Miziaforum's Blog

Archive for Listopad 2010

WikiLeaks zagraża – rzadowi DONALDA – PRAWDA O SMOLEŃSKU – ZOSTANIE ODKRYTA !!!!

Posted by miziaforum w dniu Listopad 28, 2010


UWAGA INFORMACJA NIE OFICJALNA I OFICJALNIE NIE POTWIERDZI JEJ NIKT

RZAD POLSKI JEST PRZERAŻONY MOŻLIWOSCIA UJAWNIENIA W ŚRÓD SETEK STRON DOKUMENTÓW AMERYKAŃSKICH O CHARAKTERZE ŚCISLE TAJNYM – INFORMACJI DOTYCZACYCH – KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

Z NIE OFICJALNEGO ZRODŁA – WYSYŁANE SĄ JEDNOZNACZNE SYGNAŁY ŻE TAKIE DOKUMENTY DOTYCZACE „KATASTROFY” SMOLEŃSKIEJ ZOSTANA UJAWNIONE .

REAKCJA POLSKIEGO RZADU NA TE  SYGNAŁY JEST HISTERYCZNA WSZYSTKIE SŁUŻBY ZOSTAŁY ZOBLIGOWANE PRZEZ ……… DO PODJECIA ZA WSZELKA CENĘ  KROKÓW …………………….

jakie to bedą czynnosci i na czym polegały nie wiadomo – JEDNAK MOŻNA ZARYZYKOWAĆ ZAŁOZENIE – ŻE MOZE TO BYĆ JAKIEGOS RODZAJU PRÓBA ODCIECIA OBYWATELI OD SIECI INTERNETOWEJ ………..

W sobotę wieczorem doradca prawny amerykańskiego Departamentu Stanu, Harold Koh, wystosował do założyciela WikiLeaks Juliana Assange’a list, w którym wyjaśnił, że publikacja dokumentów „będzie stanowiła pogwałcenie prawa amerykańskiego” i „będzie miała poważne konsekwencje”, zagrażając życiu „niezliczonych niewinnych istnień ludzkich od dziennikarzy po obrońców praw człowieka, od bloggerów po żołnierzy”. Koh zażądał wstrzymania publikacji. Jego list został udostępniony mediom. 

Jak poinformował Departament Stanu, list Koha jest odpowiedzią na korespondencję, którą w piątek otrzymał ambasador USA w Wielkiej Brytanii,

dokumenty dotyczace  „KATASTROFY” Smoleńskiej maja zawierać miedzy innymi – wyniki analizy filmu – nizej załaczonego

ORAZ TAJNA KORESPONDĘCJE SŁUŻB POLSKICH Z AMERYKAŃSKIMI AGENDAMI I AGENCJAMI – RZADOWYMI USA – Z CZEGO OPINIA NSA – zawiera wstrzasajace – wnioski z analizy – zarowno dowodów przekazyawnych przez stronę polską jak i cześć pozyskana samodzielnie przez sł. USA.

OBAWIAM SIE ZE JESLI TE DOKUMENTY ŻECZYWISCIE ZAWIERAJA TAKIE TRESCI – SYTUACJA W EUROPIE MOZE SIE DIAMETRALNIE ZMIENIĆ A NAPIECIA MOGĄ SIEGNAĆ ZENITU.


Rosyjskie służby specjalne od pierwszych minut po katastrofie uniemożliwiały polskim służbom dostęp do miejsca tragedii, od początku sterowały śledztwem i nadal to czynią.

– Oficerów ABW, żandarmerii, którzy przyjechali m.in. zabezpieczyć ocalałe nośniki tajnych danych, zgromadzono w hangarze, oznajmiając, że „nie mają tu nic do roboty”. Kilka godzin potem Tusk przytulał się z Putinem – mówi informator „Gazety Polskiej”, który był na miejscu 10 kwietnia.

Polskie służby posiadają bardzo ważny dowód w śledztwie – trzecią czarną skrzynkę. Jak dowiedziała się „GP”, nie przekazały Rosji jej oryginału, choć tego żądała strona rosyjska. Rejestrator jest dobrze zabezpieczony, znajduje się w sejfie.

Trzecia skrzynka to cyfrowy
rejestrator szybkiego dostępu, produkcji
warszawskiej firmy ATM PP, typu ATM-QAR/R128ENC. Ocalał on z katastrofy i został przewieziony do Polski, ponieważ jest to polski patent. Strona rosyjska nie posiadała software (dostępu do oprogramowania), by odczytać jego zapisy. Okazało się jednak, że zarejestrował on o wiele więcej parametrów, niż pierwotnie sądziła rosyjska komisja śledcza. Stanowił niezależną kopię głównego rejestratora pokładowego MŁP 14-5.

Bloger „stary wiarus” na Salonie24.pl zwrócił uwagę, że „da się z niego odczytać wszystko to, co z rejestratora MŁP-14-5, ponieważ QAR jest wpięty równolegle w instalacje MSRP-64 (czyli system rejestracji parametrów lotu). Pochylenie, przechylenie, kurs, przyspieszenia we wszystkich osiach itp., a także tzw. pojedyncze zdarzenia, czyli nas interesujące, np. wysokość decyzji, naciśnięcie przycisku »Uchod« -2 krąg. Wysokość z RW i baro”. A więc informacje zarejestrowane w polskiej skrzynce zawierają odpowiedź: czy mjr Arkadiusz Protasiuk po komendzie drugiego pilota Roberta Grzywny „odchodzimy” pociągnął wolant, próbując odlecieć.

Komisja gen. Anodiny wystąpiła o przekazanie polskiego rejestratora Rosji. Z jakich powodów, skoro mają już własne zapisy dotyczące parametrów lotu?

Upublicznienie zapisów trzeciej polskiej skrzynki – po tym, jak Rosjanie przekażą nam ostateczną „odszumioną” wersję stenogramów rozmów w kokpicie – może obalić lansowane tezy o winie pilotów, a inne uprawdopodobnić.

Namiestnik Komorowskiego działał

29 kwietnia sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki (w rządzie PiS stanowisko to należało do śp. Zbigniewa Wassermanna) zapewnił w Sejmie, że przy zabezpieczaniu przedmiotów osobistych ofiar katastrofy pod Smoleńskiem obecni byli przedstawiciele Żandarmerii Wojskowej oraz funkcjonariusze ABW. Polskich służb nie dopuszczono jednak do wykonywania ich obowiązków – wszystkie tajne dane przejęła FSB.

Polskich służb Federalna Służba Bezpieczeństwa nie dopuściła, a najwyższemu żyjącemu urzędnikowi Kancelarii Prezydenta nie pozwoliła odlecieć ze Smoleńska do Polski.

Piotr Ferenc-Chudy, dziennikarz „GP”, który był wśród dziennikarzy na cmentarzy katyńskim, tak relacjonuje zachowanie rosyjskich służb po katastrofie: – Dowiadujemy się, że z polecenia rosyjskich władz mamy wracać do Polski. Nasz przewodnik i oficer FSB wprowadzają nas do autobusu. Okazuje się, że jednak nie wolno nam odjechać. Oficer zabronił. Rosjanie dostają sprzeczne rozkazy. W końcu zbieramy się w autobusie i jedziemy pod bramę lotniska. Stoją tam limuzyny oficjeli, karetki, samochody wojskowe i milicyjne. Rosyjskie służby próbują odebrać dziennikarzom nośniki z nagraniami, karty pamięci ze zdjęciami. Brama jest zamknięta. W samolocie czeka minister Jacek Sasin, który chciał zaraz po katastrofie wracać do Polski. Rosjanie nie pozwalają mu jednak ani odlecieć, ani wyjść na zewnątrz. Tłumaczą, że Jak-40 nie może wystartować, ponieważ na wieży nie ma kontrolera, bo jest właśnie przesłuchiwany. Dziwne, bo widzimy, że na lotnisku wciąż lądują rosyjskie samoloty i śmigłowce. Jak opowiadał potem minister Sasin, ambasador Polski w Moskwie Jerzy Bahr usilnie namawiał go, by został, ale minister zdecydowanie odmawiał. Potem dowiedzieliśmy się, że w czasie, gdy przetrzymywano ministra Sasina, najwyższego żyjącego urzędnika Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w Polsce już znajdował się w opustoszałej Kancelarii nowy jej szef, mianowany przez p.o. prezydenta, Bronisława Komorowskiego. Rosjanie pozwolili wystartować Jakowi-40 z ministrem Sasinem dopiero po interwencji polskich konsulów. Wylądowaliśmy w Warszawie po godz. 17.
Obecność rosyjskich specsłużb i niedopuszczenie do zabezpieczenia terenu oraz ocalałych nośników tajnych danych przez polskie służby są znamienne. W dzienniku „Washington Times” w artykule Billa Gertza z 13 maja br. (Zagrożone kody NATO) autor, powołując się na źródła w wywiadzie NATO, pisał, że „najbardziej znaczące jest to, że Rosjanie prawdopodobnie uzyskali ultratajne kody używane przez armie NATO do komunikacji satelitarnej”. Zdaniem Gertza, „jeśli rosyjskie służby specjalne były w stanie odzyskać karty kodowe telefonów satelitarnych, będą w stanie rozkodować teraz całą natowską komunikację sprzed katastrofy. To przełom dla rosyjskich służb. Niemal na pewno natychmiast po katastrofie wydano wojskom państw NATO nowe kody”.

Rosjanie mogli uzyskać informacje z ostatnich miesięcy, a nawet lat, dotyczące planów obronnych, ponadto mogli poznać tożsamość agentów lub źródeł podsłuchu NATO.

FSB w sprawie katastrofy pojawia się od początku. Oficer tej służby znajdował się na wieży kontrolnej w chwili, gdy polski samolot z prezydencką delegacją zbliżał się do lotniska Smoleńsk-Siewiernyj (sprawę ujawnił „Fakt”). Polakom nie udało się ze stuprocentową pewnością ustalić jego nazwiska (być może brzmi ono Krasnokuckij). Ciekawe, że nie udało się go przesłuchać nawet rosyjskim prokuratorom.

Agent towarzyszył dwóm kontrolerom, z których jeden po tragedii przeszedł w trybie ekspresowym na emeryturę i zniknął, a drugi rozpłynął się w powietrzu po tym, jak przyszedł po niego jakiś rosyjski mundurowy. Jeden z tych dwóch pracowników wieży, niejaki Ryżkow – pomocnik kontrolera – został wydelegowany do pracy na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj „do czasu zakończenia lotów, 10 kwietnia” – jak napisano w materiałach prokuratorskich. Zbieżność tej daty z katastrofą jest zastanawiająca. Polska prokuratura wojskowa potwierdziła, że bada wątek tajemniczej obecności oficera rosyjskich służb w wieży, ale dotychczas nie udało się jej przesłuchać ani oficera, ani kontrolerów.

Także pojawienie się przed terminem lądowania prezydenckiego Tu-154 rosyjskiego Iła-76, który wykonał karkołomny manewr tuż nad płytą lotniska, jest do dziś niewyjaśnione. Rosjanie tłumaczyli, że iłem lecieli funkcjonariusze FSB mający chronić prezydenta RP. To jednak za wielki samolot do tego celu. Przy tym Ił-76 nie wylądował, a funkcjonariusze FSB mimo wszystko w Smoleńsku byli.

Pod parasolem rosyjskiej agentury

– FSB steruje przebiegiem śledztwa rosyjskiej prokuratury, decyduje, jakie dokumenty i kiedy śledczy mogą przekazać Polsce, a także kieruje „przeciekami” o rzekomej winie polskich pilotów, które podwładni Putina wrzucają do polskich mediów, wykorzystując byłych agentów WSI. Pracami rosyjskiej komisji steruje gen. Tatiana Anodina, która została szefową Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego dzięki poparciu wiceszefa KGB Jewgienija Primakowa. Chodzi o zagmatwanie śledztwa i zrzucenie winy na załogę Tu-154 – mówi „GP” jeden z polskich śledczych.

Nic dziwnego, że postępy rosyjskiego śledztwa pod „opieką” FSB są prawie zerowe, a polscy prokuratorzy wojskowi, którzy są uzależnieni od materiałów uzyskanych z Rosji, nie mogą rozwinąć śledztwa. Choć na linii rządowej – jak podkreśla premier Tusk i p.o. prezydenta Bronisław Komorowski – współpraca polskiej i rosyjskiej prokuratury „układa się wzorowo”, napięcie między prokuraturą rosyjską i komisją Anodiny a polską prokuraturą wydaje się powoli rosnąć. Wynikiem tego była wizyta ministra Jerzego Millera w Moskwie, który pojechał odebrać nową wersję zapisów czarnej skrzynki, ponieważ polscy śledczy wykryli w niej wady techniczne (ślady ingerencji?).

Polscy śledczy nie mogą przeprowadzić własnej analizy fonoskopijnej oryginalnej czarnej skrzynki, która jest w rękach rosyjskich, ponieważ gen. Anodina kategorycznie stwierdziła, że Rosja nie zwróci ich Polsce.

Dlaczego FSB tak pilnie strzeże tajemnic katastrofy smoleńskiej? Jeśli za katastrofę odpowiedzialni byliby piloci albo prezydent lub ktoś z jego otoczenia, Putin w świetle kamer od razu przekazałby Tuskowi czarne skrzynki, co miałoby oznaczać: „patrzcie, nie mamy nic do ukrycia”, a nawet z własnej woli przysłał do Polski na przesłuchania kontrolerów z wieży, którzy by to potwierdzili. Tymczasem Rosjanie przetrzymują ponad dwa miesiące dwie skrzynki, w dodatku chcieli, abyśmy oddali im własną, polską. Kłamstwa, matactwa, zacieranie śladów wskazują na winę Rosji.

Tajemnica zdjęć z satelity

Niedługo po katastrofie „Rzeczpospolita” podała, że polska Służba Kontrwywiadu Wojskowego na bieżąco otrzymywała informacje o położeniu prezydenckiego Tu-154 w drodze do Smoleńska. Informacje, które wpływały do SKW, były zbliżone do tych przesyłanych przez zwykłe urządzenia GPS. Były to dane m.in. o położeniu maszyny, jej wysokości i prędkości. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynikało, że SKW najprawdopodobniej już w momencie katastrofy posiadała też nagrania m.in. rozmów pilotów samolotu z wieżą kontroli lotów. Wojskowe służby mają bowiem tajną stację nasłuchową. SKW nie chciała jednak oficjalnie komentować sprawy.

Jeszcze bardziej zastanawiające jest milczenie wokół zdjęć satelitarnych, jakie polski rząd otrzymał od National Security Agency (NSA) – amerykańskiej agencji wywiadowczej zajmującej się zdobywaniem, przetwarzaniem i szyfrowaniem tajnych danych. Fotografie te, pochodzące z jednego z satelitów szpiegowskich USA, trafiły do Polski pod koniec kwietnia. Kilka dni później znalazły się w polskiej prokuraturze wojskowej. Śledczy mieli określić je jako „bardzo ważne materiały dowodowe”, choć wcześniej minister obrony narodowej Bogdan Klich twierdził, że nie wie, do czego takie fotografie miałyby służyć… Wagi tych materiałów nie docenia chyba także Jacek Cichocki – który w rozmowie z RMF FM przyznał, że zdjęć, które uzyskał od Amerykanów, nawet… nie widział.

O amerykańskich zdjęciach wiadomo jedynie, że pochodzą z dnia katastrofy i są kilka razy dokładniejsze niż fotografie satelitarne Smoleńska dostępne w internecie. W jaki sposób mogłyby przydać się w śledztwie? Przede wszystkich można by było dzięki nim zweryfikować hipotezy dotyczące eksplozji samolotu w powietrzu lub po uderzeniu w ziemię, a także obejrzeć dokładnie miejsce katastrofy po upadku samolotu oraz – co może jest jeszcze bardziej istotne – tuż przed tym zdarzeniem. Zdjęcia z najlepszych amerykańskich komercyjnych satelitów (GeoEye, DigitalGlobe) pozwalają rozróżnić obiekty, które oddalone są od siebie na ziemi o 40-50 cm. NSA – jak można przypuszczać – dysponuje dostępem do jeszcze lepszych materiałów.

Eksperci czy agenci wpływu?

Całkowity brak w dyskusji na temat Smoleńska materiałów źródłowych – a więc zdjęć satelitarnych, rzetelnych informacji o przesłuchaniach, wreszcie wiarygodnych stenogramów rozmów z kokpitu Tu-154 (przypomnijmy, że Rosjanie nie potwierdzili autentyczności publikowanych przez polskie MSW dokumentów) – zmusza dziennikarzy i opinię publiczną do posiłkowania się opiniami przeróżnych ekspertów. Jednak do niektórych osób określanych tym mianem należy zachować duży dystans.

Pisaliśmy już w „GP” o Andrzeju Kińskim z „Nowej Techniki Wojskowej” i Tomaszu Hypkim ze „Skrzydlatej Polski”. Pierwszy („mnie hipotezy dotyczące zamachu, ataku elektromagnetycznego, nie interesują”) jest wymieniony w Aneksie nr 16 raportu o WSI wśród osób „współpracujących niejawnie z żołnierzami WSI w zakresie działań wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa
Sił Zbrojnych RP” jako współpracownik o pseudonimie „Skryba”. Drugi – lansujący w mediach tezę o winie polskich pilotów – pisał kilka lat temu: „Niewiele brakowało, by rząd PiS zniszczył Bumar, delegując do jego władz niekompetentne osoby z klucza partyjnego i niszcząc jego otoczenie, w tym struktury MON i służby specjalne”.

Do kompetencji jednego z najpopularniejszych „specjalistów” w sprawie katastrofy – Siergieja Amielina, autora doskonale znanych w Polsce symulacji ostatnich minut lotu Tu-154 (promowane m.in. w „Gazecie Wyborczej” fotografie ściętych drzew, analizy itd.) – zastrzeżenia mają sami Rosjanie. Na internetowym forum mieszkańców Smoleńska aż kipi od podejrzeń o współpracę Amielina z FSB, wielu internautów udowadnia też, że ten „niezależny ekspert” to w najlepszym przypadku tylko fotograf-amator, o którym przed 10 kwietnia trudno było znaleźć jakąkolwiek wzmiankę w internecie. Doszło do tego, że Amielin – od początku aktywnie udzielający się na forum Smoleńska – próbował obrócić zarzuty pod swoim adresem w żart, publikując w internecie… fotografię podrobionej legitymacji CIA z własnym zdjęciem, nazwiskiem i stopniem.

Równie ciekawą postacią jest niejaki 27-letni mechanik spod Smoleńska Władimir Iwanow, którego 40 dni po katastrofie postanowiono przedstawić jako autora słynnego filmiku nagranego kilkanaście minut po wypadku. Film ten zbadała Okręgowa Prokuratura Wojskowa w Warszawie, stwierdzając, że słychać na nim strzały i głosy po polsku. Tymczasem Iwanow – do którego, jak pisał „Fakt”, „dotarli rosyjscy dziennikarze” – utrzymuje, że nie słyszał żadnych polskich głosów, a huki wystrzałów pochodziły z amunicji funkcjonariuszy BOR (choć jak ustaliła „GP”, zachowała się ona w całości). Czy polska prokuratura wojskowa wystąpiła o przesłuchanie Iwanowa, by ustalić, czy faktycznie jest autorem nagrania? Czy kiedykolwiek będziemy mieli możliwość porównania głosu z filmu i głosu Iwanowa? Jak wyjaśnić rozbieżności między ustaleniami polskich prokuratorów a wersją odnalezionego przez „rosyjskich dziennikarzy” mechanika?

Ale nie zawsze to dziennikarze „docierają” do informatorów; czasem ci drudzy docierają do redakcji. Tuż po publikacji „Gazety Polskiej” pt. Smoleńskie kłamstwa WSI w siedzibie naszego tygodnika zjawił się mjr pil. Andrzej W., wymieniony w raporcie o WSI, próbując w długiej rozmowie przekonać nas, że przyczyną katastrofy było zagapienie się pilotów na reflektory podstawione obok płyty lotniska, tzw. APM-y. Za zamachem mieli stać – według niego – powiązani ze służbami Polacy. Na koniec mjr W. zapytał nas: „Panowie, nie boicie się tak pisać? Na pewno się nie boicie?”

Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski

Z – G.B – DLA ZNIEWOLONEGO NARODU – mizia-

======================================================

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

ODPOWIEDŻ PENTAGONU – NSA  I INNYCH …………………….

Hakerzy powstrzymają dziś WikiLeaks? Assange: Nawet jeśli…
19 minut temu


Demaskatorski portal internetowy Wikileaks, który ma wkrótce opublikować depesze dyplomatyczne USA, relacjonujące zarzuty korupcyjne wobec rządów i przywódców obcych państw, poinformował w niedzielę, że został zaatakowany przez hakerów.

Portal zapewnił jednocześnie, że nawet gdyby przestał funkcjonować, to kilka gazet i tak opublikuje przekazane im już wcześniej materiały. Chodzi tu m.in. o dzienniki – amerykański „The New York Times”, brytyjski „The Guardian”, francuski „Le Monde” i hiszpański „El Pais” – oraz niemiecki tygodnik „Der Spiegel”.Departament Stanu USA ostrzegł, że akcja Wikileaks może zagrozić życiu wielu niewinnych ludzi
Przeznaczony do ujawnienia zbiór ma siedmiokrotnie większą objętość niż udostępniony w październiku przez Wikileaks zestaw około 400 tys. raportów Pentagonu, dotyczących wojny w Iraku.

Osoby, które zapoznały się z przygotowanymi do publikacji materiałami uważają, że zawarte w nich zarzuty korupcyjne są na tyle istotne, by wprawić w poważne zakłopotanie rządy i polityków, do których się odnoszą.

INTERIA.PL/PAP

=====================================================

30.11.2010

WikiLeaks: Gruzja prosiła Polskę o dostawy broni

 

INFORMACJE SĄ MOZNA POWIEDZIEĆ TAKIE SOBIE ALE MYSLĘ ZE WARTO ZACZEKAĆ PONIEWAŻ TA PROWOKACJA USA- MANÓW MA NA CELU COS WIECEJ NIŻ ZAMET –

CIEKAWE KOGO CHCĄ SKŁUCIĆ I POGRĄŻYĆ FAŁSZYWKAMI KTÓRE NAPEWNO SĄ DOMIESZANE DO ORYGINAŁOW INFORMACJI BŁACHEGO ZNACZENIA

Posted in spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski, zagrożenia światowe | 190 Comments »

ROZKRADLI POLSKĘ TERAZ CHCĄ ZROBIĆ Z CIEBIE NIEWOLNIKA DO KOŃCA ŻYCIA -powiedz nie emigrując..

Posted by miziaforum w dniu Listopad 26, 2010


DZISIEJSI 40 LATKOWIE WCHODZĄC NA RYNEK PRACY W 1990 ROKU DOWIADYWALI SIĘ OD DZISIEJSZYCH 60 I 70 LATKÓW ŻE DLA NICH PRACY NIEMA (w wielu przypadkach dzisiejsi 60 i 70 latkowie zajmowali po kilka etatów a stosunkowo czesto pobierali równolegle świadczenia emerytalne) ROBILI TO W IMIĘ ZAPLANOWANYCH ZŁODZIEJSTW ZWANYCH PRYWATYZACJAMI – PAKIETY UDZIAŁÓW W PRZECIĘBIORSTWACH BYŁY TYLKO DLA PRACOWNIKÓW – WIEC ABY ZGARNĄĆ JAK NAJWIĘKSZE PROFITY Z PREMEDYTACJĄ WYKLUCZYLI ÓWCZESNYCH 20 LATKÓW – W UCZESTNICTWIE PODZIAŁU MAJATKU NARODOWEGO –
EFEKTEM BYŁO ZEPCHNIĘCIE MŁODYCH LUDZI W PIEKLO BEZROBOCIA – NASTEPSTWEM TYCH POSUNIEĆ BYŁ – BRAK SZANS NA START POKOLENIA DZISIEJSZYCH 20 – 30 I 40 LATKÓW – A PROFITY Z PODZIAŁU MAJATKOW PO PRL-owskich SPŁYNEŁY TYLKO NA DZISIEJSZE POKOLENIE 50 -60 I 70 LATKÓW .

SZCZYTEM OBŁUDY I OSZUSTWA JEST LIKWIDACJA OFE CZYLI EMERYTUR DZISIEJSZYCH 20 -30 I 40 LATKOW – PO RAZ KOLEJNY CHCA WAS OSZUKAĆ I OKRAŚĆ – ABY ŻYŁO IM SIE GODNIE I DOSTATNIO WASZE SKŁADKI Z OFE ZOSTANA POPROSTU IM ROZDANE – A WIEC PRZECZYTAJ CO PONIZEJ

JEST SZANSA ODPŁACIĆ ŁAJDAKOM I ZLODZIEJĄ PIĘKNYM ZA NADOBNE EMIGRUJAC CO SKUTECZNIE ODETNIE ICH OD WASZYCH PIENIEDZY IM WYPŁACANYCH Z SKLADEK POBIERANYCH NA ZUS

==================================================
Rząd zabiera Polakom OFE, potem zabierze im III filar, a następnie zabierze im prywatne kapitały emerytalne spoza systemu. Oszczędzasz na przyszłą emeryturę poza systemem i czujesz się bezpieczny? Czy napewno tak jest?

Zabranie OFE już teraz oznacza, że w przyszłości w systemie emerytalnym nie będzie pieniędzy. Zabranie III filara, to rozwiązanie na ok. 1 rok. Potem trzeba zabrać TWOJE pieniądze, bo taki będzie skutek zabrania OFE przez PO-PSL.

Rząd w komunikacie z dn. 25.03.2013 r. podał, że wszystkie oszczędności zgromadzone w ramach III filaru, a więc Pracownicze Programy Emerytalne (PPE) oraz IKE, po osiągnięciu wieku emerytalnego przez oszczędzających będą przekazywane do ZUS, który z tych środków wypłaci im emerytury. To nie żart, bo takie są skutki nieudolnych rządów. Oczywiście, datę wybrałem w przybliżeniu, jednakże w przyszłości pojawienie się takich informacji w mediach jest 100% pewne, jeśli PO-PSL pozostanie przy władzy. Kwestią otwartą będzie jedynie data opublikowania takiej informacji.

Zabranie OFE sprawi, że w przyszłości nie będzie pieniędzy na przyszłe emerytury. Biedakowi już nic nie da się zabrać, więc pierwsi w kolejce będą oszczędzający w III filarze. Tych pieniędzy wystarczy na rok, dwa, ale potem będzie trzeba znowu komuś zabrać. Jak myślicie, komu? Polacy oszczędzają na swe przyszłe emerytury także poza systemem, więc ta grupa będzie kolejną, której pieniądze „dobrowolnie” trafią do ZUS. W międzyczasie w 2012r. rząd przeprowadza przez parlament ustawę o pracy do 68 lat (żeby była okrągła liczba, to do 70 lat), ale z zastrzeżeniem, że podwyższenie wieku emerytalnego będzie stopniowo wprowadzane po 2016r.

Rząd PO-PSL za pomocą tych magicznych sztuczek doczekał wyborów na kolejną kadencję w 2015r., które znowu wygrał. No tak, przecież nie mają z kim przegrać. Rząd ogłasza, że na emerytury w ogóle nie ma pieniędzy ani w systemie, ani też w budżecie. Nie ma powodów do zmartwień, ponieważ zagraniczne banki chętnie wypłacą emerytury Polakom, oczywiście w zamian za przejęcie ich mieszkań po śmierci uposażonych. Projekt ustawy o tzw. „odwróconej hipotece” został przegłosowany w 2012r., więc nie ma żadnych przeszkód, by banki wypłacały emerytury. Podkreślmy, dzieci (i młodzież) nie odziedziczą mieszkań po rodzicach i dziadkach, a więc wezmą kredyt hipoteczny, będą spłacać go do końca życia. Gdy te dzieci osiągną wiek emerytalny, znowu nie będzie pieniędzy na ich emerytury, a więc bank… itd., itd.

Artykuł mógłby należeć do gatunku literatury S-F, jednakże w matematyce i ekonomii cudów nie ma. Skoro rząd PO-PSL zabiera pieniądze z OFE na załatanie bieżącej dziury w budżecie, to oznacza, że tych pieniędzy w przyszłości nie będzie. Jeśli w przyszłości w systemie emerytalnym nie będzie tych pieniędzy, to zaczną się gorączkowe poszukiwania kolejnych pieniędzy. Jako pierwsze pod „nóż” pójdą pieniądze z dodatkowej części systemu, czyli III filar. Zabranie tych pieniędzy nie będzie bezpośrednie, ale poprzez obligatoryjne przeniesienie tych pieniędzy do ZUS, który „obliczy” miesięczną emeryturę i ją „wypłaci”, a po śmierci właściciela pozostałe pieniądze staną się własnością ZUS. Minie rok, dwa i znowu w ZUS/FUS będą pustki, a więc zacznie się ponowne „polowanie” na kolejne, tym razem na prywatne kapitały spoza systemu przeznaczone na potrzeby emerytalne ich właścicieli. Dlaczego tych pieniędzy nie miałby „wypłacać” ZUS/FUS? Rząd PO-PSL nie cofnie się przed niczym, bo i tak ten rząd nie ma, z kim przegrać.

http://interia360.pl/artykul/zabranie-polakom-ofe-to-wstep-do-calkowitego-pozbawienia-ich-emerytur,41004
==================================================
CO ZA TEM CZYNIĆ – NIE DAJ SIE ZBAJEROWAĆ – BEDĄ OBRZYDZAĆ PISAĆ NIEPRAWDY STRASZYĆ W PRASIE RADIO I TELEWIZJI – TYLKO W JEDNYM CELU ZATRZYMAĆ JAK NAJWIĘCEJ JELENI ABY – ŻYŁO IM SIĘ DOSTATNIO I BEZSTRESOWO CIĄGNĄC Z TWOJEJ 1200 ZŁOTOWEJ PESJI 45% SKLADKĘ NA ZUS – NIE MIEJ ZLUDZEŃ TYLKO TO JEST ISTOTNE DLA NICH ………..

————————————————————–
Czy powiedzenie – ostatni gasi światło – może za chwil kilka być aktualne w Polsce?

W kilku poprzednich publikacjach „ośmielałem” się zauważać problem zbliżającej się zarobkowej emigracji do państw UE – Niemiec i Austrii. Nie dlatego, że jestem przeciw! Nie dlatego, że postrzegam problemy społeczno-gospodarcze przez pryzmat bycia za Tuskiem czy Kaczyńskim. Ba, nawet bliskie mi romantyczne słowo patriotyzm, jakby w tym kontekście nie miało wiodącego znaczenia. Ot, stwierdzałem fakt, który czy się komuś podoba czy nie 1 maja 2011 r. nastąpi.

Gazeta Wyborcza w uspokajającym artykule prognozowała cyfrę nie więcej jak pół miliona naszych obywateli wyjedzie do w/w państw na „saksy”… (jak policzyła? – nie wiem). Ja też nie wiem, ale znam relacje zarobkowe różniące nasze kraje: Inżynier budowlany – w Niemczech – 14 tys. zł – w Polsce 3 tys. zł, hydraulik – 10 tys. zł u nas. 2,5 tys. zł, mechanik samochodowy – 9 tys. zł – u nas 3 tys. zł, sprzątaczka 8 tys. zł u nas 1, 8 tys.zł, barman 9 tys. zł u nas 2 tys. zł itd… 400% od Rzeczypospolitej!

Przytoczone liczby same dowodzą faktu, że wyjechać się OPŁACA! Dzisiaj w Austrii i Niemczech (nielegalnie) pracuje ponad 750 tys. Polaków. Niemcy już dzisiaj, celem zachęcenia przewidują specjalne premie powitalne dla przyjeżdżających do pracy. Specjalne stypendia ok. 900 euro miesięcznie – dla młodych Polaków, którzy przyjadą by uczyć się zawodu z gwarancją zatrudnienia po ukończeniu szkolenia.

Rynek pracy gotów jest zatrudnić – niezwłocznie ok. 3 milionów chętnych. Polacy w Niemczech mają bardzo dobre notowania, jako pracownicy – po wielokroć lepsze niż emigracja turecka. Fakt, bliskiego położenia i autostrad do Polski przełamuje rozterkę rozłąki z najbliższymi. To nie Irlandia, skąd przyjazd jest ograniczony kosztem lotniczego połączenia. W tym przypadku – samochód, kilka godzin i sobota/niedziela z najbliższymi!

Wypasiony samochód i portfel, możliwości zaimponowania najbliższym, w perspektywie niemiecka emerytura, ściągnięcie brata, szwagra i kolegi ze szkoły w krótkim czasie wypełnią potrzeby niemieckiej luki w zatrudnieniu. TRZY milionowej!

Czy rząd Polski może temu zjawisku przeciwdziałać? Tak może i mógł. Przez ostatnie 10 lat koniunktury gospodarczej robił wszystko by do tego doprowadzić, by polscy przedsiębiorcy czuli się oszustami, złodziejami, by byle urzędas mógł zablokować działalność ich firmy, by interpretacja przepisów prawa podatkowego zależała od dobrego humoru panienki z Urzędu Skarbowego. Ile ja znam firm, które padły na pysk wraz z ich właścicielami tylko za przyczyną niewłaściwej interpretacji przez urzędnika wysokości podatku VAT.

Wspomnę tu pana W. z Pruszcza k. Bydgoszczy. Duża firma budowlana, dużo pracowników, pan W. bogaty, a tu po 5 latach Urząd Skarbowy nalicza domiar i karę za niewłaściwe – jego zdaniem – naliczenie podatku VAT przy remoncie obiektów gminnych. Z 7% podnieśli na 22% , 15% plus odsetki, plus kara, pozbawiła właściciela wszystkiego, a pracowników pracy. Co panu W. z tego, że prof. Modzelewski – w programie TV – przyznał mu ABSOLUTNĄ rację! Od remontu obiektów użyteczności publicznej należny podatek VAT wynosi 7%. Pan W. jest bankrutem, zabrano mu na licytacji WSZYSTKO, a inni mogący „wziąć sprawy w swoje ręce” postanowili poczekać.

Tacy panowie W. czy Kluski – czy tysiące pozostałych – wybili z głowy innym działanie gospodarcze, a ich najbliżsi wręcz błagali, by się za żaden interes nie brali, bo… i tak ich urzędasy wykończą!

Z urzędnikiem, przepisem, komornikiem się nie dyskutuje. On ma zawsze rację! Nawet wtedy, gdy zabiera z konta pieniądze na opłatę energii, podatku PIT-4, wody czy surowców do produkcji. Ok. rząd i stanowione przepisy mówią – zabrać – to zabrać! Tylko firma, firemka pada, wraz z nią ktoś traci utrzymanie i nadzieję, że w kraju coś można zrobić… i pozostaje tylko WYJAZD!

Wejdę „na moje podwórko – choćby komentujący zwariowali”, czy nieuświadomienie społeczeństwu – przede wszystkim – młodemu pokoleniu faktu dziedziczenia długów po zmarłych członkach rodziny nie skazuje ich na emigrację? Czy dziedziczący dług z karnymi odsetkami za kilka lat (bo bank nakręcał odsetki) mają co szukać w Polsce? Życie do starości w permanentnej egzekucji to wystarczający argument by uciekać z kraju. Czy ich wyjazd to nie „zasługa” politycznych elit?

Czy zezwolenie na LICHWĘ tak bankową, jak i poza nią nie doprowadziło do spirali zadłużenia, z której praktycznie za życia dłużnika wyjścia nie ma? Można wzorem niektórych – etatowo mnie krytykujących – powiedzieć, po co pożyczali? Można! Tylko proszę im teraz nie zadawać pytania, DLACZEGO WYJEŻDŻAJĄ??? Po to żebyś mógł SAM sobie płacić składkę na ZUS, na podatki, na bezpłatną służbę zdrowia, na bezpłatne szkolnictwo i całą jeszcze gamę najsłuszniejszych społecznych potrzeb… Po ich wyjeździe możecie sobie państwo sędziowie, prokuratorzy, policjanci, urzędnicy postrajkować – do upadłego… Pozostanie wam też wyjście – dołączyć DO NICH!

OSTATNI GASI ŚWIATŁO!!!

http://interia360.pl/artykul/400-od-rzeczypospolitej,40998

PS. CZY Z PATYRIOTYZMU UGOTUJESZ DZIECIOM ZUPKĘ , CZY Z PATRYIOTYZMU , USZYJESZ DZIECIOM UBRANKA , CZY PATRYIOTYZMEM UREGULUJESZ OPLATY LUB ZAPŁACISZ ZA LEKI

20 – 30 -40 LATKU POMYSL CO DAŁ CI TEN KRAJ OPRUCZ PIEKŁA REALIÓW TRZECIEGO ŚWIATA KTÓRE DOTYKA CO DZIĘŃ 60% POLAKÓW O KTORYCH SIĘ NIE PISZE W KOLOROWEJ PRASIE – NATOMIAST EKSMITUJE I ODBIERA SIE DZIECI TYLKO Z  TEGO POWODU ŻE TATA ZARABIA 1300 ZŁ W LIDLU …………….

NIE BĄDŻ NAIWNY WYSISNĄ CIĘ JAK CYTRYNĘ GDY ZACHORUJESZ LUB W INNY SPOSÓB STANIESZ SIE NIE WYDAJNY  ZOSTANIESZ BEZLITOŚNIE USUNIETY DO RYNSZTOKA

DLACZEGO PŁACĄC JEDNE Z NAJWYŻSZYCH STAWEK PODATKOWYCH W EUROPIE BRAKUJE NA SŁUŻBĘ ZDROWIA , WOJSKO , POLICJE

DLACZEGO UZNALISCIE ŻE TO NORMALNE ABYŚCIE ZA POŚREDNICTWEM OWSIAKA SPONSOROWALI Z WŁASNYCH PIENIEDZY TO CO RZĄD WINIEN UTRZYMYWAĆ Z PODATKÓW WASZYCH

DLACZEGO GODZICIE SIĘ NA SPYCHANIE W CIĘŻKICH MOMENTACH WAS PLATNIKOW PODATKOW NA MARGINES ŻEBRACTWA

DLACZEGO OSOBY NIEPEŁNOSPRAWNE SĄ PARIASAMI I NIC IM SIE NIE NALEŻY Z PODATKOW

DLACZEGO MUSZĄ O SPRZET RECHABILITACYJNY ŻEBRAĆ U ROZNEJ MASCI FUNDACJI TVN POLSAT

TO WSZYSTKO WINNO BYĆ REGÓLOWANE Z PIENIEDZY NASZYCH

DLACZEGO WIERZYCIE W TO ZE PAŃSTWO NIEMA ZADNEGO OBOWIAZKU W STOSUNKU DO OBYWATELI A PIENIADZE Z PODATKOW SĄ ICH A NIE WASZE

TAKICH PYTAŃ DLACZEGO SĄ SETKI

MYSL W POLSCE PRZECIETNY OBYWATEL PLACI 19% PODATKU DOCHODOWEGO W NP. WIELKIEJ BRYTANII 11%

GDZIE SA TE PIENIADZE TWOJE PIENIADZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized | 111 Comments »

PANIE GENERALE A JAK WPROWADZA SIE ZAMORDYZM – PYTA BRONEK – .

Posted by miziaforum w dniu Listopad 24, 2010


NIEBYWAŁE URZĘDUJĄCEMU PREZYDENTOWI DORADZA FACET KTÓRY AKTUALNIE JEST OSKARŻONY Z ART KODEKSU KARNEGO

A POSTEPOWANIE JEST W TOKU – TO SIE TYLKO KURWA MOZE W POLSCE ZDAŻYĆ

O CO CHODZI – PRZECIEŻ JARUZELSKIEMU JAKO PRZYWÓDCY WYSZLA TYLKO JEDNA RZECZ W MIARĘ SPRAWNIE – WIĘC ……

Generał Wojciech Jaruzelski potwierdził, że chce przyjść na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego – poinformował dziś szef BBN Stanisław Koziej. – Prezydent powinien zasięgać wszelkich opinii, aby wyrobić sobie własne zdanie – dodał.

Głównym tematem środowego posiedzenia RBN ma być grudniowa wizyta w Polsce prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i stosunki z Rosją. Prezydent Bronisław Komorowski zaprosił na to spotkanie wszystkich byłych prezydentów i premierów. Rada zbierze się o godz. 14 w Pałacu Prezydenckim.

We wtorek Biuro Bezpieczeństwa Narodowego informowało, że swój udział w posiedzeniu Rady potwierdzili Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa oraz Jan Krzysztof Bielecki, Włodzimierz Cimoszewicz, Kazimierz Marcinkiewicz, Leszek Miller i Józef Oleksy. W posiedzeniu weźmie też udział b. minister spraw zagranicznych, członek grupy ekspertów NATO, która przygotowywała rekomendacje w sprawie koncepcji strategicznej Sojuszu, Adam D. Rotfeld.

JAK SIE JEST WAŁEM I PIERDOŁĄ – to moze i dobrze ze sie pyta BO NAPEWNO SAM BY COŚ SPIERD ………….. i znowu był by obciach że ….

 

Dzisiaj w TVN24 gen. Koziej potwierdził, że zaproszenie odebrał także b. prezydent Wojciech Jaruzelski. Wiadomo też, że w Radzie nie będzie uczestniczyć b. premier, lider PiS Jarosław Kaczyński.

Według Kozieja fakt, że Jaruzelski był prezydentem i to, że jest obecnie sądzony w sprawie wprowadzenia stanu wojennego, „to dwie różne sprawy”. – Jeśli przyjęło się kryterium, że zaprasza się wszystkich byłych prezydentów, to trzeba być konsekwentnym. Nie można stosować różnych miar, bo to by było politykierstwo, a nie polityka – dodał.

PRZEZ 20 LAT NIC  MEŻĄ SWOICH ŻON NIE WYSZŁO – MOZE BY I WYSZŁO JAKBY BYLI MEŻAMI STANU – a tak jest jak jest

Sprawdza się najgorszy scenariusz Tusek-poj….
zgłupiał do reszty Rostowski tyż a dług
rośnie . Od 1989 roku żadna ekipa nie mogła
zrozumieć że po zmianie ustroju powinni zamiast
okradać ludzi pod byle pozorem , co zresztą
robią do dzisiaj powinni umożliwić ludziom
bogacić się jak umieli jeszcze to robić ,ale
nie kolesiom i jednostkom tylko wszystkim to
dzisiaj Polska byłaby jednym wielkim Eldorado .
Lecz zwykłe zaściankowe kurewstwo wzięło
górę nad pragmatyzmem i efekt jest dzisiaj
widoczny , oddali w obce ręce handel,przemysł i
banki tym samym przesrali całą Polskę, ten
rząd i wszystkie przed nim to nie były żadne
rządy to była i jest zgraja przypadkowych
głupich kutasów którym tylko wydaje się że
umieją rządzić. Czyżby nie wiedzieli o tak
prostej zależności że bogaty obywatel to bogate
państwo co ? . Oni tylko potrafią robić
quasi-poważne miny w TV i na tym koniec , we
łbie pustka , w kasie pustka i deficyt a
przyszłość Polski ? …..Polska już nie ma
przyszłości ,Polski już nie ma . Zamiast po 89r
restrukturyzować polski przemysł i gospodarkę
aby naród miał pracę a na zewnątrz zatrudnić
bardzo dobrych menagerów do handlu tym co byłoby
przez polskę produkowane , te głupie prymitywne
chuje wszystko sprzedali i teraz obcy dyktują nam
warunki a Oni, ten niby „nasz” rząd co robi ?
ano doi nas i obdziera ze skóry . Dlatego oni
powinni już odejść gdyż żaden normalnie
myślący człowiek nie będzie im już wierzył,
dogadali się z klerem i okradają tę biedną
Polskę jak mogą . Stawiam oficjalny zarzut
rządowi R.P JAWNEJ ZDRADY I POGWAŁCENIA
KONSTYTUCJI oraz POGWAŁCENIA POLSKIEJ RACJI STANU
! PRZED TRYBUNAŁ STANU Z NIMI WSZYSTKIMI a potem
co najmniej reaktywować BEREZĘ KARTUSKĄ .

wiecej na :

http://fakty.interia.pl/polska/news/dzisiaj-zbiera-sie-rbn-z-udzialem-jaruzelskiego,1562075

Posted in spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski | 121 Comments »

KORZENIE „ELYT” III RiP- więzy krwi… III wojna swiatowa – BABA VANGA -dziwny zbieg okolicznosci i dat.

Posted by miziaforum w dniu Listopad 22, 2010


Szefowie syndykatu zbrodni

KOLEJNA GRUPA NIETYKALNYCH POD PARASOLEM OCHRONNYM III RP – NIEPODLEGAJACYCH POD KODEKS KARNY ICH NASTEPCY POD SZYLDEM SB TEŻ MAJA SIE SWIETNIE W III RP – DOPIESZCZANI PRZEZ NAJJASNIEJSZĄ RP WYSOKIMI ŚWIADCZENIAMI EMERYTALNYMI DO DNIA DZISIEJSZEGO A WIEC TAKICH „NIETYKALNYCH ” JEST WIELU –

KURIOZALNE ZATEM WYDAJE SIĘ ZE W ZASADZIE JEDYNĄ WŁADZĄ POLSKĄ KTÓRA WYCIAGNELA JAKIEKOLWIEK KONSEKWENCJE W STOSUNKU DO NIZEJ WYMIENIONYCH BYŁA PRL -owska POLSKA TOWARZYSZA WIESŁAWA ……….

III NAJJASNIEJSZA ZEKOMO WOLNA R.P – MARKOWAŁA DZIAŁANIA W TAKI SPOSOB O JAKIM WSZYSCY WIEDZĄ – NIEMOZNOŚC EKSTRADYCJI – JEST STRASZNĄ GÓWNOPRAWDĄ KTORĄ BEZKRYTYCZNIE POLACY ŁYKNELI – JESLI CHODZI O IZRAEL ZGODZĘ SIĘ ALE – KRAJE EUROPEJSKIE ………….

 

Domorosły historyk Jacek Kuroń stwierdził na sesji „Marzec 1968”, zorganizowanej w 1981 r. na Uniwersytecie Warszawskim, że nie wydaje mu się ważne ilu było Żydów w UB. To, co nie jest ważne dla Kuronia, powinno być jednak bardzo ważne dla ogółu Polaków, dla naszej wiedzy o najnowszej historii Polski. Nie byłoby tak ważne, gdyby Żydzi stanowili 20 czy 25 procent kadr dominujących w bezpiece, co i tak byłoby nieproporcjonalnie dużo w porównaniu ze stosunkiem procentowym Żydów do całej ludności Polski w tym czasie.

Było jednak bardzo ważne w sytuacji, gdy Żydzi stanowili co najmniej 90 procent kadr kierowniczych w stalinowskiej bezpiece, tych, którzy faktycznie nią rządzili: od Bermana i Romkowskiego do Brystygierowej i Fejgina. Najsprytniejszy nawet „Europejczyk” – manipulator z „Gazety Wyborczej” czy „Polityki” nie może zaprzeczyć temu podstawowemu faktowi, że niemal wszyscy faktyczni dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce byli Żydami z pochodzenia. Zaprzeczanie temu byłoby czymś groteskowym.

Aby zrozumieć, jak absurdalne i nie mające niczego wspólnego z obiektywną prawdą historyczną są wszelkie próby wybielania roli Żydów w UB, wystarczy po prostu przyjrzeć się dokładnie czołowym postaciom dominującym w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, czyli faktycznym syndykatem zbrodni w ówczesnej Polsce. Okaże się wówczas, że wszyscy czołowi prominenci MBP (poza jednym ministrem-figurantem Stanisławem Radkiewiczem) byli komunistami pochodzenia żydowskiego. A działo się tak nieprzypadkowo, lecz zgodnie ze stałą zasadą Stalina: dziel i rządź, wykorzystującą ludzi z mniejszości narodowych z Rosji i różnych krajów ujarzmionych przez ZSRR do tym lepszego podporządkowywania narodów w nich zamieszkujących, niszczenia ich uczuć narodowych i religii, które wyznawali. Do tego zaś najlepiej nadawali się ludzie jak najdalsi od patriotyzmu polskiego, węgierskiego, rumuńskiego, czeskiego czy litewskiego, a także od religii chrześcijańskiej, a więc komuniści żydowscy. Fakty są uparte. Nikt w oparciu o nie nie może podważyć stwierdzeń, że właśnie opisana przeze mnie niżej grupa ludzi była najbardziej odpowiedzialna za konsekwentne terroryzowanie Narodu najkrwawszymi sowieckimi metodami. A byli to (poza jednym Radkiewiczem) wyłącznie ludzie narodowości żydowskiej.

Warto przypomnieć tu dość znamienną opinię prof. Andrzeja Paczkowskiego na temat hierarchii ważności dyrektorów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w dobie stalinizmu. Prof. Paczkowski stwierdził na łamach „Gazety Wyborczej” z l lutego 1996 r., iż poza ścisłym kierownictwem MBP, czyli wiceministrami i ministrami najbardziej aktywni byli: Luna Brystygierowa, dyrektor Departamentu V, Józef Czaplicki, dyrektor Departamentu III i oczywiście Anatol Fejgin, dyrektor Departamentu X. W ten sposób szczególną rolę dyrektorów-Żydów w bezpiece potwierdził, choć nie mówiąc o ich pochodzeniu także prof. Paczkowski, związany ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” i nader skłonny do wybielania roli Żydów w antypolskich zbrodniach.

Berman

Decydujące znaczenie dla sytuacji w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego miał fakt, że głównym i niekontrolowanym przez nikogo w Polsce nadzorcą bezpieki w Biurze Politycznym KC PPR, a później Biurze Politycznym KC PZPR był żydowski komunista Jakub Berman, niezwykle dynamiczny i bardzo inteligentny „morderca zza biurka”. To on był też faktycznie osobą Numer Jeden w komunistycznym establishmencie w Polsce, „szarą eminencją” ówczesnej władzy, spychając w cień dużo mniej inteligentnego i bezbarwnego Bieruta. A przede wszystkim posiadając dużo lepsze od niego kontakty na Kremlu. W odróżnieniu od rządzącego Węgrami krwawego Żyda Matyasa Rakosiego Berman nie pchał się jednak na czołowe stanowisko w Polsce. Jak później wyznał w rozmowie z Teresą Torańską (por. jej książkę „Oni”): Zdawałem sobie jednak sprawę, że najwyższych stanowisk jako Żyd objąć albo nie powinienem, albo nie mógłbym (…). Faktyczne posiadanie władzy nie musi wcale iść z eksponowaniem własnej osoby. Zależało mi, żeby wnieść swój wkład, wycisnąć piętno na tym skomplikowanym tworze władzy, jaki się kształtował, ale bez eksponowania się. Wymagało to naturalnie pewnej zręczności. Wycisnął rzeczywiście straszne piętno na wszystkim, czym kierował, będąc głównym dysponentem krwawych bezpieczniackich rozpraw z Narodem.

Dysponując potężnymi dźwigniami władzy był od początku bezwzględnym rzecznikiem stosowania polityki „twardej ręki””. Już jesienią 1945 r. mówił: Należy utrzymać silną rękę nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz w stosunku do administracji, członków partii itp. (…). Twarda ręka w bezpieczeństwie może wiele pomóc. Inspirował maksymalne stosowanie przemocy wobec PSL-owskiej opozycji, bez przebierania w środkach. W wystąpieniu na posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR bezpośrednio po skrajnym zafałszowaniu przez komunistów wyborów ze stycznia 1947 r. mówił: Zmobilizowałem wszystkie siły nacisku moralnego i fizycznego (…). Gdyby świat dowiedział się o prawdziwych wynikach wyborów na całym obszarze Polski, przypuszczono by na nas atak. Berman ponosi zdecydowanie największą odpowiedzialność za krwawy terror doby stalinizmu w Polsce, który nadzorował przez „swoich” ludzi w bezpieczniackim syndykacie zbrodni: głównie R. Romkowskiego, J. Różańskiego i A. Fejgina. Koordynował przygotowania setek procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych oraz bezwzględną, systematyczną walkę z Kościołem. Dyrektorom departamentów w MBP wielokrotnie zarzucał, że nie doceniają „roli kleru w dywersji przeciw naszej Partii”.

W przemówieniu na radzie partyjnej w marcu 1949 r. akcentował, że centralnym zagadnieniem jest rozwój agentury bezpieczeństwa, którą trzeba rozbudowywać z całym uporem. Zdecydowanie zwalczał jakiekolwiek próby uwzględnienia narodowej specyfiki w polityce PPR, szczególnie ostro przeciwstawiając się tego typu przejawom w działalności Władysława Gomułki. Należał do głównych rzeczników rozprawy z gomułkowszczyzną, atakując ją jako niebezpieczne „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Po sfabrykowanym procesie byłego komunistycznego ministra spraw wewnętrznych Laszló Rajka i straceniu go jako rzekomego „agenta Tito”, wystąpił na naradzie w KC PZPR solidaryzując się z katami Rajka i zapowiadając szukanie „polskich Rajków”. Prowadził konsekwentną politykę sowietyzacji i rusyfikacji polskiej kultury, dążąc do wytrzebienia polskiego narodowo-katolickiego sposobu myślenia. Ze względu na równoczesne łączenie przez Bermana nadzoru nad bezpieczeństwem i kulturą popularne stało się złośliwe powiedzenie, że odtąd w malarstwie dopuszczone będą wyłącznie trzy kierunki:

„fornalizm, ubizm i represjonizm”.

Realizując za parawanem systemu komunistycznego skrajnie szowinistyczną politykę żydowską i tępiąc najlepszych polskich patriotów, nie zważał na konkretne zasługi represjonowanych w akcji ratowania Żydów. Bardzo wymowny pod tym względem był taki oto dialog T. Torańskiej z Bermanem:

Torańska: – A zamykanie? Na przełomie 1948/1949 aresztowaliście członków AK-owskiej Rady Pomocy Żydom „Zegota”.

Berman: – No tak, objęło się szeroką gamą wszystkie organizacje związane z AK.

Torańska: – Proszę pana! UB, w którym wszyscy lub prawie wszyscy dyrektorzy byli Żydami, aresztuje Polaków za to, że w czasie okupacji ratowali Żydów, a pan twierdzi, że Polacy są antysemitami, nieładnie.

Berman: – Źle się stało. Na pewno źle się stało (T. Torańska „Oni”, wyd. podziemne „Przedświt”, Warszawa 1985, s. 237).

Usunięty w maju 1956 r. z kierownictwa partii i rządu, ostatecznie uniknął jakiejkolwiek kary (poza usunięciem go w maju 1957 r. ze składu KC i partii). Przez wiele lat spokojnie pracował jako recenzent-konsultant w redakcji historycznej partyjnego wydawnictwa „Książka i Wiedza”. Co więcej, ten największy zbrodniarz PRL-owski za rządów gen. Jaruzelskiego w grudniu 1983 r. został odznaczony w Sejmie Medalem Krajowej Rady Narodowej.

Nawet po dziesięcioleciach Berman, krwawy morderca zza biurka, nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia za zbrodnie popełnione (na Polakach – wtr. WK) przez Żydów. Przeciwnie, dalej ich oskarżał… o antysemityzm. Z jakże celną ironią opisał tę postawę Bermana (na tle prowadzonej z nim rozmowy przez T. Torańska) żydowski dziennikarz z USA John Sack w książce „Oko za oko” (op.cit., s. 237):

Potem Jakub został wylany z pracy, wyrzucony z partii i usunięty z Wielkiej Encyklopedii – tę serię nieszczęść Berman, ubrany w stary, szary sweter, sącząc herbatę i z wdziękiem obierając pomarańczę z Izraela, przypisał w czasie pogawędki, którą odbył w ‚1983 r. z należącą do „Solidarności” polską pisarką, polskiemu antysemityzmowi.

– …społeczeństwo polskie – powiedział Jakub, sącząc herbatę i obierając wychudłymi palcami pomarańczę – „jest w swojej konsystencji bardzo antysemickie”.

– Pan to mówi? Pan? – obruszyła się kobieta z „Solidarności”.

– Bo taka jest, niestety, prawda. Moją córkę wielokrotnie przezywano w szkole śledziarą.

– I nie rozumie… – mówiła pisarka, która całymi godzinami musiała przypominać mu, jak Urząd torturował Polaków, jak wyrywał im paznokcie, wycinał języki, wypalał oczy, nie mówiąc iuż o tym, jak ich zabijał, po czym słuchała, jak Jakub z uporem powtarza, że „Rewolucja to rewolucja”. – I nie rozumie pan dlaczego?

– Nie… – odpowiedział Jakub.

Różański

Zasłużoną sławę najokrutniejszego kata bezpieki zyskał sobie dyrektor Departamentu Śledczego w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego Józef Różański (Goldberg). Według raportu tzw. komisji Nowaka, powołanej na VIII Plenum KC PZPR w 1957 r. właśnie Różański szczególnie wyróżnił się we wprowadzaniu metod znęcania się nad oskarżonymi przez bezpośredni przykład i udział w znęcaniu się. Od byłego oficera AK Kazimierza Moczarskiego, który był jedną z ofiar „piekielnego śledztwa” prowadzonego pod nadzorem Różańskiego wiemy, jakie były metody katowania więźniów przesłuchiwanych w MBP. Spośród czterdziestu dziewięciu rodzajów maltretacji i tortur, którym go poddawano, Moczarski wymienił m.in.:

1) bicie pałką gumową specjalnie uczulonych miejsc ciała (np. nasady nosa, podbródka i gruczołów śluzowych, wystających części łopatek itp.);

2) bicie batem, obciągniętym w tzw. lepką gumę, wierzchniej części nagich stóp – szczególnie bolesna operacja torturowa;

3) bicie pałką gumową w pięty (seria po 10 uderzeń na piętę – kilka razy dziennie);

4) wyrywanie włosów ze skroni i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z brody, z piersi oraz z krocza i narządów płciowych;

5) miażdżenie palców między trzema ołówkami (wskutek tego „zabiegu” dwukrotnie zeszło mi sześć paznokci);

6) przypalanie rozżarzonym papierosem okolicy ust i oczu;

7) przypalanie płomieniem palców obu dłoni;

8) zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni, drogą „budzenia” więźnia, który stał w mroźnej celi, uderzeniami w twarz, zadawanymi przez dozorującego urzędnika byłego MBP; metoda ta, nazywana przez oficerów śledczych „plażą” lub „Zakopanem”, wywołuje półobląkanczy stan u więźnia i wywiera zaburzenia psychiczne, powodujące widzenia barwne i dźwiękowe, zbliżone do odczuwanych po spożyciu peyotlu lub meskaliny (cyt. za: K. Moczarski „Piekielne śledztwo”, „Odrodzenie”, 21 stycznia 1989 r.).

Wyrafinowane osobiste katowanie przesłuchiwanych stało się dla Różańskiego (Goldberga) prawdziwą rutyną. Leon Wudzki powiedział w słynnym, oskarżycielskim wystąpieniu na VIII Plenum KC w październiku 1956 r., iż (…) całe miasto wiedziało, że Różański zdziera ludziom paznokcie osobiście z rak (…). Różański upodobał sobie m.in. zwyczaj gaszenia papierosa na wierzchu dłoni osoby przesłuchiwanej w czasie śledztwa. Z wykształcenia był prawnikiem. Była łączniczka AK Maria Hatowska, którą przesłuchiwano w 1946 r. w MBP na Koszykowej w gabinecie Różańskiego, padła ofiarą sadystycznych katowań. Gdy odmówiła ujawnienia swych znajomych z AK, Różański kopnął ja tak silnie, że przewróciła się z krzesłem. Kiedy się podniosła, kopał ja w brzuch. Zemdlała (według K. Bogomilska „Rozpoznałabym go nawet w piekle”, „Gazeta Polska” z 3 listopada 1994 r.). Tomasz Grotowicz w „Naszej Polsce” z 8 lipca 1998 r. przypomniał fragment zeznania z 1957 r. dotyczący torturowania na rozkaz Różańskiego jednej z polskich patriotek: (…) została ukarana przez pułkownika Różańskiego stójką, która trwała 16 dni. Stójka polegała na tym, ze przez cały dzień i noc nie wolno było się opierać ani usiąść, natomiast na noc zabierali ją do pustej celi i stawiali na betonowej podłodze boso tylko w bieliźnie, przy otwartym oknie, bez względu na porę dnia. Niejednokrotnie, gdy więzień zasypiał, polewano go wodą (…).

Zbiegły na Zachód inny żydowski komunista-oprawca w MBP Józef Światło (Fleichfarb) mówił w swych „rewelacjach” dla Radia Wolna Europa o specjalnym raporcie złożonym po uwolnieniu do Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej przez dwie członkinie PZPR więzione przez Różańskiego: Eugenię Piwińską i Halinę Siedlik. Według Światło obie opisywały, jak Różański bił je w śledztwie, wyzywał obrzydliwymi wyrazami, wybijał zęby, pluł i kopał. W raporcie tym oskarżyły go, że jest zboczeńcem i sadysta. Jedną z ulubionych metod „przekonywania” więźniów przez Różańskiego było dawanie im do zrozumienia, że jest panem ich życia i śmierci. Kazimierz Moczarski np. opisał w czasie swego procesu rehabilitacyjnego w 1956 r., iż: Różański podkreślał, że los mój zależy całkowicie od władz śledczych – i jak mówił – sąd jest w ich rękach i jeśli władze te postawią krzyżyk, to sąd musi dać krzyżyk. Pod słowem krzyżyk, jak wynikało z rozmowy, Różański rozumiał karę śmierci.

Różański był odpowiedzialny za działanie tajnej grupy ubeckich morderców, którzy na jego polecenie potajemnie mordowali w lesie wybranych aresztowanych żołnierzy AK i porywanych z ulicy ludzi. Tak zamordowano m.in. formalnie zwolnionego z aresztu byłego kapelana 27. dywizji AK księdza Antoniego Dąbrowskiego. Jedną z ofiar skrytobójczego mordu stał się były naczelnik więzienia w Rawiczu (do września 1939 r.) Zygmunt Grabowski. Po wybuchu wojny otworzył on więzienie i wypuścił na wolność licznych komunistów, w tym późniejszych czołowych zarządców MBP: Radkiewicza, Romkowskiego i Różańskiego. Córka Grabowskiego, Barbara Stypułkowska-Rasteńska podejrzewała, że jej ojca zamordowano, bo coś wiedział kompromitującego o więzionych u niego w Rawiczu byłych więźniach komunistach: Radkiewiczu,

Różańskim i Romkowskim (według tekstu J. Morawskiego w „Życiu” z 11 października 1995 r.). Wśród skrytobójczo zamordowanych po wywiezieniu z więzienia do lasu był m.in. były pułkownik AK Aleksander Bieniecki, na którym bezpiece nie udało się wymusić oczekiwanych zeznań oraz jego żona.

Usunięty w marcu 1954 r. z resortu MBP Różański został najpierw jednym z dyrektorów w Polskim Radiu, a później naczelnym dyrektorem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Aresztowany 8 listopada 1954 r. został początkowo skazany na 5 lat więzienia, później po rewizji nadzwyczajnej w jego sprawie na 15 lat pozbawienia wolności (11 listopada 1957 r.). Już 8 października 1964 r. wyszedł jednak na wolność wraz z paru innymi byłymi oprawcami, skazanymi za stosowanie niedozwolonych metod przy przesłuchiwaniu więźniów.

Światło

Inny osławiony kat Polaków Józef Światło (Fleichfarb) wicedyrektor Departamentu X (Śledczego) MBP szybkie przyspieszenie kariery zawdzięczał głównie rozpoczętej już w 1944 r. gorliwej współpracy z NKWD. W marcu 1945 r. dał szczególnie wymowny dowód oddania swym stalinowskim mocodawcom, walnie przyczyniając się do rozpracowania i porwania 16 przywódców Polski Podziemnej z wicepremierem Rządu RP w Londynie Jankowskim i ostatnim dowódcą AK, generałem Okulickim na czele. Światło odegrał też wielką rolę w dokonywanych we współpracy z oddziałami NKWD aresztowaniach „elementów reakcyjnych” (czytaj: żołnierzy AK i BCh) z Białostocczyzny. Wywożono ich potem całymi eszelonami W latach 1945-1948 był kolejno zastępcą szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, Olsztynie i Krakowie. Osobiście aresztował licznych (żołnierzy – wtr. WK) Polski Podziemnej i wielu z nich osobiście torturował. Szczególnie okrutnie zachowywał się podczas przesłuchań działaczy dawnego Stronnictwa Narodowego. Mówił: Teraz popamiętacie, co to jest antysemityzm. Znany był fakt, że jeden z przesłuchiwanych przez Światło i towarzyszy, polany zimną wodą po omdleniu z bólu, wracając do przytomności powiedział: antysemityzm nigdy u nas nie prowadził do tortur, jak wasz antypolonizm (według C. Leopold, K. Lechicki „Więźniowie polityczni w Polsce w latach 1945-1956”, wyd. podziemne, Gdańsk 1981, s. 15).

Nadzorował tajne więzienie w Miedzeszynie, gdzie do metod wydobywania zeznań należało m.in. klęczenie na podłodze z cegieł z podniesionymi do góry rękami przez pięć godzin, przepędzanie nago korytarzami z jednoczesnym chłostaniem stalowymi prętami, bicie pałką splecioną ze stalowych drutów (T. Grotowicz „Józef Światło”, „Nasza Polska” z 22 lipca 1998 r.). Światło, cieszący się szczególnym zaufaniem władz sowieckich, był wykorzystywany do specjalnych zadań typu aresztowań podejrzanych komunistycznych prominentów. To on osobiście aresztował Władysława Gomułkę, jego żonę Zofię, gen. Mariana Spychalskiego i Zenona Kliszkę oraz przygotowywał proces Gomułki. Od l marca 1950 r. był wicedyrektorem X Departamentu MBP. Była uczestniczka walk AK Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa, więziona w więzieniu mokotowskim pisała, iż osławiony płk Światło, Izaak Fleichfarb, „krwawy Żyd” – jak go nazwano na Mokotowie – osobiście katował więźniów (A. Rószkiewicz-Litwinowiczowa „Trudne decyzje”. Warszawa 1991). Po rozstrzelaniu jego sowieckich mocodawców: Berii, Merkułowa i Dekanosowa, Światło w grudniu 1953 r. zbiegł do Berlina Zachodniego, ujawniając później tajniki UB w serii rozlicznych audycji w Radiu Wolna Europa pt. „Za kulisami bezpieki i partii”

„Krwawa Luna”

Do najkrwawszych i zarazem najbardziej wpływowych dyrektorów Departamentu w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego należała dyrektor V Departamentu Julia Brystygier. Oto jak ją charakteryzował były towarzysz w bezprawiu Józef Światło w audycji na falach RWE:

(…) Swą karierę rozpoczęła we Lwowie z chwilą wkroczenia armii sowieckiej w 1939 r. Jako była żona dr. Natana Brystygiera, lwowskiego przedwojennego działacza syjonistycznego, Luna miała wszystkie potrzebne kontakty i znajomości. Natychmiast po wkroczeniu wojsk bolszewickich do Lwowa w 1939 r. Brystygierowa zaczęła tak ordynarnie donosić i sypać, że naraziła sobie nawet wielu towarzyszy partyjnych, bo data im się we znaki. Z tego okresu datuje się ostra wałka między nią a płk. Różańskim, obecnym dyrektorem departamentu śledczego bezpieki. W tym czasie ona, Różański i zmarły niedawno Jerzy Borejsza, brat Różańskiego, donosili do NKWD na wyścigi. Rywalizacja między nimi w tej dziedzinie była bardzo zacięta. Aby ja wygrać, Luna Brystygierowa, zgodnie z moralnością tow. Bieruta, napisała raport do NKWD, że Różański pochodzi z syjonistycznej rodziny. Rzeczywiście, ojciec jego, dr Goldberg, był przed wojną redaktorem Hajntu w Warszawie. Różański znał ten raport i pamiętam, jak skarżył się mnie: „pomyślcie towarzyszu, że ta… napisała raport na mnie. Ale tow. Luna zapomina, że ja mam dłuższa karierę w NKWD niż ona”. Różański ma istotnie długą karierę w NKWD i dzięki temu trwa na swoim stanowisku.

Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa Brystygierowa prowadziła swą działalność donosicielską w ten sposób, że zorganizowała tak zwany Komitet Więźniów Politycznych. Przy pomocy tego Komitetu NKWD wyłapywało wszystkich odchyleńcow partyjnych i w ten sposób Brystygierowa dała się we znaki swoim towarzyszom. Ale dziś ma w centrali bezpieki mocną pozycję. Nazywa się ja piątym wiceministrem bezpieczeństwa. Przyczyna jest bardzo prosta: w swej bogatej karierze Brystygierowa była w Rosji przez dłuższy czas równocześnie kochanką Bemiana, Minca i Szyra. Dwaj pierwsi zwłaszcza mają w związku z tym wobec niej poważne zobowiązania. I dzięki temu, jak Brystygierowa, chce coś przeprowadzić, nawet przeciw Radkiewiczowi czy Romkowskiemu w bezpiece, to wszystko może zrobić. Ileż to razy Radkiewicz nie zdążył jeszcze zreferować jakiejś sprawy Bierutowi, a już Bierut czy Berman dzwonili do niego z zapytaniem: „słuchaj no, jest u ciebie taka a taka sprawa, dlaczego nam o tym nic nie mówisz?”. Radkiewicz nie zdołał im jeszcze zreferować, a oni już wiedzieli, bo oczywiście Brystygierowa referuje im wszystko nocami (por. Z. Błażyński „Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1950-1955”, Londyn 1986, s. 64-65).

Brystygierowa była w latach 1945-1950 p.o. dyrektora Departamentu V (Społeczno-Politycznego) Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a od stycznia 1950 r. do lipca 1954 r. dyrektorem tego Departamentu. „Wsławiła się” jako fanatyczna nadzorczyni walki z Kościołem i religią katolicką. To ona już w październiku 1947 r. zalecała „systematyczne rozpracowywanie instytucji Kościoła w terenie”, akcentując m.in.: Należy zerwać z rozpowszechnionym poglądem, że „klasztoru nie da się rozpracować”. (…) Kierunek dojścia: żebracy, dostawcy klasztorni itp.”. Brystygierowa zachęcała również do „systematycznego rozpracowywania katechetów szkolnych” i „przeciwdziałania rozszerzaniu się prasy katolickiej”. Jak podkreślał Leszek Żebrowski w „Encyklopedii białych plam” (t. 2, s. 193-194): Wynikiem pracy kierowanego przez nią (Brystygierową – J.R.N.) Departamentu było aresztowanie m.in. ok. 900 księży katolickich, kilku biskupów oraz „internowanie” Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, unicestwione zostały liczne organizacje katolickie, w tym charytatywne (Caritas). (…) Jeszcze w październiku 1955 r. na odprawie kierownictwa bezpieki Brystygierowa wezwała do likwidacji zakonów.

Brystygierowa odznaczała się szczególną gorliwością w zwalczaniu polskiej inteligencji patriotycznej. Znamienny był typ instrukcji udzielanych przez nią na szkoleniowych odprawach dla funkcjonariuszy. „Wyjaśniała” im, że w istocie cała polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunistycznemu i właściwie nie ma szans na jej reedukację. Pozostaje więc jej zlikwidowanie. Ponieważ jednak nie można zrobić błędu, jaki uczyniono w Rosji po rewolucji 1917 r., eksterminując inteligencję i w ten sposób opóźniając rozwój gospodarczy kraju, należy wytworzyć taki system nacisków i terroru, aby przedstawiciele inteligencji nie ważyli się być czynni politycznie. Przydatne maja być tylko ich umiejętności (Czesław Leopold, Krzysztof Lechicki „Więźniowie polityczni w Polsce 1945-1956”, Wydawnictwo Młoda Polska, Gdańsk 1981, s. 20).

Brystygierowa odgrywała wielką rolę również w działaniach zmierzających do skrytobójczego mordowania szczególnie niewygodnych dla komunistów działaczy PSL-u. Jerzy Morawski pisał w tekście „Strzały zza węgła” („Życie” z 7 listopada 1995 r.), iż: Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego kierowany przez Lunę Brystygierową, na co wskazuje coraz więcej faktów, typował do fizycznej likwidacji działaczy PSL (propozycję zatwierdzono na najwyższym szczeblu).

Z powodu bezwzględności, z jaką przesłuchiwała więźniów, nazywano ją „krwawą Luną”. Żołnierz AK i były więzień polityczny Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa pisała w swych wspomnieniach, iż: Julia Brystygierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym więźniom, była zdaje się zboczona na punkcie seksualnym i tu miała pole do popisu (A. Rószkiewicz-Litwinowiczowa „Trudne decyzje. Kontrwywiad Okręgu Warszawa AK 1933-1944. Więzienie 1949-1954”, Warszawa 1991, s. 106). W różnych relacjach powtarzają się opowieści o sadyzmie Brystygierowej, bijącej rozebranych młodych więźniów szpicrutą po jądrach, aby wymusić przyznanie się do winy. Tomasz Grotowicz opisał na łamach „Naszej Polski” z 4 sierpnia 1999 r. za wspomnieniami byłego więźnia PSL-owca, jak „krwawa Luna” znęcała się nad szefem propagandy PSL na województwo olsztyńskie Szafarzyńskim: (…) maltretowany przez Lunę Szafarzyński stanowił widok przerażający. Jądra miał na wysokości kolan. Brystygierowa wsadzała mu przyrodzenie do szuflady i następnie zatrzaskiwała, a także bez opamiętania bila więźnia. Szafarzyński wkrótce zmarł wskutek ogólnego wycieńczenia.

Nigdy nie poniosła odpowiedzialności karnej za swe zbrodnicze „wyczyny”. Po 1956 r. działała jako „literatka”, publikując dwie książki, dość miernej jakości, pod nazwiskiem Julii Prajs.

Figurant Radkiewicz

Niektórzy próbują przeciwstawić się twierdzeniom o przemożnej roli Żydów w UB powołując się na fakt, że na czele MBP stał Polak -minister Stanisław Radkiewicz. Dziwnie nie dodają jednak – co było w swoim czasie rzeczą powszechnie znaną – że ten jedyny Polak na wysokim stanowisku w MBP był w swym ministerstwie żałosnym figurantem wobec swoich żydowskich podwładnych. Radkiewicz był ożeniony z Żydówką Rutą Teltsch (por. książkę żydowskiego autora Johna Sacka „Oko za oko”, Gliwice 1995, s. 299). Według samokrytyki zastępcy Radkiewicza wiceministra Romana Romkowskiego (Natana Gruenspan-Kikiela): Kierownictwo partyjne dobrze wiedziało, co sobą przedstawia Radkiewicz – człowiek, z którym najlepiej można było rozmawiać na tematy – jeleni, saren, dzików, polowania; człowiek, który nazajutrz najczęściej zapominał referowaną mu sprawę operacyjną, który nigdy nie przeczytał ani jednej sprawy operacyjnej czy śledczej (cyt. za: S. Marat, J. Snopkiewicz „Ludzie bezpieki”. Warszawa 1990, s. 140). Nici wszystkich spraw w bezpiece znajdowały się więc w rękach jego żydowskich podwładnych.

Wiedzieli oni, podobnie jak na górze Berman, o bardzo kompromitującej tajemnicy Radkiewicza, która ułatwiała trzymanie go w ręku. Radkiewicz po aresztowaniu przed wojną jako sekretarz KZMP podpisał na policji tzw. lojalkę (tamże, s. 14 – z notatek Romkowskiego).

Romkowski (Grunspan-Kikiel)

Roman Romkowski (Natan Grunspan-Kikiel), syn Stanisława i Marii z domu Blajwajs, był jednym z najbardziej bezwzględnych i wpływowych decydentów w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego w latach 1949-1954. W czasie wojny, w latach 1941-1944 komisarz polityczny, szef wywiadu i kontrwywiadu oraz dowódca „oddziału specjalnego” im. Stalina na Nowogródczyźnie w stopniu majora. Od 1946 r. jako pomocnik ministra resortu bezpieczeństwa, koordynował całą pracę resortu. Po zostaniu wiceministrem MBP sprawował nadzór nad szczególnie ważnymi w tym resorcie departamentami operacyjnymi, tj. I – kontrwywiadu, III – podziemia, V – partii i organizacji, VII – wywiadu, X i śledczym. Światło w swych „rewelacjach” na falach RWE akcentował, że Romkowskiemu bezpośrednio podlega szczególnie ważny Departament X, w którym „zbierają się wszystkie nici terroru” i „kontrola nad społeczeństwem w kraju” i stwierdzał, że: Romkowski odgrywa w bezpiece rolę decydującą, w pewnym sensie ważniejszą od Radkiewicza (ówczesnego ministra bezpieczeństwa – J.R.N.), trzęsie ministerstwem (por. Z. Błażyński „Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955”, Londyn 1985, s. 72-73). Aresztowany w kwietniu 1956 r. został skazany na 15 lat więzienia za stosowanie niedopuszczalnych metod presji fizycznej i moralnej, lecz go zwolniono z odbywania kary dużo wcześniej, bo już w 1964 r.

Fejgin

Anatol Fejgin, syn Mojżesza i Marii z domu Kacenelenbogen, pod koniec 1945 r. został zastępcą szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego, a więc jednej z instytucji najbardziej odpowiedzialnych za terror i bezprawie. Jak widać sprawiał tam się bardzo skutecznie, skoro w październiku 1949 r przeniesiono go z Informacji Wojskowej na stanowisko dyrektora X Departamentu MBP, departamentu śledczego, będącego swego rodzaju kontrwywiadem partii, zwalczającego „wszelkie odchylenia” i walczącego z obcym wywiadem. Był odpowiedzialny za wiele szczególnie okrutnych przesłuchań. Jego bezwzględność dobrze ilustruje historia z marca 1946 r., gdy doszło do incydentu z żoną skazanego na śmierć plut. Józefa Szołochowa. Jego żona podeszła do kierującego akcją ppłk. Fejgina i zapytała go, czy zgodnie z wcześniejszą obietnicą rodziny mogą chwilę porozmawiać ze skazanymi i przekazać im paczki żywnościowe. Na to Fejgin uśmiechnął się cynicznie, poklepał J. Szołochowa po ramieniu i po rosyjsku powiedział: Spokojnie, spokojnie, zobaczysz się z nim w niebie. Wyprowadzona tym z równowagi J. Szołochowa odpowiedziała mu bez zastanowienia: Uważaj bandyto, żebyś się tam nie znalazł jeszcze przed moim mężem (M. Zaborski „Proces 23 – pierwszy wielki proces pokazowy w Polsce Ludowej (część II)”, „Gazeta Polska” z 9 grudnia 1993 r.). Fejgin, usłyszawszy słowa Szołochowej, próbował natychmiast na miejscu ją zastrzelić z pistoletu. Udało się jej jednak ukryć dzięki nagłemu ruszeniu kolumny konwoju z czołgami i samochodami ciężarowymi, za którymi się ukryła. Fejgin wystrzelał do uciekającej Szołochowej, próbując ją zabić, cały magazynek amunicji. Usunięty z MBP w 1954 r. i skazany w 1957 r. na 12 lat więzienia, ułaskawiony w 1964 r.

Mietkowski (Bobrowicki)

Mieczysław Mietkowski (Mojżesz Bobrowicki), wiceminister MBP od 1945 do 1954 r. W skrajnie cyniczny i bezwzględny sposób kierował rozpracowaniem sfabrykowanej sprawy gen. Stanisława Tatara i uwięzionych wraz z nim wojskowych. Jego styl „demaskowania wrogów” dobrze ilustrowała opowiedziana przez dyrektora departamentu III MBP Józefa Czaplickiego wypowiedź Mietkowskiego: Wystarczy, bym powiedział – że jeszcze nie ma wywiadu francuskiego, a po dwóch dniach znajdzie się wywiad francuski. Jak wspominał później Czaplicki, rzeczywiście po dwóch dniach uzyskali takie „wyjście”. W maju 1955 r. Mietkowski został zwolniony ze stanowiska, lecz ukarano go jedynie wykluczeniem z PZPR.

Brak miejsca nie pozwala na szczegółowe omówienie działalności licznych innych Żydów-dyrektorów departamentów w MBP czy sprawujących inne funkcje kierownicze w stalinowskim aparacie terroru. By wymienić choćby takie osoby, jak dyrektor III Departamentu Józef Czaplicki – nazywany Akowerem z powodu wyspecjalizowania w prześladowaniu AK-owców, dowódca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego Juliusz Hibner, dyrektor Gabinetu Ministra BP, później m.in. p.o. dyrektora Departamentu III MBP Leon Ajzen-Andrzejewski, dyrektor Departamentu IV MBP Józef Kratko, dyrektor Departamentu II Leon Rubinsztejn, dyrektor Departamentu Organizacji i Planowania MBP Michał Hakman, dyrektor Centralnych Konsumów MBP Feliks Goldsztajn, dyrektor Centralnego Archiwum MBP Zygmunt Okręt, dyrektor Gabinetu Ministra BP Juliusz Burgin i rozliczni inni żydowscy dyrektorzy i naczelnicy w MBP. Dodajmy do tego rozlicznych odpowiedzialnych za represje prokuratorów i sędziów żydowskiego pochodzenia typu Heleny Wolińskiej, bezpośrednio odpowiedzialnej za doprowadzenie do mordu na generale „Nilu” E. Fieldorfie, sędzi Marii Gurowskiej, która wydała na niego wyrok śmierci, zastępcy prokuratora generalnego PRL Henryka Podlaskiego, zastępcy szefa Najwyższego Sądu Wojskowego i szefa Zarządu Sądownictwa Wojskowego Oskara Szyi Karlinera (doprowadził on do takiego opanowania stanowisk w tym Zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję tę złośliwie nazywano „Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego), szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego płk. Stefana Kuhla, zwanego „krwawym Kuhlem”, prokuratora Benjamina Wajsblecha, prokuratora Pauliny Kern, sędziego Emila Merza, płk. Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkiela, płk. Nauma Lewandowskiego, prokuratorów w Prokuraturze Generalnej:

Benedykta Jodelisa, Paulinę Kern, płk. Feliksa Aspisa, płk. Eugeniusza Landsbergisa, sędziego Adama (powinno być Stefana wtr. WK) Michnika, etc. etc. Dość przypomnieć, że tylko w 1968 r. wyjechało około 1000 osób z dawnego aparatu władzy, skompromitowanych udziałem w służbach specjalnych, UB, etc. (według informacji podanej w audycji telewizyjnej 12 marca 1993 r. przez wybitnego badacza nowszej historii płk. Jerzego Poksińskiego). A przypomnijmy, że część żydowskich ubeków, najbardziej skompromitowanych działaniami w aparacie terroru, opuściła Polskę już w pierwszych latach po 1956 r.

Teoretycy bezprawia

W torowaniu gruntu dla rządów terroru szczególną rolę odgrywali prawnicy, teoretycy bezprawia. Dominującą rolę wśród nich odgrywali żydowscy komuniści na czele z wiceministrem sprawiedliwości Leonem Chajnem, który faktycznie niczym nie licząc się z ministremfigurantem H. Swiątkowskim, trząsł całym resortem. Jak wspominał Wacław Barcikowski we wspomnieniach z owych lat pt. „W kręgu prawa i polityki” (Katowice 1988, s. 142): (…) faktycznym kierownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości był Leon Chajn. Chajn, który samowolnie podporządkował sobie sądy i prokuratury, ponosi ogromną odpowiedzialność za dyktowanie bezwzględnych wyroków w sfabrykowanych procesach. Nader typowe pod tym względem były jego kategoryczne stwierdzenia w broszurce wydanej w 1947 r., iż: Są jeszcze prokuratorzy, którzy zdradzają zbytek gorliwości formalnej przy przetrzymywaniu zbirów z NSZ. Najwyższy czas skończyć z tym marazmem i dobrym sercem w stosunku do bratobójców! (L. Chajn „Trzy lata demokratyzacji prawa i wymiaru sprawiedliwości”. Warszawa 1947, s. 76-77).

Aby przerwać „niepotrzebne” liczenie się ze zbędnymi formalnościami (czytaj: regułami prawa) Chajn wzywał do przyspieszonych czystek. Już w kwietniu 1946 r. podczas dyskusji w KRN gromko piętnował to, że w polskim sądownictwie jest zbyt wiele starych kadr sędziowskich i prokuratorskich, akcentując: Chcielibyśmy (…) wprowadzić do sądownictwa nowy strumień krwi społecznej. I wprowadzono rzeczywiście całą masę nowych sędziów „dokształconych” w przyspieszonym trybie, którzy bez skrupułów wydawali krwiożercze wyroki zgodnie z życzeniami zwierzchników. W latach 1946-1952 prawie 440 nowych sędziów dołączyło do wymiaru sprawiedliwości po ukończeniu piętnastomiesięcznych kursów sędziowskich. Jeszcze w 1969 r. 100 sędziów posiadało jedynie wykształcenie średnie.

Przyspieszonym awansom młodych adeptów prawa pochodzenia żydowskiego na sędziów i prokuratorów w pierwszych latach powojennych sprzyjały wolne stanowiska w aparacie sprawiedliwości, po aresztowaniach i wywózkach w głąb ZSRR w pierwszych miesiącach 1945 r., wielu nie budzących sowieckiego zaufania Polaków – sędziów i prokuratorów. Sprawa ta ciągle jest za mało znana. Na miejsca „opróżnione” przez uwięzionych wchodzili nowi towarzysze, chcący jak najgorliwiej wprowadzać idee sowieckiego sądownictwa i wzorzec rozpraw z wrogami ludu, zgodny z koncepcjami stalinowskiego oberprokuratora Andrieja Wyszyńskiego.

Jaskrawym przykładem takiego „prawnika” z awansu był Marian Muszkat, pułkownik WP żydowskiego pochodzenia (wyemigrował do Izraela w 1968 r.). Stefan Korboński opisał w swej znakomitej książce „W imieniu Kremla” (Paryż 1956, s. 181) wystąpienie Muszkata na walnym zgromadzeniu Zrzeszenia Prawników Demokratów. Muszkat stwierdził tam, że sąd winien zrozumieć, że do każdego przepisu należy stosować marksistowską wykładnię, według której dobro demokracji ludowej jest naczelnym nakazem i jeśli pewien przepis temu warunkowi nie odpowiada, to nie może być stosowany. Muszkat zażądał wyposażenia prokuratury w nadzwyczajne uprawnienia w nowej rewolucyjnej sytuacji. Według Korbońskiego w myśl koncepcji Muszkata prokuratorzy mieli zostać panami życia i śmierci każdego człowieka. Adwokat zaś winien zapomnieć o przedwojennej zasadzie, że jego zadaniem jest obrona oskarżonego przed karą. W ludowym wymiarze sprawiedliwości miał on teraz stać się – obok sądu i prokuratury – trzecim organem, którego zadaniem jest wykrycie przestępcy, choćby był nim jego własny klient. Adwokat miał się stać pomocniczym funkcjonariuszem policji śledczej (por. S. Korboński, op.cit, s. 181).

Inny żydowski teoretyk prawa – płk Leo Hochberg „wsławił się” jako twórca prawa, według którego szeptaną propagandę uznano za zbrodnię stanu. Godne przypomnienia są również haniebne „innowacje” prawne wyszłe spod pióra Leona Schaffa, młodszego brata znanego stalinowskiego inkwizytora nauki polskiej filozofa Adama Schaffa. Leon Schaff wystąpił z szeroką wykładnią terroru wobec wszystkich warstw i klas uznanych za niechętne wobec komunistycznego reżimu. W wydanym w 1950 r. podręczniku „Polityczne założenia wymiaru sprawiedliwości w Polsce Ludowej” L. Schaff postulował „pozbawienie tych klas praw obywatelskich” i jak najszersze zastosowanie wobec nich „metod pozasądowych”. Leon Schaff był również żarliwym zwolennikiem stosowania „procesów pokazowych” wobec „wrogów ludu”, akcentując w cytowanej już pracy z 1950 r.: Tego typu procesy, jak grup byłej AK, NSZ, WiN, jak proces Doboszyńskiego, demaskowały istotne oblicze polskiej reakcji. Procesy te ujawniały nikczemna rolę tych ugrupowań, wykazały ich bezideowość polityczna, wykazały ich ścisły związek z obcym wywiadem. Procesy te spełniały niewątpliwie doniosłą rolę w zakresie mobilizacji społeczeństwa, wzrostu jego czujności politycznej, odizolowały reakcję od mas ludowych.

Zbrodniczy triumwirat

Fakt, że Jakub Berman był przez cały okres stalinizmu decydującym o wszystkim w bezpiece jej nadzorcą w Biurze Politycznym KC PPR, a później PZPR, stwarzał żydowskim szefom ubeckiego syndykatu zbrodni absolutne poczucie bezkarności. Było ono tym większe, że wiedzieli, iż Polską w imieniu Stalina rządzi triumwirat całkowicie zdominowany przez Żydów. W skład tego triumwiratu wchodzili Berman, Bierut i Minc. Dwaj żydowscy członkowie triumwiratu: Berman i Minc wyraźnie dominowali sprytem i inteligencją nad bezbarwnym Bierutem, a stopniowo wyraźnie dokooptowali do rządzącej trójki jeszcze jednego żydowskiego „bolszewika” – Romana Zambrowskiego. W tekście Piotra Lipińskiego w „Magazynie Gazety Wyborczej” z 25 maja 2000 r. czytamy na ten temat m.in.: Jakub Berman odpowiadał w „triumwiracie” za propagandę, służby bezpieczeństwa, Hilary Minc za gospodarkę. -Bierut zdawał sobie sprawę, że otaczają go ludzie inteligentniejsi, Berman i Minc – mówi Aleksander Kochański, historyk, kiedyś pracownik Centralnego Archiwum KC (…). Rola figuranta Bieruta, spełniającego rolę dekoracyjną na tle Bermana i Minca, trzymających w swych rękach kluczowe resorty trochę przypominała rolę, jaką współcześnie odegrał marionetkowy Buzek na tle o ileż bardziej wyrazistych w dążeniu do realizowania celów Unii Wolności Balcerowicza i Geremka.

Ta sytuacja w polskiej partii komunistycznej znajdowała wyraźne odbicie już od lipca 1949 r. w raportach sowieckiego „namiestnika” w Warszawie – ambasadora Wiktora Lebiediewa. Pisał on do ministra spraw zagranicznych ZSRR Andrieja Wyszyńskiego: Kierownicze jądro partii stanowią Bierut, Berman, Minc. Jako czwarty do grupy tej należy Zambrowski. Wśród nich tylko Bierut jest narodowości polskiej (…). W polskiej partii toczy się ukryta, za to zaciekła walka o władzę, w której Bierut jest na razie „izolowany” od pozostałych polskich towarzyszy przez grupę działaczy wyraźnie cierpiących na żydowski nacjonalizm (cyt. za: P. Lipiński „Bolesław Niejasny”, „Magazyn Gazety Wyborczej” z 25 maja 2000 r.). Zarzucając Bermanowi, Mincowi i Zambrowskiemu izolowanie Bieruta od kontaktów z szerszym aktywem partyjnym, Lebiediew twierdził, że działacze polskiego kierownictwa, tacy jak: Berman, Minc i Zambrowski nie uwolnili się od silnych przesądów nacjonalistycznych. Przypominając, że Berman rozpoczął przed wojną działalność polityczną w żydowskiej organizacji nacjonalistycznej, Lebiediew starał się dowieść w ten sposób, że nieprzypadkowy jest akcentowany przez niego fakt, że w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego wszyscy wiceministrowie i dyrektorzy departamentów to Żydzi. Lebiediew zwracał uwagę również na to, że Hilary Minc, jako minister przemysłu, nie miał ani jednego zastępcy Polaka.

Wszystko to oczywiście wynikało ze świadomej polityki Stalina, który sowietyzując Polskę, konsekwentnie chciał oprzeć się na żydowskich komunistach jako najdogodniejszym instrumencie w walce z polskim patriotyzmem i religią katolicką. Czynił to zresztą jakże chętnie i w odniesieniu do innych krajów Europy Środkowej (vide: zdominowanie Węgier przez rządy komunistów żydowskich na czele z „krwawym Maciejem” – komunistycznym dyktatorem Matyasem Rakosim (Rothem), rola sekretarza generalnego KP Czechosłowacji Rudolfa Slanskyego (Salzmanna), czy krwawej Anny Pauker, dyrygującej sowietyzacją w Rumunii. Jakże dosadnie przedstawiła tę niechlubną rolę żydowskich komunistów w stalinizacji Europy Środkowej pisarka Maria Dąbrowska. W zapisku w swych „Dziennikach” pod datą 30 listopada 1948 r. odnotowała uwagę o maleńkiej Europie, nad którą zawisa straszliwy rekin rosyjski, gotowy wszystko połknąć. Żydzi odgrywają rolę kucharzy, przyrządzających z nas wszystkich potrawę dla paszczy wieloryba (…) (M. Dąbrowska „Dzienniki powojenne 1945-1948”, Warszawa 1996, s. 339).

II. Żydzi z terenowych UB

Znakomity izraelski intelektualista, prof. Israel Shahak pisał już przed laty o tym, jak niebezpieczne stało się przybieranie na sile po 1945 roku zjawiska „ślepego, iście stalinowskiego poparcia dla wszelkiego zła, byle tylko było ono pochodzenia żydowskiego” (I. Shahak: „Żydowskie dzieje i religia”, Warszawa-Chicago 1997, s. 48). Niestety, konstatacja ta była bardzo prawdziwa również w odniesieniu do jakże dużej części Żydów w Polsce, którzy uznali za „własne” zdominowane przez komunistów żydowskich rządy w Polsce. Tylko na tym tle można zrozumieć tak wielkie skupienie Żydów-komunistów nie tylko w warszawskiej centrali Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ale również i w rozlicznych UB terenowych.

Amerykański dziennikarz, reporter i korespondent wojenny pochodzenia żydowskiego – John Sack w książce „Oko za oko” (Gliwice 1995, s. 95) pisał, że Żyd z pochodzenia, major Josef Jurkowski był szefem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na obszar Śląska. Sack (op.cit, s. 279) powoływał się na informacje Pinka Mąki, byłego sekretarza Bezpieczeństwa Publicznego na obszar Śląska, że w podległym mu regionie liczba żydowskich oficerów bezpieczeństwa wynosiła od 150 do 225. Według Sacka 70 do 75% oficerów bezpieczeństwa na tym terenie było Żydami (tamże, s. 292). Sack twierdził również, że we Wrocławiu Żydami byli:

komendant milicji, szef zajmującej się Niemcami sekcji UB, szef Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, pułkownik Rubinstein z Łodzi i burmistrz miasta Bolesław Drobner (tamże, s. 227, 344). Według Sacka szefem milicji w Lublinie był kapitan Szmul Gross, później szef milicji we Wrocławiu. W Katowicach szefem milicji był Pink Piekanowski, w Hrubieszowie – Yechiel Grynspan, szefem więziennictwa w Krakowie Stefan Finkel, szefem więziennictwa na całym obszarze Dolnego Śląska Schumacher, dyrektor Wydziału Więzień i Obozów na cały Śląsk, Chaim Studniberg (por. J. Sack: op.cit., s. 296, 333, 343-344, 359, 363). Sack, powołując się na Szmula Grossa, szefa milicji w Lublinie do maja 1945 r. twierdził, że 80% oficerów milicji w Lublinie i 50% tamtejszych milicjantów było Żydami (J. Sack: op.cit., s. 344).

Ciągle zbyt mało znane są fakty ilustrujące wpływ nagromadzenia osób pochodzenia żydowskiego na czołowych stanowiskach w kieleckim aparacie władzy na nastroje w tym mieście. Żydami z pochodzenia byli: prezydent miasta Kielce – Tadeusz Zarecki, szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – Andrzej Kornecki (Dawid Kornhendler), zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – Albert Gruenbaum, szef Sekretariatu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – Eta Lewkowicz-Ajzenman, dowódca, szef wydziału personalnego WUBP Kwaśniewski, dowódca oddziału wojskowego wysłanego na pomoc Żydom na Plantach – major Konieczny (Dane za „Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 roku. Dokumenty i materiały”. Kielce 1994, t. II, s. 139, 81,102,106; „Zabić Żyda. Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946”, oprac. T. Wiącek, Kraków 1992, s. 6 i 11; K. Kąkolewski: „Komunistyczny antysemityzm, „Gazeta Polska” 6 czerwca 1996 r.). Do komunistów żydowskiego pochodzenia w Kielcach należeli m.in.: I sekretarz KW PPR Jan Kalinowski i kierownik wydziału Organizacyjnego PPR Julian Lewin (wg K. Urbański: „Kieleccy Żydzi”, Kraków 1993, s. 191).

Zarówno prezydent Kielc T. Zarecki, jak i szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa T. Kornecki wywoływali powszechne oburzenie swymi nadużyciami. Zareckiego za popełnienie szeregu nadużyć miejscowa organizacja wyrzuciła z PPR. KC przywrócił mu jednak prawa członka partii, po czym Zarecki wyjechał do zachodniej Polski, gdzie również popełnił szereg nadużyć (por.: „Antyżydowskie …”, op.cit., t. II, s. 139). Nie lepszy był Kornecki. Według tekstu Włodzimierza Kalickiego „Zabij Żyda” w „Gazecie Wyborczej” z 7-8 lipca 1990:

Zwolenników PPR irytowała z kolei wszechwładza osób pochodzenia żydowskiego. Poprzedni szef WUBP Andrzej Kornecki, wedle doczesnych relacji wielokrotnie popełniał rozmaite wykroczenia i nadużycia – i zawsze był ratowany przez władze zwierzchnie (…). Milicjanci nie cierpieli UB, utożsamianego z Żydami. To wszystko stwarzało korzystny grunt dla przygotowanej przez NKWD zbrodniczej prowokacji kieleckiej z lipca 1946 roku (vide zachowanie milicjantów w czasie zajść antyżydowskich).

Według raportu Nikołaja Seliwanowskiego, głównego doradcy sowieckiego przy MBP, wysłanego do Berii 20 października 1945 r. Żydzi stanowili 82,3% w radomskim PUBP (por. „Komunizm. Ideologia. System. Ludzie”, Warszawa 2001, s. 196, 198). W Łodzi – według sprawozdania instruktora Wydziału Organizacyjnego KC PPR, Stanisława Brodzińskiego, który 12-18 sierpnia 1945 roku przeprowadził inspekcję na terenie Łodzi w organach UB Żydzi zajmowali 50% etatów (wg K. Lesiakowski: „Mieczysław Moczar ‚Mietek’. Biografia polityczna”, Warszawa 1998, s. 101). Jak pisał Lesiakowski: Powołując się na opinie lokalnych działaczy PPR, Stanisław Brodziński utrzymywał, że właśnie Żydzi mieli zająć co lepsze stanowiska. Utrzymywanie tego stanu – według jego opinii – mogło mieć szkodliwy wpływ na odbiór pracy aparatu bezpieczeństwa przez społeczeństwo.

Nagromadzenie osób żydowskiego pochodzenia w wojewódzkich UB było zauważalne w całej Polsce. Jerzy Lech Rolski wspominał w swej relacji, przygotowanej na ogólnopolskie sympozjum „Zbrodnie stalinowskie wobec Polski w 1990 roku”, iż szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Jeleniej Górze w 1947 roku był Żyd, zastępcą też Żyd (Baumgarten), prokuratorem również Żyd. Rolski opisywał dość znamienną rozmowę, w czasie gdy był więziony we Wrocławiu: Spotkałem tam porządnego Żyda, z którym się zaprzyjaźniłem do czasu, kiedy nie wyjechał do Izraela. Wyjeżdżając powiedział, że nie chce odpowiadać za zbrodnie, jakich Żydzi dokonują na AK-owcach. Miał dobre rozeznanie, kto pracuje w UB, prokuraturze i informacji.

Henryk Pająk i Stanisław Żochowski w książce „Rządy zbirów 1940-1990” (Lublin 1996, s. 141), wymieniając najbardziej eksponowanych zbirów UB, wyliczyli między innymi następujących wojewódzkich szefów UB żydowskiego pochodzenia: Jana Tataja – szefa WUBP w Kielcach, Tadeusza Pasztę – szefa WUBP w Warszawie, Józefa Mrożka – szefa WUBP w Gdańsku, Józefa Plutę – zastępcę szefa UB w Białymstoku, Jana Olkowskiego – szefa WUBP w Krakowie, Zbigniewa Paszkowskiego – szefa UBP na miasto Warszawę, płk Korneckiego – szefa WUBP w Poznaniu.

Arkadiusz Rybicki i Antoni Wręga pisali w książce „Więźniowie polityczni w Polsce 1945-1956), wydanej między innymi w 1983 roku w Paryżu pod pseudonimami Czesława Leopolda i Krzysztofa Lechickiego (s. 10-11), o ogromnej bezwzględności wobec polskiej patriotycznej opozycji studenckiej, przejawianej przez krakowskiego komendanta UBP, Żyda z pochodzenia – Jana Frey-Bieleckiego. Po rozproszeniu z pomocą sowieckich czołgów manifestacji 3-majowych 1946 roku w Krakowie, Bielecki zarządził obławę na pozostałych studentów. Wieczorem otoczono domy akademickie, wszystkich studentów wyprowadzono do przygotowanych „bud” samochodowych i wywieziono do kilku obozów zorganizowanych na peryferiach Krakowa. Wywołało to tak wielkie oburzenie i protesty w Krakowie i innych ośrodkach akademickich, że musiał łagodzić sytuację reżimowy premier Osóbka-Morawski. Przybył on do Krakowa, usunął Bieleckiego z UBP (przeszedł on do wojska) i doprowadził do zwolnienia studentów przetrzymywanych w obozach. Uwolnieni studenci ogłosili jednak bojkot wykładów i strajk, który ogarnął także szkoły średnie w kilku miastach.

Generalnie ciągle za mało znane są liczne zbrodnie lokalne popełnione w różnych województwach na polecenie i pod dowództwem miejscowych żydowskich ubeków. Typowym przykładem pod tym względem jest sprawa zbrodni na 16 Polakach – żołnierzach AK, NSZ i innych organizacji niepodległościowych dokonana w Siedlcach w dniach 12 i 13 kwietnia 1945 roku. 8 lutego 1990 wniosek o ściganie winnych tej zbrodni złożył do Prokuratury Rejonowej w Siedlcach prezes Związku Sybiraków Oddział w Siedlcach Zygmunt Goławski. W toku postępowania prokuratorskiego bezspornie udowodniono, że mordu dokonali pracownicy Powiatowego urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Siedlcach. W czasie zbrodni szefem ówczesnego UB w Siedlcach był por. Edward Słowik, oficer narodowości żydowskiej, mający za „doradcę” oficera NKWD – majora Timoszenko. Jak stwierdzano na okolicznościowej karcie wydanej 3 czerwca 2001 roku z okazji odsłonięcia pamiątkowej tablicy ku czci pomordowanych 16 polskich patriotów: W momencie zbrodni w całym ówczesnym siedleckim UB na około 50 pracowników, około 20 było narodowości żydowskiej.

 

http://www.jerzyrobertnowak.com/ksiazki/zbrodnie_ub.htm

 

===================================================

III WOJNA SWIATOWA – KOREA – BABA VANGA I NIE TYLKO – ZBIEG OKOLICZNOSCI CZY….


KrisT powiedział/a
Listopad 23, 2010 @ 5:14 AM e 1

znalazłem cos ciekawego.
pamiętacie przepowiednei babci Vangi ?, ano 3WS miał się rozpocząc 10.11.2010r. Wiem 10go juz było.. tylko ze wg. kalendarza Juliańskiego dzisiaj jest właśnie 10go! link do kalendarza: http://calendar.zoznam.sk/julian_calendar-pl.php
Rosja i Chiny są w gotowosci bojowej…..

Posted in Uncategorized | 60 Comments »

APEL DO WIERCHUSZKI K.K W POLSCE – usuncie z swoich szeregów ZBOCZEŃCÓW PRZESTĘPCÓW AFERZYSTÓW.

Posted by miziaforum w dniu Listopad 22, 2010


Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej

Artykuł 20: Równość wobec prawaKażdy jest równy wobec prawa.

PO OWOCACH ICH POZNACIE – WIEC CZAS ZGNIŁKI USUNAĆ….

Kościół przez całe wieki mościł sobie w Polsce wygodne posłanie.. Przygotowywał pokolenia Polaków, aby mu wiernie i bezmyślnie służyły. Stąd nasze opóźnienie cywilizacyjne względem Zachodu, który kilkadziesiąt lat wcześniej potrafił zrzucić z siebie brzemię obłudy i zacofania, głównie dzięki “religijnemu pluralizmowi” . Dla życia społecznego nie ma bowiem nić gorszego od religii panującej, która szybko – pozbawiona kontroli i konkurencji, a także dopieszczana przez władzę – zmienia się w tyranię sumień. Biskupi, księża a także zakonnicy nie wahają się dziś wyrzucać dzieci z przedszkoli chorych ze szpitali oraz uwłaszczać przeróżne obiekty użytku publicznego, aby odebrać „swoje” majątki, w rzeczywistości wyłudzone przed wiekami. Kościół nie tylko potępił niewolnictwo, ale posiadał na własność tysiące niewolników i miliony pańszczyźnianych chłopów. Czerpał z tego ogromne zyski. A o to analogia Krk do włoskiej mafii: zwyczajem we włoskiej mafii jest całowanie w rękę szefa, w Kościele też. Szef mafii to ojciec zwany chrzestnym, w Kościele katolickim też ojciec, tyle że zwany Świętym. W mafii ojciec ma władzę absolutną, w Kościele też. W mafii obowiązuje bezwzględne posłuszeństwo w Kościele też. Mafia załatwia swoje sprawy po cichu, Kościół też. Cel mafii to stworzenia państwa w państwie, Kościoła też. Mafia chce władzy i kasy, Kościół też. Mafia nie płaci podatków, podobnie jak Kościół. Analogie można mnożyć.
W Polsce pożeranej przez państwo wyznaniowe „wybrańcy narodu” ponad interes ojczyzny stawiają interes obcego państwa Watykan, tak dalece, że mimo braku pieniędzy na leczenie chorych dzieci, walącą się służbę zdrowia i system emerytalny, utrzymywanie zabytków ( z wyjątkiem świątyń), na naukę i setki innych pilnych zadań – sypie się je Kościołowi. Niewinnie brzmiący deficyt ponad 27 mld. złotych to dług państwa, aby Polska mogła m.in. tuczyć Watykan! Jakby przebogaty Kościół nie był największym obszarnikiem w Polsce i nie prowadził zarobkowej działalności gospodarczej, do tego nieopodatkowanej. A wszystko to na tle około 5 mln. ludzi będących na granicy ubóstwa i przeżycia biologicznego. Czy kapłani nawiedzają wzorem Jezusa najbiedniejsze miejsca i slumsy, aby wspomóc materialnie i “ciepłym słowem swych braci w Chrystusie”?. Otóż nie, bo pomiędzy biblijnym Jezusem i Jego nauczaniem, a Jezusem Krk i jego doktryną istniała i ciągle istnieje ogromna przepaść.
W czasie jednej z pielgrzymek do Polski, Jan Paweł II powiedział: „Niech zstąpi Duch Twój i odmieni oblicze Ziemi”. I zstąpił, duch klerykalizacji; ciemnoty, duch złodziejstwa, afer, przemocy, głupoty, prostytucji, do czego niektórych skłoniła sytuacja rodzinna, czyli duch nędzy i bezrobocia. Na ten temat, polskie duchowieństwo milczy, a przecież etyczne zachowanie ludzi powodowane jest współczuciem, wychowaniem i budowaniem więzi społecznych i nie potrzebuje żadnych podstaw religijnych. Smutnym dla ludzkości jest przymierzanie jej do przynależności kościelnej poprzez strach, kary, oraz obietnice na nagrodę po śmierci. W związku z powyższym należałoby wystosować apel do Jego Moherencji Stanisława Dziwisza, który jeszcze nie zdążył oczyścić swego nosa zbrązowiałego od lizania pewnemu człowiekowi, pewnej części ciała, aby zaprzestał wzajemnego skłócania naszych „wybrańców narodu” – różnych maści polityków, a wziął się za naprawę morali swojego Kościoła. Zajęć mógłby mieć sporo; same oszustwa, afery, matactwa, rozwiązłość wszelkiego rodzaju pijaństwo, a w szczególności szerząca się nagminnie wśród księży pedofilia. Jak więc widać miałby ks. Kardynał szerokie pole do działania.
Jeżeli chodzi o tę ostatnią, zboczoną skłonność naszych sutannowych, to jest ich wprost ogrom (trudno wymienić wszystkie przypadki)…

Uroczyście chciałbym poprzez ten wpis (przygotowywałem go od 5 dni) zdjąć wszystkim klapki z oczu i ujawnić najprawdziwszą prawdę o Kościele Katolickim. Mam na celu sprawić, aby wszelkie brudy, matactwa i obłuda oraz zboczenia księży ujrzały światło dzienne i aby nie być obojętnym wobec nich. Dlatego proszę wszystkich czytelników: przy każdej okazji kopiujcie ten tekst i zamieszczajcie go w Internecie lub podawajcie link swoim znajomym, rodzinie itp.

CZYM MOZE SIE ZAKOŃCZYĆ TA JAWNA KPINA Z PRAWA

==========================================

OLSZTYN TEŻ CHOŁUBI ZBOCZEŃCÓW

I ODDAJE IM WŁADZĘ – A MOZE TO POPROSTU POLACY SĄ CHORZY

Małkowski wygrał I turę wyborów z poparciem 38,66 proc. wyborców (dane z 100 proc. komisji wyborczych). W II drugiej turze – 5 grudnia – zmierzy się z Piotrem Grzymowiczem, który otrzymał 36,32 proc. głosów.
Dopytywany przez dziennikarzy na jednej z ulic w centrum Olsztyna, czy w ubieganiu się o stanowisko prezydenta miasta nie przeszkadzają mu ciążące na nim prokuratorskie zarzuty, stwierdził, że jest absolutnie niewinny.

– Drodzy Olsztynianie, nie miałbym odwagi stanąć do tych wyborów, gdybym był winny – zwrócił się do mieszkańców za pośrednictwem kamery TVN24.

Przekonywał, że medialne doniesienia na temat tzw. seksafery oparto na fałszywych dokumentach, a zarzuty w tej sprawie podtrzymują dziennikarze, a nie prokuratura.

Kiedy dziennikarz TVN24 zwrócił uwagę, że śledczy wcale nie wycofali się z postawionych zarzutów, Małkowski zareagował nerwowo. – To zwyczajna napaść – rzucił pod adresem dziennikarzy, i szybko się oddalił.

Wcześniej przekonywał, że chce pracować dla Olsztyna. – Jak ktoś szanuje miasto i chce, żeby się rozwijało, nie patrzy na animozje, a ja chcę budować miasto – stwierdził Małkowski.

Seksafera w magistracie

Oficjalne wyniki dopiero w środę

Na oficjalne wyniki wyborów samorządowych przyjdzie nam poczekać. Zarówno… czytaj więcej »
Małkowski został prezydentem Olsztyna z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej w 2001 r. W 2005 r. wystąpił z SLD i nie związał się z żadną inną partią. 12 listopada 2006 r. ponownie wygrał wybory na prezydenta, startując z komitetu „Po prostu Olsztyn” i uzyskując poparcie ponad 51 proc. mieszkańców.

W 2008 r., po wybuchu tzw. seksafery w olsztyńskim magistracie, wszczęto śledztwo. Jedna z urzędniczek Urzędu Miasta oskarżyła Małkowskiego o seksualne molestowanie i gwałt.

28 lutego 2008 r. Małkowski został w tej sprawie zatrzymany przez policję.

16 listopada 2008 r. odbyło się w Olsztynie referendum lokalne, w którym ponad połowa głosujących opowiedziała się za odwołaniem Małkowskiego z funkcji prezydenta miasta. Od 14 marca 2008 obowiązki prezydenta Olsztyna objął Tomasz Głażewski – dotychczasowy zastępca prezydenta, członek Platformy Obywatelskiej. W 2009 r. odbyły się przyspieszone wybory, po których prezydentem miasta został Grzymowicz.

===============================================

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski | 30 Comments »

„NIETYKALNI I NIEPODLEGLI”

Posted by miziaforum w dniu Listopad 21, 2010


POLSKA 2010 PRAWO JEST DLA „KOWALSKIEGO” czyli co wolno wojewodzie to nie tobie „OBYWATELU” III R.P.

Demokratyczne państwo prawa za jakie uchodzi Polska charakteryzuje się m.in. władzą ustawodawczą , wykonawczą i sądowniczą. Nie ma totalitaryzmu, w zasadzie każdy obywatel może zostać posłem, senatorem czy prezydentem jeśli oczywiście wiek mu na to pozwala. Według Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej art. 45 pkt. 1 każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Punkt 2 tegoż artykułu stanowi zaś iż wyłączenie jawności rozprawy może nastąpić ze względu na moralność, bezpieczeństwo państwa i porządek publiczny oraz ze względu na ochronę życia prywatnego stron lub inny ważny interes prywatny. Wyrok ogłaszany jest publicznie. Art. 82 mówi: „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne”, następny 83 art. brzmi : „Każdy ma obowiązek przestrzegania prawa Rzeczypospolitej Polskiej”. Art. 173.” Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”. Powszechnie wiadomo że cechą sądów, nie tylko polskich, jest dwuinstancyjność. Wszystkie wyżej wymienione punkty nie mają jednak zastosowania jeśli chodzi o Komisję Majątkową. Komisja zajmuje się zwrotem ziem i nieruchomości jakoby niesłusznie zabranych kościołowi w czasach PRL. Jej orzeczenia są niepodważalne, nie ma od nich odwołania, posiedzenia są niejawne a wyroki nie dostają się do wiadomości opinii publicznej. Twór ów działający przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji powstał w 1991 roku powołany przez rząd i Episkopat. Czy Episkopat i jego członkowie figurują gdziekolwiek, w jakimkolwiek akcie prawnym jako władza ustawodawcza, wykonawcza czy sądownicza? Czy są wybierani przez naród w demokratycznych wyborach? Jakim to sposobem rząd dopuścił rzymskokatolicką organizację do regulowania porządku prawnego w Polsce czyniąc ją sędzią we własnej sprawie- nie obwieszczono. O powołaniu Komisji nikt poza wtajemniczonymi nie wiedział, o jej działalności dowiedziano się po latach, gdy włodarze miast zostali postawieni przed faktem dokonanym otrzymując pismo z wiadomością iż” nieruchomość o powierzchni tylu a tylu ha zostaje zwrócona kościołowi rzymskokatolickiemu lub przekazana jako mienie zastępcze”. Komisja zajmuje się zwrotem ziem i nieruchomości jakoby niesłusznie zabranych kościołowi w czasach PRL. O takim traktowaniu szary Kowalski może pomarzyć, nikt nie zajmie się jego sprawami, nie stworzy komisji pozostawiając go samemu sobie. Może dochodzić swoich praw, proszę bardzo… W komisji zasiada po sześciu członków reprezentujących stronę rządową i stronę kościelną. Myliłby się ten kto sądzi że to kościół wypłaca pensje działającym w jego imieniu, nic bardziej błędnego! Uposażenie, wcale niemałe bo wynoszące ok. 77% wynagrodzenia sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego pokrywa Skarb Państwa.

http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/539861,Komisja-majatkowa-oszustwo-prawie-doskonale.html


CZY NAPEWNO CHCECIE ABY STARE WRÓCIŁO

„DAJ IM PALEC A STRACISZ ..”

Pasożytowanie na państwach i narodach Kościół ma po prostu w swojej naturze. Grabież Polski Kościół rozpoczął, od kiedy tylko się w niej zagnieździł. Trwa to od ponad tysiąca lat. Już Mieszko I płacił Rzymowi świętopietrze i dziesięcinę hierarchii lokalnej. Początkowo ze skarbu książęcego, ale sumy te ściągał przecież w formie danin z ludności. Przyjęcie chrześcijaństwa wiązało się więc dla naszych przodków z nowymi podatkami, czyli zubożeniem. Pamiętać trzeba, że w świątyniach pogańskich składano dobrowolne, a to co innego niż przymus. Do tego kler wówczas w całości był `importowany’, głównie niemiecki, co budziło dodatkowy sprzeciw.
W roku 1000 Chrobry zaczął przerzucać kościelną dziesięcinę na ludność. Spadły na nią też ciężary państwowe związane z mocarstwową polityką Chrobrego i jego ciągłymi wojnami. Wprowadzenie nowej wiary wcale nie odbywało się pokojowo, czego dowodem jest zapis, że Chrobry za spożywanie mięsa w piątki kazał wybijać zęby. Wycinano święte gaje, burzono i palono chramy, niszczono posągi odwiecznych bogów. Toteż już w 1034 roku nasi przodkowie powstali, wyrżnęli pasożytów niosących niemiecką wiarę i przywrócili wiarę ojców.
Chrześcijaństwo rzymskie zaprowadził ponownie Kazimierz Odnowiciel na czele… hufców niemieckich, Rzeź naszych zbuntowanych przodków trwała kilkanaście lat, aż wrócił niemiecki, o, przepraszam katolicki porządek. I było coraz gorzej. Klechom było ciągle mało, a ich pomysłowość w zakresie nowych form wyłudzania zdumiewa nas nieustannie.
Na początek omówimy daniny wysyłane z Polski do Rzymu. Zacznijmy od najdawniejszej daniny – świętopietrza.
Świętopietrze, czyli denar św. Piotra, wysyłano do Rzymu. W XI w. przerzucono ten podatek na ludność. Początkowo płacone je jako podymne (denar od dymu, czyli komina), ale w roku 1318 zamieniono je na pogłówne, czyli denar od głowy. Ten blisko sześciokrotny wzrost Kościół wymusił na Łokietku szantażem – chodziło o zgodę papieża na koronację. Była to opłata szczególnie znienawidzona, bo nie płaciła jej szlachta ani kler, a więc uważano ją za skrajnie niesprawiedliwą. Także dlatego, że wielodzietne, a więc biedniejsze rodziny płaciły więcej.
Zachowały się dokładne dane na temat wydartych pieniędzy. Na przykład w latach 1319 – 1328 ściągnięto 2408, 5 grzywien złota, a od 1343 do 1357 r. już 8148 grzywien srebra. Grabież rosła wraz ze wzrostem ludności.
Polska płaciła świętopietrze do 1564 roku, najdłużej w Europie. Nie mogła przerwać tej grabieży, ciągle procesując się z zakonem krzyżackim o Pomorze, bo procesy te toczyły się przed sadami papieskimi. Zaprzestanie płacenia groziło przegraniem procesu. Szantaż był oczywisty. Potem Kościół nie uznawał pokoju toruńskiego, który przywracał Polsce Pomorze i Warmię (do dzisiaj nie uznał!), i wszystko, co chciano załatwić w Rzymie, zależało od płacenia świętopietrza. Grabież przerwała szlachta ewangelicka, która po prostu odmówiła płacenia od swych poddanych.
Annaty – były to opłaty za objęcie godności kościelnej, do której przynależały określone beneficja. Wynosiły równowartość jednorocznych dochodów na obejmowanym stanowisku. W XIV w. wprowadzono annaty papieskie. Papież nie zatwierdził żadnej nominacji biskupa czy opata, zanim nie dostał kasy. Nie awansowali tylko ci, którzy podpadali w Rzymie lub Habsburgom; rzadziej królowi. Polskiemu, oczywiście.
Od II połowy XVI w. z annat ściąganych z Polski Kościół zrobił sobie żyłę złota w ten prosty sposób, że biskupi awansowali z biedniejszych diecezji na bogatsze. O awanse zabiegali sami, a `popychali’ je w Rzymie ekstrałapówkami. Dlatego `posługa’ biskupa w jednej diecezji była krótka, 5 – 10 lat, rzadko więcej. Na przykład biskup Stanisław Dąmbski przez 27 lat `pasterzowania’ trzodzie w końcu XVII w. obkolędował aż pięć diecezji. Każdy awans to annat, czyli łapówka, każda zwalniana diecezja to olejne annaty od następcy, którzy też zwalniali diecezję. Śmierć biskupa była dla papieża i kardynałów czystym interesem, bo wpadała kasa od następcy, który też zwalnianą diecezję oddawał następnemu. Jak łańcuszek św. Antoniego.
Awanse kościelne w młodym wieku były przywilejem członków rodów panujących i możnych. Każdy awans był obwarowany opłacaniem się. Najwięcej płacono za diecezję gnieźnieńską – 5 tys. dukatów, krakowską – 3 tys. i płocką – 2 tys. dukatów. Annaty w Polsce zniesiono w 1564 roku, ale biskupi i opaci płacili je wprost do Rzymu aż do rozbiorów.
Dziesięcina do Rzymu – płacili ja wszyscy duchowni w wysokości 1/10 dochodów rocznych.
Płynęła więc do Rzymu rzeka wyłudzonych pieniędzy. Tylko za panowania Zygmunta Augusta wysłano papieżom w sumie około 2 tys. wozów złota i srebra! A Polska nie miała pieniędzy na obronę granic…
W tej części zajmiemy się pieniędzmi wożonymi do Rzymu przez tych, którzy jechali tam coś załatwić, a takich spraw było wiele. Jechały więc do Rzymu ciężkie od złota sakiewki z przyczepionymi do nich petentami.
Opłaty za sądy papieskie – od wyroków sądów kościelnych, np. potępień czy ekskomunik, można się było odwołać do Rzymu. To oczywiście kosztowało krocie/Co najważniejsze, dawało Kościołowi rzeczywistą władzę sądowniczą nad ogółem ludności.
Utrzymanie legatów papieskich wraz z ich dworami było obowiązkiem danego panującego, który, oczywiście ściągał na to pieniądze od poddanych. Orszaki i dwory legatów godne były władców i odpowiednio kosztowały.
Odpusty – bezczelny handel oszukańczymi odpustami był tą kroplą, która przelała dzban i doprowadziła do wybuchu reformacji. W roku 1517 arcybiskup Moguncji Albrecht, papieski komisarz ds. odpustów, w Niemczech ich promocję i zbieranie pieniędzy powierzył… bankierom! Długo nie trzeba było czekać – 31 października 1517 r. Marcin Luter ogłosił swoje 95 tez.
Rok jubileuszowy – majstersztykiem wyłudzania pieniędzy `na odpust’ były lata jubileuszowe. Pazernej bestii było zawsze mało, toteż papież Bonifacy VIII wpadł na genialny pomysł: ogłosił, że począwszy od roku 1300 co 100 lat przypada Rok Jubileuszowy. Pielgrzymom, , którzy przybędą do Rzymu i odpowiednio zapłacą, będą odpuszczone wszystkie grzechy – kupią sobie po prostu zbawienie wieczne. Cwany papież zwyczajnie nie chciał się z nikim dzielić pieniędzmi; nawet z biskupami diecezjalnymi.
Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania: w roku 1300 przybyło do Rzymu ponad milion ogłupionych, którzy w ciągu kilkunastu tygodni zostawili 15 milionów skudów w złocie! Pieniądze i kosztowności księża zgarniali grabiami! Nic to, że kilka tysięcy ludzi zginęło zadeptanych w tłumie; nic to, że kilka tysięcy ludzi zmarło z chorób i braku higieny, wszak uzyskali odpust zupełny i poszli do nieba!
Wobec tak wspaniałego sukcesu papież Klemens VI miłościwie postanowił częściej dawać wiernym szansę i w roku 1343 oraz 1346 bullami ogłosił, że Rok Jubileuszowy będzie przypadał co… 50 lat. W roku 1350 znowu do Rzymu zjechała trzoda w setkach tysięcy i znowu zostawiła `pasterzom’ miliony skudów.
Żeby reszty trzody nie pozbawiać szansy na zbawienie, papież Urban VI bullą ogłosił, że Rok Jubileuszowy będzie przypadał co… 33 lata, bo przecież Chrystus żył 33 lata. Najbliższy taki `odpust’ miał nastąpić w roku 1390, ale Urbanowi się zmarło i kasę zgarnął jego następca, Bonifacy IX. Co ciekawe, w roku 1400, mimo, że nie był jubileuszowym, sporo wiernych przybyło `z rozpędu’.
Papież Mikołaj V dla częstszych spotkań z bożkiem o imieniu KASA postanowił, że Rok Jubileuszowy będzie się odbywał co 25 lat, począwszy od 1450 r. Ale to nie koniec: w roku 1933 papież Pius XI ogłosił Rok Odkupienia (chyba od słowa kupić), bo nijak nie wychodziło mu dzielenie przez 25. Jakoś i przez 33 dzielenie nijak nie wychodzi. Tym razem Rok trwał cały rok. Jan Paweł II też się nie ociągał i ogłosił Rok Jubileuszowy w … 1983 r. (też nie dzieli się przez 33 ani 25). O roku 2000 też nie zapomniał. Uff, można dostać zadyszki…

Posted in polityczne, spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski | 152 Comments »

TRZEŻWA OCENA SYTUACJI – to bedzie koniec III RiP

Posted by miziaforum w dniu Listopad 19, 2010


Znowu wyemigruje milion Polaków. To będzie katastrofa


Niemcy kuszą: wyższymi zarobkami, premiami, programami wsparcia dla małżonków ewentualnych pracowników. Czy skuszą? Co się stanie w maju 2011 roku, kiedy niemiecki rynek zostanie dla nas otwarty? – rozmowa z prof. Krystyną Iglicką, demografem z Centrum Stosunków Międzynarodowych.

No, to jak: wyjedziemy, czy nie wyjedziemy?

Prof. Krystyna Iglicka: Nie ma co zakrywać oczu i uszu, bo Polacy wyjadą! Z moich szacunków wynika, że liczba dojdzie nawet do miliona. Możemy być zupełnie pewni kolejnej fali emigracji z Polski. Pewnie nawet gorszej w skutkach dla polskiej gospodarki niż fala do Wielkiej Brytanii i Irlandii w 2004 r.

Dlaczego gorszej?

– Mamy dużo niższą stopę bezrobocia niż sześć lat temu i będą wyjeżdżać ci, którzy pracę w kraju mają. Nasze firmy poczują więc dużo szybciej braki wykwalifikowanych pracowników. No i prawdopodobnie z czasem ci, którzy pracowali dotychczas w Niemczech sezonowo i po trzech miesiącach wracali, żeby żyć z zarobionych euro, będą wracali rzadziej. Będą znikać, nie będą w Polsce wydawać pieniędzy, z czasem zabiorą rodziny, może ściągną przyjaciół?

Ilu jest takich Polaków?

– Do 2004 roku Niemcy były krajem numer jeden, jeśli chodzi o kierunek polskiej emigracji. Potem ich rynek był chroniony, a rynek Wielkiej Brytanii i Irlandii otwarty, więc Niemcy spadły w tym rankingu, ale tylko na drugą pozycję. Jak bariery znikną, możemy się spodziewać powrotu na pierwsze miejsce. W 2004 roku w Niemczech pracowało 200 tys Polaków. Potem, w 2008 roku – pomimo zamkniętego dla nas rynku – już 490 tys. A w 2009 roku -, kiedy kryzys krążył nad Europą – wciąż 415 tys. Było to możliwe dzięki swobodnemu przepływowi usług i możliwości samozatrudnienia. Polacy szukali możliwości pracy, uczyli się systemu, radzili sobie, mimo trudności. Pracowali we własnych firmach, czasowo, sezonowo czy w szarej strefie. Jak rynek zostanie otwarty oni stopniowo zaczną przedłużać swoje pobyty.

Więc mamy, inaczej niż w 2004 roku w Wielkiej Brytanii, niemiecki rynek świetnie rozpoznany.

– Dokładnie tak. Polak ściąga Polaka, podpowiada mu jak założyć firmę, do jakiego pójść urzędu. Sieć powiązań, która w Niemczech istnieje od wielu wielu lat, minimalizuje koszty: można przenocować u polskiego kolegi, jego siostry czy znajomego. Do Niemiec nie jedziemy w nieznane, wiemy jak dotrzeć do polskiego prawnika, tłumacza. Gdy wyjeżdżaliśmy na Wyspy, kompletnie nie wiedzieliśmy jak to będzie wyglądało.

Co jeszcze jest na plus?

– Oczywiście zarobki: przecież, jeśli w Niemczech będzie można 4-5-6 razy więcej zarobić to się, to zwyczajnie po ludzku opłaca. Poza tym bliskość geograficzna: do Niemiec mamy niewspółmiernie bliżej, będzie łatwiej wyjechać, zrobić przeprowadzkę, ściągnąć rodzinę. No i najważniejsze: Niemcy nas chcą! Potrzebują rąk do pracy, sami mają starzejące się społeczeństwo. I potrzebują wszystkich: młodych i starych.

A dlaczego Węgrzy czy Czesi tak nie jeżdżą, jak Polacy? Przecież dla nich też zarobki mogą być atrakcyjne, też jest blisko?

– Określiłabym to jako uwarunkowanie kulturowe. U nas zawsze migracje się dobrze kojarzyły i nie ma to związku z wyżami demograficznymi. Polacy wyjeżdżali i w latach 60. i 80. – no i ostatnio. Trudne sytuacje, jak katastrofa busa, pokazują, tylko , że Polacy walczą, mogą pracować za małe pieniądze, ale chcą pracować. Jak jest praca – nie mają problemu z tym, żeby się spakować i wyjechać. Dochodzi do tego akceptacja, przyzwolenie społeczne. A z ostatniej Diagnozy Społecznej wynika, że jeśli chodzi o preferencje emigracyjne Polaków – Niemcy są najpopularniejsze. Natomiast z moich tegorocznych badań wynika, że nastroje proemigracyjne są w szczytowej fali. W Polakach jest wciąż wielki potencjał emigracyjny.

Wyjadą tylko specjaliści?

– Nie. W Polsce mówi się, że pokolenie wyżu demograficznego się skończyło, że ci, co mieli wyjechać to wyjechali. Ale nie – rozmawiam z młodymi ludźmi – są jak najbardziej na tak. No i po brytyjskich doświadczeniach mają rozbudzone aspiracje: wiedzą, że można.

Czyli co, ciężko będzie kupić bilety Warszawa-Berlin na maj 2011?

– Ten proces emigracji będzie mniej dynamiczny, rozpocznie się powoli, krok po kroku. Polacy będą wychodzić z szarej strefy, sezonowi pracownicy będą zostawać na dłużej. Potem stopniowo zaczną ściągać krewnych i przyjaciół. Zacznie się od tych 400 tys., którzy są już na miejscu, a dojdzie nawet do 1 miliona.

Z Berlina dla polonia.wp.pl
Anna Sulewska

PS. NIEMIECKI I AUSTRYJACKI RYNEK PRACY DEKLARUJE NA DZIŚ GOTOWOSC WCHLONIECIA 3 500 000 NOWYCH PRACOWNIKOW

TAK ZWANY BONUS POWITALNY – NIEOFIJALNIE TO OKOŁO 1500 EURO DLA OSOBY ZADEKLARUJACEJ CHĘĆ POZOSTANIA NA STAŁE………

 

TEKST DEDYKOWANY PRZYGŁUPOM – PO , PIS ,LSD -SLD , I INNYM  WESYNOM ………..

Posted in zagrożenia dla polski | 51 Comments »

PO nas CHOĆBY i POtop… temat II – 260 000 INWALIDÓW I RENCISTÓW NA BRUK..

Posted by miziaforum w dniu Listopad 18, 2010



Rząd chce rozwalić system emerytalny

 

Jan Krzysztof Bielecki na tajnym spotkaniu z dziennikarzami przedstawił propozycję całkowitego zaprzestania przekazywania środków do OFE nawet już od 1 stycznia 2011 roku lub rezygnację z części składki (najprawdopodobniej chodzi o pozostawienie 3% zamiast obecnych 7,3%).

Nacjonalizacja OFE staje się faktem.

Dzisiejszy rząd działa w myśl zasady „tu i teraz”, czyli dzisiaj obniża deficyt budżetu państwa oraz dług publiczny, aby spowodować jego gwałtowny wzrost w przyszłości.

Balansowanie na granicy 55% poziomu długu publicznego w relacji do PKB wiąże się z równoważeniem finansów publicznych. Pamiętajmy, że w ustawie budżetowej na 2011 roku poziom ten jest planowany w wysokości 54,9% (!). Jaki widać margines błędu wynosi 0. Wygląda zatem na to, że nie ma rady i rząd musi zabrać nam pieniądze z OFE do ZUS, aby nadal można było stosować politykę „zielonej wyspy” oraz „pijaru”.

Po co zatem szopka z reformowaniem OFE?

Skoro dzisiaj zapadła decyzja o zamrożeniu przekazywania środków do OFE, to dlaczego Tusk w sierpniu mówił coś innego? Od pamiętnego spotkania z prezesami PTE minęło tylko niespełna 3 miesiące! Na projekt ustawy Minister Fedak wydano coś ok. 0,5 mln zł, na projekt Ministra Boniego na pewno nie mniej. W jakim my kraju żyjemy i jak można z dnia na dzień rozważać tak skrajne decyzje?

Cięcie środków dla OFE jest znacznie łatwiejsze niż szukanie oszczędności i nie niesie za sobą negatywnych skutków politycznych. Wszystko w imię utrzymania się przy władzy. Po prostu powtarzamy scenariusz Węgierski z 2006/7 roku…

3 scenariusze

Najbardziej prawdopodobny jest jeden z następujących scenariuszy:

1) dobrowolny udział w funduszach emerytalnych

2) zmniejszenie składek przekazywanych do OFE z 7,3% do 3%

3) czasowe zawieszenie przekazywania pieniędzy do OFE (np. na rok [25 mld zł] lub dwa lata [50 mld zł])

Co z GPW?

Jeżeli zamrożenie/zmniejszenie transferów do OFE stałoby się faktem, to ucierpi na tym GPW. Jeszcze na dzień dzisiejszy niczego nie wiadomo, ale lepiej powoli wycofywać się z zaangażowania w akcje tym bardziej, że kłopoty ma Irlandia, Portugalia i Grecja, a UE nie uchwaliła budżetu na następny rok. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu człowiek snuł strategie i przyglądał się spółkom – nasi politycy są nieprzewidywalni. Wygląda na to, że kryzys jeszcze się nie skończył.

Jeżeli zabierzemy składki OFE, to będzie tak jak w 2008 roku w Argentynie – nacjonalizacja (28 października pisałem o tym). Dzisiejsi 50letni politycy zasypią obecną dziurę budżetową pieniędzmi na emerytury dzisiejszych 20-, 30- i 40-latków. Pożegnajmy się z emeryturami, liczby nie kłamią pieniędzy nie wystarczy.

Grad posprzedawał co się dało. Majątku wielkiego Polska już nie ma (są jeszcze resztówki i lasy państwowe), trzeba zatem sięgnąć po środki w/przekazywane do OFE. Zabranie środków OFE to przyznanie się do porażki przez obecny rząd!

p.s.

Waldemar Pawlak poinformował, że pomysł rządu na wzmocnienie w ten sposób budżetu państwa będzie rozpatrywany na najbliższym posiedzeniu Rady Ministrów, w przyszły wtorek.

p.p.s.

Balcerowicz przypomniał, że transfery do OFE stanowią zaledwie 2 proc. PKB, a wydatki państwa to 45 proc. PKB. – Nawet gdyby tych 2 proc., które dziś pochłaniają transfery do OFE, nie było, to pozostaje jeszcze 43 proc. PKB rocznych wydatków państwa co i tak jest ogromną kwotą – zaznaczył profesor. – Tak więc cała teza, że dług rośnie z powodu OFE jest fałszywa. Trzeba się jej przeciwstawić i walczyć z nią.

http://ofe.bblog.pl/wpis,z;reformowania;ofe;wychodzi;likwidacja;funduszy;emerytalnych,46811.htm

======================================================

NIERZĄD TUSKA NIE PRÓŻNUJE

BŁYSKAWICZNE DECYZJE SKUTKUJĄCE GNOJENIEM NAJSŁABSZYCH

Nowela ustawy o rehabilitacji i zatrudnianiu niepełnosprawnych – którą wczoraj poparł Senat – doprowadzi do zwolnień osób niepełnosprawnych, a nawet do upadku wielu firm – uważa Polska Organizacja Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPN). Obecnie zdecydowana większość z ponad 260 tys. zatrudnionych osób niepełnosprawnych pracuje w zakładach pracy chronionej, a około 66 tys. – na otwartym rynku pracy

Jak zaznacza POPON w przesłanym PAP oświadczeniu, „w wyniku nowelizacji część zakładów pracy chronionej utraci zwolnienia i ulgi podatkowe; pracodawcy, którzy będą chcieli utrzymać lub uzyskać status zakładu pracy chronionej, będą musieli zwiększyć liczbę zatrudnionych osób niepełnosprawnych”. POPON obawia się, że może to doprowadzić do likwidacji wielu zakładów pracy chronionej.

Organizacja Pracodawcy RP, której POPON jest członkiem, szacuje, że w wyniku nowelizacji koszty pracy niepełnosprawnych wzrosną o 30 proc.
WIECEJ NA :

http://biznes.interia.pl/news/260-tys-zatrudnionych-trafi-na-bruk,1559366

Posted in spiski i zbrodnie, Uncategorized, zagrożenia dla polski | 61 Comments »

SZYDERCZA MORDA III R.P- 20 zmarnowanych lat.

Posted by miziaforum w dniu Listopad 16, 2010


KOŁO HISTORII ZATOCZYŁO KRĄG

uczciwie analizujac sytuację jedynym realnym i skutecznym wyjściem z opresji  jest …………… POLSKA DEMOKRACJA OKAZAŁA SIĘ „DYMOKRACJĄ”

ŚWIADCZĄ O TYM MILIONY WYDYMANYCH POLAKÓW – żyjących w skrajnej nędzy na krawędzi minimum biologicznego.

„DO WOLNOSCI I SPRAWIEDLIWOŚCI PONOWNIE MOŻE NAS DOWIEŻĆ TYLKO CZERWONY AUTOBUS”

 

Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela – dokument uchwalony przez Zgromadzenie Narodowe 26 VIII 1789 roku jako wstępny akt konstytucji, który uznawał prawo każdego człowieka do wolności, własności oraz sprzeciwu wobec niesprawiedliwości i ucisku. Za główne prawa człowieka uznawała: wolność religijną, równość wobec prawa, wolność słowa i prasy, odpowiedzialność urzędników przed społeczeństwem

W języku potocznym „komuna” oznacza dziś w Polsce brak wolności, choć właśnie o wolność walczyli paryscy komunardzi. Komunę paryską utopiono we krwi. Polskich komunistów z KPP zamordował Stalin. Ale komuna się odradza, bo bunt jest ostatnią nadzieją niewolnika. O wolność i zapisane w Konstytucji PRL ludowładztwo upomnieli się stoczniowcy w 1980 r., tylko po to, żeby w 30 lat później wygwizdać wybitnych antykomunistów u władzy. I tyle mogą, mogą sobie pogwizdać. Bo komuna rozumiana jako brak wolności wróciła i ma się jak najlepiej. Ludzie rozczarowani transformacją wołali, „Komuno wróć!” i głosowali na Kwaśniewskiego. Ale chodziło im o wczasy, elementarne zdobycze socjalne, zatrudnienie, leczenie i dostęp do kultury dla każdego. Tymczasem komuna wróciła jako brak wolności. Nikt nigdy tak krótko nie trzymał pracowników, ludu za mordę jak korporacje, banki, politycy wszystkich szczebli. Spróbujcie zrobić z robotnikiem na budowie wywiad na temat warunków pracy, a zrozumiecie od razu co mam na myśli. Ludzie milczą, spuszczają głowy i czmychają przed kamerą, mikrofonem, dziennikarzem, bo się boją. Boją się nie bez racji, skoro zaledwie 8% pracowników należy do jakiegoś związku zawodowego, a każda próba powołania związku kończy się zwykle zwolnieniem z pracy. W „wolnych” dziś mediach społeczeństwo, ci którzy w swej zdecydowanej większości zarabiają mniej niż 1600 zł na miesiąc są po prostu nieobecni. Nie tylko nie mają związków, swojej partii, ale nawet prawa głosu. Każdy, kto się wychyli ląduje na bruku, a od bezrobocia już tylko krok do eksmisji z mieszkania.

Za to władza ta, która hucznie świętuje nastanie nowych wspaniałych czasów, nie poddana żadnej kontroli rozbitego i niesolidarnego społeczeństwa robi, co chce. Panoszy się dużo bezczelniej niż kiedyś partyjni sekretarze. Prezydent miasta, burmistrz czy wójt, żeby nie wiem jakim był kretynem, złodziejem czy kanalią w 90% może liczyć na ponowny wybór w nadchodzących wyborach samorządowych. Fluktuacja kadr w PZPR-owskim Politbiurze bywała większa niż w wielu naszych samorządach. Bo to władza rządzi umysłami, to ona zajmuje cały ekran telewizyjny, to ich twarze straszą z gazet, to ich słuchamy ciągle w radio. Im bardziej oni są wszechobecni tym bardziej nas nie ma w ogóle. Ta medialna wszechobecność wysługujących się bankom, korporacjom i lokalnemu biznesowi aparatczyków samorządu terytorialnego daje im monopol, który da się porównać z wyborami z dawnych lat, kiedy cały naród głosował na kandydatów z list Frontu Jedności Narodu. Poseł, radny, który jest grzeczny i nie podpada partyjnym wodzom i baronom może być spokojny, że do emerytury dociągnie na koszt podatnika reprezentując ludność, którą wyraża zainteresowanie tylko jako elektoratem i tylko w czasie kampanii, zapominając o nich w następny dzień po wyborach. Demokracja, podobnie jak w PRL-u, stała się periodycznie odbywanym rytuałem wyborczym, po którym władza staje się absolutna i niemożliwa do kontrolowania.

Niezależne sondaże wyborcze prowadzone na Białorusi przez zachodnie pracownie badawcze dają Łukaszence zwycięstwo na poziomie 65%. Zachodnia opinia oburza się, że przyczyną jest nie dopuszczenie opozycji do środków przekazu. I o to chodzi. W Polsce też prawie się nie zdarza żeby w telewizji pojawił się ktoś, kto kwestionuje obecny system społeczno-polityczny, prywatyzację, kapitalizm. Łukaszenko powiada: „naród mnie kocha i co w tym złego, że na mnie głosują”. Zachód drze szaty: No przecież Białorusini zostali zindoktrynowani przez rządową propagandę!” A u nas to, co? Inaczej? W kraju gdzie pracuje się najdłużej, a zarabia się najmniej w Unii Europejskiej obowiązuje propaganda sukcesu. Cała klasa polityczna dmie w jedną trąbkę, a jeżeli się już o coś pokłócą, to o rzeczy dla społeczeństwa trzeciorzędne.

Goebbels napisał: „największą sztuką jest stworzyć pozory różnorodności, aby ukryć jednorodność”. Nauka nie poszła w las. Różnice w ważnych sprawach społeczno-politycznych, takich jak podział dochodu narodowego, polityka socjalna, system podatkowy, prawa pracownicze, pomiędzy PO, PiS, SLP i PSL nie są zauważalne gołym okiem. Ale mamy nie jedną a cztery partie, które wspólnie i w porozumieniu krzywdzą społeczeństwo, mając pewność, że mogą liczyć na dowolną ilość następnych kadencji.

Gdyby rada miasta, gminy czy Sejm mogły być zmuszane do zajmowania się prawdziwymi problemami ludności wyzyskiwanej w pracy, stojącej po nocach w kolejkach do lekarza, tracącej każdą wolną przestrzeń publiczną, każdy skrawek parku czy skwer na rzecz deweloperów, to musiałaby się zbuntować przeciwko swoim mocodawcom. Tym, którzy rządzą naprawdę z tylnego siedzenia, przeciwko grupie, która mając pieniądze trzyma władzę. Gdyby podjęła te tematy, wydałaby na siebie wyrok. Bo kapitał jest wszechmocny, ale ludzie bezradni. Porządek obrad posiedzeń Sejmu czy organów samorządu wynika w większości z tego, co jest przedmiotem medialnej kłótni w rodzinie politycznej elity. Żeby coś do tego porządku ważnego dla zwykłego obywatela wrzucić trzeba zebrać (w przypadku Sejmu) 150 000 podpisów i bardzo długo czekać. Tylko nieliczne samorządy przewidują obywatelska inicjatywę uchwałodawczą. Żeby zerwać z demokracją raz na cztery lata i zastąpić ją demokracją na co dzień, o taką inicjatywę i takie prawo trzeba się bić. Wtedy obywatele będą mogli zmusić radnych do zajmowania się czymś, co jest dla nich ważne, a nie tylko kłócenia się o koryto za nasze pieniądze.

Piotr Ikonowicz

W tej sytuacji chciał nie chciał MUSIAŁ -się i mizia pod tym podpisać

Posted in Uncategorized | 53 Comments »

ATAK NA IRAN – katalizator ewentualnych wydarzeń

Posted by miziaforum w dniu Listopad 15, 2010


Cykle słoneczne i ludzkie zachowanie

 

Czy cykle wojen i pokoju mogą być związane z cyklami aktywności Słońca? Niektórzy naukowcy utrzymują, że geomagnetyczne burze mają wpływ na fale mózgowe i poziom hormonów, powodując tym samym szereg różnych reakcji, głównie u osobników płci męskiej. Chociaż niewielka liczba kobiet również może odczuwać skutki takich burz, to jednak ogólnie biorąc zdają się one być mniej podatne na zmiany w zachowaniu Słońca. Reagując na zmianę poziomu hormonów, część mężczyzn może przejawiać rosnące rozdrażnienie i agresywność, podczas gdy inni wzrost kreatywności.
Okazuje się, że wzrost aktywności Słońca powoduje zwiększenie liczby epizodów psychotycznych u niestabilnych psychicznie jednostek. Chociaż niektórzy łączą takie zachowania z fazami Księżyca, dr Robert Becker i jego współpracownicy wykazali w roku 1963, że zmiany na Słońcu prowadzą również do zauważalnego wzrostu aktywności psychotycznej i że te reakcje nie są ograniczone do kilku szczególnie wrażliwych lub pechowych jednostek.
Z danych wynika, że wojny i międzynarodowe konflikty wybuchają najczęściej, kiedy nagle powstają lub nagle zanikają plamy na Słońcu oraz w okresach występowania bardziej intensywnych geomagnetycznych burz. Co więcej, takie wzrosty aktywności Słońca korelują również z okresami, w których dochodzi do większej liczby wypadków i zachorowań, jak również wzrostu liczby przestępstw i morderstw. Pod wpływem tego elektromagnetycznego skażenia pozostaje cała biosfera i ludzkie zachowania zdają się również być jego wynikiem.
Nie wszystkie burze geomagnetyczne mają destrukcyjny charakter, niemniej, jak pokazuje przegląd historii konfliktów, te ekstrema słonecznej aktywności mogą mieć również wpływ na okresy ich występowania. Dane dotyczące cykli wojen i pokoju obejmują okres co najmniej 2500 lat. Są tacy, którzy uważają, że można je prześledzić nawet jeszcze dalej w przeszłość, lecz dane obejmujące ten wcześniejszy okres nie są dostatecznie wiarygodne. Są też tacy, którzy będą argumentować, że zawsze gdzieś toczy się wojna, tym niemniej zapisy dowodzą, że mamy do czynienia z narastaniem i opadaniem konfliktów w ramach niemal regularnych cykli.
Już w roku 1915 niektórzy naukowcy zaczęli dostrzegać związek pomiędzy aktywnością Słońca i ludzkimi zachowaniami. Pionierem tych prac był rosyjski uczony Aleksander Leonidowicz Cziżewskij, który zauważył, że masowe zmiany ludzkich zachowań korelują z cyklami plam na Słońcu.
Następny krok w tej dziedzinie wykonał w latach 1930. profesor Raymond Wheeler, historyk z Uniwersytetu Kansas. Jego badania dostarczyły liczbowych danych na temat ostrości poszczególnych bitew w powiązaniu z cyklami aktywności Słońca. Edward Dewey poddał jego dane analizie statystycznej, która potwierdziła istnienie owych cykli wojennych, jednak autor nie był w stanie zdefiniować ich zależności od cykli plam na Słońcu, ponieważ posiadane wówczas dane były niedostateczne. W rezultacie bardziej szczegółowych analiz badań Wheelera przeprowadzonych w latach 1980. ten związek stał się wyraźnie widoczny.
Dokładniejsze badania danych wykazały istnienie wzorca okresów, zgodnie z którym wojny wybuchają najprawdopodobniej w kluczowych punktach cykli plam na Słońcu. Dochodzi do tego wtedy, gdy aktywność geomagnetyczna zmienia się gwałtownie w momencie wzrostu aktywności Słońca lub w malejącej części cyklu, kiedy plamy na Słońcu gwałtownie zanikają. Dodatkowo możemy zauważyć, jak niekorzystnie wpływa to na mechanizmy fizjologiczne, takie jak rytmy fal mózgowych i poziomy hormonów.
Innymi słowy, wojny mogą być rodzajem masowej psychozy. Wiedząc o tych zależnościach, możemy przewidywać kiedy wystąpi wzrost agresywności.

m…a.

Posted in "ZNAKI", ANOMALIE, KATASTROFY, Uncategorized | 31 Comments »