA PRZEZ URZĘDY MARSZAŁKOWSKIE KTÓRE BĘDĄ MIAŁY CAŁOŚCIOWĄ PIECZĘ NAD PROJEKTEM

W PÓŹNIEJSZYM ETAPIE MAJĄ TO BYĆ OSOBY , UBEZWŁASNOWOLNIONE, PRZEWLEKLE CHORE , SAMOTNE Z REKOMENDACJI SŁUŻB SOCJALNYCH I ŚRODOWISKOWYCH

PIERWSZY ETAP DOTYCZĄCY CHIPOWANIA  OSÓB BEZDOMNYCH I BYŁYCH WIĘŹNIÓW MA BYĆ ROZPOCZĘTY WE WRZEŚNIU ROKU 2011 A ZAKOŃCZONY W STYCZNIU ROKU 2012 –

UWAGA RZEKOMO PRZEWAŻYŁY O TYM PRZEPISY NARZUCONE POLSCE

Z ZEWNĄTRZ DOTYCZĄCE ZEWIDENCJONOWANIA KAŻDEGO OBYWATELA

JAK WIEMY DZIECI JUŻ MAJĄ W CHWILI URODZENIA PRZYZNAWANY NR PESEL . PROBLEM STANOWIŁA GRUPA OKOŁO 500 000 BEZDOMNYCH NIE POSIADAJĄCA ŻADNYCH DOKUMENTÓW

POSTANOWIONO WIĘC NIE WYDAWAĆ IM NOWYCH DOWODÓW A SUKCESYWNIE CHIPOWAĆ JAK BYDŁO !!!!!!!

ps. dokument ten w oryginale jest przeraźliwie skrupulatny nawet zawiera miejsce umieszczenia chipa – LEWA DŁOŃ ….

– SZKOLENIE OSÓB WYKONUJACYCH WSZCZEP TO PONOĆ 8 GODZINNY KURS – pielegniarki , ratownicy medyczni

ŹRÓDŁA NIE PODAM …….

======================================================

TO STARY TEMAT TERAZ POŁĄCZYŁEM WSZYSTKIE NICI W JEDEN SZNUREK

W SWOIM CZASIE ZA PISANIE O INDECT – ZOSTAŁEM NIEWYBREDNIE ZAATAKOWANY OFICJALNIE PRZEZ JEDNEGO Z TWÓRCÓW PROJEKTU INDECT – POLSKA

======================================================

DODAM TYLKO TYLE ŻE „NIERZAD JEST SKŁONNY NAWET STRZELAĆ DO OBYWATELI ABY PRZEFORSOWAĆ I WPROWADZIĆ W REAL TEN PLAN

=====================================================

========================================================================

Wychodzimy na ulice w proteście przeciwko cenzurze internetu!

Lista wydarzeń, miasta wojewódzkie:

WARSZAWA https://www.facebook.com/events/231718760242341/

KRAKÓW https://www.facebook.com/events/215317315225357/
WROCŁAW https://www.facebook.com/events/332274416793882/
ŁÓDŹ https://www.facebook.com/events/136075406511048//
SZCZECIN https://www.facebook.com/events/280653448656301/
GDAŃSK https://www.facebook.com/events/353301034699480/
TORUŃ https://www.facebook.com/events/239838672758381/
LUBLIN https://www.facebook.com/events/174048566035586/
KATOWICE https://www.facebook.com/events/174724099301513/
BIAŁYSTOK http://www.facebook.com/events/256392994434523/
GORZÓW https://www.facebook.com/events/135788003207252/
RZESZÓW https://www.facebook.com/events/134706133314328/
OLSZTYN https://www.facebook.com/events/349441668418318/
BYDGOSZCZ https://www.facebook.com/events/212620175499352/
KIELCE https://www.facebook.com/events/216763271746396/
POZNAŃ https://www.facebook.com/events/174451399329583/

Pozostałe miasta:

SOSNOWIEC https://www.facebook.com/events/327134550660857/
RADOMSKO https://www.facebook.com/events/333422520024895/
MIELEC https://www.facebook.com/events/215960131828288/
CZĘSTOCHOWA https://www.facebook.com/events/315644171811283/
BIAŁA PODLASKA https://www.facebook.com/events/154443481334137/
JASTRZĘBIE ZDRÓJ http://www.facebook.com/events/277715198961253/
EŁK http://www.facebook.com/events/352653108080797/
KOSZALIN https://www.facebook.com/events/366544826693312/
SŁUPSK https://www.facebook.com/events/355576864469738/
ZAMOŚĆ https://www.facebook.com/events/272542776144232/
TARNOWSKIE GÓRY https://www.facebook.com/events/226874334064657/
TARNÓW https://www.facebook.com/events/195948973836535/
BIELSKO- BIAŁA https://www.facebook.com/events/342876392398818/
PIŁA https://www.facebook.com/events/363770730315314/
RYBNIK https://www.facebook.com/events/217531361672321/

WSZYSCY JEDNEGO DNIA O JEDNEJ PORZE! – 25.01. godz. 18:00

Posted in "przepowiednie" MIZI, "ZNAKI", polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 48 Komentarzy »

P.O rozważa wyłaczenie netu W ZWIAZKU Z ATAKIEM – „Zaczyna się polska rewolucja”

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 22, 2012


O godzinie 8.00 na Twitterze grupa Anonymous zamieściła wpis o treści „Zaczyna się polska rewolucja” (The Polish revolution is now beginning). Tuż po godzinie 7 na Twiterze grupa umieściła wpis: „Do wszystkich naszych braci i sióstr w Polska, Operation Anti-Acta”. Wczoraj, tuż po godzinie 19 nagle przestała działa strona internetowa Sejmu. Witryna najprawdopodobniej padła ofiarą ataków hakerów. Przyznała się do tego grupa Anonymous.

W sobotę na swoim profilu na Twitterze Anonymous zamieścił krótką wiadomość – „TANGO DOWN – sejm.gov.pl”. Angielskie określenie, zaczerpnięte z żargonu żołnierzy, można w skrócie przetłumaczyć jako „wróg wyeliminowany”. To był początek kłopotów polskich stron internetowych. Wkrótce problemy dosięgnęły kolejne strony.

Obecnie można już korzystać ze stron internetowych Sejmu, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie działa strona główna Kancelarii Premiera. W internecie można jednak uzyskać wszystkie informacje, dotyczące rządu, wchodząc na podstrony, poświęcone poszczególnym departamentom, lub tematom. Nadal nie działa strona Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Natomiast bez problemów można wejść na strony ZPAV-u, Stowarzyszenia Dystrybutorów Filmowych, czy Business Software Alliance. Przez chwilę wieczorem niedostępna była strona Kancelarii Prezydenta. Rzecznik rządu Paweł Graś poinformował w nocy, że ABW i minister cyfryzacji Michał Boni monitorują sytuację w związku z podejrzeniem ataku hakerskiego.

Niewykluczone, że ten atak hakerów ma związek z kontrowersyjnymi regulacjami znanymi jako ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), czyli międzynarodowym porozumieniem dotyczącym walki z naruszeniami własności intelektualnej. Polska ma podpisać ACTA 26 stycznia w Tokio. Rząd przyjął już uchwałę o udzieleniu zgody na podpisanie ACTA i o warunkach jej wykonania.

Warto też przypomnieć, że wrześniu ubiegłego roku prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację która pozwala na wprowadzenie stanu wojennego, wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej w razie zewnętrznego zagrożenia w cyberprzestrzeni. – To jest potrzebna ustawa, na którą czeka nie tylko polski system bezpieczeństwa, ale także system ogólnonatowski – argumentował wtedy prezydent.

Zgodnie z nowymi regulacjami prezydent będzie mógł – na wniosek rządu – wprowadzić jeden z trzech stanów nadzwyczajnych w razie zewnętrznego zagrożenia, np. przez wrogie działania w cyberprzestrzeni. Ustawa zmieniła przepisy dotyczące stanu wojennego, wyjątkowego oraz stanu klęski żywiołowej.

Cyberbezpieczeństwo w stanach nadzwyczajnych – tylko w Onecie artykuł Stanisława Kozieja

Szef BBN gen. Stanisław Koziej przekonywał wtedy dziennikarzy, że wprowadzenie pojęcia cyberprzestrzeni do prawa jest ważne przede wszystkim z praktycznego punktu widzenia, bo cyberzagrożenia będą teraz uwzględniane przy planowaniu na wypadek zagrożeń.

– Tak naprawdę cyberprzestrzeń jest jakby lustrzanym odbiciem problemów, które istnieją w geoprzestrzeni – podkreślał Koziej. Dodał, że system bezpieczeństwa narodowego powinien uwzględniać ataki hakerskie, wywoływane celowo lub przypadkowo awarie systemów teleinformatycznych i cyberwojnę. Przypomniał zmasowane ataki cybernetyczne na Estonię oraz wykorzystanie tego sposobu walki podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej.

Boni chce spotkania z Tuskiem ws. ACTA. Polska zmieni stanowisko?

Minister Administracji i Cyfryzacji Michał Boni poinformował wczoraj, że poprosił premiera o ponowną dyskusję ws. ACTA. Spotkanie to odbędzie się prawdopodobnie we wtorek. Jak poinformował Boni, zwrócił się on w liście do premiera o ponowną dyskusję ws. ACTA, ponieważ są pewne wątpliwości w tej sprawie. Zgłosili je uczestnicy spotkania grupy Dialog, czyli forum wymiany opinii rządu z organizacjami społecznymi i przedstawicielami pracodawców związanych z internetem.

Porozumienie ACTA zostało już zaakceptowane przez Komisję Europejską i Radę Unii. Czeka obecnie na ratyfikację przez Parlament Europejski. Podpisanie umowy przez poszczególne kraje – w tym przez Polskę – oznacza jednak zgodę na zmianę niektórych przepisów karnych.

Jak czytamy w komunikacie, prezentującym stanowisko MKiDN w sprawie umowy dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrobionymi (ACTA), przesłanym do PAP, podstawową korzyścią z przystąpienia do ACTA dla UE i jej państw członkowskich będzie zapewnienie skuteczniejszej ochrony unijnych, a więc także polskich właścicieli praw własności intelektualnej (zarówno twórców, artystów, wydawców, producentów oraz nadawców, jak i przedsiębiorców, których kapitałem są prawa własności przemysłowej) poza granicami Unii.

Ministerstwo kultury wyjaśnia, że ACTA zawiera szereg przepisów gwarantujących, że stosowanie umowy nie będzie prowadzić do naruszania praw podstawowych, w tym prawa do prywatności i wolności słowa. A także, że żaden przepis ACTA nie wprowadza wymogu blokowania legalnych treści w internecie. W swoim stanowisku MKiDN podkreśla, że katalog praw własności intelektualnej, za których naruszenie mogą być nakładane sankcje karne, jest w prawie polskim szerszy niż w ACTA.

Stanowisko Rządu RP popierające podpisanie ACTA przez Unię Europejską zostało przyjęte na posiedzeniu Komitetu do spraw Europejskich Rady Ministrów w dniu 2 sierpnia 2011 r. oraz pozytywnie zaopiniowane przez Komisje do spraw Unii Europejskiej Sejmu i Senatu. Swoje poparcie dla przystąpienia Polski do umowy ACTA wyraziły podmioty reprezentujące rynki wydawniczy, filmowy, muzyczny i oprogramowania m.in.: ZPAV, ZAiKS, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Stowarzyszenie Dystrybutorów Filmowych, Business Software Alliance, FOTA i Polska Izba Książki.

Według artykułu 39. ACTA ostateczną datą na jego podpisanie jest 31 marca 2013 r.

Wikipedia protestuje przeciwko SOPA

Stowarzyszenie Wikimedia Polska popiera protest Wikipedii przeciw ustawom o ochronie praw autorskich w USA. Przerwa w działalności polskiej Wikipedii może jednak nam grozić z powodu innego – międzynarodowego prawa – poinformował rzecznik stowarzyszenia.

Angielskojęzyczna wersja internetowej encyklopedii Wikipedia zostanie w środę o godzinie 6 rano czasu polskiego wyłączona na 24 godziny w ramach protestu przeciwko dwóm podjętym w USA inicjatywom ustawodawczym, uznanym za zagrożenie wolności internetu – podano we wtorek.

Chodzi o projekty: SOPA (Stop Online Piracy Act – ustawa o wstrzymaniu piractwa internetowego) oraz PIPA (Protect Intellectual Property Act – ustawa o ochronie własności intelektualnej). Mają one przeciwdziałać udostępnianiu w internecie pirackich kopii twórczości intelektualnej. „W razie uchwalenia obie ustawy (w tej sprawie) miałyby niszczycielskie skutki dla wolnego i otwartego internetu” – głosi oświadczenie utrzymującej Wikipedię fundacji Wikimedia.

Rzecznik prasowy Stowarzyszenia Wikimedia Polska Paweł Zienowicz powiedział PAP we wtorek, że chociaż to prawo ma regulować rynek amerykański, to może mieć wpływ również na polski internet.

„Zapisem, który budzi spore kontrowersje jest np. pomysł, aby strony uznane za powielające cudze treści, nie mogły być obsługiwane przez wyszukiwarki. Ponieważ większość z nas korzysta z amerykańskiej wyszukiwarki Google, nasz dostęp do niektórych stron zostałby ograniczony. Może się zdarzyć, że jakaś strona padnie ofiarą włamania internetowego, pojawią się na niej treści, które ktoś uzna za łamanie prawa autorskiego, strona trafi na czarną listę i stanie się niedostępna” – tłumaczył.

W związku z tym stowarzyszenie, zrzeszające osoby edytujące polskojęzyczną Wikipedię, zamierza wydać oświadczenie popierające amerykański protest. Podobnie, jak dodał Zienowicz, mają postąpić grupy związane z Wikipedią w innych krajach, np. w Rosji. Nie ma jednak planu wyłączenia polskojęzycznej internetowej encyklopedii na znak protestu przeciw amerykańskim ustawom.

Według rzecznika Wikimedia Polska europejski internet może jednak zareagować buntem na decyzję Rady Unii Europejskiej o przystąpieniu do międzynarodowego porozumienia ACTA.

ACTA (Anti-counterfeiting trade agreement) to układ między Australią, Kanadą, Japonią, Koreą Południową, Meksykiem, Maroko, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA. Jego nazwę można przetłumaczyć jako „porozumienie przeciw obrotowi podróbkami”, dotyczy jednak ochrony własności intelektualnej w ogóle, również w internecie. Rada decyzję o podpisaniu go podjęła na odbywającym się w ramach polskiej prezydencji posiedzeniu 15-16 grudnia 2011. Posiedzenie było w głównej mierze poświęcone rolnictwu i rybołówstwu, a przewodniczył mu minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki.

„Celem ACTA jest nawiązanie międzynarodowej współpracy, aby poprawić egzekwowanie prawa własności intelektualnej i stworzyć międzynarodowe standardy działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej na dużą skalę. Negocjacje zakończyły się w listopadzie 2010 r.” – poinformowała rada w komunikacie prasowym wydanym po posiedzeniu.

Zienowicz podkreślił, że największe zastrzeżenia budzi tryb negocjacji porozumienia. „Ustalenia trwały od 2007 r., ale były tajne. Nie było żadnych konsultacji społecznych. Decyzja o podpisaniu umowy została ogłoszona na 40 stronie komunikatu prasowego, dotyczącego rolnictwa i rybołówstwa. To świadczy o tym, jak politycy nas szanują” – powiedział.

Społeczności europejskich Wikipedii rozważają podjęcie takiego protestu jaki planuje na środę amerykańska. Ma być on skierowany przeciw podpisaniu przez UE porozumienia ACTA bez wcześniejszych konsultacji społecznych jego treści. „Prawo, które ma mieć wpływ na życie wszystkich ludzi na kuli ziemskiej nie może być uchwalane w sekrecie” – tłumaczył Zienowicz.

Polska wersja Wikipedii powstała 26 września 2001 roku, jest jedną z 200 wersji językowych. Licząc ponad 850 tys. artykułów jest szóstą co do wielkości po edycjach: angielskiej, niemieckiej, francuskiej, niederlandzkiej i włoskiej.

==========================

PRZYPOMNIENIE CO W ROKU 2011 PEOWCY SZYKOWALI

====

PRÓBA GENERALNA – 21 02. 2011 – CZYLI NADCHODZĄCY PONIEDZIAŁEK

Polski internet będzie pod nadzorem

PAP | Środa, 16 lutego 2011

Polski internet będzie monitorowany, za pomocą programu komputerowego, pod kątem wrogości wobec mniejszości etnicznych, seksualnych i religijnych – informuje „Gazeta Wyborcza”.
W każdym przypadku, gdy rozpoznana zostanie „mowa nienawiści”, informowany będzie administrator portalu, a skrajne przypadki będą zgłaszane do prokuratury. Pierwszy ogólnopolski pomiar ma rozpocząć się już w tym tygodniu. Zainteresowane programem jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz organizacje pozarządowe, m.in. Otwarta Rzeczpospolita i Stowarzyszenie Interwencji Prawnej.

ŹRÓDŁO

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,13137200,wiadomosc.html

================

JAK ONI TO ZROBIĄ

narzędzie ich pracy

Projekt INDECT, wdrażany w Polsce. Wielki brat który będzie monitorował Internet w tym nawet p2p i Usnet, fora dosłownie wszystko. Analizował dane z kamer ulicznych, cyfrowo rozpoznawał twarze.

START SYSTEMU

1 KWIETNIA 2011 r.

====================================================

DRUGI SKŁADNIK WSPOMAGAJĄCY SKUTECZNOŚĆ DZIAŁAŃ

„Czyli „publikacje prasowe ukazujące się w formie elektronicznej”, jeśli ukazują się częściej niż raz w tygodniu, są „dziennikiem”. Jeśli nie częściej niż raz w tygodniu, a nie rzadziej niż raz w roku, są „czasopismem”. Czasopisma i dzienniki się rejestruje w sądzie i to również wówczas, gdy „ukazują się wyłącznie w formie elektronicznej”. … „

PRZYMUS PRAWNY

Art. 45 Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone
– podlega grzywnie.

WYJĄTEK DLA ZAUFANYCH

Art. 24 Przepisy dotyczące rejestracji działalności prasowej nie mają zastosowania do działalności antenowej nadawców radiowych i telewizyjnych oraz do działalności Polskiej Agencji Prasowej, których działalność regulują odrębne przepisy

—————————————————————

przeczytaj całość

START  ZINTEGROWANEGO ZAMORDYZMU

01.KWIECIEŃ 2011

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekazało do konsultacji projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo prasowe. Można zatem zacząć pracować na tekście normatywnym, nie tylko na „założeniach” (por. Kolejne podejście do nowelizacji Prawa prasowego – projekt założeń MKiDN). I cóż ciekawego w tym projekcie znajdziemy? Skoncentruję się tu na razie jedynie na problemie „rejestracji”. Zmieniono nieco definicje prasy, zmieniono definicję dziennika i definicję czasopisma. Zmieniono definicję wydawcy. Dodano przepisy, które wprost mówią, że „publikacje prasowe ukazujące się wyłącznie w formie elektronicznej podlegają rejestracji…”, chociaż w uzasadnieniu projektodawca zawarł jakieś enigmatyczne tłumaczenie, że blogów ta regulacja ma nie dotyczyć. Tylko, że uzasadnienie projektu nie wpływa na treść normatywną ustawy, a pojęcie „blog” nie zostało nigdzie zdefiniowane. Czy Gazeta Wyborcza publikuje bloga? Co to jest „blog”?
Aktualizacja w górę osi czasu: Skąd pomysł rejestracji elektronicznych publikacji?Sprawdziłem. Na stronach Biuletynu Informacji Publicznej MKiDN nie opublikowano jeszcze tego projektu, chociaż datowany jest na 1 czerwca 2009 r. (być może przeszkodziły w publikacji wybory, przed którymi lepiej nie denerwować wyborców?). Tak czy inaczej – projekt powstał i jest. Poniżej wybór interesujących zmian:(…)
w art. 7w ust. 2.:
a) pkt 1-3 otrzymują brzmienie:„1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, o ile upowszechniają publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania, w tym także publikacje prasowe ukazujące się w formie elektronicznej; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,2) dziennikiem jest publikacja prasowa ukazująca się częściej niż raz w tygodniu,

3) czasopismem jest publikacja prasowa ukazująca się nie częściej niż raz w tygodniu, a nie rzadziej niż raz w roku; przepis ten stosuje się odpowiednio do przekazu za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu innego niż określony w pkt 2”,

b) po pkt 8 dodaje się pkt 9 w brzmieniu:

„9. wydawcą jest podmiot organizujący działalność prasową, a w szczególności finansujący działalność redakcji i rozpowszechnianie publikacji prasowych, oraz powołujący redaktora naczelnego.”;
(…)

Potem jest kilka innych przepisów, a następnie:

11) art. 20:
a) ust. 1 otrzymuje brzmienie:

„1. Wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie okręgowym właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej „organem rejestracyjnym”. Do postępowania w tych sprawach stosuje się przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o postępowaniu nieprocesowym, ze zmianami wynikającymi z niniejszej ustawy.”;

b) po ust. 5 dodaje się ust. 6 w brzmieniu:

„6. Jeżeli dziennik lub czasopismo posiada również postać elektroniczną należy niezwłocznie powiadomić o tym organ rejestrujący.”;

12) po art. 20 dodaje się art. 20a w brzmieniu:

„Art. 20a Publikacje prasowe ukazujące się wyłącznie w formie elektronicznej podlegają rejestracji na zasadach określonych w art. 20.”;

Czyli „publikacje prasowe ukazujące się w formie elektronicznej”, jeśli ukazują się częściej niż raz w tygodniu, są „dziennikiem”. Jeśli nie częściej niż raz w tygodniu, a nie rzadziej niż raz w roku, są „czasopismem”. Czasopisma i dzienniki się rejestruje w sądzie i to również wówczas, gdy „ukazują się wyłącznie w formie elektronicznej”. Co oznacza, że Minister Zdrojewski chce zarejestrować w sądzie swój serwis internetowy…

Screenshot prywatnej strony Ministra Kultury, Bogdana Zdrojewskiego, znajdującej się pod adresem zdrojewski-bogdan.pl. Aktualności na tej stronie aktualizowane są częściej niż raz w tygodniu, więc jest to – wedle projektu – dziennik…

Na marginesie warto zanotować, że skoro umieszczono coś takiego w projekcie nowelizacji ustawy, to dotychczasowe wyroki wydane na gruncie wciąż aktualnego (bo sprzed nowelizacji) stanu prawnego, powinny być zweryfikowane.

Jest pewna nieścisłość w projekcie, bo oto można w nim przeczytać:

Art. 24 Przepisy dotyczące rejestracji działalności prasowej nie mają zastosowania do działalności antenowej nadawców radiowych i telewizyjnych oraz do działalności Polskiej Agencji Prasowej, których działalność regulują odrębne przepisy

A przecież nie rejestruje się „działalności prasowej”, tylko wydawanie dziennika lub czasopisma…

Proponuje się też zmianę art. 45, tj. przepisu penalizującego wydawanie bez rejestracji. Otóż łaskawy ustawodawca zrezygnował z ograniczenia wolności, pozostawiając jednak grzywnę:

Art. 45 Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone
– podlega grzywnie.

Screenshot strony własnej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Witryna ministerialna również jest aktualizowane częściej niż raz w tygodniu. „14.06.2009 Minister Bogdan Zdrojewski wręczy Złoty Medal Zasłużony Kulturze – Gloria Artis reżyserowi Eugenio Barbie”, „10.06.2009 W dniach 10-14 czerwca Podsekretarz Stanu Monika Smoleń weźmie udział w Radzie Programowej Międzynarodowego Centrum Kultury”, „09.06.2009 Minister Bogdan Zdrojewski będzie uczestniczył w spotkaniu ministrów kultury państw Trójkąta Weimarskiego” – aktualizacje jak się patrzy, a internetowy serwis własny ministerstwa nie jest publikatorem urzędowym…

Być może te pytania, które zadałem Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Kancelarii Prezydenta RP i Centrum Informacyjnemu Rządu powinienem również skierować do Ministerstwa Kultury. W końcu – jak uznają dziś sądy – prowadzenie serwisu internetowego bez rejestracji w sądzie jest występkiem, za który można dostać np. 3 tys złotych grzywny…

To pytanie Czy „własne” serwisy internetowe administracji publicznej działają legalnie? musiało chyba również jakoś trafić do legislatorów, ponieważ proponują oni nowelizację art. 9 obecnej ustawy, tj. tego przepisu, który zaczyna się od słów „Przepisów niniejszej ustawy nie stosuje się do:”. Jak ma brzmieć ciąg dalszy, wedle nowelizacji?

1) Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, Dziennika Urzędowego Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” oraz innych urzędowych organów publikacyjnych,

2) Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej,

3) Monitora Sądowego i Gospodarczego,

4) Diariusza Sejmowego i własnych sprawozdań z działalności Sejmu i Senatu,

5) Biuletynu Informacji Publicznej,

6) orzecznictwa sądów oraz innych urzędowych publikacji o tym charakterze,

7) wydawnictw prasowych obcych przedstawicielstw dyplomatycznych, urzędów konsularnych i organizacji międzyresortowych, które na podstawie ustaw, umów i zwyczajów międzynarodowych korzystają z prawa prowadzenia działalności wydawniczej

A jak brzmi dziś?

Przepisów niniejszej ustawy nie stosuje się do:
1) Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, Dziennika Urzędowego Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” oraz innych urzędowych organów publikacyjnych,

2) Diariusza Sejmowego i własnych sprawozdań z działalności Sejmu i jego organów, a także wewnętrznych wydawnictw rad narodowych,

3) orzecznictwa sądów oraz innych urzędowych publikacji o tym charakterze,

4) wydawnictw prasowych obcych przedstawicielstw dyplomatycznych, urzędów konsularnych i organizacji międzynarodowych, które na podstawie
ustaw, umów i zwyczajów międzynarodowych korzystają z prawa prowadzenia działalności wydawniczej.

Co mi podpowiada, że może dziś trzeba rejestrować nawet Biuletyny Informacji Publicznej (skoro tego wyłączenia nie ma, a w nowelizacji się pojawia). W projekcie nadal jednak nie ma wyłączenia dla „internetowych serwisów własnych”, chociaż może ktoś sprytnie chciał je włączyć w zakres wyłączenia, umieszczając w projekcie „…innych urzędowych publikacji o tym charakterze”.

Ale może oddajmy głos projektodawcom, którzy w uzasadnieniu noweli piszą:

W związku z nieustannym rozwojem technicznym środków społecznego przekazu, uregulowania wymagała kwestia publikacji prasowych ukazujących się w Internecie. Jednakże zakłada się, że regulacja ta nie będzie dotyczyć Internetu jako środka przekazu sensu stricte, lecz działalności polegającej na rozpowszechnianiu publikacji prasowych mających postać dzienników bądź czasopism z jego wykorzystaniem. Zatem projekt nowelizacji ustawy wprowadza nową regulację w art. 7 ust. 2 pkt 1, w którym to definicję prasy rozszerza o te publikacje prasowe, które ukazują się w formie elektronicznej. Należy zauważyć, że zgodnie ze stanowiskiem judykatury oraz doktryny, czasopisma czy dzienniki przez to, że ukazują się w formie przekazu internetowego nie tracą znamion tytułu prasowego. W świetle przepisów prawa prasowego bezsporne jest to, że prasa oznacza „(…) publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku”. Dalej ustawodawca wyraźnie i jednoznacznie stwierdził, że prasą są zarówno dzienniki jak i czasopisma, oraz „(…) wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, (…) upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania”. Zatem uzasadnione jest wprowadzenie do projektu ustawy – Prawo prasowe takiej definicji prasy, która uwzględniać będzie elektroniczną postać periodycznych publikacji prasowych. Idąc tym tropem niezbędne okazało się także wprowadzenie do projektu ustawy regulacji, która nakładałaby obowiązek rejestracji prasy ukazującej się w formie elektronicznej oraz obowiązek powiadomienia organu rejestrującego prasę (obecnie sąd okręgowy) o tym, jeżeli postać „papierowa” prasy jest również wydawana w postaci elektronicznej. Projekt nowelizacji ustawy przewiduje, że rejestracja prasy elektronicznej byłaby konieczna tylko wtedy, gdy prasa ukazująca się w Internecie nie miałaby swojego odpowiednika „papierowego (drukowanego)”. Należy dodać, że pogląd ten niejednokrotnie był podzielany przez sądownictwo oraz doktrynę. W tym miejscu zasadne jest odwołanie się do postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 26 lipca 2007r. , w którym stwierdzono, że „(…) wydawanie w formie elektronicznej prasy w Internecie musi być rejestrowane”. Zauważyć należy także, że powyższy obowiązek rejestracji prasy internetowej ma na celu ochronę odbiorcy, który powinien mieć pewność z jakim tytułem prasowym się zapoznaje, a także zakłada ochronę wydawcy przed niedopuszczeniem na rynek tytułów prasowych, które już istnieją . Projektowany przepis ustawy chroni również wydawców przed czynami nieuczciwej konkurencji.
(…)

Tu się na chwilę zatrzymajmy, bo projektodawca odwołuje się do Postanowienia Sądu Najwyższego – sygn. akt IV KK 174/07 (rejestracja dzienników i czasopism). Owszem. W uzasadnienieniu pada cytowane wyżej stwierdzenie „wydawanie w formie elektronicznej prasy w Internecie musi być rejestrowane”, ale jest to stwierdzenie, które nie ma uzasadnienia w istniejącym stanie prawa. A to dlatego, że prasa nie dzieli się dziś wyłącznie na dzienniki i czasopisma, ale w tym gronie znajdują się też inne formy prasowe. A rejestracji – zgodnie z art. 20 ustawy – podlegają tylko dzienniki i czasopisma. W ten sposób, pisząc uzasadnienie postanowienia oddalającego kasację prokuratury, Sąd Najwyższy polemizuje sobie ze stanowiskami sądów niższej instancji, ale dziwi mnie, że na wyrwanym z kontekstu zdaniu projektodawca buduje całą nowelizację ustawy Prawo prasowe.

Idźmy dalej:

(…)
Należy zauważyć, że projekt nowelizacji ustawy – Prawo prasowe nie rozstrzyga problemu blogów, z tego względu, iż ta forma twórczości jest obecnie w fazie rozwoju. Nie chcąc ingerować w swobodną ewolucję tego środka przekazu, odstąpiono od wprowadzenia szczegółowego uregulowania tej materii na tym etapie. Nie wyklucza się jednak sytuacji, iż w toku dalszych prac legislacyjnych będzie rozważana kwestia wprowadzenia do ustawy regulacji dotyczących blogów i ewentualnej ich rejestracji.
(…)

To jest myślenie życzeniowe, bo w treści projektu nic nie mówi się o „blogach”, ale przecież dziś też się nie mówi o serwisach internetowych w ustawie Prawo prasowe, a to nie przeszkadza niektórym sądom snuć własnych rozważań na temat przestępstw popełnianych przez ich wydawców. Nie można zapomnieć, że pojęcie „blog” nie jest w żaden sposób normatywnie zdefiniowane i trudno mi sobie wyobrazić, co chciał projektodawca powiedzieć, gdy w uzasadnieniu się tym pojęciem posłużył. Ja na przykład nie nazywam swojego serwisu blogiem, ale czy wystarczy, że go tak nazwę i już nie będę musiał się martwić, że po nowelizacji nikt mi nie przyśle do domu aktu oskarżenia?

Pominę umieszczone w projekcie rozważania dotyczące kolejnych przepisów, przechodząc do tej części, w której znów mowa o rejestracji:

(…)
W zawiązku z rozszerzeniem w projekcie ustawy definicji prasy o publikacje prasowe ukazujące się w formie elektronicznej, poddano nowelizacji również art. 20 ustawy. Od kilku już lat trwa dyskusja nad tym czy pismo wydawane w Internecie podlega prawu prasowemu. Zgodnie z przyjętym założeniem prasą są publikacje prasowe ukazujące się w formie elektronicznej. Zatem obowiązek rejestracji dotyczy również dzienników bądź czasopism ukazujących się w formie elektronicznej. Zgodnie z opinią doktryny jest jasne i nie budzi wątpliwości, że Internet sam w sobie nie podlega rejestracji. Należy również zauważyć, że różne publikacje periodyczne na stronach www wyczerpują przesłanki z art. 54b ustawy – Prawo prasowe. W myśl tego artykułu „Przepisy o odpowiedzialności prawnej i postępowaniu w sprawach prasowych stosuje się odpowiednio do naruszeń prawa związanych z przekazywanych myśli ludzkiej za pomocą innych niż prasa środków przeznaczonych do rozpowszechniania, niezależnie od techniki przekazu, w szczególności publikacji nieperiodycznych oraz innych wytworów druku, wizji i fonii”. Zatem przepis art. 54b ustawy regulujący zasadę odpowiedzialności prawnej i postępowanie w sprawach prasowych za naruszenia związane z przekazywaniem myśli ludzkiej za pomocą innego sposobu niż prasa, dotyczy również publikacji prasowych ukazujących się w Internecie. W związku z powyższym dyspozycja art. 54b ustawy – Prawo prasowe w powiązaniu z innymi przepisami szczegółowymi prawa prasowego może być podstawą do odpowiedzialności osób, które zamieszczają w Internecie materiały naruszające czyjeś dobra osobiste.

Nowelizując ustawę – Prawo prasowe położono nacisk na to by periodyczne publikacje prasowe ukazujące się na stronach www były uznawane za prasę i podlegały tym samym obowiązkom jakim podlegają periodyczne publikacje prasowe ukazujące się za pomocą druku. Należy pamiętać, że w związku z zmianą art. 27 ustawy, wymagania, o którym mowa w art. 27 ust. 1 pkt 1-3 i 7 stosuje się do publikacji prasowych ukazujących się w formie elektronicznej. Należy również dodać, że konsekwencją tak proponowanej regulacji będzie to, że redaktor naczelny „gazety internetowej” będzie zobowiązany do zamieszczania sprostowań w sytuacjach określonych w art. 31 ustawy.
(…)

Czyli periodyczność jest tu istotna, ale blogów ma nowela nie dotyczyć, tak?

Powinienem to odnotować wyżej, ale powrócę na chwilę do treści normatywnej projektu, w którym znalazła się jeszcze następująca propozycja:

w art. 27:
a) w ust. 1 pkt 6 otrzymuje brzmienie:

„6) Międzynarodowy Znormalizowany Numer Wydawnictw Ciągłych (ISSN),”

b) po ust. 2 dodaje się ust. 3 w brzmieniu:

„3. Przepis ust. 1 pkt 1-3 i 7 stosuje się do publikacji prasowych wydawanych w formie elektronicznej.”;

Warto to odnotować i odesłać linkiem do dyskusji zaczynającej się od komentarza Wydawnictwo ciągłe (ISSN) czy zwarte (ISBN)? I jeszcze do strony ISSN and electronic publications, na której napisano w szczególnie czerwony sposób: „Personal weblogs are not eligible for ISSN”. Tak, jak nie wiemy co to jest „blog”, tak również nie wiemy, co to jest weblog.

Wracając do uzasadnienia:

(…)
Jednakże w art. 45-49a obecnie obowiązującej ustawy – Prawo prasowe, dotyczących kwestii odpowiedzialności karnej redaktorów naczelnych i dziennikarzy wprowadzono złagodzone sankcje karne. Wykreślono z ustawy zagrożenie w postaci kary ograniczenia wolności i pozostawiono jedynie sankcje karne w postaci kary grzywny. Liberalizacja przepisów w tym zakresie ma na celu złagodzenie rygorów prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie wydawania prasy oraz zapewnienie dziennikarzom pełniejszej swobody w zakresie otwartego i rzetelnego opisu otaczającej nas rzeczywistości.
(…)

Liberalizacja. Nie będzie ograniczenia wolności, ale tak zrobimy, żeby już na pewno można było dostać grzywnę.

http://prawo.vagla.pl/node/8532

========================

ZAPEWNE SYSTEM INDECT WSPOMAGANY ZMIANAMI W PRAWIE PRASOWYM BĘDZIE  SUPER SKUTECZNY

PUBLIKOWAĆ BĘDĄ ZATEM STARZY SPRAWDZENI TOWARZYSZE

ZAPANUJE ŁAD I PRAWDA – JEDYNIE SŁUSZNA PRAWDA

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized | 31 Komentarzy »

rok 2012 – 666 lat temu wymarła 1/3 ludnosci Europy – NOMEN OMEN

Posted by miziaforum w dniu Styczeń 21, 2012


Naukowcy zawiesili badania nad śmiercionośnym wirusem
MUTACJA H5N1 MOGŁABY ZABIĆ MILIONY

Naukowcy, którzy stworzyli niezwykle groźną mutację ptasiej grypy H5N1 zawiesili na 60 dni badania nad wirusem. Mają obawy, że mógłby być on wykorzystany przez terrorystów.
W liście opublikowanym przez magazyny „Science” i „Nature” naukowcy z Erasmus Medical Center w Rotterdamie wezwali do stworzenia międzynarodowego forum, które podjęłoby dyskusję nad ryzykiem i potencjalnymi zyskami tych badań. Mogłoby do niej dojść np. podczas spotkania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w lutym 2012 r.

***************************

Dojdzie do wybuchu pandemii? Groźny wirus
26 minut temu
Źródło: PAP

39-letni mieszkaniec Guiyang (Kuejjang) w prowincji Guizhou na południu Chin zmarł w niedzielę na skutek zarażenia wirusem H5N1 ptasiej grypy – poinformowała agencja Xinhua. Jest to drugi w ciągu miesiąca przypadek śmiertelny tej choroby u ludzi w Chinach. Dotychczas drogą zarażenia H5N1 był bezpośredni kontakt ludzi z drobiem. Naukowcy obawiają się wybuchu pandemii, jeśli dojdzie do mutacji, która sprawi, że wirus będzie się mógł przenosić z człowieka na człowieka.

Pierwszy zgon, również 39-letniego mężczyzny, zarejestrowano na przełomie roku w mieście Shenzhen w południowych Chinach. Mężczyzna miał najpewniej bezpośredni kontakt z drobiem. Był to pierwszy od półtora roku przypadek tej choroby odnotowany u ludzi w Chinach.

Drugi zarażony, który zaczął gorączkować 6 stycznia, do szpitala w Guiyang trafił w ubiegły czwartek, lecz jego stan szybko się pogorszył i lekarze nie byli w stanie go uratować – pisze agencja AFP.

W zeszłym tygodniu również w Wietnamie odnotowano pierwszy od 2010 r. przypadek zgonu na ptasią grypę w tym kraju. Ofiarą był 18-letni pracownik fermy drobiu.

Ze względu na skalę hodowli drobiu w Chinach, są one uważane za kraj ryzyka. Według danych WHO od 2003 roku, gdy wirusa ptasiej grypy wykryto po raz pierwszy, na świecie stwierdzono około 570 przypadków tej choroby u ludzi, z czego ponad 330 zakończyło się śmiercią. Wirus występuje endemicznie w sześciu krajach – Bangladeszu, Chinach, Egipcie, Indiach, Indonezji i Wietnamie. 

CZY ABY NA PEWNO , A MOŻE ZNOWU KUSI ???

PANDEMIA 2012 BRZMI … 

A WIĘC MINĘŁO 666 LAT OD WYBUCHU PANDEMII ZWANEJ CZARNĄ ŚMIERCIĄ ……. 

ale puki co przypomnijmy sobie jak to było  

666 lat temu wkroczyła do Europy czarna śmierć. Jej pierwszy atak trwał zaledwie 5 lat, ale odebrał życie co trzeciemu mieszkańcowi kontynentu. W encyklopediach można przeczytać o przerwanych z tego powodu kampaniach wojennych, niedoborach siły roboczej, zubożeniu właścicieli ziemskich, spadku importu zboża; o nowych formach pobożności, nasileniu się mistycyzmu i ascezy; o wielkich wędrówkach i wyzwalaniu się wrogości do obcych, czego efektem była m.in. migracja Żydów z miast niemieckich do Polski. Jaki rodzaj lęku towarzyszył ówczesnemu człowiekowi? I jak wyglądała jego codzienność?

Na początku XIV w. w Mongolii, na skraju pustyni Gobi,wybuchła zaraza. Podczas następnych piętnastu lat traktami lądowymirozprzestrzeniła się na wschód i zachód, bez litości pustosząc Chinyi dziesiątkując wspólnoty nestorian w Kirgizji. W krąg historiieuropejskiej wkroczyła na Krym w 1346 r. wraz z mongolskimiwojownikami, którzy oblegali w Kaffie Genueńczyków. Kiedy wśród wojskZłotej Ordy pojawiła się epidemia, ich przywódca, chan Dżanibek, miałpodobno rozkazać, aby ostrzelano oblężoną twierdzę trupami – i dał tymsamym początek historii broni bakteriologicznej. Podstęp się udał.Wprawdzie Genueńczycy natychmiast wrzucili zwłoki do morza, ale wkrótcesami ulegli chorobie. Co więcej, odtąd czarna śmierć miała wrazz zakażonymi Genueńczykami korzystać z dobrodziejstw morskiej żeglugi,co ogromnie przyspieszyło jej ponury pochód. Już w 1347 r. zawitała dowielkich portów Morza Śródziemnego, Konstantynopola i Aleksandrii,nieco później zaś opanowała Cypr, Kair i Tunis.

Tymczasem jeszcze w październiku 1347 r. do Messyny przybyło kilkastatków z uciekinierami z Kaffy: część z nich była chora, inni jużkonali. Zapewne mieszkańcy sycylijskiego portu nie domyślali się, żestaną się pierwszymi w Europie ofiarami czarnej śmierci, potężnejpandemii, która niebawem dotknie większą część Europy i dotrze aż nasame jej krańce, do Szwecji, Norwegii, na Wyspy Owcze i Szetlandy, abywreszcie, po pięciu latach wędrówki przez spustoszony kontynent,poprzez Ukrainę i dorzecze Wołgi powrócić na Krym. Trzeba tutajpamiętać, że była to jedynie pierwsza fala czarnej śmierci. Zaraza niewycofała się bowiem na dobre i powracała jeszcze wielokrotnie,z początku co 6–12 lat, później co 15–20 lat, tak więc stała sięczęścią życiowego doświadczenia właściwie każdego Europejczyka.Szczególnie dotkliwe były jej dwa pożegnalne akordy – epidemiaw Londynie (1665 r.), która pochłonęła 20 proc. ludności miasta, i mórw Marsylii (1720 r.), gdzie straty szacuje się nawet na 50 proc.mieszkańców.

Przyjmuje się, że sprawcą owej katastrofy demograficznej, która wedle powszechnych szacunków pochłonęła 1/3 ludności Europy, była bakteria Yersinia pestis,odkryta w 1894 r. podczas epidemii dżumy w Hongkongu. W zależności odobjawów choroba ta przybiera trzy formy: dżumy dymieniczej(charakterystycznym objawem są powiększone węzły chłonne), dżumyposocznicowej (bakterie przenikają bezpośrednio do krwi i śmierćnastępuje zwykle już w dniu zarażenia) i dżumy płucnej. Zachowane opisyczarnej śmierci podkreślają, że ofiary cierpiały od gorączki oraznabrzmiałych guzów, a na ich skórze pojawiały się czerwone plamy, przezco zwykle utożsamia się ją z dżumą dymieniczą.

Yersinia pestis jest chorobą szczurów, przenoszoną przez pchłypasożytujące na gryzoniach. Właśnie insekty miałyby być odpowiedzialneza przeniesienie choroby na człowieka. Jednakże trudno wędrówkamiszczurów wytłumaczyć błyskawiczny pochód czarnej śmierci poprzez wsiei miasta Europy, zwłaszcza że szczur śniady, jakkolwiek pokonujeznaczne odległości, nie garnie się zbytnio do ludzkich siedzib, jegokrewniak zaś, szczur wędrowny, ochoczo popasa u ludzi, ale teżniechętnie wędruje. Co więcej, szczurze pchły żerują na człowiekujedynie po stracie swego naturalnego żywiciela, a źródła europejskie,w przeciwieństwie do chińskich i muzułmańskich, nie wspominająo szczurzej hekatombie, która poprzedzała wybuch zarazy. Dlatego teżczasami nosicieli czarnej śmierci upatruje się również w ludzkichpchłach i wszach. Niektórzy badacze podejrzewają wręcz, że pałeczkadżumy zmutowała i dlatego bakteria odkryta w czasach nowożytnych jestnieco odmienna od czarnej śmierci. Jeszcze inni uważają wręcz, że zaplagę odpowiedzialny był wąglik lub inna choroba (na przykład jakaśforma gorączki krwotocznej albo dur plamisty). Być może w przyszłościuda się ostatecznie zidentyfikować sprawcę epidemii na podstawiekompleksowych badań genetycznych szczątków ofiar.

Spór wokół klinicznej natury czarnej śmierci nie może w żadnym razieprzesłonić sprawy podstawowej – niezmierzonego ogromu zniszczeń, jakichdokonała. Oczywiście istniała pamięć, choćby czysto literacka,o wcześniejszych zarazach: gorączce peloponeskiej, o której pisałTukidydes, czy morze (mór, pomór) Justyniana, który spustoszyłCesarstwo, pochłaniając m.in. 40 proc. ludności Konstantynopola.W średniowieczu znano też – nierzadko z doświadczenia własnego lubnajbliższych – choroby zakaźne, np. odrę i ospę, które zbierały okrutneżniwo wśród dzieci. Ale choroby te występowały stale i dotykałynajsłabszych, oszczędzając osoby w sile wieku, a po ich przebyciuzyskiwało się stałą odporność. Słowem, nie miały charakteru zarazyi były wpisane w życie średniowiecznego wieśniaka i mieszczanina.

Czarna śmierć okazała się czymś wykraczającym poza tę skalę doznań: otow krótkim czasie, podczas dni lub tygodni, wymierały całe rodziny, całeulice, miasteczka albo wioski. O skali szoku, wywołanego przez chorobę,najlepiej świadczą nazwy nadawane jej przez współczesnych. LudzieZachodu obwołali ją bowiem wielką śmiercią lub wielką morową zarazą,podczas gdy muzułmanie określali ją jeszcze barwniej – powszechnąplagą, plagą ludzkiego rodzaju, wielkim zniszczeniem, wielką zarazą,wielkim morem albo rokiem zagłady.

Przyczyn zarazy upatrywano przede wszystkim w gniewie Boga, któryzsyłał ją na śmiertelników w odpłacie za ciężkie przewinienia. Bibliadostarczała wszak cennych analogii w postaci plag, którymi obrażonyJahwe smagał naród wybrany, a w historii zachodniego chrześcijaństwazachowały się opisy zarazy, której kres położył papież Grzegorz Wielki,kiedy w wielkiej procesji pokutnej obchodził Rzym, aż wreszcie ukazałmu się anioł, chowający do pochwy miecz Bożego gniewu. Tak więc naZachodzie zarazę uważano za karę zesłaną na wielką i grzeszną w swejmasie zbiorowość wiernych. Na Wschodzie zaś wierzono, że śmierć od morubyła zsyłana przez Boga rozmyślnie na każdego z osobna, stąd teżzupełnie bezcelowe były próby jej uniknięcia czy ucieczki z ziemogarniętych zarazą. Przeciwnie, islam nauczał, że zarazę powinno siępowitać z radością, jako że wierni nią dotknięci znajdą się od razuw raju.

Na Zachodzie przyczyn czarnej śmierci upatrywano również we wpływieciał niebieskich. Wierzono, że zła koniunkcja planet lub przelot kometymoże skazić powietrze, które wypełniają wówczas złe i jadowitetrucizny, odpowiedzialne za szerzenie się zarazy. Przed owym skażonympowietrzem należy się bezwzględnie chronić, najlepiej uciekając, dokądoczy poniosą. Ale niebezpieczne jest też wszelkie „otwarcie” ciała,które pozwala, aby powietrze przeniknęło pod skórę: nadmiar humorów,ćwiczenia fizyczne i pocenie się rozszerzające pory. Właśnie w czasachzarazy upowszechnił się zwyczaj żegnania ust przy ziewaniu i życzeniazdrowia przy kichaniu – oba zapewne miały w jakiś sposób chronić przedzetknięciem ze złym powietrzem. Skażenie mógł przenosić wiatr, przyczym osobliwie zjadliwy był wiatr wiejący z południa. Należało teżunikać kąpieli oraz zmysłowych przyjemności, które w średniowieczupowszechnie łączono, gdyż łaźnie były przybytkami nie tyle czystości,ile rozkoszy. Stąd też od czasów czarnej śmierci liczba łaźniregularnie maleje, a ich los przypieczętuje kolejna z wielkich chorób,które naznaczyły nieodwracalnie historię Europy – syfilis.

Złe powietrze usiłowano rozmaitymi sposobami oczyszczać. Ponieważzarazę kojarzono z wilgocią i mgłą, powszechnym sposobem dezynfekcjistały się ogniska, które przez długie lata i niejednokrotnie wielkimkosztem palono na ulicach miast ogarniętych zarazą. Istniały też innesposoby, jakimi próbowano skażone powietrze wzruszać lub rozpędzać –czy to strzelając z armat, czy też głośno krzycząc i bijąc w dzwony,czy wreszcie przepędzając ulicami ryczące bydło. Wskazane były teżrozliczne aromatyczne dymy, dlatego w pomieszczeniach palono drewnososny, dębu, jałowca i jesionu oraz wonne zioła, korzenie i bursztynalbo – co dla mieszkańców było może mniej przyjemne – niewielkie ilościprochu strzelniczego lub siarki. Miasta starały się ograniczać źródłasmrodu: zakazywano w obrębie murów działalności garbarzom i rzeźnikom,nawoływano do czyszczenia rynsztoków i wywożenia poza miasto odpadków.Ale też nasi przodkowie nie zawsze bywali konsekwentni i tak naprzykład podczas wielkiej zarazy w Londynie poodkrywali miejskieszamba, aby unoszący się z nich fetor pokonał morowe powietrze.

Jeśli doszło już do zarażenia, średniowieczna medycyna okazywała sięwobec czarnej śmierci całkowicie bezradna, co zresztą czasami szczerzeprzyznawali współcześni jej luminarze. Oto Chauliac, medyk awiniońskichpapieży, wyznaje: „Dżuma nie przyniosła lekarzom pożytku jeno wstyd,tym bardziej że nie odważyli się odwiedzać chorych ze strachu przedzarażeniem, a jeżeli ich nawet odwiedzali, to nic prawie nie byliw stanie im pomóc i nic nie mogli zrobić”. Oczywiście pozostawałyrozmaite remedia, zalecane przez mniej lub bardziej poważne autorytety.Najsłynniejszym z nich była driakiew, słynna, a także niezwyklekosztowna i skomplikowana kombinacja kilkudziesięciu składników,wzmocniona dodatkowo jadem żmii. Mniej zamożni pacjenci stosowali ocetsiedmiu złodziei, czyli wyciąg z ziół, zalewanych na kilkanaście dnioctem winnym. Najbiedniejsi jedli czosnek, zwany też driakwią ubogich.Lekarze oferowali pacjentom przede wszystkim upuszczanie krwi orazśrodki na poty, rozwolnienie albo wymiotne: wszystkie te zabiegi miałyusunąć z ciała szkodliwe miazmaty, ale ich skuteczność była tak nikła,że jedynie wzmacniała niewiarę w umiejętności medyków. Wierzono teżw cudowną moc szlachetnych kamieni oraz rozliczne amulety, niekiedykościelnej proweniencji, jak na przykład sławetne karawaki, czylikrzyże o dwóch ramionach, które w powszechnym mniemaniu miały takniezawodną moc ochrony przed zarazą, że stosowano je bez refleksjireligijnej, jak rekwizyty magiczne, co sprawiło, że w 1678 r. zakazałich papież Innocenty XI.

Podstawowym i najbezpieczniejszym środkiem zabezpieczającym przed zarazą pozostawała ucieczka. Nawieść o wybuchu moru salwowali się nią ludzie rozmaitego autoramentu,od zwykłych włóczęgów po dwór królewski i bogaczy. Zwłaszcza dezercjamiejskich urzędników i duchowieństwa budziła powszechne zgorszeniei była surowo piętnowana przez współczesne autorytety: księżom, którzyopuścili wiernych w godzinie próby, niejednokrotnie odbierano prebendy.Wśród tej ogromnej fali uchodźców, która wylewała się z zakażonychmiast, zasobność w środki i posiadanie pewnego schronienia zdecydowaniezwiększały szanse na przetrwanie. Ale po wsiach nie zawsze przychylniewitano przybyszów, choćby i całkiem zdrowych.

W niezwykle ciekawej książce o fenomenie staropolskich postaw wobeczarazy Jan Kracik opisuje peregrynację sióstr karmelitanek bosych,które w 1622 r. wyruszyły z klasztoru św. Marcina do Bolesławia, gdzieobiecano im schronienie. Pierwszą przeszkodą okazał się niedobór wozów,jako że wielu innych usiłowało wymknąć się z zapowietrzonego Krakowa.Musiały więc popłynąć tratwą po Wiśle, kiedy zaś szczęśliwie dobiły dobrzegu, jak pisze jedna z sióstr, „wszyscy szli pieszo, złą drogąbłotną i po wodzie brnąc boso. Błądziliśmy po łąkach, nie wiedzącdrogi. Ludzie wiejscy bali się nas, łajali, psy szczwali. Siostryniektóre były mdłe. Uprosiliśmy kilku chłopów, co na polu robiliwołami, że wzięli co chorsze i zawieźli do dworu”. Jednakże w zawilgłymdworze siostry nadal chorowały, a kiedy na dodatek w pobliskimklasztorze pokazała się zaraza, postanowiły poszukać innegoprzytuliska. Nie było o nie jednak łatwo, gdyż „ludzie się nas bali,rozumiejąc, żeśmy zapowietrzone”. O pożywienie też było trudno, choćbyi za pieniądze, bo w okolicy na dobre rozpanoszyła się już epidemia.Wprawdzie miecznik koronny naszykował dla sióstr tymczasową siedzibęw Pacanowie, lecz morowe powietrze znów wyprzedziło kawalkadę wozówi mniszki z przerażeniem dowiedziały się, że w pobliskiej wioscewybuchła choroba. Ruszyły zatem dalej, o włos unikając utopieniapodczas przeprawy przez bród. Wreszcie osiadły na zamku w Ćmielowie,ale narzekały, że trzymano je tam „jako w jakim więzieniu, i nie byłonigdzie wyjścia”. Zresztą i tam miejscowi nie byli im przychylni, skorowreszcie oskarżono je o kradzież skarbu. Zarzut w końcu oddalono, lecznie zmieniło to nastawienia okolicy i siostry przeniosły się do dóbrbiskupa krakowskiego w Wawrzeńczycach.

Ta mozolna peregrynacja bezbronnych sióstr – a przecież w normalnychokolicznościach szaty mniszek wzbudzały wśród naszych staropolskichprzodków nie byle szacunek – jest ze wszech miar znamienna, podobniejak reakcje wieśniaków, którzy tyleż z lękiem, co agresją odnosili siędo uciekinierów z zarażonego miasta, upatrując w nich zwiastunówi siewców moru. Sytuacja ubogich była jeszcze gorsza. Z braku potężnychprotektorów miejscy biedacy uciekali na własną rękę, niejednokrotniewymykając się miejskim pachołkom i koczując po lasach w skleconychnaprędce budach i szałasach, od wiosek bowiem i miasteczek odpędzanoich bez litości. Tam też często marli – nie zawsze od czarnej śmierci,czasami po prostu z głodu i chłodu.

Jak wynika jasno z perypetii uciekinierów, współcześni świetnie zdawalisobie sprawę z zakaźnej natury choroby i byli świadomi, jakniebezpieczny może być kontakt z zarażonymi. Nieprzychylność wobecprzybyszy nie stanowiła zatem jakiejś szczególnej cechy ubogiegoi ciemnego chłopstwa. Przeciwnie, wieśniacy postępowali wręcz zgodniez zaleceniami współczesnych autorytetów, które zalecały odosobnieniechorych i podejrzanych jako podstawowy środek zapobiegającyrozprzestrzenianiu się epidemii. W fascynującej monografii czarnejśmierci William Naphy i Andrew Spicer opisują wysiłki miast, którepoprzez wprowadzanie różnorakich form kontroli migracji usiłowałyochronić przed zarazą swych obywateli. W obliczu plagi ochoczowypędzano poza obręb murów miejskich wszelki element podejrzany,w szczególności zaś osoby naznaczone piętnem grzechu czy nieczystości,która w tamtych czasach była raczej kategorią moralną niż estetyczną –ladacznice, włóczęgów, żebraków oraz Żydów. Wobec obcych stosowanokwarantannę, czyli zamykano ich na czterdzieści dni w odosobnieniu,wierzono bowiem, że podczas tego czasu choroba zwykła się ujawniać.Udającym się w podróż obywatelom miasta wydawały specjalne świadectwazdrowia, które wszelako dezaktualizowały się szybko i w związku z tymnie były bez zastrzeżeń respektowane przez sąsiadów.

Niemniej włoscy urzędnicy zdołali jako pierwsi wypracować system,pozwalający na pewną kontrolę przepływu dóbr i ludności. Miastaporozumiewały się między sobą, zgłaszając rozprzestrzenianie sięmorowego powietrza, wyznaczały specjalnych urzędników czuwających nadosobami objętymi kwarantanną, zatrudniały miejskich lekarzy orazstrażników, którzy mieli zapobiec grabieży mienia chorych i zamieszkom,pobierały podatki przeznaczone na utrzymanie chorych i zajmującego sięnimi personelu, powoływały komisje zdrowia nadzorujące walkę z plagą,wznosiły szpitale miejskie i wreszcie wprowadziły obowiązek zgłaszaniazgonów. Ludność miejska przyjmowała te urzędowe dobrodziejstwaz oporem, ponieważ mimo niewątpliwych korzyści dla wspólnoty przynosiłyone równie oczywiste acz bardzo dotkliwe konsekwencje dla jednostki,w otoczeniu której odkryto źródło zarazy. Zgodnie z przekonaniem, żezwłoki zadżumionych przenoszą chorobę, odmawiano jej ofiarom prawa dozwyczajowego pochówku na cmentarzach, zamiast tego grzebiąc jew głębokich wspólnych mogiłach poza murami miejskimi. Rodzinę ofiarydżumy izolowano, jej odzież palono (niejednokrotnie było to bardzo niew smak grabarzom, którzy zwyczajowo rościli sobie prawo do przyodziewkuzmarłych). Co zasobniejszym krewnym chorych pozwalano zostawać wewłasnych domostwach, opieczętowawszy je wprzódy i oznaczywszy nadrzwiach znakiem zarazy.

Biedaków wszelako często zabierano do specjalnych, budzących grozędomów dla zadżumionych, które bywały zwyczajnymi umieralniami, bo nawetnie próbowano w nich leczyć chorych. Skazani na odosobnienie,pozbawieni możliwości zarobkowania, musieli polegać na urzędnikachmiejskich, którzy – przynajmniej w teorii – zobowiązani byli zaspokajaćich potrzeby.

Właśnie ta bezlitosna kombinacja przymusu i izolacji stała się najskuteczniejszą bronią,jaką dysponował człowiek średniowiecza w walce z czarną śmiercią.Biurokraci, w przeciwieństwie do lekarzy, okazali się bystrymiobserwatorami i żadne wpływy ciał niebieskich ani teorie miazmatów nieprzesłoniły im prostego faktu, że mór jest chorobą zakaźną.

Jak wspomniano, ludzie poddawali się tym zarządzeniom z oporami:chcieli grzebać swoich zmarłych w poświęconej ziemi, swobodnie zarabiaćna życie w warsztatach, pić w gospodach, podróżować bez przeszkódi sprzedawać towary w obcych miastach. Dlatego też magistratywprowadzały drakońskie, nierzadko gardłowe kary za ukrywanie choroby,niezgłaszanie zgonów i nielegalne pochówki ofiar (na cmentarzach bądźna terenie prywatnych posiadłości), za kupczenie majątkiem ofiar morui wreszcie za zwykłe kradzieże oraz tumulty. Wybuch zarazy oznaczałbowiem niewyobrażalne zachwianie dotychczasowego porządku świata.Śmierć, która wszak nieustannie krążyła wokół człowieka średniowiecza,stawała się czymś powszechnym i szokującym w swojej masowości. W czasieapogeum moru w miastach na ulicach leżały zwały trupów, których nienadążano grzebać. Wymierały całe rodziny. Bram miejskich strzegliuzbrojeni pachołkowie, zagradzając drogę ucieczki w bezpieczniejsze –jak wierzono – rejony. Jako że ustawały normalne dostawy żywności,szerzyła się drożyzna i głód. Spowiednicy nie nadążali spowiadać,zresztą sami cierpieli od choroby, więc nawet religijna pociechastawała się utrudniona.

Wszystko to sprawiało, że część ludzi oddawała się dzikiemu rozpasaniu,pijaństwu i rozpuście, aby przed nieuchronną, jak się zdawało, śmierciąjak najbardziej użyć życia. Jednakże zwrócenie się ku religii byłorównież powszechną reakcją na grozę czarnej śmierci. Szczególnie częstoodwoływano się do Maryi, wierząc, że jej wstawiennictwo i prośba mogąpowstrzymać ostrze Bożego gniewu. Modlitwy zanoszono również chętnie dośw. Sebastiana – strzały, od których cierpiał, kojarzyły sięz niewidzialnymi strzałami zarazy, a na niektórych wizerunkach świętegogroty tkwią w jego ciele właśnie w miejscach najbardziej narażonych nadymienice. Później patronem ofiar zarazy stał się również św. Roch,który zasłynął tym, że pielęgnował chorych na dżumę i wielu uzdrowił.Różne formy przybierała też religijność bardziej masowa – odpielgrzymek przebłagalnych, poprzez procesje, aż do ruchu biczowników,czyli pokutników, którzy na nowo pojawili się w czasie czarnej śmiercii którzy usiłowali przebłagać Boga, smagając się przed kościołami dokrwi i na publicznych placach.

Kolejnym krwawym aspektem czarnej śmierci były rzezie i pogromy.Czasami zdesperowana społeczność w obliczu śmiertelnego zagrożeniapoświęcała siły nie tyle na próby ratunku, ile na wyszukiwanie sprawcównieszczęścia – grzeszników, którzy swymi nieprawościami ściągnęlizagładę na całą społeczność – i przykładne ich ukaranie. W miarępostępów epidemii rosła podejrzliwość i nasilały się wzajemneoskarżenia. Chodziły słuchy o zatruwanych studniach albo o chorych,którzy z nienawiści do zdrowych rzucali z okien lazaretów strzępamizarażonej odzieży. W zależności od okoliczności kozłami ofiarnymistawali się więc Żydzi, ladacznice, żebracy, grabarze lub ubodzyprzybysze, jeśli szukając dorywczego zajęcia zapuścili się nieopatrzniena tereny zagrożone zarazą. Czasami wypędzano ich jedynie poza murymiejskie, zdarzały się jednak również publiczne mordy.

Zachowały się jednak wzmianki i o takich sytuacjach, kiedy granica między katem i ofiarą się zacierała,a ze sprzecznych świadectw współczesnych trudno po wiekachwywnioskować, co się naprawdę wydarzyło. Naphy i Spicer przytaczająhistorię pewnego świątobliwego pustelnika, który pojawił się podczasepidemii dżumy we Francji w 1580 r., z wielkim oddaniem pielęgnując jejofiary i zachęcając do pokuty. Wielu uzdrowił, więc czczono go za życianiczym świętego, produkowano jego podobizny, które miały chronić przedzarazą, wznoszono ołtarze. W siedem lat później, podczas kolejnegoataku morowego powietrza, znów wezwano go na pomoc. Tym razem jednaklekarze odkryli, że dziwnym trafem ogniska dżumy wybuchają w miejscach,gdzie wcześniej gościł. Wkrótce też doszli do wniosku, że celowopozwala chorobie się rozprzestrzeniać, aby później tym bardziejwidowiskowo ją zwalczać. Potem medycy dokonali jeszcze bardziejprzerażającego odkrycia – oto święty mąż miał jakoby przenosić zarazęw zakażonych rzeczach, zatem go uwięziono. Oskarżany podczas śledztwao lubieżność, uwodzenie kobiet i świadome szerzenie zarazy zostałostatecznie skazany na stos, jednak obecnie nie sposób już dojść, czybył niewinnym kozłem ofiarnym, czy też agentem króla Hiszpanii,z którego rozkazu, jak utrzymywano, zarażał obywateli Francji.

Samuel Pepys zanotował podczas londyńskiej zarazy, że ludzie stali sięwobec siebie okrutni. Agresja podsycana strachem zwracała się równieżprzeciwko zwierzętom, szczególnie psom i kotom, które mordowanow obawie, że ich sierść jest idealnym siedliskiem śmiertelnychmiazmatów. Jednakże źródła z czasów czarnej śmierci opowiadają równieżinne historie – o rodzinach, które mimo lęku pielęgnowały bliskichi towarzyszyły im podczas pochówku; o zakonnikach, którzy z ogromnymoddaniem pielęgnowali współbraci i nie odmawiali zarażonym ostatniejspowiedzi, mimo że ta posługa oznaczała dla nich wyrok śmierci;o lekarzach usiłujących ratować w lazaretach ofiary dżumy, choćprzecież nie potrafili im skutecznie pomóc; o młodych siostrach, które,niebaczne na własne bezpieczeństwo, wynosiły z klasztoru pożywienie dlagłodujących chorych.

Kiedy zaś plaga ustępowała, ocalali na gruzach dawnego świata usiłowaliod nowa budować swoje życie. Wprowadzali się do domów ofiar zarazyi okadzali stare kąty. Podejmowali pracę w porzuconych warsztatach i napolach. Wielu się bogaciło i zapewne z niechęcią spoglądało na murylazaretów. Wdowcy i wdowy zawierali kolejne małżeństwa. Rodziły im siędzieci. I przez krótką chwilę świat znów wydawał się niemal bezpiecznyi przewidywalny.

Posted in "przepowiednie" MIZI, "ZNAKI", Uncategorized, zagrożenia światowe | 7 Komentarzy »