Miziaforum's Blog

"jam nie z roli ani soli jeno z tego co mnie boli"

NAJEMNICY praca – najprawdziwsza prawda.. bez upiększania i straszenia.

Posted by miziaforum w dniu Marzec 3, 2012


WITAM DOSTAJE WIELE MAILI Z PYTANIAMI JAK TO JEST I JAK MOŻNA ROZPOCZĄĆ TAKIE ZAROBKOWANIE 

nie wiem jak TO JEST ale zamieszczam tekst który coś naświetli dokładnie  ;-)

życzę powodzenia w trafnych wyborach

mizia- ;-)

Przetrwanie za wszelką cenęTo nie jest zwyczajny trening sportowy. To męska szkoła przetrwania, tyle że podczas nauki można stracić życie. Jestem akurat na obozie wojskowym dla najemników, zlokalizowanym w Gwatemali, w miejscowości Peten. Miejsce idealne dla takich manewrów, bo po prostu nie ma do niego dostępu. Z jednej strony słychać szum zlewiska wodnego, jaki wydają dwie rzeki – Rio San Pedro i Arroyo Peje Lagarto, z drugiej – bagna pełne krokodyli, a dookoła busz. I nie ma cudów, żeby jakikolwiek traper z legendarnego Dzikiego Zachodu nas tu namierzył. Zanim przejdzie sto metrów, już zostanie wciągnięty w bagno i zjedzony.Nas wszystkich przyprowadził tu miejscowy myśliwy, Manuel. Żeby było ciekawiej, odbyło się to w nocy, która w dżungli jest chyba ciemniejsza niż piekło. Szliśmy wężykiem, ostrożnie jak na podchodach. Wystarczyło zboczyć dwa metry w lewo lub w prawo i po chłopie. Niemal dotykaliśmy jeden drugiego, aby tylko nie wpaść w jakąś otwartą paszczę krokodyla albo nie stać się łupem anakondy. Wprawdzie każdy z nas trzymał wycelowaną pod nogi lufę automatu, ale i tak nie było gwarancji, czy uda się wyjść z tego cało. Jeżeli wszyscy doszli na miejsce, to – jak przypuszczam – tylko dlatego, że setka ludzi mogła obudzić poczucie zagrożenia nawet u tak głupich zwierząt jak aligatory czy wielkie węże.Do diabła z gadami! Przed chwilą zakończyłem test sprawności na torze przeszkód, powaliłem przymulonego Carlosa w błoto, a teraz czai się na mnie jego kumpel. Skąd ja wezmę tyle kondycji, żeby po tak męczącej zaprawie stoczyć jeszcze jedną walkę?Dobrze, że jeszcze żyję. Przynajmniej mam się z czego cieszyć, mimo że akurat dyszę jak parowóz. Kumpel Carlosa jest wypoczęty, bo dopiero podniósł się z powalonego pnia drzewa i teraz z niemą radością, prostując grube paluchy wskazujące u obu rąk, próbuje mi wybić oczy. Co za upierdliwy menel! Sam już nie wiem, po jaką cholerę wplątałem się w całą tę zabawę. Mimo zmęczenia w głowie prześwituje myśl, że jak mnie ten ogier nie zabije, to, psiakrew, oślepi, a to i tak żadna pociecha, bo można być ślepym pianistą, ale ślepego dziennikarza jeszcze nie widziałem.Jestem tu nowy, a takich się sprawdza do końca. No i dobrze. Zaciskam zęby ze złości i czuję, jak ta złość dodaje mi siły. Może uda mi się wyjść cało z tej głupiej przygody!Robię przewrót, bo to pozwala mi na złapanie głębszego oddechu. Zanim wstanę, kopię ogiera w piszczel. Włożyłem w ten kopniak całą swoją energię i z satysfakcją dostrzegam, że trafiłem celnie. Facet zgiął się w pół i drugą nogą masuje bolący piszczel. I właśnie o to chodziło, bo przeciwnik przez dwie sekundy stał na jednej nodze. Jeszcze nie wstaję, ale już silnym wyrzutem swojej nogi podcinam mu od tyłu dołek zgięcie podkolanowe. Z boku słyszę głośne “ole”, bo kumpel Carlosa rąbnął ciężko plecami o ziemię. Dopiero wtedy zrywam się tak szybko jak mogę, wyciągam nóż z uczepionej przy pasie pochewki i staję nad nim.- Okey, gringo! – rozlega się głos dowódcy, a to oznacza, że dotrwałem do szczęśliwego końca i że nadal oglądam świat własnymi oczami. Biorę pełny oddech i dopiero wtedy czuję, jak cholernie jestem zmęczony. Uwaliłbym się w błoto i leżałbym w nim dobry kwadrans, ale wiem, że tak nie można. Muszę grać supermena, którym wcale nie jestem, ale tylko taki znajdzie tu pole do popisu.Wdepnąłem w świat, w którym dla słabych ludzi nie ma po prostu miejsca. I nieważne jest, czy ma się muskulaturę Schwarzeneggera oraz sprawność Bruce’a Lee, rzecz w tym, aby wszyscy widzieli, że jest się człowiekiem nie do zdarcia. Zawsze. O każdej porze dnia i nocy. Złapałeś malarię? W porządku. Każdy ją może złapać, ale to tylko twoja sprawa. Udawaj, że jesteś zdrów jak ryba. Jeżeli nie wyrobisz psychicznie i zapragniesz umrzeć, aby wyzwolić się od wszystkiego, to również twoja sprawa, ale umieraj na stojąco! Jeżeli się położysz, jesteś nikim.Ludzie “ze świata”Zostając najemnikiem, nie musisz nadmiernie eksponować tego wszystkiego, co umiesz. Pierwszy sprawdzian na torze przeszkód wykaże od razu, na co naprawdę cię stać. Taka obowiązkowa “rozrywka” krótko i bezwzględnie zastępuje wojskową “falę”. Tu nie ma “kotów” i “dziadków”, podziału narzucanego czasem służby. Liczy się wyłącznie profesjonalizm (w tym – specjalizacja), a prawda bywa brutalna. Umiejętności strzeleckie, względnie judo, aikido, karate kyokushinkai czy kung-fu mogą wyłącznie dopomóc w trudnej szkole przetrwania. Znacznie ciężej jest przetrwać psychicznie nieustający stres, jakiemu dowódcy poddają swoich żołnierzy. Ludzie “z miasta” mają jakiś tam standardowy czas reakcji na każdą okoliczność, wywołaną stanem pogody, kłótnią z małżonką lub chamską zaczepką w barze piwnym. Tutaj nie ma ludzi z miasta, bo tutaj są “ludzie ze świata” i ci wszyscy ludzie muszą mieć mniej więcej taki czas reakcji, jak zegarek elektroniczny, ustawiony przez dobrego informatyka. Najemnikiem nie można być przez całe życie, tak samo jak nie można długo być u szczytu formy sportowej. Po pewnym czasie człowiek wypala się i jest to już tylko dobry czas na snucie opowieści dla wnuków.Noc. Brudny, śmierdzący barak. Rozwieszamy hamaki. Światła latarek zwabiają tysiące komarów. Tu nie ma moskitier i spania w wygodnych namiotach. Nikt jednak nie wybrzydza. Miesięczna pensja (zależnie od stopnia ryzyka podejmowanych akcji) oscyluje w przedziałach od 2000 do 10000 dolarów. To stawki tylko dla dobrych. Oczywiście, jeżeli przeżyją.Kolacja składa się z puszek otwieranych nożami. Zimna fasola i mięso popijane tequilą. Facet o słowiańskiej urodzie, jak się potem okazało, Rosjanin – “Afganiec”, podaje mi flaszkę.- De donde eres? (Skąd jesteś?). Akcent wyraźnie kubański. Odpowiadam, że gdzieś ze świata. Dokładnie już chyba sam nie wiem. Dwanaście lat poza krajem, ale korzenie również słowiańskie. Kolejny uśmiech. Tym razem z odcieniem sympatii. Przedstawia się krótko: – Juan. (Inaczej Jan, Iwan. W dalsze informacje nie wnikam).Pieniądze dla straceńcówRekrutacja najemnych żołnierzy odbywa się głównie dzięki osobistym kontaktom. Istnieje, oczywiście, rynek ogłoszeń tzw. “pracy niekonwencjonalnej” w wielu specjalistycznych pismach, głównie amerykańskich, belgijskich i brytyjskich. Czasami “Observer”, “Washington Post”, “New York Times”, “International Herald Tribune” lub “Le Figaro”, względnie meksykański “El Universal” zamieszczają nieświadomie informacje o pracy w “trudnych warunkach terenowych” (Azja, Afryka lub Ameryka Centralna). Realnie rzecz biorąc, nie istnieje zapotrzebowanie na walkę w państwach Ameryki Południowej. Tu wynajmuje się najemników wyłącznie do ochrony karteli narkotykowych, albo na trasach TIR-ów, jako strzelców górskich w trakcie przejazdów przez Andy (Kolumbia, Ekwador, Peru).We wszystkich regionach świata istnieją punkty kontaktowe dla najemnych żołnierzy. Na ogół są to znane w środowisku bary, kafejki, puby i kluby nocne typu “George & Sam” w Nowym Yorku, “Freedom Bird” w Londynie, “Horvitz Club” w Paryżu, “Lili Marlen” w Hamburgu, “Country Zoo” w Amsterdamie, “Mariposa” w Mexico City, “Floating Bar” w Hongkongu czy “Vung-Tau” w Bangkoku. Niekiedy przekazywaniem istotnych informacji zajmują się biura pośrednictwa pracy w każdym z tych miast, zwłaszcza w nagłych przypadkach, czyli wtedy, gdy “istnieje potrzeba” zorganizowania lokalnej wojny domowej lub powstania.Nocne rozmowy “ludzi ze świata”Noc sprzyja wiwisekcji. Potęguje tęsknotę za domem, za gdzieś zagubioną przeszłością. Prowokuje do pytań o sens tego, co robisz. Słuchając odgłosów selwy, czyli deszczowej dżungli, uświadamiam sobie, jak bardzo brakuje mi sienkiewiczowskiej “Trylogii”, widoku starych Tatr i bigosu przy wódce nad Wigrami. Kakofonia odgłosów dżungli, wrzasków triumfu i strachu, przypomina gigantyczną operę z solowymi partiami wariatów. Dlaczego Wołodyjowski z Kmicicem, przy sprycie Pana Zagłoby i mieczu Podbipięty, nie pomyśleli o wyprawie “gdzieś w zamorskie kraje”? Tutaj pan Longin znalazłby swoje trzy głowy bez jakichkolwiek trudności.Podchodzi Natan. Były izraelski komandos, najlepiej w grupie posługujący się nożem. Przysiada się na hamaku. – Całkiem nieźle potrafisz sobie radzić w walce! – komentuje mój poranny sprawdzian, wzrokiem wskazując na bagnet.Przyjmuję komplement w milczeniu. Po chwili nadciąga Juan. W ręku butelka mezcalu, indiańskiej wódki z kaktusa doprawianej dla smaku… robakami. Musimy wspólnie się napić. Wbrew ogólnie obowiązującym zasadom wyraźnie chcą coś wydobyć na temat mojej przeszłości.Juan walczył w Afryce. Nie pytam, gdzie. Jak na Angolę chyba jest za młody. Do Gwatemali ściągnięto go z meksykańskiego Chiapas, po wznieceniu lokalnego powstania. “Subcomendante Marcos”, przywódca indiańskiej rebelii, chwilowo zrezygnował z kilku przydatnych najemników. Wybory prezydenckie w Meksyku oraz zabójstwa czołowych polityków z rządzącej tam partii skoncentrowały na Chiapas oczy dziennikarskiego świata. A tego rodzaju reklama nienajlepiej służy najemnikom. Oni wolą być anonimowi tak długo, jak tylko można.Ćwiczenia terenoweWyruszamy o świcie. I znowu przewodnik wyprowadza w świat “ludzi ze świata”. Koszmarnie parno. Wrzesień to pora deszczowa. Zaczyna lać. Droga przez górską selwę z dodatkowym obciążeniem bronią nie należy do przyjemności. Kamienie w zwałach błota często uciekają spod nóg. Z góry leje się woda, a pod ubraniem zbiera się pot. Makabra! Za jakiś czas pod koszulę dotrą robaki. Żaden czort nie wie, skąd one tam się wezmą, ale tak będzie.Kolejne obtarcia nadgarstków i wrzody pod pachami. Instruktorzy dzielą nas na dwie grupy. Tym razem nie będę przeciwnikiem Juana. Trafiamy do tych samych oddziałów. Po chwili drugi oddział znika z oczu. W strugach tropikalnej ulewy poznajemy cele operacji.Wielu indiańskich mieszkańców Gwatemali żyje w podziemnych chatach. Ziemianki mają chronić przed najściem żołnierzy rządowych lub komunistycznych partyzantów, głównie dokonujących gwałtów przy rekwirowaniu skąpych zapasów żywności. Dla najemników sprawy te powinny być obojętne, nie ma bowiem prawa do ingerencji w problemy regionu, na terenie którego znajduje się obóz szkoleniowy. Niekiedy jednak zasada ta bywa łamana.Zbliżamy się do wioski. Trzeba zorganizować zasadzkę. To oczywiście ćwiczenie. Próba cichej eliminacji drugiego oddziału, celowo prowadzonego inną drogą. Pytanie jest, czy wykryją nas wcześniej. Czekamy nadspodziewanie krótko. Po ścieżce bezszelestnie przemyka się zwiadowca. Trwamy w bezruchu. Po chwili nadciąga reszta. Blisko trzydzieści osób. Zdecydowanie za dużo jak na naszych. Dowódca na migi nakazuje nam odwrót.Nagły skowyt psa, kilka strzałów i krzyki świadczą o dramacie rozgrywającym się w wiosce. Zachowanie ciszy w tych warunkach przestaje być istotne. Nerwowa wymiana uwag prowadzi do smutnej konkluzji. Musimy się wycofać, choć wszyscy chętnie zamieniliby teraz ćwiczenia w realny poligon śmierci. Na ścieżkę, wlokąc za sobą prawie odstrzelone dwie łapy, wypełza indiański pies. Cierpienie skraca mu Natan. Pies ma prawo do zemsty. Zakładamy w jego zwłokach ładunek czeskiego “Semtexu”. To “na pamiątkę” bezsensownego zabójstwa. Powracający oddział nie będzie go w stanie wyminąć. Ktoś w najlepszym wypadku zapłaci utratą nóg. Pada komenda odwrotu….Jedynym “Panem” twojego życia i śmierci jest “instruktor”. Zawodowy żołnierz, często w randze sierżanta, usunięty z wojska za “przekroczenie uprawnień”, co w języku potocznym oznacza bądź nadmierną fantazję w wykonywaniu rozkazów, bądź odmowę ich wykonania, związaną z otwartą krytyką zwierzchnika. “Instruktorzy” w obozie mają nad sobą “komendanta”, będącego na ogół twórcą planów operacyjnych akcji.Obozy szkoleniowe dla najemnikówW Afryce zlokalizować je można w Algierii na południe od Fort Lallemand i na wschód od In Salah, gdzie na pustynnym pograniczu z Czadem “rządzi” do dziś Legia Cudzoziemska. Podobne warunki istnieją w Libii pod władzą Kadafiego na północ od Waw al-Kabir. Szkolenie w dżungli przeprowadzają Belgowie w zairskiej prowincji Shaba, w zlewiskach rzek Lubilash i Bushimaie oraz w rejonie Lomami. W dorzeczach-bagnach Ugala i na północ od Hanga w Tanzanii także można napotkać poligony, szkolące do walki w deszczowych lasach. Listy tej dopełniają być może stare obozy w RPA na północny zachód od Pompom i na terenach Kgalagadhi w Botswanie.W Azji warunki zbliżone do gwatemalskiej selwy spełnia region górzystej dżungli w zlewiskach rzek Kok i Ing na pograniczu Tajlandii i Laosu. Niegdyś najemnych żołnierzy można było napotkać także na Borneo w trójkącie rzek Rajang, Mahakam i Kayan.Na Bliskim Wschodzie wspomina się o obozach w Jordanii nad Wdi Byr i w Izraelu, na południe od Arad.W państwach Ameryki Łacińskiej szkolenie można przejść nad Río Verde w Paragwaju, we wspomnianym wyżej ośrodku gwatemalskim oraz w centrach kubańskich.Wyprawa za chlebemWyjechałem z Polski wiele lat temu, jako zawodowy fotograf. Drogę życiowych doświadczeń wytyczały kolejno: Azja Południowo-Wschodnia, Afryka Centralna i lasy Amazonii. . Byle historia o napadzie na wiejską pocztę nikogo nie rajcuje w Mexico, mieście, który stał się moim nowym miastem rodzinnym. Dlatego też, aby zdobywać materiał naprawdę chętnie czytany przez czytelników światowych gazet, musiałem dokonywać karkołomnych wypraw, musiałem też uczestniczyć w różnych “imprezach”, na jakie człowiek naprawdę zdrowy na umyśle nigdy by sobie nie pozwolił, bo w wielu tych miejscach, do których dotarłem, po prostu czaiła się śmierć. Jednak kiedy człowiek raz wdepnie w coś takiego i przeżyje, jakiś wewnętrzny głos, wredny bo wredny, podpowiada mu, że najwyższy czas wybrać się znowu. A nuż przeżyjesz kolejną ciekawą przygodę i powrócisz żywy? I nie tylko żywy, bo na twój reportaż czekają wielkie redakcje. Jeżeli dowieziesz to, co napisałeś, dostaniesz prawdziwy szmal, za który będziesz mógł odpoczywać trzy miesiące na Florydzie. Do diabła z Florydą! Już jest sygnał, że ktoś organizuje kolejną wielką przygodę, więc zanosi się na nową walkę o życie.I to jest to. Mam przygotowanie sportowe, bo uprawiałem sporty siłowe i sporty walki. A teraz studiuję to, co jest najtrudniejsze – szkoła charakteru. Trzeba przynajmniej zdać na trójkę, aby miało się szanse przeżycia w każdej z wypraw, w której uczestniczyłem. No i dobrze! Dopóki czytacie to, co piszę, możecie wierzyć, że wciąż jestem żywy.Trening i porządki w terenieKolejne dni upływają na żmudnych ćwiczeniach. Doskonalenie walki, sztuka kamuflażu, poruszania się po bagnach, skoków z helikoptera, lecącego bezpośrednio nad koronami drzew, orientacji we mgle i deszczu za pomocą węchu i słuchu oraz wszechstronnego posługiwania się bronią. Wszystko to tworzy obraz warunków, w jakich przyjdzie nam działać.Z grupy, o dziwo, nikt nie próbuje odejść mimo, wybitych stawów, ropiejących ran i biegunki, niezależnej od odkażania wody i przestrzegania elementarnej higieny. Stopniowo wytwarza się więź wspólnie podjętego ryzyka.Pierwszy od kilku tygodni wolny dzień. Pojawiła się szansa na to, żeby się wyspać, zrobić pranie, załatać dziury w mocno sfatygowanym kamuflażu, poopalać się na hamaku i pograć na forsę w pokera albo… w szachy.Zgłaszamy się z Juanem na ochotników do kuchni, żeby wreszcie upichcić coś sensownego do żarcia. Widok konserw u każdego wywołuje już wyłącznie spontaniczny odruch wymiotny. Niestety, podchodzi Carlos. Zbiera ochotników do wykopania “grobu”. Nikt nie odmawia. “Grób” jest kolejną latryną, kloacznym dołem, głębokim na kilka metrów. W klimacie tropikalnym nagromadzenie ekskrementów bywa wyjątkowo niebezpieczne. Odchody nie wysychają, a smród, deszcz i słońce ściągają roje much, gigantyczne karaluchy oraz szczury. Podlewamy benzyną dwa ostatnie doły. “Kloszardzi klopa” palą się razem z deską….Utrzymanie higieny osobistej w warunkach selwy praktycznie jest niemożliwe. To syzyfowa praca, której jednak absolutnie nie wolno zaniechać. Na szczęście nie brakuje nam wody. Na tych szerokościach geograficznych pada regularnie, wielkie zbiorniki nad dachami baraków są więc stale dopełniane deszczówką. W realiach jednak panuje wieczna wilgoć i pot, wdzierające się w każdy zakamarek butów, skarpetek, spodni, slipów i podkoszulki. Dolegliwości żołądkowe oraz wszechobecne robactwo tworzą dyskomfort fizyczny, na który psychika reaguje agresją….Siadam na nowej desce. Pełny relaks, bo na razie w grajdole pusto. Tym razem nie muszę więc najpierw strzelać prewencyjnie w fekalia, żeby odstraszyć szczury.Broń dla najemnikaZ broni automatycznej używanej w akcjach, napotkać można najczęściej na Riot-Gun’a, FAL’a-45, M-1, UZI, AK-47, Scorpiona i Jerycho, a zatem zestaw światowy z dominacją produkcji USA, Rosji, Izraela i Czech.Do walki z atakiem lotniczym korzysta się z usług amerykańskich ręcznych rakiet typu “Stinger”, względnie NH-2. Chińsko-koreański “Rodong” jest mało precyzyjny. W klasie helikopterów dominują Bell 205A-1s, UH-1Hs i M-6.Stosowany materiał wybuchowy to głównie czeski “Semtex”.W broni “cichej” zdecydowany prym wiedzie angielska firma Barnetta, produkująca kusze wojskowe o sile naciągu 75, 90 i 110 kg, ze zmiennymi stalowymi grotami, w tym zapalającymi. Strzała tej kuszy po prostej przebija na 100- -150 metrów podwójny dębowy stół, po paraboli zaś osiąga średnio 500 m. Łuki tejże firmy mają parametry średnio o 1/3 niższe.Wybór noża (podobnie jak każdej broni) zależy od własnych preferencji. Często wykorzystuje się niemieckie bagnety, produkowane w Hiszpanii, z uwagi na technikę utwardzania chromowanej stali (firma “Mauser-Aitor”), względnie amerykańskie i rosyjskie, o tych samych parametrach. W “cichym” wyposażeniu znajduje się także garotta, głównie w postaci samozwijającej się struny, względnie stalowej linki lub miękkiej stalowej piły (cienko skręcona stalowa linka z zębami do piłowania).Trzeba wywołać powstanieGrudniowe popołudnie. Upał. Przed barakiem na stole porozkładane mapy. Wreszcie poznajemy plan akcji. Trzeba wywołać powstanie w jednym z sąsiednich państw. Będziemy działali w górach, szkoląc indiańskich powstańców. Musimy wycofać się po pierwszej porażce sił rządowych. Padają pytania o wyposażenie armii, z którą przyjdzie nam walczyć. Ot, średni amerykański standard, z rosyjskimi śmigłowcami Mi-6.Teraz musimy się rozstać. Na teren państwa stanowiącego przedmiot operacji każdy musi wjechać legalnie. Drogą lotniczą, morską lub jedną z transamerykańskich autostrad. Głównie jako turyści, obywatele USA, Wielkiej Brytanii, Holandii lub Niemiec. Tego typu paszporty zwalniają z obowiązku wizowego. W tymczasie “sponsorzy” spontanicznego buntu dostarczą na teren operacji sprzęt, niezbędny do walki. W to, komu zależy na kolejnej destabilizacji regionu, nie staramy się wnikać. Kartelom narkotykowym, wielkim międzynarodowym konsorcjom sterującym polityką światową, rządom sąsiednich państw bądź też lokalnej opozycji, a może wszystkim razem? Gęsta sieć wspólnych interesów rozciąga się bowiem na surowce naturalne, minerały, paliwa, handel narkotykami i bronią, rynki inwestycyjne.Programowy luzNoc. Totalna popijawa. Skrzynka whisky, piwo, tequila. Rano trzy jeepy podrzucą jednych przez Flores do Cobán, innych do San Felipe i dalej do Livingston, pozostałych do Belmopán w Belize. Tu wszędzie już docierają turyści. Nie będzie żadnych problemów z wtopieniem się w tłum. Prywatna broń musi zostać na miejscu. Naoliwiona, popakowana w wodoodporne worki. Otrzymamy ją po powrocie.Juan podaje mi skręta.- No me gusta – mówi po hiszpańsku, bo taki język tutaj obowiązuje. – Pero entiendo (Nie podoba mi się, ale rozumiem). Uwaga dotyczy rozstania z ulubioną Berettą kal. 7,65. Kontrola na lotniskach jest jednak skrupulatna, a nikt nie chce kłopotów.- Dokąd jedziesz? – pytam bez specjalnego zainteresowania.- Do dziewczyny we Francji – odpowiada z uśmiechem.- Gdybym zginął, ona dostanie moją forsę – dodaje rzeczowo.Podobnie jak on, większość członków oddziału stara się zabezpieczyć najbliższych. Istnieją wspólne konta najemników, głównie w europejskich bankach, z których korzystać mogą członkowie znającej się grupy w określonych sytuacjach życiowych. W grę wchodzi trwałe kalectwo, choroby, śmierć – w tym wypadku pieniądze wypłaca się rodzinie, a przy procesach sądowych to właśnie z tego konta otrzymują zapłatę adwokaci.Wojna rodzi przemoc. Rodzi także przyjaźnie. Już po skończonej akcji, kiedy “ludzie ze świata” rozjeżdżają się, każdy u każdego jest najważniejszym gościem w razie potrzeby i każdy może liczyć na pomoc kolegi “z dżungli”….Tym razem do powstania nie doszło, bo władze lokalne dogadały się z partyzantami na temat sprawowania wspólnych rządów. Każdy z najemników wziął swoje pieniądze, zostawił adres i wyjechał. W razie potrzeby zostanie zaproszony w odpowiednie miejsce. Koszty przejazdu zostaną zwrócone przy zameldowaniu się u dowódcy

Odpowiedzi: 21 to “NAJEMNICY praca – najprawdziwsza prawda.. bez upiększania i straszenia.”

  1. navajo88 powiedział/a

    Tak panie Miziak życie jest piękne !!!! i nie ma co sobie odmawiać ! hahahahahahahahahaha
    J.M.H

  2. miziaforum powiedział/a

    co czeka Iran jeśli ludzie uczciwi się nie przeciwstawią – BANDYTOM !!!!
    =========================================================
    POOGLĄDAJ KONIECZNIE -teraz Iran ….
    =========================================================
    OD TEGO SIĘ W LIBII ZACZĘŁO
    =

    =====

    =

    =
    =
    ====================================================
    CO LIBIJCZYCY STRACILI – ZOBACZ KONIECZNIE !!!
    =====================================================

  3. [...] http://miziaforum.wordpress.com/2012/03/03/najemnicy-praca-najprawdziwsza-prawda-bez-upiekszania-i-s… Dodaj do ulubionych:LubięBe the first to like this. [...]

  4. tomek powiedział/a

    chcę zostać najemnikiem w dobrej sprawie. Szukam wiarygodnego kontaktu, jeśli ktoś może pomuc proszę o kontakt tomi132@onet.eu

  5. konradux powiedział/a

    szukam wiarygodnego kontaktu w sprawie dolaczenia do najemników

  6. masgmeras powiedział/a

    tez szukam kontaktu w sprawie zostania najemnikiem prosze o kontakt konradux66@wp.pl

  7. Anonim powiedział/a

    szukam kontaktu/pracodawcy. proszę o kontakt att6@wp.pl

  8. j23 powiedział/a

  9. Anonim powiedział/a

    szukam kontaktu axtrel@o2.pl

  10. olo powiedział/a

    szukam kontaktu axtrel@o2.pl

  11. Greg Oldstyle powiedział/a

    szukam roboty jestem z Londynu

  12. mac28 powiedział/a

    szukam pracy jako najemnik lub innej,I am looking job like mercenary or other. se..zohan@o2.pl-mail contact

  13. militarja powiedział/a

    jestem max szukam pracy

    • miziaforum powiedział/a

      JA TEŻ – MASZ COŚ :-)

      JA MAM O TU

      Rosyjscy żołnierze na ulicach Sewastopola. Flota w stanie podwyższonej gotowości bojowej

      Rosyjski transporter opancerzony pojawił się ulicach Sewastopola. Z kolei Czarnomorska Flota Federacji Rosyjskiej, która stacjonuje na Półwyspie Krymskim, została postawiona w stan podwyższonej gotowości bojowej.

      Rosyjska flota w stanie podwyższonej gotowości bojowej /AFP
      Media: Podwyższono gotowość bojową Floty Czarnomorskiej FR

      W związku z możliwą destabilizacją sytuacji na Krymie w stan podwyższonej gotowości bojowej postawiona została stacjonująca tam Flota Czarnomorska Federacji Rosyjskiej – informuje we wtorek na swojej stronie internetowej “Niezawisimaja Gazieta”. czytaj więcej

      Agencja Interfax powołując się na źródła zbliżone do dowództwa Floty twierdzi, że w Sewastopolu przegrupowywane są rosyjskie siły, aby lepiej zabezpieczyć obiekty należące do wojska.

      Według lokalnych dziennikarzy pracujących na Krymie, na jednym z centralnych placów Sewastopola pojawił się rosyjski transporter opancerzony, przewożący żołnierzy piechoty morskiej. Maszyna zatrzymała się na kilkanaście minut i odjechała w kierunku budynku nazywanego “Domem Moskwy”.
      Reklama

      W Sewastopolu od kilku dni trwają prorosyjskie demonstracje. Część mieszkańców tego portowego miasta domaga się przyłączenia do Rosji.

      Tymczasem – jak informuje na swoich stronach internetowych “Niezawisimaja Gazieta” – Flota Czarnomorska została postawiona w stan podwyższonej gotowości bojowej. Moskiewski dziennik powołuje się na źródło w Ministerstwie Obrony Rosji.
      Dowódcy są zaniepokojeni

      “NG” podaje także, iż dowódcy Floty Czarnomorskiej FR są zaniepokojeni z powodu powołania przez ukraińską Radę Najwyższą Arsena Awakowa na p.o. ministra spraw wewnętrznych, a Wałentyna Naływajczenki – na szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

      Dziennik pisze, że Naływajczenko, gdy w czasie prezydentury Wiktora Juszczenki stał na czele SBU, wszelkimi sposobami blokował funkcjonowanie rosyjskiej Floty. – Zabronił on organom (rosyjskiego) kontrwywiadu wojskowego prowadzenia działalności w jednostkach wojskowych. Ścisłemu nadzorowi SBU poddał ruch samochodów Floty Czarnomorskiej FR po Krymie, a jej okrętów – po krymskim akwenie Morza Czarnego – dodaje.
      “Sytuacja będzie się zaostrzać”

      “NG” cytuje opinię byłego dowódcy Floty Czarnomorskiej, przewodniczącego Komisji Obrony Dumy Państwowej admirała Władimira Komojedowa, według którego istnieje niebezpieczeństwo, że w wypadku dojścia do władzy na Ukrainie nacjonalistów podejmą oni próbę wypowiedzenia porozumienia o stacjonowaniu rosyjskiej Floty na Krymie.

      Komojedow przypomniał, że w grudniu ubiegłego roku prezydenci Rosji i Ukrainy, Władimir Putin i Wiktor Janukowycz polecili rządom dwóch krajów przygotowanie projektu porozumienia o wymianie uzbrojenia i sprzętu wojskowego Floty Czarnomorskiej; w lutym z powodu wydarzeń w Kijowie prace te zostały zamrożone.

      Admirał wyraził pogląd, że sytuacja na Krymie, w tym wokół Floty Czarnomorskiej, będzie się zaostrzać. Jednak nie spodziewa się on, by Kijów w najbliższym czasie zażądał od Moskwy wycofania rosyjskiej Floty z Krymu.

      – W Kijowie nie ma władzy mającej legitymację. Nadciąga ostry kryzys gospodarczy. Tylko szaleńcy mogliby teraz podnieść temat Floty Czarnomorskiej FR. A nawet jeśli propozycje oficjalnie wpłyną, to Moskwa je odpowiednio potraktuje – oświadczył przewodniczący Komisji Obrony Dumy.

      Komojedow zauważył, że Rosja fizycznie nie ma dokąd wyprowadzić swojej Floty Czarnomorskiej z zatok Sewastopola – baza w Noworosyjsku jest dopiero w budowie.

      Podobnego zdania jest admirał Igor Kasatonow, który także w przeszłości dowodził Flotą Czarnomorską i który zwrócił uwagę, że Moskwa dysponuje wieloma dźwigniami presji gospodarczej na Ukrainę.
      “Wyrzucenie floty będzie dla Ukrainy w najwyższym stopniu nieopłacalne”

      – Za ich pomocą można wpłynąć na los rosyjskiej Floty nawet w wypadku dojścia do władzy prozachodniego rządu – powiedział i dodał: “Mówiąc brutalnie, wyrzucenie Floty Czarnomorskiej FR będzie dla Ukrainy w najwyższym stopniu nieopłacalne”.

      Spory wokół warunków dalszego korzystania przez Flotę Czarnomorską z jej głównej bazy w Sewastopolu trwale zakłócają stosunki Rosji z Ukrainą. Poprzednie władze ukraińskie, z prozachodnim prezydentem Wiktorem Juszczenką, nalegały, by rosyjska Flota opuściła Ukrainę w 2017 roku, jak było zapisane we wcześniejszych umowach w tej sprawie.

      W kwietniu 2010 roku, po dojściu do władzy Janukowycza, Kijów zgodził się na przedłużenie umowy o stacjonowaniu Floty Czarnomorskiej na Krymie o kolejne 25 lat. Oznacza to, że rosyjska Flota miałaby wycofać się z Ukrainy w 2042 roku. W zamian za to strona rosyjska przyznała Ukrainie 30-procentową obniżkę cen gazu.

      Flota Czarnomorska FR odegrała istotną rolę w wojnie z Gruzją w 2008 roku, kiedy to Rosja czynnie przeciwstawiła się dążeniom gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego do odzyskania kontroli nad zbuntowanymi regionami – Osetią Południową i Abchazją.

      PAP/IAR

      Więcej na temat:flota | Rosja | Ukraina

      Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-zamieszki-na-ukrainie/aktualnosci/news-rosyjscy-zolnierze-na-ulicach-sewastopola-flota-w-stanie-pod,nId,1111992?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other

  14. tmr powiedział/a

    kolego bylem w awganistanie i cos wiem o wojnie .teraz nudze sie i chce cos robic a nie sluchac bredni jak mozesz dac miinfo do zaciagu bede wdzieczny

  15. tmr powiedział/a

    daj odpowiedz albo zamknij strone

  16. tmr powiedział/a

    daj namiary trzeba im pomoc bo po nich bedzie Polska Putin to 2 stalin

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: